27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

011
music vibes


Sullivan żył. Ta myśl nie dawała rudowłosej spokoju, odkąd w pośpiechu opuściła targowisko. Pojawiała się w najmniej oczekiwanych momentach, sprawiając, że dziewczyna zastygała w zamyśleniu, próbując poukładać sobie wszystko w głowie. Ukrywał się. Miał tajemnice. Uratował ją. I wciąż traktował ją jak część swojego życia. To wszystko przeczyło całemu jej obrazowi, jaki w ciągu tych dwóch lat zdążyła sobie o nim wypracować w głowie. To wszystko nadal brzmiało jak kłamstwo. Skąd mogła wiedzieć, czy mówił prawdę, skoro nawet jego śmierć była fikcją?
Dotrzymała obietnicy i nikomu nie wspomniała o tym spotkaniu. Żeby uciec od chaosu spowodowanego nagłym pojawieniem się Hartleya, rzuciła się w wir pracy, który skutecznie odwracał jej uwagę od blondyna. Przynajmniej w ciągu dnia i podczas wieczorów ze znajomymi, którymi wypełniła swój grafik po brzegi. Wśród znajomych wspomnienie stojącego przed nią Sullivana naprawdę zaczynało jej się rozmazywać, jakby to był tylko sen. A później wracała do mieszkania i niestety czasem przegrywała z własnymi myślami, pozwalając odpłynąć im w niezbyt bezpieczne rejony.
Do tego stopnia, że jednego wieczoru, popijając samotnie wino, pod wpływem impulsu wyciągnęła schowane głęboko w szafie niewielkie pudełko. Usiadła na podłodze, przez chwilę spoglądając na nie z wahaniem, zanim ostatecznie otworzyła pokrywę nieco drżącymi dłońmi. Powoli wyciągała z niego kolejne przedmioty, uważnie się im przyglądając - wspólnym zdjęciom z fotobudki z pierwszej randki, kolejnym w różnych momentach ich wspólnego życia, zawsze uśmiechniętych, jakby posiedli już wszystko, co mogli do pełni szczęścia. Wśród zdjęć, w tym niegdyś jej ulubionego, które zrobiła blondynowi z zaskoczenia na jednym z pierwszych spotkań, znajdowało się jeszcze kilka odręcznie napisanych liścików, które Sully często miał w zwyczaju jej zostawiać, pocztówki z miejsc, które razem zwiedzili, oraz klucz. Niepozorny klucz, który dostała po śmierci mężczyzny, nigdy nie dowiadując się, do czego służył. Klucz, który dobitnie pokazywał, jak bardzo Adeline bała się zadawać pytania i szukać odpowiedzi, na które nie była gotowa.
Nie spodziewała się, że możliwość poznania wszystkich odpowiedzi w końcu sama zapuka do jej drzwi. Siedziała akurat na kanapie i oglądała coś w telewizji bez większego zaangażowania, sącząc czerwone wino, kiedy z zamyślenia wyrwał ją charakterystyczny dźwięk. Ściągnęła brwi, bo nikogo się tego wieczoru nie spodziewała, jednak wiedziona ciekawością podeszła do drzwi, po czym pociągnęła za klamkę. I zastygła w bezruchu.
W progu stał znajomy nieznajomy blondyn. Dokładnie ten, który ostatnio zbyt często gościł w jej myślach, jakby nie tylko wrócił do świata żywych, ale również na nowo do jej umysłu.
Sully? — rzuciła po kilku długich sekundach zduszonym głosem. — Co Ty tutaj robisz? - zapytała, patrząc na niego niepewnie z nagle rozszalałym biciem serca. — Miałeś się ukrywać. - Pamiętała, jak ostatnim razem mówił, że nie wiedział, ile czasu zajmie mu ta pilna sprawa, która nie pozwalała mu jeszcze odzyskać dawnego życia. I odzyskać jej. Na samą myśl o tym przebiegł ją po plecach dreszcz. Nie potrafiła jeszcze stwierdzić, co to znaczyło. — Nie możesz tak po prostu pojawiać się bez ostrzeżenia - i znikać, mącąc jej tym w głowie, miała na końcu języka, ale się powstrzymała. W jej głosie dało się słyszeć nutę wyrzutu, którą potwierdzało nieco rozżalone spojrzenie. Nie lubiła być w ten sposób zaskakiwana. A jeszcze bardziej przerażało ją to znikanie. Zbyt wiele ważnych dla niej osób ją opuszczało. Sullivan niestety też do nich należał.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich spotkanie, choć zupełnie nieplanowane, dodało mu trochę wiatru w żagle. Nawet jeśli nie poszło najlepiej, nawet jeśli rozstali się w dość nieokreślonej atmosferze, tak wierzył, że miał jeszcze jakąś szansę. Nie widział nowych artykułów na swój temat, nikt nowy nie pojawiał się w jego życiu, nikt nie wchodził mu w drogę, więc nikomu nie powiedziała. Dotrzymała danego słowa, chociaż wcale nie musiała. Nie winiłby jej za to gdyby chciała mu mimo wszystko nieco uprzykrzyć życie. Nie mógł jej wtedy nic powiedzieć. Pojawił się znienacka, jeszcze mając wobec niej pewne wymagania. To nie było na miejscu. Nie powinno się stać. To on był temu winny. Nie mógł utrzymać dystansu. Nie potrafił.
Dlatego przez ostatnie tygodnie pracował z nową motywacją by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Wszystkie zdjęcia, nagrania, akta. Dokumenty potwierdzone notarialnie. Sprawdził wszystko, czego wymagają w materiałach dowodowych. Znał wszystkie reguły. Tu nie było miejsca na żadne pomyłki. W końcu pojawił się na posterunku, gdzie miał już umówioną wizytę z jednym ze śledczych. Zdał wszystko w jego ręce. Złożył wszelkie wyjaśnienia. Oczywiście maglowali go praktycznie cały dzień. Spodziewał się tego. Kiedy w końcu go wypuścili mógł nareszcie odetchnąć z pewną ulgą. To był początek końca. Czeka go jeszcze pewnie kilka rozpraw, sprawa będzie się ciągnąć miesiącami, ale to był już początek.
