32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No tak, nic nie wyjdzie z tego, żeby było znów dobrze, jeśli to od samego Audrica nie wyjdzie jako pierwsze, aby się opamiętać i przyjechać do rodziny, przepraszając za brak kontaktu i nie odwiedzanie chociażby Andrei, która spodziewa się kolejnego członka w tej rodzinie, a nie mówiąc już o jego matce, ewidentnie usychającej z tęsknoty za najmłodszym ze swych dzieci. Cóż jednak sama Prudence mogła na to poradzić, bo przecież aż tak w rodzinne sfery nie mogła wkraczać, choć w pewnym stopniu może i by chciała.
— Byłabym wdzięczna — odparła z nieukrywaną radością, co by nie wyjść ze swojej roli i tym samym nie dać mu pretekstów ku temu, żeby odkryć dalsze okłamywanie jak najęte co do tematu rozmów jaki był prowadzony w momencie jego nieobecności. Wtedy też wstała od stołu za potrzebą, zapewne przez spożywane piwo, które może nie piła nie wiadomo jak prędko, ale jednak przyjmowała. Nie mając świadomości, że teraz to ona znajduje się na językach obecnych przy stole.
— Ej, ej, nie uczepiłem. Po prostu mówię co widzę. I jak dostrzegam - Tobie też trzeba to uświadomić, bo sam nawet nie masz świadomości tego, jak Ci się błyszczą oczy na jej widok — aż złożył dłonie i splótł swe palce, przy czym zrobił rozanieloną minę, jednocześnie uśmiechając się rozbawiony. No tak, Ethan jak to każdy facet - niby rozumie stan zakochania, bo przecież kocha Andreę ponad swoje życie jak i dzieciaki, to jednocześnie nie mógł tej rozmowy prowadzić na poważnie, tylko w bardziej żartobliwy sposób. Dobrze, że ostatecznie Andrea podjęła temat, bowiem nie mógł mu przecież tego zasugerować.. prawda? W sumie - mógł, ale mimo wszystko lepiej to wybrzmiało z ust małżonki, kierując je do brata.
— Ale przynudzasz, Hunter. Wojsko nie jest akurat blokadą — powiedziała to Andrea, mierząc w niego widelcem. — Boisz się zaangażować, bo łatwiej jest być kawalerem? — zagaiła, nabierając tym samym widelcem kawałek kiełbaski, umaczając ją w ketchupie, po czym przegryzła to jeszcze ogórkiem konserwowym. Apetyt jej zdecydowanie dopisywał. — Jak Matt mówi, że jest fajna… tym bardziej się zastanów — mówiąc to, puściła do swojego syna oczko. Ostatecznie po słowach Huntera, dosłownie wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na niego z politowaniem, jakby to co się wydarzyło i powód dla którego trafił do szpitala sprawił, że dodatkowo coś mu na głowę siadło, przez co lekarz prosił aby być przez jakiś czas bardziej wyrozumiałym dla niego. Oczywiście, nic takiego nie miało miejsca, więc Andrea miała wręcz wymalowane na twarzy idiota.
— Ty, patrz, chyba zaraz się zarumieni!! — Ethan nie miał zamiaru mu niczego ułatwiać, a na to Matt aż się zaśmiał w głos, choć musiała prędko nastać cisza w momencie pojawienia się seniorki rodu. Andrea patrzyła mimo wszystko na brata wręcz wyzywająco, uśmiechając się przy tym niewinnie, chcąc mu dać do zrozumienia że temat jeszcze się dla niej nie zakończył. Przekichane, panie Wright.
Prudence parę minut później przyszła w ślad za Hope, niosąc przy okazji z lodówki ciasto śmietanowe, które przygotowała dnia poprzedniego specjalnie na tą okazję, co by nie jedli tylko grillowych rzeczy. Chyba trafiła w dziesiątkę, bo Andrei aż się oczy zaświeciły na widok deseru. Żeby jednak zachować jakieś cywylizowane warunki, prędko przeszła do kuchni po czyste talerzyki i łyżeczki oraz widelczyki, żeby nie wymieszali słodkiego z tłuszczem po kiełbasie. W końcu finalnie siadła na swoim miejscu. — Mam wrażenie, że po moim wyjściu tym razem to Ty mnie obgadywałeś — powiedziała to ciszej, żeby tylko on usłyszał. Piekły ją uszy, to co innego miała sobie pomyśleć?!

