25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cross niewątpliwie miała swoje powody na robienie właściwie... wszystkiego. Zawsze musiało przecież chodzić o jej widzimisię i wytwarzanie sytuacji, w których to ona będzie zadowolona. Chyba że w grę wchodziły spotkania z Ruelle, wtedy na pierwszy plan wchodził ktoś inny. Znaczy co? Niby kto? Może Blair? Nie wiadomo! Niezbadane są wyroki kogoś tak oderwanego od codzienności jak Cross. Można byłoby je oczywiście zbadać w bardzo prosty sposób, po prostu o to pytając, ale na takie eksperymenty się tu nie zapowiadało.
To nie tak, że nie doceniała jej po alkoholu. Doceniała ją w każdym możliwym stadium. Nie, okej, uspokójmy się jednak. Potrafiła ją po prostu docenić, kiedy sobie na to zasłużyła. Ruelle zdążyła ją po prostu na tyle rozpieścić, że nie miała żadnych wątpliwości, że byłaby przy niej dokładnie taką samą przylepą, nawet gdyby nie wypiła nawet grama alkoholu. Dzisiaj wprawdzie postanowiła z tego nie korzystać, ale to nie wpływało na jej przekonania.
— Mówiłam ci, że to działa na odwrót — rzuciła kompletnie obojętnym tonem. Nie miała ochoty dawać jej wkręcać się w tego typu wyznania. Ostatnio wytłumaczyła jej, że gdy nie może opędzić się od myśli zogniskowanych wokół posiadania jej, to zaczyna rysować. Nie była jedną z tych, któe wpatrują się w portret swojej kobiety godzinami i do niego wzdychają. Może przez to, że Prescott wychodziła ze skóry, byle tylko do nie nie należeć. Pewnie byłoby z tym dużo prościej, gdyby miała nabite mięśnie, mniejszy iloraz inteligencji i absolutny brak wyczucia estetyki.
Wpatrywała się w nią bez słowa. Mogłaby jej po prostu przyznać rację, bo pewnie tak właśnie było, ale to znacznie zaburzyłoby dzisiejszy balans docinania i słodyczy, więc po prostu sobie odpuściła. Może innym razem. A może Ruelle będzie mogła cieszyć się jedynie wspomnieniami, w których rysowniczka tak do niej mówiła? No dobra, nie oszukujmy się, na pewno nie.
— Czy ja wiem? To już któryś raz zgadzasz się na randkę. Myślałam, że tym razem będziesz chciała zacząć miło wieczór i to ty mnie zaprosisz — wytknęła jej. Trzy razy udało im się spotkać całkowitym przypadkiem, a to z kolei był trzeci raz, jak udało jej się przyciągnąć Prescott gdzieś z własnej woli. Oczywiście nie żeby liczyła czy coś. Ma tę wiedzę w głowie całkowitym przypadkiem. To ta męcząca pamięć do szczegółów. No i nie miała zamiaru uznać, że samo wypowiedzenie słów randka ustami Ruelle jej wystarczy. Jak zwykle minimum, jakie była gotowa zaakceptować, to wszystko.
Kiedy kelnerka zjawiła się przy ich stoliku, River zajęła się ogarnięciem kwestii rachunku. W końcu taka była umowa. Zapłaciła za wszystko i nabiła jeszcze dziewczynie na terminal spory napiwek. Robiła się rozrzutna, jak miała dobry humor. Teraz pozostało tylko wrócić na teren szkoły, skupić się na kilka minut i wreszcie będzie mogła się nad nią poznęcać jak należy. Ależ to będzie dobry wieczór, już nie mogła się doczekać. Rosła w niej ekscytacja i teraz pewnie nawet jakieś durne komentarze Prescott nie zepsułyby jej nastroju. Nadal dbała też o to, by przepuszczać ją przed sobą w drzwiach, bo jak w tak dobry dzień miała odmawiać sobie gapienia się na jej dupę uprzejmości?