Przyszła pora by przejść do tej bardziej stresującej części wracania do życia. Bo tak, był zestresowany. W swojej pracy ocierał się z naprawdę ważnymi ludźmi, negocjował umowy. Na linii były miliony dolarów. Po śmierci cały czas oglądał się przez ramię obawiając się, że to jeszcze nie koniec. Obawiał się o swoje życie. To jednak pojawienie się na jej progu tego wieczoru było tym, co stresowało go w tym wszystkim najbardziej. Nie wiedział jak na niego zareaguje. Czy w ogóle wpuści go do środka. Może przemyślała sprawę i nie chciała już słuchać jego wyjaśnień? To właśnie ściskało jego żołądek. Uczucie, które nie towarzyszyło mu chyba od podstawówki. Zawsze wiedział czego chce i jak to zdobyć. Z nią nie miał żadnej kontroli. To ona trzymała wszystkie karty.
Badał jej reakcję. Ucieszy się? Wkurzy? Na razie wydawała się po prostu niedowierzać, że rzeczywiście się tu pojawił. Tym razem nie odszedł. Nie zniknął na stałe. Wrócił by ją odzyskać. Chociaż to, że nie sprzedała mu od razu kopniaka dawało mu trochę nadziei, tak stres pozostawał.
- Ostrzegałem, że będę chciał odzyskać swoje życie. - uśmiechnął się do niej dość zawadiacko bo nie mogła mu powiedzieć, że poniekąd jej nie ostrzegł - Teraz mogę dać Ci odpowiedzi, o które prosiłaś, ale zanim zaczniemy... - sięgnął do teczki, w której trzymał większość dokumentów wyciągając pierwszy plik świstków, które jej wręczył.
- Oczywiście, że jest druczek na powrót do życia. Podobnie jak oświadczenia do wszystkich składek i tak dalej... - przewrócił oczami cicho się śmiejąc - Oficjalnie Sullivan Hartley znów żyje. - powiedział dość miękko bo to było kiedyś imię jej narzeczonego.
- To, co wpuścisz mnie do środka? Porozmawiamy? - spojrzał na nią wyczekująco.
Nie zamierzał robić tego na jej progu. Jest pierwszą osobą, która widzi go oficjalnie po powrocie do żywych. Chociaż towarzyszył mu dość duży stres, tak był też podekscytowany tym, że w końcu może wrócić. Może ją zobaczyć bez tych wszystkich podchodów. Dobrze było znów chodzić po ziemi jako człowiek, a nie duch. Teraz tylko ona musiała w niego uwierzyć.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy Adeline była w stanie znów wpuścić Hartleya do swojego życia? To pytanie krążyło po jej głowie, pozostając bez odpowiedzi. Tak, jak wiele innych, gdy myślała o blondwłosym mężczyźnie. Bo choć uciekała przed nim myślami jak tylko mogła, w pewnych chwilach nie dało się już ich dłużej ignorować.
Z drugiej strony wiedziała, że bez porządnych wyjaśnień nie mogła podjąć żadnej decyzji. I w tym właśnie tkwił problem. Żeby uwierzyła mu w jakąkolwiek historię, która kryła się za całym tym zniknięciem, potrzebowała czegoś więcej niż słów i zapewnień. W końcu zapewniał ją o swojej miłości, a i tak ją opuścił, prawda? W tej chwili nie miała żadnych powodów, by ponownie mu zaufać. A nawet, jeśli blondyn wręczyłby jej niezbite dowody, które wyjaśniłyby, co stało za jego fikcyjną śmiercią, pozostawała jeszcze kwestia, która bolała ją znacznie bardziej - zdrada. Bo jeśli tego nie zrobił, jak twierdził, to czemu odszedł?
Bała się. Cholernie bała się tych odpowiedzi. Bała się znowu przechodzić przez coś, co wydało jej się być dawno zakończoną sprawą. Zamkniętym rozdziałem. Ale kiedy patrzyła na ich wspólne zdjęcia z przeszłości, delikatne ciepło rozlewające się po sercu uświadomiło jej, że ten etap nie dostał odpowiedniego zakończenia. Czekała ich poważna rozmowa.
Okazja do niej przyszła niespodziewanie. I to dosłownie. Jej niebieskie spojrzenie skupiało się na jego twarzy, nie dowierzając temu, co widziała. Widok stojącego w progu, przed nią, Sullivana nadal był dla niej abstrakcją. Czymś, co jeszcze do niedawna nie miało nawet prawa się wydarzyć. A jednak wrócił do żywych. Wrócił do niej.
Zawadiacki uśmiech, który przez chwilę rozjaśnił jego twarz, przypomniał jej czasy, w których ten prosty gest wywoływał w niej mocniejsze bicie serca. Mimo upływu lat, tym razem stało się to samo. Choć wciąż nie dopuszczała do siebie myśli, że mówił o niej, miał rację. Ostrzegał ją.
Skąd pewność, że jest tutaj coś, co da się odzyskać? - zapytała w zamian, starając się nie tracić rezonu, acz chwilowe umknięcie przed nim wzrokiem trochę zaprzeczało jej pewności siebie. Nie mogła dać mu po sobie poznać, że jego śmiałość niejako zrobiła na niej wrażenie. Musiała jednak pozostać ostrożną. Widząc teczkę, ściągnęła brwi.
Widzę, że poważnie podszedłeś do sprawy - skomentowała, biorąc do ręki plik dokumentów, na które zerknęła ostrożnie. Zawsze był skrupulatny, ale nie liczyła, że na tę konkretną sytuację również przygotuje się tak dobrze. — Co na to rodzice? Jak Ethan? Dlaczego jeszcze nie jest o tym głośno? - dopytała, nie potrafiąc pozbyć się z tonu głosu nuty ciekawości. Rzeczywiście, urzędowe pieczątki potwierdzały jego słowa. Takie zmartwychwstanie to wspaniała pożywka dla mediów. Znowu o Hartleyach zrobi się głośno.
Na jego pytanie uniosła wzrok znad papierów, żeby zetknąć się z wyczekującym spojrzeniem mężczyzny. Jego ogólna postawa stwarzała pozory swobody, ale znała go, przynajmniej kiedyś. Wiedziała więc, że nieco zaciśnięte szczęki zdradzały stres. Cokolwiek się za tym kryło, postanowiła dać mu szansę wszystko wyjaśnić.