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta relacja powoli zmierzała w dziwnym kierunku i Hunter nie chciał aby w jakimkolwiek momencie Prudence poczuła się nieswojo. To co zrobili po alkoholu było sekretem, który nie ujrzy światła dziennego. Jednakże… czy coś poczuł po tamtym zbliżeniu? Możliwe. Nie jest facetem kochliwym ani szybko ufającym ludziom, jednakże… ona trafiła do niego - do tego młodego chłopaczka który kiedyś non stop się uśmiechał, opowiadał historie, kochał życie. Będąc przy niej zapominał na krótką chwilę ile lat spędził w wojsku i co widział. Czerpał naprawdę dużo z ich relacji. Ale czy to też nie świadczyło, że jest dobrym terapeutą? Może w tym tkwił ten czar i przejście po raz kolejny tej granicy sprawi iż wszystko pryśnie…
Za dużo myśli jak na biednego Huntera, który aktualnie próbował sprowadzić na ziemię siostrę i szwagra!
- Może? - jest łatwiej. Nie jest się zależnym od drugiej osoby - dba się tylko o własne potrzeby. Może to i samolubne ale spójrzmy prawdzie w oczy - tyle lat spędził sam, że przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy.
Mruknął ciche mhmmm i dokończył karkówkę, która zniknęła z talerza w mgnieniu oka, nie spodziewając się niespodzianki w postaci ciasta. Wszyscy się ucieszyli, a już najbardziej Andrea - wiadomo, teraz miała sporo zachcianek i jak widać coś słodkiego się w to idealnie wpisywało!
- Zdaje Ci się, mówiła o szpitalnym jedzeniu. - powiedział z uśmiechem. Andrea wstała i pokroiła słodkosć na kawałki i każdemu wręczyła po kawałku.
- Bardzo dobre, później musze koniecznie dostać przepis. - no tak, gotowanie i ciasta to specjalność jego mamy. Robiła to w wolnym czasie aby jakoś zabić nudy - plus zawsze chętnie uczyła się nowych rzeczy.
Hunter położył na ziemi Itchel którą wcześniej trzymał na kolanach - psinka się za to obraziła i poszła w tylko jej znanym kierunku.
- Pogramy później na play station? - zapytał jeden z bliźniaków spoglądajac wyczekująco na wujka który jedynie się cicho zaśmiał - A ja myślałem, że przyszliście się tu tylko najeść. - bo na razie tak było! Młody pokręcił głową i zaraz spojrzał na braci, którzy jednozacznie dali znać, że granie jest bardzo ważne i koniecznie muszą chociaż partyjkę hokeja na konsoli zagrać.
- Zobaczymy. Wiecie, chciałbym trochę odpocząć. - bo mimo wszystko dopiero wrócił do własnego domu, należy mu się chwila ciszy!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Andrea swoje wiedziała i niektórych rzeczy również się domyślała - przykładowo nie tylko ze względu na wygodę bycia kawalerem nie zdecydował się na jakikolwiek związek, a przez całe to wojsko. Jasne, rozumiała jak tylko mogła fakt tego powołania i chęć ponownego zawitania na froncie. Bo ich tata był żołnierzem i oddał życie za tą walkę, bo czuł potrzebę żeby trafić tam i swoimi rękami zdziałać coś więcej, aby w końcu zapanował pokój w miejscach, gdzie od dawna nie znają definicji tego słowa. Mógł mieć pewnie znacznie więcej pobudek z tym związanych, o jakich się nie dzielił, ale co ostatecznie się sprowadza do faktu, iż nie chce narazić swoją partnerkę na to, że musiałaby go pewnego dnia opłakiwać. Tak, jak to się stało w przypadku ich mamy… I chociaż obydwoje nie mogli być źli na ojca za to, co się mu i im przytrafiło, tak mimo wszystko gdzieś w głębi ducha żyje i tli się pewne forma żalu, że obecnie jest jak jest. Pomimo to, nie uważała że hunter powinien się aż tak ograniczać przez ścieżkę jaką wybrał, tylko zrobić to co podpowiadało mu serce. I nawet nie chodziło jej o samą w sobie Prudence, chociaż polubiła ją od ich pierwszej rozmowy w szpitalu, tak jednocześnie po prostu chciała dla swojego brata dobrze - chciała, aby się poczuł szczęśliwy, nie wiedząc czy od dłuższego czasu choć przez moment realnie to szczęście odczuł na swojej skórze.
