-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nic więc dziwnego, że myśl o imprezie firmowej wcale nie napawała jej szczególnym zapałem. Czas, który miała tam z m a r n o w a ć, wolała poświęcić na coś bardziej produktywnego, a jednocześnie wiedziała, że nie mogła tak po prostu się wycofać. I wcale nie chodziło o to, że w oczach reszty zarządu wyszłaby na sztywną.
Chodziło o to, iż nie chciała dopuścić do sytuacji, w której znów znaleźliby sobie powód ku temu, aby zarzucać jej, że nie potrafiła dotrzymać im tempa.
Miała więc czekać ją impreza w wyjątkowo męskim gronie. Nie tylko w zarządzie, ale i pośród pracowników produkcji znajdowali się w większości mężczyźni, co również bywało na swój sposób frustrujące, a jednocześnie nikogo nie powinno zaskoczyć, jeśli skupić się wyłącznie na specyfice firmy.
Tak czy inaczej, Lacey zmuszona była wcisnąć się w coś wyjściowego i sporą część nocy przeznaczyć na przyjęcie, które organizowane było w jednym z miejscowych klubów. Nie nastawiała się na rozrywkę, ponieważ miała to być impreza zamknięta, a przecież z nikim z pracy nie zamierzała się zanadto spoufalać. Miała ograniczyć się do wypicia kilku drinków, odbycia kilku zdawkowych rozmów i najpewniej też spędzenia znacznej części wieczoru na balkonie, na którym opróżniłaby paczkę przyniesionych przez siebie papierosów.
Tym, jak łatwo się domyślić, miała zamiar zająć się teraz.
Chcąc choć przez chwilę odpocząć od swojego towarzystwa, postanowiła wymknąć się na papierosa, jednocześnie nikogo o tym nie informując. Czym prędzej dotarła pod drzwi prowadzące na balkon, które ze względu na miejsce, w którym organizowana była impreza, momentalnie przywiodły wspomnienie tego, jak Radwell po raz pierwszy stanął na jej drodze.
Dziś jednak nie spodziewała się go tu spotkać, więc kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, nie próbowała kryć zaskoczenia. Potrzebowała chwili, aby pierwszy szok minął, a kiedy tak się stało, powiodła spojrzeniem do jego oczu, a później wymownie skinęła głową w stronę wyjścia. Przy ludziach nie zamierzała pytać go o to, co tak właściwie tutaj robił, choć wątpliwości nie ulega to, że czym prędzej chciała poznać odpowiedź.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I bawił się naprawdę dobrze, trochę zamknięty w ich świecie, przez co odkąd się tu zjawił, nie zauważył jednej osoby, która powinna rzucić mu się w oczy jako pierwsza. W końcu zawsze, gdy się spotykali poza jego domem czy hotelem, była pierwszą osobą, którą potrafił wypatrzyć w tłumie. Dziś ta umiejętność o sobie nie przypomniała, dlatego niczego nieświadomy Sonny był zajęty swoimi sprawami, wykorzystując tę okazję na to, żeby pogadać i pożartować z kolegami, a przy okazji napić się za darmo. Nie miał zamiaru podlizywać się szefostwu, bo nie miał takiej potrzeby. Ta praca była tylko tymczasowym przystankiem, a nie czymś na dłużej. Kiedy będzie miał taką możliwość, zamierzał się ulotnić. Nie chciał rozwijać tu swojej kariery.
Ktoś by jednak mógł powiedzieć, że jednak dzielnie pracował na awans, zbliżając się do jednej z ważniejszych osób w firmie, którą dostrzegł dopiero po dłuższym czasie. I był w takim samym szoku, co ona, gdy na nią spoglądał, zastanawiając się, co tutaj robiła. Pierwszą rzeczą, która przyszła mu na myśl, było to, że być może przyszła tu ze swoim partnerem. I kiedy to sobie wyobraził, na chwilę zrobiło mu się niedobrze.