Tak - westchnęła niepostrzeżenie, otwierając drzwi szerzej i robiąc mu miejsce, żeby wszedł do środka. Rozmowa. Długa, poważna, ciężka rozmowa, której nie mogła dłużej unikać. Mieli zbyt wiele spraw do wyjaśnienia, żeby z tym zwlekać. I chciała mieć to już za sobą. - Ale uprzedzam, że to jeszcze nic nie znaczy - dodała, zanim ją minął, a zapach jego perfum uniósł się w powietrzu. Musiała być silna. I skupić się na tym, co miał jej do powiedzenia.
Zamknęła drzwi i udała się za nim do salonu, tego samego, w którym kiedyś spędzali wiele czasu, zanim wprowadziła się do niego. Od tamtej pory niewiele się zmieniło - dało się jednak odczuć brak wspólnych zdjęć, które niegdyś wisiały na ścianie nad komodą. Nie wierzyła, że jeszcze kiedyś zobaczy Sullivana w tym miejscu.
A więc słucham - skrzyżowała ręce na piersi, przystając w odległości kilku metrów od niego. Nie mogła podejść do niego bliżej w obawie, że w końcu się złamie. Nie mogła sobie na to teraz pozwolić.


Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był ten moment, o którym poniekąd marzył już od dłuższego czasu. Marzył, a jednocześnie się obawiał. Znalezienie wszystkich dowodów było cholernie ciężką pracą. Taką, z którą był w stanie się zmierzyć mając konkretny cel. Tak jak wiedział, co go czeka kiedy zacznie rozmawiać z władzami, urzędami... Miał pewne wyobrażenie tego jak potoczy się ta część jego powrotu do żywych. Jeśli chodziło natomiast o nią nie miał pojęcia jak zareaguje. Już raz mu nie uwierzyła. To prawda, że nie miał wtedy żadnych dowodów, tylko swoje słowo, aczkolwiek to powinno jej wystarczyć. Nie dała mu nawet szansy się wybronić. Dlaczego miałaby to zrobić tym razem? Niemniej musiał spróbować. Zrobić to dla siebie, dla niej, dla nich. Cholernie mu na tym zależało. Zwłaszcza odkąd znów mógł ją zobaczyć na żywo.
Oczywiście musiała mu odbić piłeczkę i jak zwykle zrobiła to bardzo umiejętnie. Zachwiała tym nieco jego pewność siebie. Przyszedł tutaj w konkretnym celu, wierzył w to, że rzeczywiście było jeszcze o co walczyć. Wierzył, że może ją odzyskać. W tym momencie jednak miała racja. W tym wszystkim zapomniał upewnić się, że jest singielką. Za chwilę mógł usłyszeć męski głos z jej salonu pytający kto jest u jej drzwi. To zbiło go z pantałyku i to wyraźnie. W pracy nigdy sobie na to nie pozwalał. Wiedział do czego dąży i jak to zdobyć. Z nią... Nie miał żadnej pewności. Już nie.
- Pewnie dlatego, że jesteś pierwszą osobą, która się o tym oficjalnie dowiaduje. Ten podpis jest prawie ciepły, więc spróbuj nie rozmazać tuszu. - uśmiechnął się odzyskując nieco swojego normalnego uroku, który kiedyś skradł jej serce.
Wewnątrz odetchnął z ulgą kiedy usłyszał tak, a ona zrobiła mu miejsce. Zaraz za progiem oczywiście zdjął buty. Nigdy nie lubił wnosić brudu do domu. Wchodząc za nią do salonu rozejrzał się po pomieszczeniach, które były mu kiedyś znane i choć niewiele się zmieniły zauważył brak zdjęć oraz inne szczegóły, które świadczyły o tym, że ich rozdział wyglądał już na zamknięty. Lecz również o tym, że najwyraźniej nie zaczęła kolejnego. Tak, jak chciał dla niej jak najlepiej, nie mógł kontrolować swoich emocji. Cieszył się że nie zastał śladu innego mężczyzny.
- Myślę, że najlepiej będzie zacząć od końca. - usiadł na kanapie wyciągając kolejne dokumenty oraz zdjęcia ze swojej teczki rozkładając je na stoliku, który kiedyś razem kupili - Moja śmierć. - uniósł na nią wzrok nabierając znacznie więcej powagi.
Zauważył jej zamkniętą postawę. Gardę, którą właśnie uniosła. Wiedział, że nie może liczyć na preferencyjne traktowanie. To będzie jedno z najcięższych spotkań w jego życiu.
- Próbowali mnie zabić. - wiedział, jak to brzmi, ale parł naprzód - Umiejętnie uszkodzili silnik w mojej łodzi, ale byli niedoinformowani. Nie wiedzieli, że zawsze mam ze sobą swój sprzęt do nurkowania oraz, że potrafię nurkować. Tylko to mnie uratowało. - wyjaśnił patrząc w jej jasne tęczówki.
- Tutaj jest druga ekspertyza niezależnego eksperta, któremu trochę bardziej zależało na wykonaniu swojej pracy niż tych w policji. - przesunął w jej stronę jeden z dokumentów - Nie wróciłem do żywych od razu dlatego, że dawało mi to niecodzienną szansę. Swobodę by odkryć to, czego potrzebowałem by ich zdemaskować i oskarżyć, której nie miałem gdyby nadal mieli się na baczności. Dlatego nikt nie mógł wiedzieć. Skoro posunęli się tak daleko ze mną, zrobiliby to samo z moimi bliskimi. Nie mogłem na nikogo sprowadzić już tego niebezpieczeństwa. - oparł się o oparcie głośno wzdychając bo dobrze było w końcu zacząć to wszystko wyjaśniać, chociaż jeszcze wiele pozostawało do powiedzenia.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline nie wiedziała wielu rzeczy, ale na pewno wiedziała jedno - wprawienie Sullivana w zakłopotanie graniczyło niemal z cudem. Pamiętała, jak uwielbiała testować jego granice i zaginać go w najmniej oczekiwanych momentach, jednocześnie mając świadomość, że prędzej czy później mężczyzna jej się tym odpłaci. Zawsze świadomie igrała z ogniem. Tym razem jednak zbicie z tropu, które wymalowało się na jego twarzy, nie przyniosło jej takiej satysfakcji, jakiej się spodziewała.
