
Ostrzeżenia padające z ust któregoś z jej braci nigdy nie pozostawiały jej przestrzeni na bunt. Te chwile zawsze wyglądały tak samo. Przypominały schemat, który po wielu latach miała już na dobre wyryty w pamięci. Gdy jeden z bliźniaków stawał przed nią z niewielką torbą podróżną w dłoni, Carmen wiedziała, że nie powinna zadawać zbyt wielu pytań. Spoglądała więc na niego z bezradnością, po czym odwracała się, by złapać pierwszą taksówkę, która zawiozłaby ją na obrzeża stolicy. Mieszkanie swojej najlepszej przyjaciółki traktowała jak hotel — miejsce, w którym mogła przeczekać noc i kolejny dzień, aż dostanie wiadomość, że może już wracać.
Bliźniacy Torres byli znani głównie z tego, że dość wcześnie wpadli w kiepskie towarzystwo. W czasach liceum wszystko wydawało się zabawą i czymś niepoważnym, jednak wraz z dorastaniem oraz rozwojem działalności związanej z przemytem narkotyków zaczęli ściągać na siebie coraz większą uwagę. Policja notorycznie pojawiała się w progu ich domu, a niedługo po niej także ludzie, którzy nie mieli już tak przyjaznych intencji jak stróże prawa. Ich decyzje zaczęły odbijać się nie tylko na samych bliźniakach, lecz także na całej rodzinie. To było też głównym powodem wyjazdu ich rodziców na wieś.
Carmen notorycznie przemieszczała się między Meksykiem a oddaloną o ponad godzinę jazdy pociągiem wioską, w której zamieszkali jej rodzice. Nie potrafiła całkowicie odciąć się od braci, z którymi dzieliła wspomnienia i doświadczenia z czasów, zanim wszystko przybrało tak przerażający obrót. Dziewczyna zawsze była bardzo rodzinna, a myśl o tych podziałach doprowadzała ją do szału i rozdzierała od środka, ponieważ nie chciała nikogo zostawiać. Wiedziała jednak, że długi i problemy krążące wokół jej braci nie były czymś, co mogła naprawić ot tak. Odczuła to szczególnie dotkliwie, gdy pewnego popołudnia wracała ze szkoły i zobaczyła, jak ktoś demoluje jej rodzinny dom, albo wtedy, gdy jej rodzice otrzymywali pogróżki.
— Powinnaś wyjechać. Daleko. Zacząć od nowa, bez poczucia zagrożenia i ograniczeń wynikających z naszej obecności lub działań twoich braci.
Początkowo Carmen wcale nie chciała wyjeżdżać, jednak z czasem dostrzegła, jak ogromny wpływ na jej życie ma otoczenie, w którym funkcjonowała. Zaczęła więc działać. Udzielała korepetycji z języka angielskiego, a jednocześnie pracowała jako kelnerka w restauracji. Za dnia uczyła się, a późnymi wieczorami dorabiała sobie, jak tylko mogła. Dzięki regularnej nauce zdała egzaminy końcowe bez większych problemów i przy niewielkim wsparciu rodziny, udało jej się wyjechać do Toronto. Pierwsze dni okazały się wyjątkowo trudne. Czuła się samotna i nie potrafiła znaleźć dla siebie miejsca. Modliła się, że rozpoczęcie studiów i znalezienie pracy pomogą jej oswoić się z nowym otoczeniem oraz odnaleźć w nieznanej rzeczywistości.
— Stawiaj przede wszystkim na siebie. To twoje życie i nie jesteś nikomu nic winna.
Pięć lat spędzonych w Toronto z pewnością nauczyło ją ogromnej samodzielności. Samotność nie była już tak straszna, a nawet dawała jej pewien komfort. Nie mogła też narzekać na ludzi, których spotkała na swojej drodze. Na przestrzeni lat udało jej się zbudować własną rutynę, stworzyć codzienność i odnaleźć środowisko, które naprawdę jej odpowiadało. Carmen była zawzięta, więc jeśli coś sobie postanowiła, robiła wszystko, by dopiąć swego. Czuła się dobrze i miała przed sobą wiele możliwości. Choć czasami brakowało jej obecności braci czy rodziców, cieszyła się, że podjęła właśnie taką decyzję.
