ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
189 cm
to ten gość, który kiedyś był nikim, a teraz pisze książki
Awatar użytkownika
tylko deszcz i palce wystukujące na maszynie znajomy rytm mogły zagłuszyć myśli...
ale o niej nie
ona wciąż kręciła się gdzieś na granicy jawy i snu, w fikcji, kolejnej książce, wspomnieniu i myśli, że powinna być obok
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja i chora miłość
Ta kobieta o której piszesz brzmi niepokojąco znajomo...

queen Q.
Przeczytał tylko pierwszy akapit komentarza, który pojawił się pod jego najnowszą powieścią, ale ten podpis... Q - wystarczyła jedna literka, żeby znowu wszystkie jego myśli wróciły do niej. Do niebieskich jak dwa oceany oczu, które tak często ciskały w niego gromem. Do jasnych loków, które okręcał wokół palca, które wiatr w Hamptons targał tak namiętnie, że Queenie marszczyła nosek i tupała nóżką skarżąc mu się, jakby mógł zatrzymać wiatr.
Kurwa.
Wszystko by dla niej zrobił. Wtedy.
Niemożliwe. Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa. A zresztą to wszystko fikcja literacka. Takie kobiety nie istnieją, a zwłaszcza takie uczucia. Obsesyjne. Dzikie. Na zawsze.
Jakby nie liczyło się nic innego na świecie, tylko to serce, które mocniej biło do jednej kobiety...
To Ty?
Niemożliwe. Wybacz. Nie wracajmy do tego.

Od Autora.
Palce zatańczyły na klawiaturze, kiedy wystukał na niej te kilka zdań, które i tak zaraz skasował.
Bo to przecież niemożliwe. Jakim los musiałby być skurwysynem, żeby Queenie znowu stanęła na jego drodze...


ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐


Los był skurwysynem. Podpisywał kolejne wydania swojej książki, tej, którą wydawał pod pseudonimem, więc złoty długopis nie kreślił na papierze nawet jego własnego nazwiska. Obca sygnatura, a jednak te powieści przecież były tak bardzo bliskie jego sercu. Każda zaczynała się inaczej, każda kończyła się na tej samej kobiecie.
Na jej niebieskich, dużych oczach, na jasnych lokach, delikatnej skórze, która drżała pod szorstkimi opuszkami i na pełnych ustach, które nigdy się nie zamykały. Które w jednym momencie potrafiły mu powiedzieć, że już zawsze będą razem, a w drugim zwyzywać od najgorszych. Które powiedziały mu tak wiele przykrych słów, które dotykały do żywego, ale też te najpiękniejsze na świecie, te w których obiecała mu, że nie będzie sam.

5 259 487 minut. 87 658 godzin. 521 tygodni. 3 652 dni.
10 lat. Tyle czasu trwała samotność, zanim się odważył, zanim postanowił wrócić do Toronto.
Ale przecież nie liczył na to, że ją tutaj spotka, przecież to miały być kolejne spotkania autorskie. Nie przyjechał tu w pogoni za utraconą miłością, przyjechał dla sławy.
Gówno prawda.
Tylko i wyłącznie dla niej.
Tego spojrzenie i uśmiechu, dźwięku jej głosu, który w tych ustach brzmiał jak najpiękniejsza melodia.
Ares - jakby słyszał ją.
- Dla kogo dedykacja? - powtórzył, palcami przesuwając po białej stronie, gdzie na samym dole małymi literami widniał dopisek
dla niej.

Każda ta książka była dedykowana dla niej. Żeby któregoś dnia mógł spojrzeć w te piękne, błękitne oczy. Żeby któregoś dnia mógł jej powiedzieć, nie jestem już nikim, bo dla ciebie stałem się... Tylko kim on się stał?
W tej drogiej koszuli, dobrze skrojonych spodniach i okularach na nosie. Kim on teraz właściwie był?
- Ares... - wydawało mu się? Śniło? Przesłyszał się? Znowu podstępny umysł płatał mu figla. Znowu szelest brzmiał jak jej głos? Znowu wariował?
Dla niej. Za nią. Za jej lokami, jej oczami, jej ustami.
Podniósł głowę...