Chciała, żeby go zabolało za cały ten czas, w trakcie którego rudowłosa samodzielnie walczyła z bólem. Po cichu liczyła na to, że w jakiś sposób jej się odgryzie, odpowie cokolwiek, próbując okazać swoją dawną arogancję. Natomiast jego milczenie było wymowne - nie mógł być pewien, czy ma u niej jeszcze jakiekolwiek szanse. A mimo to wszystko stawiał na jedną kartę. Nie wycofał się. Czekał na jej decyzję. I Ade wcale nie czuła się tym rozczarowana.
Kącik jej ust drgnął minimalnie, gdy w głos mężczyzny znowu wkradł się żartobliwy ton. To było coś, przed czym nie potrafiła się powstrzymać mimo, że zależało jej, by nie okazywać po sobie niczego więcej, na co nie była gotowa odkryć przed nim… i przed sobą. Adeline, nie daj się zwieść jego urokowi, upomniała się w myślach.
Mówisz tak, jakby Twoje priorytety nigdy nie uległy zmianie - zauważyła, z trudem powściągając ton przed kolejnym uszczypliwym wydźwiękiem. Niemniej fakt, że przyszedł do niej jako pierwszej, wzbudzał w niej wątpliwości. Przez dwa lata pozwolił jej wierzyć, że nie znajdowała się na liście jego priorytetów. Nawet nie była już pewna, czy w ogóle tego jeszcze chciała.
Obserwowała go z dystansu, starając się przy tym zachowywać tak, jakby towarzystwo mężczyzny nie robiło na niej szczególnego wrażenia, choć było to wierutne kłamstwo. Jej uwadze nie mógł umknąć jego wzrok, którym przesunął po wnętrzu. Dosłownie jakby czegoś szukał. Śladów przeszłości czy nowego życia bez jego udziału?
Moja śmierć. Na dźwięk tych słów Adeline instynktownie spięła swoje ciało. Dobrze pamiętała tamten dzień. Niedowierzanie. Współczucie. Przeraźliwy smutek. Ta wiadomość zmąciła jej względny spokój bardziej, niż by tego chciała. Bo nawet, jeśli nie byli już razem i trzymała wobec niego urazę, nie była stworzona do bycia wiecznie złą na niego. Nigdy nie życzyła mu źle, a już na pewno nie takiej tragicznej śmierci. Dopiero na następne jego wyznanie uniosła wysoko brwi, wszczynając w swojej głowie alarm. Próbowali mnie zabić. Jej serce momentalnie przyspieszyło, a ramiona opadły wzdłuż jej tułowia. Bezwiednie podeszła do niego i usiadła na przeciwległym fotelu, starając się ogarnąć umysłem tę całkiem nową perspektywę.
Poczekaj, o kim Ty mówisz? Kto chciałby to zrobić? I jak się im naraziłeś? - zarzuciła go pytaniami, patrząc na niego przez chwilę skonsternowana, by po chwili przenieść spojrzenie na zdjęcia rozłożone na stoliku. Uszkodzony silnik, ekspertyza, próba demaskacji. To wszystko brzmiało jak wyrwane z jakiegoś filmu akcji. Nieprawdopodobne, ale wyglądało na prawdziwe. Poza tym, Sullivan prawie nigdy jej nie okłamał. P r a w i e. A przynajmniej nigdy nie posuwał się do tak rozbudowanego kłamstwa.
Czy teraz jest już bezpiecznie? - odezwała się po chwili milczenia. Skoro karma dopadła tylko jego i postanowił wrócić, musiał nastąpić jakiś przełom. Z drugiej strony ciężko było jej sobie przyswoić fakt, że mówił również o niej, skoro rozstali się na długo przed wypadkiem. Świadomość wykorzystania jej przeciwko niemu przerażała ją, bo w głębi siebie wiedziała, że mimo tego, jak potoczyło się ich życie, Sullivan postarałby się ją uratować. Tak, jak instynktownie zrobił to na targowisku.
Wiesz, przez chwilę myśleliśmy, że wrócisz - wyznała cicho, wracając myślami do wspomnień. Świadomie użyła zwrotu “my”, by nie pokazać, że szczególnie to ona nie dowierzała, że Sully tak po prostu zginął. Miała głupią nadzieję aż do momentu zakończenia akcji poszukiwawczej ciała, które nigdy się nie odnalazło. Teraz nabierało to nowego sensu.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W jego życiu zmieniło się naprawdę wiele. Przez ostatnie lata, gdy prowadził własne śledztwo musiał być naprawdę wieloma osobami. Kiedyś nie sądził, że byłby do tego zdolny. Udawać kogoś, kim nie jest, lecz przy odpowiednim celu okazało się, że mógł zrobić o wiele więcej niż kiedyś myślał. Ten czas zmienił wiele. Wracając tutaj sam już nie miał pewności kim tak naprawdę jest. Wyobrażał sobie ten moment przez ostatnie lata, nie wiedząc, jak zareaguje jego była narzeczona. Chciał wierzyć, że wszystko się ułoży, rzuci mu się w ramiona i zaczną dokładnie tam, gdzie skończyli. Tylko właśnie... Nie skończyli w najlepszym miejscu, a robienie tego samego i oczekiwanie innych efektów podobno jest jedną z definicji szaleństwa.
On szalony nie był, chociaż jego śledztwo niektórzy by pewnie takim nazwali. Jednak czuł się w tym wszystkim pogubiony. Nie był już tym samym Sullym, który od niej odszedł. Nie był też tym samym, który zmarł. Wrócił jako ktoś inny. Problem polegał na tym, że w tym wszystkim nie miał jeszcze tak naprawdę czasu by zastanowić się nad tym kim jest ta nowa wersja. Czy jej się spodoba? Na to pytanie mogła odpowiedzieć tylko ona. Dlatego jej uszczypliwości zostały po prostu przyjęte zamiast odbite. Wiedział, że zasłużył sobie na kilka ciosów i to tych z kategorii poniżej pasa.
To, że na jej ustach pojawił się chociaż cień uśmiechów wskazywał na to, że nie wszystko było jeszcze stracone. Dawała mu szansę, a to jedyne, czego od niej potrzebował. Jedyne, czego oczekiwał.