Dlatego też teraz, przez wzgląd na obecność wszystkich przy stole, odpuściła mu ów temat, ale na pewno nie raz i nie dwa z nim o tym porozmawia - żeby potem wszystko zgonić na hormony!
— Wiesz, że nie umiesz kłamać? — może i to nie było zgodne z prawdą, może i trochę udało mu się ją nabrać, ale nie postanowiła tego po sobie pokazać, zerkając na niego z uśmiechem. Była zwyczajnie ciekawa jak z tego wybrnie - tym bardziej, że naprawdę piekły ją uszy i czuła, jak robiły się czerwone od bycia obgadywaną, a przecież takie rzeczy nie mogą się mylić, co nie?! Przez to też nie zabrała się od razu za krojenie, co od razu poczyniła Andy, która zdecydowanie nie mogła się chyba najbardziej z zebranych doczekać spałaszowania deseru. Pomogła podać talerzyki do nałożenia ciasta oraz do podania ich wszystkim, by samej spróbować jak wyszło. Trochę czasu minęło, odkąd ostatni raz je robiła, więc chciała się przede wszystkim upewnić, iż nie popełniła gafy. Na szczęście tak nie było, a nawet usłyszała pochwałę od mamy Huntera. — Chętnie się nim podzielę, nie jest skomplikowane — bo to jednak zwyczajna mieszanka biszkoptów oraz sera mascarpone w głównej mierze, którą trzeba ładnie sklecić i wstawić do lodówki, aby się wszystko ładnie z sobą scaliło. Nic udziwnionego, a jednak potrafi zrobić robotę na jednym spotkaniu - zupełnie jak teraz.
Słysząc wymianę zdań związaną z konsolą, spojrzała na żywo rozmawiające dzieciaki nie mogące się doczekać aż będą mogły rozegrać partyjkę hokeja, po czym spojrzała na niezbyt zadowoloną minę Andrei. — Chłopcy, niedługo będziemy się zbierać, a nie rozsiadać przed telewizorem. Wujek jest zmęczony, mimo wszystko. To, że zrobiliśmy imprezę powitalną od razu jak tylko wyszedł ze szpitala, nie znaczy że nie potrzebuje odpoczynku — pomimo iż brat powiedział o tym, postanowiła sama swoim dzieciom powiedzieć to tak, aby zrozumieli lepiej. Wiedziała, że uwielbiają siedzieć u Huntera w domu pod wieloma względami - wspólne tematy, konsola do grania przed którą też on sam z nimi często zasiada, o wiele większy luz i jedzenie więcej słodkości niż powinni, bo zwyczajnie starszy brat chce ich trochę rozpieścić, skoro ma taką możliwość… Wiedziała, że to źle brzmi, niemniej wiedziała jakimi schematami myślał, uznając iż przez jego wyjazdy musi się czasem bardziej przykładać, aby oddać jej dzieciom stracony czas, gdy go nie ma, choć przecież nie musiał, a chłopcy są coraz starsi i bardziej rozumieją.
Ostatecznie na koniec swoich słów wszyscy usłyszeli zawód i ciężkie westchnięcia po stronie najmłodszych członków rodziny, na co się Prudence delikatnie uśmiechnęła w ich kierunku. — Wiecie, po prostu Hunter boi się, że przez swoje osłabienie nie miałby z Wami jakichkolwiek szans i się z tego powodu wstydzi — postanowiła obrócić to w żart, żeby poprawić im humor.