- Kurwa - wyrwało mu się. Powiedział to? Pomyślał? A może... śnił? Znów.
Przecież to nie mogła być ona, ale była. Stała przed nim, a te jej oczy w najpiękniejszym odcieniu błękitu wpatrywały się w niego z równym niedowierzaniem. Czy oni naprawdę tu stali? Istnieli?
Wśród regałów z książkami, wśród ludzi, którzy przyszli tutaj po podpis Damona Wolfa, jego autorskiego alterego. A ona przed nim stoi i wypowiada jego imię, w najpiękniejszy możliwy sposób. Szeptem, który zawisł między nimi.
Szeptem, który wdzierał się głęboko pod skórę, który sprawiał, że myśli, każda jedna już... kurwa. Fiksowała się na niej. Te jasne loki, tyle ich już okręcał na swoich palcach, tyle szarpał, a żadne nie były takie, jak jej.
Te oczy, błyszczące zadziornością, najpiękniejsze na świecie. Dużo błękitnych oczu widział przez te dziesięć lat, ale żadne takie...
I usta. Prawie już zapomniał jak smakowały.
Zerwał się z krzesła, gwałtownie, tak, że sterta książek posypała się po podłodze, ale Ares nawet nie zwrócił na to uwagi, bo jego palce już zaciskały się mocno na jej ramieniu.
- Queenie - warknął jak wtedy, kiedy był na nią nadąsany. Odciągnął ją na bok, pod regał, gdzie zapach kurzu mieszał się z tym charakterystycznym dla nowych książek, tuszu drukarskiego. A to wszystko doprawione znajomą wonią jej drogich perfum - co tu robisz? - a może powinien zapytać, czy stoi tu naprawdę? Czy to znowu jego chory umysł i... obsesja na jej punkcie?

moja obsesja...
33 y/o
For good luck!
167 cm
stay at home mom
Awatar użytkownika
Just know that I will find my way from you
Like flowers from a tomb while you decide who you are
And I can see right through like shadows on the moon
And it's all bad news
I hate that I made you love me
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie będziesz sam.


Od wejścia do pomieszczenia, Queenie mierzyła wszystko i wszystkich spojrzeniem wyższości. Tłum napalonych mamusiek zebrany na wydarzeniu, robił początkowo wrażenie przeciętnego klubu książki, ale tylko one wiedziały, że każda z nich robiła się mokra od obrazowych opisów scen miłosnych w książkach Damona Wolfa. Ich najbardziej skrywane fantazje podane w smakowity sposób przez mężczyznę, który zdawał się rozumieć ich potrzeby. Mamuśki kręciły się po pokoju szepcząc o tym, że Damon Wolf sam wygląda jak bohater jednej ze swoich powieści. Jeszcze zanim go dostrzegła, wiedziała, że to będzie owocne spotkanie. Bo przecież przyszła tu z misją. Chciała nie tylko dotrzeć do autora swoich ulubionych książek, ale również dowiedzieć się jak to możliwe, że poruszał wątki które były ewidentnie z jej życia. Inne kobiety na wydarzeniu zachowywały się absurdalni. Wszystkie miały wspólny sekret, dlatego chociaż były dorosłymi kobietami, chichotały po kątach ściskając najnowsze wydanie najnowszej książki "Obietnica", wymieniały się spojrzeniami i niecierpliwie przestąpywały z nogi na nogę stojąc w długiej kolejce po autograf. Ale nie Queenie. Ona była zdeterminowna, oraz poruszona tym, że nie otrzymała żadnej odpowiedzi na swój komentarz pod najnowszą publikacją.
Stojąc na końcu kolejki Queenie żałowała, że już nie jest w ciąży, bo z brzuchem zawsze ją wszyscy wpuszczali do przodu. Odkąd pół roku temu urodziła Percy'ego, pojawianie się w miejscach publicznych przestało wiązać się z uprzywilejowanym sposobem traktowania. Dojrzałe kobiety zamiast przepuszczać ją w kolejce, pochylały się nad wózkiem, by zachwycić się maleństwem, a młodsze kobiety nie zdawały sobie sprawy, że to jej należy się ich miejsce. Jedynie młode matki, pamiętając swoje własne trudności, ustępowały jej miejsca. Teraz jednak nie było na to szans. Nie miała u swego boku Percy'ego. Ten został z nianią w przedsionku sali, by nie przeszkadzać mamie w jej dochodzeniu. Po Queenie również fizycznie nie było widać, że rodziła pół roku temu. Śladu po ciąży już praktycznie nie było, chociaż Queenie codziennie patrzyła krytycznie na swój brzuch i z całej siły masowała go, by przy użyciu kremów oraz olejków wrócić mu dawną sprężystość. Ukryty pod sukienką, nie rzucał się w oczy, zresztą niejedna kobieta była pod wrażeniem, kiedy Queenie pojawiała się gdzieś z dzieckiem. Podejrzewano nawet, że wcale nigdy nie była w ciąży, gdyż było to niemożliwe, by tak prędko wróciła do figury. Żadna z tych kobiet oczywiście nie wiedziała, jakim to było obudowane ciężarem.