- Moje priorytety... Chciałbym powiedzieć, że to rozmowa na inny dzień, ale będzie lepiej jak przejdziemy przez wszystko dzisiaj. - uśmiechnął się do niej nieco niezręcznie wiedząc, że jest wiele tematów, na które pewnie nie ma dla niej żadnej dobrej odpowiedzi, a przynajmniej nie takiej, którą chciałaby usłyszeć.
Wiedział, że ta rozmowa nie będzie łatwa. To, co miał jej do przekazania brzmiało jak z jakiegoś filmu. Historia była dość mało wiarygodna dla przeciętnego człowieka, ale dlatego przyszedł przygotowany. Ze wszystkimi dowodami, które udało mu się zgromadzić. Nie łudził się, że będzie wierzyła w jego słowa. Zwłaszcza, że brzmiały tak absurdalnie. Obserwował jej reakcję i widział, że ze sobą walczyła. Jakaś część jej pewnie chciała mu uwierzyć, lecz to wszystko brzmiało tak abstrakcyjnie, że logika zabraniała.
- Wszystko Ci powiem. - powiedział spokojnie unosząc na nią wzrok i opierając łokcie na swoich kolanach - Próbuję Ci to przedstawić tak żeby miało to ręce i nogi. - zapewnił ją podążając wzrokiem na zdjęcia, które właśnie przeglądała.
- Tak, właśnie powinni ich zamykać. Więc chce wierzyć, że jest bezpiecznie. - nie udało mu się całkowicie ukryć tego, że nie był tego w stu procentach pewien.
Niestety był realistą. Zrobił tyle, ile mógł. Reszta należała do wydziału sprawiedliwości. Wierzył, że złapią wszystkich, którzy maczali w tym palce, ale nie mógł być pewien jak głęboko sięgała ta konspiracja. Miał po prostu nadzieję, że dotarł do wszystkich korzeni.
- Chciałem. Chciałem wrócić. - powiedział to całkowicie szczerze - Jednak jeśli wszyscy wierzyli w moją śmierć, nawet Ci, którzy ją zlecili to stawiało mnie w bardzo dobrej pozycji by rozwiązać tę sprawę. Czuli się swobodnie, popełniali błędy. A gdybym wrócił... Nie wiedziałem do czego by się posunęli w stosunku do Ciebie czy mojej rodziny. Nie mogłem ryzykować. - pokręcił głową mając nadzieję, że mu uwierzy.
- Odpowiadając na twoje pytania... Ethan miał wspólnika, kiedy rozkręcał swój biznes. Wspólnika, którego nigdy nie lubiłem i namawiałem go żeby kopnął go w tyłek. Mówiłem, że mu pomogę, ale nie, uparł się, że da radę sam. - zaczął łącząc dłonie i zaplatając swoje palce - W końcu okradł go, zabrał firmowe pieniądze, a ja nie zamierzałem mu tego odpuścić. To wrobienie mnie w zdradę miało być ostrzeżeniem od niego i jego kolegów. - bacznie badał jej reakcję na tę wiadomość, była jedną z kluczowych - Nie posłuchałem... - mruknął jeszcze wyciągając kolejne dokumenty ze swojej teczki i przesuwając je w jej stronę.
Ekspertyzy o tym, że zdjęcia, które widziała były stworzone przy pomocy AI, podobnie jak tamten filmik. Dawny arogancki Sully pewnie miałby teraz wokół siebie aurę - a nie mówiłem - jednak wiedział już, że sam nie był w tamtej sytuacji bez błędów.
- Nie zdradziłem Cię. - powiedział to z tym samym przekonaniem, co od samego początku.
Powinnaś była mi uwierzyć.
Pewne rozczarowanie nadal było wyczuwalne w jego głosie, lecz nie to było w tym momencie najważniejsze.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline właściwie sama nie wiedziała, czego tak naprawdę oczekiwała od mężczyzny. Przede wszystkim nie miała pojęcia, czego mogła się po nim spodziewać. Ich kilkuletni związek pozwolił jej poznać wszystkie jego zalety, wady, przekonania czy przyzwyczajenia. Wtedy wiedziała, do czego mogła się posunąć, żeby wzbudzić w nim dokładnie to, czego oczekiwała. Relacja z nim dawała jej bezpieczeństwo, stabilność i jednocześnie duże poczucie swobody, które generowało wzajemne zaufanie. Nie było między nimi żadnych barier, nie musieli przed sobą niczego udawać, bo wiedzieli, że bez względu na wszystko mogli na siebie liczyć. Niestety, zdrada i następujące po niej konsekwencje postawiły między nimi niewidzialny mur, który w tym momencie rudowłosa odczuwała niemal namacalnie. To skutecznie powstrzymywało ją przed poddaniem się impulsom, który obnażyłby ją przed Sully’m.
Dziewczynie zależało przede wszystkim na prawdzie. W to przynajmniej postanowiła wierzyć, kiedy bezgłośnie przytaknęła na słowa mężczyzny w kwestii priorytetów i wpuściła go do środka. Jedynym sensownym wyjaśnieniem, dlaczego do niej przyszedł jako pierwszej, był fakt, że przypadkiem spotkał ją na targowisku i wręcz zażądała od niego wyjaśnień. Miała jedynie nadzieję, że jego zapewnienia o tym, iż powie jej wszystko, pokryją się z rzeczywistością. Zaczynała się o tym przekonywać wraz z następującym po chwili tłumaczeniem i dowodami, które podsuwał jej do wglądu.
Chcesz wierzyć? - złapała go za słowo, podnosząc wyżej brew. Wyczuła tę niepewność w jego głosie, które w niej samej automatycznie zwiększyło niepokój, a przez jej głowę przebiegła myśl - wolałaby, żeby nic więcej już mu nie groziło. Żadnemu z Hartley’ów, poprawiła się zaraz, ignorując myśl, że gdyby nie wydarzenia sprzed dwóch lat, ona również miała nosić to nazwisko.
Twoja… - zawahała się przez chwilę, starając się znaleźć odpowiednie słowo, bo śmierć wydawała jej się w tym momencie bardzo nie na miejscu — …nieobecność długo trwałamusiałeś czuć się samotny, przemknęło jej przez myśl. I choć cisnęło się to na jej usta, nie miała odwagi podjąć tego tematu. — Co wtedy robiłeś? Poza swoją misją. - To było znacznie bezpieczniejsze pytanie. Bo oprócz zbierania dowodów musiał jakoś żyć. Nie winiłaby go za rozpoczęcie nowego życia.