Nie dał jednak porwać się tej myśli i postanowił podążyć za wołającą go Lacey, najpierw dyskretnie wykręcając się ze swojego towarzystwa. Starał się nie zwracać na siebie uwagi, gdy szedł za Tadwell do wyjścia.
I na zewnątrz, po upewnieniu się, że byli sami i poza zasięgiem wzroku innych, postanowił nie czekać z prośbą o wyjaśnienia. – Lacey… Co tutaj robisz? – dziś musiało obejść się bez czułych powitań. Sonny nie miał pojęcia, jak się tu znalazła… I z kim tu była, dlatego zmuszony był zachować dystans. Robił to z uwagi na nią, a nie na siebie, ponieważ to jej w razie co nie chciał narobić problemów. Poza tym wciąż czuł się dziwnie z myślą, że mogła tu być ze swoim partnerem. To w tej chwili męczyło go najbardziej.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mogła zrzucić to na chęć nieświadomości, bo przecież kiedy stanął na jej drodze po raz pierwszy, Lacey celowo nie chciała zaprzątać sobie głowy niczym, co dotyczyło jego, i co można było uznać za w a ż n e. Obiecała sobie, że nie będzie próbowała go poznawać, ponieważ ta znajomość miała ograniczać się wyłącznie do upojnych chwil, które spędzali w swoich towarzystwie, kiedy zagrzebani byli w pościeli.
To właśnie to miało zagwarantować jej kontrolę, która za sprawą tego jednego wieczora kompletnie uciekła jej z rąk. I to właśnie dlatego, że chciała być n i e ś w i a d o m a.
Teraz spoglądała na niego, mimowolnie przypominając sobie to, jak pewien czas temu rozmawiali o jego potencjalnych zawodowych planach, jednocześnie wyrzucając sobie to, że nie zadała najbardziej podstawowego pytania - czym tak właściwie zajmował się teraz?
Jeszcze zanim wyszła na balkon, przeklęła się za to w myślach dziesięć razy.
Nerwowo pomknęła spojrzeniem w stronę wnętrza klubu, kiedy w końcu zostali sami. Choć zwykle nie sposób byłoby zarzucić jej brak opanowania, teraz czuła się trochę tak, jakby ogarniała ją paranoja. — Pracujesz w Northex? — zapytała, jednocześnie pozwalając sobie zignorować jego pytanie. Zresztą, czy jej własne nie stanowiło przypadkiem odpowiedzi? Oboje wiedzieli przecież, że klub był zamknięty z powodu pracowniczej imprezy, a to zaś sprawiało, że bardzo łatwo było dodać dwa do dwóch.
Równie łatwo było przypomnieć sobie o tym, że nie powinna sypiać z pracownikiem. To z kolei zapaliło w jej umyśle jeszcze jedną czerwoną lampkę. — Któryś z twoich współlokatorów też? — odezwała się natychmiast po tym, jak ta myśl pojawiła się w jej głowie. Kiedy u niego nocowała, łamała jedną ze swoich istotniejszych zasad, a w ten sposób mogła narazić się na jeszcze większe ryzyko. Miała uspokoić się dopiero, kiedy upewni się, że ono zostało ograniczone do minimum.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I nie musiał, ponieważ w przeciwieństwie do Lacey, on w razie wpadki nie miał czego się bać. Ta praca nie była dla niego ważna, mógł zastąpić ją czymkolwiek inny, bo była tylko tymczasowym rozwiązaniem, aby poradzić sobie teraz. Nie wiązał z nią swojej przyszłości i o niczym nie miała zaważyć… W innej sytuacji znajdowała się Tadwell, dlatego jej panika mogła być zrozumiała.
Sonny zaś obawiał się tylko jednego, że przyszła tu ze swoim partnerem, a nie dlatego, że pracowali w jednym miejscem, ale to wydawało się nie być problemem, co zrozumiał, kiedy zadała mu pytanie. W odpowiedzi na nie blondyn tylko pokiwał głową, w myślach starając się wszystko poukładać w całość, która nabierała coraz więcej sensu. I dzięki temu też lepiej rozumiał sytuację, w której mogli się znaleźć… Albo raczej w której mogła znaleźć się Lacey, dlatego niepokój, który widział w jej oczach, wcale go nie zaskoczył.