Najpierw zobaczyła czoło Damona Wolfa. Ciekawa wspięła sie na czubki palców i zobaczyła również jego łuk brwiowy.
Nie minęło kilka minut, a jego twarz mignęła jej pomiędzy poruszającymi się kobietami.
Mocno zarysowana szczęka, gęste brwi i chmurne spojrzenie. Musiała kilka razy zamrugać z wrażenia, przekonana że jej spojrzenie znów płata jej figle. Czy to możliwe, że Damon Wolf nie tylko pisze tak jakby ją znał, ale... faktycznie ją znał? Czy to, że do złudzenia przypomina jej z daleka Aresa mogło oznaczać, że on i Ares to... jedna osoba? Zastanawia się krótko dlaczego Ares siedziałby tam przy stole i podpisywał się obcym nazwiskiem? Może to tylko fatamorgana. Może to dlatego, że ostatnio nie układało jej się z Heathem, może dlateg ogłowa płatała jej figle i przywracała wspomnienie o mężczyźnie z jej przeszłości.
Zdezorientowana wibjała wzrok w mężczyznę nonszalancko machającego piórem. Chociaż widzi go tylko momentami, myśl, że to tylko przywidzenie jakby znika. A każda kolejna chwila przybliża ją do odkrycia, które powoduje, że gotują się w niej sprzeczne emocje. Złość - na mężczyznę, który zniknął z jej życia bez słowa wyjaśnienia. Radość - z tego, że wreszcie się odnalazł. Szok, że najwyraźniej jest obiektem westchnień całego pomieszczenia. I powoli również poajwia się zielona zazdrość na myśl, że wszystkie uśmiechy posyłane do czytelniczek przychodzą mu tak łatwo. Czy on na poważnie flirtuje z połową świata, kiedy ona jest w pomieszczeniu?
Nieistotne, że Queenie ma męża i noworodka. Aresowi nie można było.
Niepewność ostatnecznego werdyktu można mierzyć w poziomie głośności imienia, które wypowiada cicho. Usłyszał, uniósł spojrzenie w momencie, kiedy dostała potwierdzenie odnajdując na jego dłoni znajomą bliznę. Jego ciemne oczy odnajdują ją od razu. Queenie na chwilę zapomina jak się oddychało.