Nadal nie miała najmniejszego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Nie wiedziała, jak bardzo powinna być na niego zła, czy może mu współczuć, czy pokazanie jakichkolwiek emocji nie będzie zbyt ryzykowne. Przecież już raz ją zranił, nie mogła pozwolić sobie na powtórkę. Dała mu szansę na wyjaśnienia, słuchała więc i, mimo skomplikowanej historii zarówno dotyczącej jego życia, jak i tej między nimi, starała się mieć otwarty umysł. Chciała spróbować spojrzeć na całość z szerszej perspektywy. Niezależnie od tego, jak bardzo nieprawdopodobna była to opowieść.
Na wspomnienie Ethana poruszyła się niespokojnie na fotelu. Młodszy Hartley nigdy nie powiedział jej o kłopotach w firmie, choć miała przeczucie, że jego wyjaśnienie dotyczące zamknięcia jego ukochanej firmy było trochę naciągane. Nie drążyła jednak, zapewniając go jedynie, że w razie czego mógł na nią liczyć. Nie pomyślałaby, że będzie to tak poważna sprawa. Przez kilka sekund zatrzymała myśli na tym, czy Ethan świadomie jej w to nie wtajemniczał tak, jak Sully. Czemu nikt jej o tym nie powiedział?
Z zamyślenia wyrwało ją słowo, na które drgnęła odruchowo. Zdrada. Podniosła spojrzenie na mężczyznę skonsternowana, gdy dotarł do niej kontekst zdania. Wrobili go? Po chwili przeniosła wzrok na podsunięte jej ekspertyzy i zadrżała, zdając sobie sprawę, że wszystko, w co wierzyła przez cały ten czas, mogło być kłamstwem. Myślami odbiegła na chwilę do życia, jakie dzielili przed ich rozstaniem i zastanowiło ją, jak wyglądałoby, gdyby wiedziała o wszystkim. Jej oczy mimowolnie zaszkliły się pod wpływem bezwolnie napływających łez.
Czemu więc odszedłeś? Czemu nie walczyłeś? — popatrzyła na niego z wyrzutem w głosie. — Wiesz, jak to wyglądało? Poddałeś się tak szybko, jakby coś rzeczywiście było na rzeczy - wyprostowała się na fotelu, czując opanowującą ją gorycz. Zawsze w chwilach, gdy coś ją denerwowało, łzy same cisnęły się do jej oczu, co próbowała stłumić, na chwilę odwracając od Sullivana wzrok, by zatrzepotać intensywnie powiekami. — I nie wmawiaj mi, że chodziło o moje bezpieczeństwo - rzuciła zaraz ostrzegawczo. — Pozwoliłeś mi żyć w przeświadczeniu, że nasz związek nie miał dla Ciebie takiego znaczenia, skoro przekreśliłeś go w jeden dzień. — To bolało, a ten ból odbijał się właśnie w jej oczach, kiedy znów podniosła spojrzenie na blondyna. To dlatego uznała wtedy, że nie zasługiwał na prawdę o dziecku. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, którą pospiesznie starła. Denerwował ją nawet fakt, że nie potrafiła zapobiec tym przeklętym łzom. Wzięła głębszy oddech i pokręciła głową. Czemu to nadal musiało być tak cholernie trudne? — Mogłeś mi powiedzieć o problemach Ethana wcześniej - stwierdziła chłodno, pociągając nosem i spuszczając wzrok. Bo czy to miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Ostatnie dwa lata nauczyły mnie, że niczego nie można być pewnym. - uśmiechnął się do niej dość beznamiętnie.
Mówił o całokształcie swoich ostatnich lat. Kiedyś wierzył przecież, że ich relacja była właściwie nie do podważenia. Wydawało mu się, że nie może zdarzyć się nic, co faktycznie poróżniłoby ich na tyle by się rozstali. Wydawało mu się też, że jego młodszy brat ma naprawdę głowę na karku i nie wda się w żadne podejrzane biznesy, z których to on będzie musiał go wyciągać bądź płacić ich cenę. W swoim życiu był pewien naprawdę wielu rzeczy, lecz ostatnie lata pokazały mu, że nie może być pewien niczego. Nie tak naprawdę. Chciałby być pewien tego, że wszystkie złe chwilę w jego życiu są już za nim. Że przez ostatnie dwa lata spłacił wszystkie swoje karmiczne rachunki. Aczkolwiek wiedział, że życie jest po prostu nieprzewidywalne. Zrobił co mógł by upewnić się, że wszyscy, którzy maczali palce w jego domniemanej śmierci pójdą za kratki. Jednak były sądy, rozprawy, wszystko pewnie będzie się ciągnęło latami. Więc nie. Nie mógł jej z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest już całkowicie bezpiecznie. Mógł tylko powiedzieć, że zrobił wszystko, co w jego mocy by tak rzeczywiście było. Inaczej nie pojawiłby się na jej progu. Nie zamierzał ściągać na nią żadnego niebezpieczeństwa ze swojej strony.
- Zacząłem nowe życie na Karaibach. - spojrzał na nią całkowicie poważnie by za chwilę po prostu rozbrajająco się do niej uśmiechnąć - Nie dużo. To nie były jakieś wielkie wakacje. Większość czasu spędzałem w obskurnych motelach, śpiąc w wypożyczonych samochodach, czy na telefonie. Zebranie tych wszystkich dowodów naprawdę zabrało lwią część moich ostatnich lat życia. To nie była zabawa. - uciekł od niej na chwilę spojrzeniem, w które wkradło się dużo cienia.
Było wiele rzeczy, o których jej teraz nie mówił i nie zamierzał. Nikt nie musiał wiedzieć przez co dokładnie przeszedł by móc wrócić do żywych. Było kilka rzeczy, z których nie był dumny. Kilka było również nielegalnych. Nigdy nie posądzałby się o to jak daleko mógłby się posunąć by dotrzeć do prawdy. Życie na niższym szczeblu społecznym pokazało mu zupełnie inną perspektywę.