Nie mógł jednak pozbyć się wrażenia, że zaczynał czuć się dziwnie. Jej zachowanie i kolejne pytania dość dobitnie przypominały mu o tym, że był jej w s t y d l i w y m sekretem. Choć od początku zdawał sobie sprawę z tego, że był tajemnicą w jej życiu, Lacey jeszcze nigdy tak dobitnie nie dawała mu odczuć tego, że wstydziła się tego wszystkiego. Teraz wystarczyło, że spojrzał w jej oczy i usłyszał drugie pytanie, które było dość wymowne – sprawdzała skalę szkód. – Nie, tylko ja – odparł, kątem oka zerkając w stronę drzwi, aby upewnić się, że nikt nie miał ich zaraz zaskoczyć. – Nikt tu nie wie – dodał, bo oczywiste było do czego zmierzała, więc postanowił wyprzedzić jej pytanie, aby ją uspokoić. Wspominał swoim kolegom stąd, że spotykał się teraz ze świetną, nieco starszą od niego kobietą, ale nie wchodził w szczegóły, a już na pewno im jej nie pokazywał. Być może, gdyby to zrobił, wcześniej dowiedziałby się, że sypiał ze swoją szefową.
Bo tak, zdołał już dojść do tego, że najwyraźniej nią była, skoro pracowali w tym samym miejscu, a ona obejmowała jakieś wysokie stanowisko.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wiedziała tylko, czy działo się tak na myśl o skandalu, jaki wywołałaby w pracy, czy może jednak chodziło o to, że prawda była równoznaczna z utratą jego.
Kiedy stanęła z nim twarzą w twarz, a ich słowa rozwiały wszelkie wątpliwości, rozbolała ją głowa. Już wcześniej nie bawiła się na tej imprezie dobrze, a jednak to, w jaki sposób rozwinął się ten wieczór, uczynił ją jeszcze gorszą. Jakaś jej część żałowała chyba, że ich drogi skrzyżowały się właśnie tutaj, ponieważ pomimo tego, iż wcześniej obiecała sobie, że się do niego nie przywiąże, w pewnym stopniu to zrobiła.
Wcale nie miała ochoty na to, aby Sonny nagle zniknął z jej życia.
Szkoda tylko, że ewentualne chęci rozmijały się z powinnością. Myśląc o tym wypuściła głośniej powietrze, a później na krótką chwilę przymknęła powieki. Teraz potrzebowała papierosa nawet bardziej niż w momencie, w którym zdecydowała się wyjść na zewnątrz. — Nie wierzę — wymamrotała pod nosem, kierując te słowa bardziej do siebie, niż do niego. Była szczerze zdumiona tym, jak wielką najwyraźniej okazała się naiwniarą.
W końcu doszukała się w torebce paczki papierosów, którą wyciągnęła, a kiedy jeden z nich wylądował między jej wargami, wyciągnęła paczkę przed siebie, kierując ją w stronę blondyna. Musieli przecież zachowywać pozory. — To sporo zmienia — odezwała się po chwili, na krótko po tym, jak odpaliła własny papieros. Wtedy też podniosła na Radwella niepewne spojrzenie, trochę tak, jakby obawiała się dostrzec w jego wzroku coś, co ją zaboli.
Może też bała się trochę, że i on zobaczy w jej spojrzeniu coś, czego bynajmniej nie chciała mu pokazać. Coś, na co przecież nie mogła sobie pozwolić, kiedy zajmowała tak istotne stanowisko. Jak na złość, ona naprawdę traktowała tę robotę tak, jakby była całym jej życiem, a to oznaczało, że dla Sonny’ego nie było już w nim miejsca.
Sonny Radwell