Wdech.
Jego spojrzenie działa na nią całą. Intensywne mrowienie w tylnej części pleców porusza ją niespodziewanie. Zaskoczona na chwile trzyma lekko otwarte usta. Nikt inny tak na nią nie działał, myślała, że już nie będzie nigdy w stanie tego poczuć. Ręka unosząca książkę, zaciska się automatycznie, niby hamulec w wyścigówce, która chce mknąć do stacji Ares Horne.
Wydech.

Nie mogła uwierzyć w to, że Damon Wolf to tak na prawdę Ares, że Ares to Damon. Że książki, które pochłaniała przez ostatnie lata w zastraszającym tempie wyszły spod jego pióra. Nagle zrobiło jej się z tym źle. Chciała go zdzielić przez głowę tomiszczem, które ze sobą tu przyniosła, ale najpierw... najpierw musi się upewnić. Bo nie była jeszcze pewna, jak to możliwe, że Ares wyrósł na kogoś takiego.
- To naprawdę ty? - pyta przechylając głowę, a kiedy dostrzega w nim błysk niezrozumienia, nie może oprzeć się przed złośliwym uśmieszkiem, który zbłąkał jej się na ustach. To się nie zmieniło, że zawsze chciała wyprowadzać go z równowagi. Ares i tak był bardzo statecznym mężczyzną, zresztą nawet wyglądem przypominał stare drzewo, dlatego święciła tryiumfy przy każdym udanym jego zdziwieniu.
- Zaskoczyłam Cię swoją obecnością? - pyta go poniekąd odpowiadając na jego pytanie co tu robi i spogląda krytycznie na jego dłoń, zaciskającą się na jej ramieniu. Dziesięć lat rozłąki odebrało mu prawo robienia podobnych rzeczy, a już na pewno nie powinien robić tego publicznie. Jej spojrzenie jasno wskazuje na to, że powinien rękę zabrać.
W końcu jednak obdarza go szerokim uśmiechem rozlanym na pełnych ustach. Pełniejszych niż dekadę temu, bo teraz podkreślonych przez zabiegi medycyny estetycznej. Ares musiał dostrzec to od razu, a ona specjalnie przedłuża uśmiech, szukając w jego spojrzeniu oceny tego kim teraz się stała.
Chociaż z ich dwójki to on robił większe wrażenie. Poziom jego ubrań wzrósł. Dostrzega nawet kilka elementów biżuterii, chociaż chce znaleźć najważniejszy - ten noszony na miejscu serdecznym. Na szczęście go nie odnajduje. A mimo wszystko jest zdumiona - nie tak zapamiętała Aresa. Wcześniej jego szafa składała się z dwóch par spodni i trzech koszulek, a teraz miał na sobie koszulę, która kosztowała więcej niż czynsz w jego starym domu. Spogląda na jego dłonie na których widnieją nowe tatuaże. Przesunęła po nim spojrzeniem, takim jakim wita się starych znajomych. Chociaż w środku siebie czuje pokusę, która smyra ją po miejscu w którym jeszcze przed chwilą ją ściskał. Musiała się powstrzymywać przed pokusą ściśnięcia go za ramię, albo sprawdzenia czy wciąż kiedy położy mu swoje czoło na czole jego, to będą umieli sobie czytać w myślach. Dobrze wiedziała, że obecnie takie rzeczy były po prostu nieakceptowanlne przez pana Wyatt.
- Kiedy zamierzałeś się do mnie odezwać i powiedzieć, że jesteś w Toronto! Jestem absolutnie oburzona, że nie powiedziałeś mi, że tu będziesz, jakimś c u d e m pojawiłam się dziś na twoim wieczorku autorskim... Ares? - przerywa na chwilę radosną paplaninę, żeby spojrzeć na niego całkiem poważnie - Wyglądasz świetnie - jak mężczyzna ze snów. Zawesiła sie na chwilę spoglądając na jego usta i unosi spojrzenie - Skoro odwiedzasz Toronto, to musisz mnie odwiedzić w domu. Heath będzie zachwycony, dużo mu o Tobie opowiadałam
Oczywiście, nie wszystko.

Ares A. Horne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”