Przechodzili właśnie do tej ciężkiej części swojej rozmowy. Widział jak reaguje. Jak zaszkliły jej się oczy. Nie było w nim w tym momencie żadnego poczucia tryumfu. Żadnego, a nie mówiłem. Ten temat był równie krzywdzący dla nich obojga. Zdążył się już nauczyć, że akurat tutaj nie będzie żadnych wygranych. W tym, co się wtedy zdarzyło oboje przegrali i oboje stracili naprawdę dużą część swojego życia. Nie chciał jej ranić. Czuł jej gorycz i czuł, jak budzi się w nim to samo. Nie tak miała wyglądać ich konfrontacja.
- Bo kazałaś mi się wynosić Ade. - powiedział bardziej gorzko niż zamierzał - Powinnaś była mi uwierzyć. Zasłużyłem na twoje zaufanie przez te wszystkie lata. Wolałaś uwierzyć w te bzdury zamiast dać mi domniemanie niewinności. Mnie Ade, swojemu narzeczonemu. - wyrzucił to z siebie patrząc na nią z pewnym wyrzutem, za co zaraz widocznie się skarcił, kręcąc głową.
Nie chciał się z nią kłócić. Nie o to. Nie tak miała wyglądać ta rozmowa. Dlatego wziął głębszy wdech, głośno wypuścił powietrze i na chwilę ukrył twarz w dłoniach zanim znów zaczesał włosy do tyłu i spojrzał na nią już o wiele cieplej.
- Myślałem, że byliśmy już daleko w tyle z tym całym - powinieneś o mnie walczyć. - na jego twarzy zagościł cień uśmiechu - Masz rację, powinienem był o nas zawalczyć. - z naciskiem na nas - Przepraszam, uniosłem się swoim ego, honorem. Jak zwał, tak zwał. - w tym był szczery - Trochę zajęło zanim do tego doszedłem, później miałem wrócić z dowodami, ale właśnie... - mlasnął z niesmakiem odnosząc się do swojej domniemanej śmierci.
- Mogłem, ale wydawało mi się, że mam wszystko pod kontrolą. Do momentu aż nie miałem. - westchnął opierając się o oparcie w końcu dając jej zobaczyć jak cholernie zmęczony był tymi ostatnimi miesiącami. Wręcz wycieńczony.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła tylko zgodnie głową na jego stwierdzenie, na chwilę pozwalając ciszy wypełnić przestrzeń między nimi. Adeline również wierzyła, że relacja z Sullivanem była pewna. Potrzebowała w swoim życiu stabilizacji i bezpieczeństwa, które dawał jej mężczyzna, zwłaszcza w momentach, gdy sama, czasem nieświadomie, zaczynała stwarzać wokół siebie chaos. Nie spodziewała się więc ciosu, przez który jej świat zatrząsł się w posadach. Wystarczył jeden, ale najbardziej dotkliwy błąd, jaki można było popełnić względem ukochanej osoby, by wszystko zaczęła podawać w zwątpienie. Druzgocąca wiadomość w połączeniu z hormonami wywołała tak silne emocje, których nie sposób było powstrzymać. Teraz chciała jedynie wierzyć, że intryga, w którą Sully się wplątał, dobiegła końca. Wbrew pozorom nie ze względu na siebie, ale na niego. Bo jakaś część jej, wbrew logice i poczuciu żalu w swoim sercu, nadal się nim przejmowała.
Dlaczego nie zacząłeś od zera, skoro miałeś taką możliwość? - zapytała, wyobrażając sobie życie w cieniu, które właśnie jej naszkicował. Dostrzegła moment, w którym uciekł na chwilę wzrokiem, podobnie jak nutę zmęczenia, która wkradła się w jego głos, i zaczynała się domyślać, jak ciężki to był dla niego czas. — Nie wolałeś tego zostawić, żeby sprawa rozeszła się po kościach? - Tak, jak mnie? kolejny niewypowiedziany na głos zarzut utkwił jej w gardle, nie mając sposobności przeciąć powietrza chłodem, który powodował ten temat. — Wiem, że bliscy zawsze byli dla Ciebie najważniejsi - a ona do ich grona nie należała, inaczej nie zraniłby jej aż tak - ale czy warto było znowu się im poświęcać? — Znała jego wymagających rodziców, pod których dostosował swoje życie. Po sfingowaniu śmierci mógł robić, co tylko chciał, jak chciał i z kim, a jednak wszystko postawił na jedną kartę i wrócił. Nie do niej, bo do czasu jego wypadku miał wystarczająco dużo czasu, żeby ponownie zawitać do jej drzwi z propozycją rozmowy.
Ade, gdy wymagała tego sytuacja, potrafiła kierować się rozsądkiem, a teraz przemawiał do niej aż nadto. Na wszystko próbowała znaleźć logiczne wytłumaczenie. Karmienie jej półsłówkami nie było dla niej wystarczające - odkąd ich związek rozpadł się z powodu kłamstw, niedomówień czy po prostu braku szczerości, potrzebowała wyjaśnień, które nie będą już pozostawiały wątpliwości i mętliku w jej głowie. Natomiast prawda odnośnie zdrady uderzyła ją bardziej, niż tego oczekiwała. Na taką odpowiedź nie była gotowa, co wywołało w niej wiele skrywanych dotąd za chłodem i uszczypliwością emocji. A one nie tylko pobrzmiewały teraz w jej głosie, ale i widoczne były w błąkających się w jej oczach łzach. Te zaszkliły się mocniej, gdy ton Sullivana stał się nieco ostrzejszy. Na kilka sekund zastygła w bezruchu, bo zdawała sobie sprawę, jak bardzo była wtedy bezwzględna. Z tym, że nie miała wtedy bladego pojęcia, co się działo i sama bardzo cierpiała. Z powodu zdrady, otarcia się o własną śmierć oraz straty czegoś, co mogło odmienić jej życie na zawsze.