Weszły do sali, w której miał odbywać się konkurs. River uniosła wysoko brwi, widząc, że na jednym z krzeseł siedzi Caspar. Pomachał do nich radośnie i wskazał na dwa miejsca obok siebie, które wyraźnie dla nich zarezerwował. Wywróciła oczami, ale ruszyła w jego stronę i zajęła jedno z nich.
Wiedziałem, że nie pytasz bez powodu, kto to prowadzi zagadnął do River, szczerząc się jak idiota. Dobrze, że miał takie równe i białe zęby, bo inaczej ciągle wyglądałby bardzo źle. Zmierzyła go tylko przeciągłym spojrzeniem, ale nie odpowiedziała. Oczywiście, że popełniła głupi błąd w ogóle mu wspominając na ten temat i teraz musiała jakoś to przełknąć. Ale to nieważne. Musiała się skupić na nadchodzących pytaniach. Zależało jej przecież na zwyciestwie.
Z początku szło naprawdę nieźle. Poziom był wyrównany. A przynajmniej między nią a Ruelle. Niespecjalnie przejmowała się odpowiedziami jakiegokolwiek z innych uczestników. Właściwie to nawet ich nie słuchała. Czuła w kościach, że jeszcze moment i da radę ją wyprzedzić. Na pewno w końcu dotrą do kategorii tematycznej, która dużo bardziej leżała Cross niż jej randce, prawda...? Prawda? Otóż, kurwa, nieprawda. W pewnym momencie zwycięstwo zaczęło jej się wymykać z rąk, a potem zaczęło wręcz spierdalać w zastraszającym tempie. Z każdym kolejnym pytaniem robiła się coraz bardziej rozproszona i zirytowana, przez co szło jej jeszcze gorzej. Porażka właściwie stawała się nieunikniona. Mogła tylko liczyć na to, że to samo spotka Ruelle. Może powinna się rozebrać, żeby trochę jej zaszkodzić? Cholera wie, czy to by zadziałało na tanatopraktorkę. Odpowiadała na kolejne pytania z taką pewnością, jakby mówiła o własnej rodzinie, a biorąc pod uwagę że mówili ciągle o jakichś dziwacznych i okrutnych monstrach, to w sumie nie było wykluczone.
Wzięła głęboki wdech przez nos, obserwując Prescott stojąca na środku sali. Nawet nie próbowała liczyć do dziesięciu. Mogłaby dotrzeć do miliona, a i tak nie byłaby w stanie zmyć z siebie żalu i wściekłości wynikających ze skali jej porażki. Skrzyżowała ręce na piersi, obserwując, jak prowadzący wręcza Ruelle mały puchar z napisem Potwornie dobrze ci poszło. Zamek, na którym będziesz straszyć, doślemy pocztą. Wypuściła powietrze z długim świstem wbijając paznokcie we własne przedramię. To przerażające, jak miała teraz przejebane.
Idzie, bracie, sól tej ziemi! zawołał radośnie Caspar, podchodząc do niej. Ach, no tak. Nie wiedzieć kiedy facet zajął trzecie miejsce. I dostał nawet dyplom! Cross nawet nie próbowała zgadywać, na której była pozycji, bo było to zdecydowanie zbyt żenujące. I ten kretyn cytował jeszcze Potwory i Spółka. Po jaką cholerę niby? Prescott pewnie w życiu o tym nawet nie słyszała, heh! River odniosła się powoli z krzesła i zmierzyła Fernwood wzrokiem, który wywołał w nim tylko salwę śmiechu.
To co, do jutra? Cmoknął ją w policzek, na co nie zareagowała nawet jednym drgnięciem mięśnia. Obrócił się w stronę Ruelle i wyciągnął rękę, by zbić z nią żółwika, najwyraźniej uznając, że nie powinien się za bardzo spoufalać, bo taki z niego dżentelmen. Rysowniczka odprowadziła go wzrokiem, po czym spojrzała znowu na Prescott.
— Gratulacje — powiedziała tonem, w którym było zdecydowanie więcej buty niż pochwały. Musiała korzystać z bycia buntowniczką, póki jeszcze miała na to czas.

Ruelle I. Prescott
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”