To nie wyglądało jak bzdury - przypomniała mu stanowczym tonem, w którym jednak dało się słyszeć pewne załamania. — To był dla mnie intensywny czas, a Ty często miałeś swoje sprawy, w które postanowiłeś mnie nie wtajemniczać. Skąd mogłam wiedzieć, że zostałam zmanipulowana? — Widziała, że nie chciał się unosić i jak próbował zachować spokój. Sama oddychała głębiej, na chwilę odwracając od niego wzrok na ścianę ze zdjęciami, na której kiedyś wisiało wiele ich wspólnych zdjęć. Nie chciała przy nim płakać. Wystarczająco dużo czasu poświęciła już temu marnemu zajęciu, po którym czuła wyłącznie pustkę. Postanowiła sobie za wszelką cenę nie pokazywać przed nim słabości, choć ciepły ton, z jakim mężczyzna po chwili się do niej zwrócił, nieco skruszył jej mur. Tak bardzo potrzebowała usłyszeć te przeprosiny. Przymknęła na chwilę oczy.
Powinieneś… powinieneś był mi zaufać — mruknęła cicho. — Widzisz, to działa w dwie strony. — Tym razem w jej głosie nie było żadnej złośliwości, a raczej zmęczenie. Którego nie dało się nie zauważyć również w Sullym, kiedy opadł bezsilnie o oparcie kanapy. Przez moment milczała, spoglądając na niego w zamyśleniu. — Kiedy tak zbłądziliśmy? — Melancholijne pytanie niepostrzeżenie padło z jej ust. Nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. Prawdopodobnie żadne z nich nie potrafiło. Teraz zawisło między nimi w powietrzu o wiele ważniejsze pytanie - co teraz? — Czemu naprawdę tutaj jesteś? — zapytała łagodnie, zupełnie wprost, licząc na równie prostą odpowiedź.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przychodząc tutaj wiedział, że nie będzie to jedna z tych łatwych i przyjemnych rozmów. Było między nimi tak wiele niedopowiedzień, a nawet tajemnic. Wiele z nich miało dzisiaj w końcu ujrzeć światło dzienne. Przygotowywał się na tę rozmowę dłużej i z większym zaangażowaniem niż wszystkie swoje rozmowy biznesowe od których często zależały setki, jeśli nie miliony dolarów. Wtedy wydawało mu się, że to właśnie było w życiu ważne. Kariera, praca, pieniądze. Dopiero ostatnie miesiące, a nawet lata pokazały mu, co tak naprawdę jest wartościowe w życiu. Zwłaszcza jego życiu. Dlatego wydawało mu się, że był przygotowany na wszystko. Miał odpowiedź na każde pytanie. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Nawet rok na wygnaniu oraz wszystkie niedogodności, których musiał doświadczyć nie przygotowały go na ponowne zobaczenie łez w jej oczach. Wiedział, że tak reagowała. Nawet jeśli niekoniecznie była smutna czy zraniona. Bolało go to, że je widział. Nie miał pojęcia czy są spowodowane tym, że wrócili do jego zdrady. Tym, że okazała się bardzo dobrym oszustwem, czy było jeszcze coś innego, co chodziło jej po głowie. W tym momencie chciałby móc czytać jej w myślach. To znacznie ułatwiłoby dla niego sprawę. Lecz nie przyszedł by było tutaj łatwo. Wiedział, że musiał odpokutować swoje winy. Karma wracała, a teraz był jego moment.
Jej ostatnie pytanie należało akurat do jednego z tych prostszych. Gdy je zadała pochylił głowę by znów móc na nią spojrzeć. Przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Czemu tak naprawdę tutaj był? Z powrotem w Kanadzie? W Toronto, czy po prostu w jej domu? Do wszystkich z powyższych była tak naprawdę jedna i ta sama odpowiedź.
- Żeby odzyskać część swojego życia. - odpowiedział spokojnie, łagodnie - Największą jego częścią była moja narzeczona. - spojrzał na nią bez cienia zawahania, całkowicie poważnie, bardzo spokojnie, jakby to było po prostu oczywiste.
Ponownie oparł łokcie o kolana i pochylił się nieco w jej stronę nie spuszczając z niej wzroku. Chciał zobaczyć jej reakcję. Ta powinna powiedzieć mu więcej niż jakiekolwiek słowa.
- Nie powiem Ci w którym momencie tak zbłądziliśmy, nie będę nawet próbować tego zrobić. - zaśmiał się nieco gorzko kręcąc jedynie głową - Nie chcę też dochodzić już do tego kto powinien mieć do kogo więcej zaufania. To jest przeszłość i tak bardzo jak chciałbym ją zmienić, to po prostu nie jest możliwe. Nie mam na nią wpływu. - westchnął cicho.
To było coś, czego nie słyszała od niego często. Sully zawsze był panem swojego życia, a przynajmniej chciał w to wierzyć, podobnie by robili to wszyscy dookoła. Niełatwo było się przyznać do tego, że coś w jego życiu było poza jego kontrolą. Został wychowany w duchu tego, że świat należał do niego. Wystarczyło po prostu po niego sięgnąć, a on całkiem chętnie to robił. Zawsze dostawał to, czego chciał. Dlatego był taki skuteczny. Z podobnym nastawieniem zdobył ją. Przynajmniej tak mu się wydawało. Ta pewność siebie była czymś, co wiele osób przyciągało.
- Pytałaś dlaczego nie zacząłem po prostu od początku. To było kuszące, nie będę ukrywać, przeszło mi to przez myśl. Byłem całkowicie wolny. Nie istniałem dla rodziny. Nie istniałem dla Ciebie. Niektórzy nazwali by to złotym biletem. - uśmiechnął się kręcąc jedynie głową - Miałem pieniądze, miałem sposobność... Tak byłoby dla wszystkich prościej. - odetchnął głębiej uciekając wzrokiem na chwilę na bok z nostalgicznym cieniem.
Był taki moment, kiedy naprawdę był blisko tego by rzucić to wszystko i wyjechać w jakieś tropikalne kraje. Gdzie mógł żeglować przez resztę życia nie przejmując się niczym. To było kuszące, bardzo kuszące.
- Jednak uświadomiłem sobie, że nie chcę takiego życia. Nie chcę życia bez najbliższych. Nie chcę życia bez Ciebie. - powiedział to tak bardzo wprost jak tylko był w stanie wracając do niej wzrokiem - Nie mogłem dać im wygrać. Nie mogłem pozwolić by nadal byli w Twoim i Ethana życiu. Wróciłem po Ciebie Clem. - mówiąc to patrzył prosto w jej tęczówki bez ani cienia zawahania w swoich własnych.

Adeline Covington
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”