— Haha, coś w tym jest! Wujek, dalibyśmy Ci fory przecież — odparł jeden z bliźniaków, podczas gdy pozostała dwójka śmiała się wesoło. Spojrzała na Huntera anielsko, jakby chciała udać że co złego to nie ona i to wcale nie przez nią się teraz z niego nabijają. — Ja bym nawet zawodnikami nie ruszał, żeby Ci było łatwiej — powiedział to znacznie poważniej Matt, jakby sądził po trochę, że naprawdę mogłoby o to chodzić i chciałby aby Wujkowi nie było smutno.
— No, już, starczy chłopcy — choć sama się uśmiechała, Andrea postanowiła ich powstrzymać z dalszym komentowaniem, żeby tylko się to za bardzo nie rozkręciło - choć jednocześnie była w duchu wdzięczna Prudence za to, bo potem w drodze powrotnej do domu miałaby resztę wieczoru pod tytułem: czemu nie pograliśmy z wujkiem na konsoli w hokeja i jak bardzo źle jest nam z tego powodu.
Gdy zjadła swój kawałek ciasta, Prue z mamą Huntera postanowiły trochę zacząć sprzątać na stole, bo trochę za dużo już się tego wszystkiego znajdowało, prosząc Panią Wright aby nie wstawała, bo sama się tym zajmie. Tak też zrobiła, znikając z paroma już niepotrzebnymi talerzami, udając się do kuchni.
— Uczynna, pracowita, miła, serdeczna, zabawna, lubiąca żartować… — zaczął tak po cichu wymieniać Ethan, żeby tylko Hunter go usłyszał, chociaż na pewno trafi to też do jego żony aka gumowe ucho. — Świetna partia na partnerkę, że też się jeszcze taka uchowała jako panna… — mówił to sugestywnie, dając znać szwagrowi, żeby przemyślał jego wcześniejsze słowa, na co Andrea zrobiła większe oczy i teraz to ona pacnęła swojego męża w ramię. — Przestań! Jeszcze coś usłyszy Prudence, a nie daj Boże, żeby do mamy to dotarło! — zganiła Ethana, choć jednocześnie poruszyła sugestywnie brwami do brata. Jak niemo zapowiadała, temat się nie zakończył - nie spodziewając się, że to jej własny małżonek tak prędko będzie chciał o tym znów powiedzieć. Czyżby uczeń powoli doganiał swojego mistrza?


Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie? - uniósł brew okazując niemałe zdziwienie. Potrafił i to bardzo dobrze, ale cóż nie zawsze się dało jak widać. Przez lata okłamywał wszystkich, że jest z nim dobrze… działało… do czasu - i teraz wylądował na terapii, oczywiście nie żałując, bo poznał całkiem miłą panią terapeutkę.
Hope uśmiechnęła się na informacje, że później będzie mogła zgłębić tajniki ciasta. Zapisze sobie w notesie, który ma i prowadzi od dzieciaka - zdecydowanie jej konik!
Cieszył się, że wszyscy przyszli poświętować jego powrót do domu, ale już nie mógł się doczekać momentu kiedy zostanie sam i po prostu położy się w swoim łóżku i włączy jakiś mecz hokeja. Może nawet Audric będzie grał. Zgiełk był fajny ale do czasu.
- Ta, fory. Wątpię żeby się to wydarzyło ale okej. - zaśmiał się kończąc swoją porcję ciasta. - Następnym razem. Obiecuję. Zgniotę was na miazgę. - bo był dużo lepszy od nich, raz na jakiś czas pozwalając im wygrać. Nie miał na tym punkcie obsesji - cieszył się gdy siostrzeńcy się śmiali.
Nie spodziewał się kolejnych słów ze strony szwagra i po raz trzeci w tym dniu przewrócił oczami. - Odczep się co? - powiedział spokojnie z uśmiechem, sugerując że jeszcze raz coś powie i dostanie w zęby. Wiedział jaka jest Prudence i wszystko mówiło mu żeby spróbować, ale miał granicę i… nie przekroczy jej dopóki kobieta tego nie zrobi. Wyszedł by na okropnego pacjenta, który ma gdzieś zasady, a on taki nie jest, bo przecież nie dopuszczał do siebie myśli, że już dawno przerodziło się to w coś poważniejszego!
- Co mamy? - podpytała Hope spoglądając na swoje dzieciaki, które jak jeden mąż zamilkły. - No proszę… sekrety przed mamą. Nie tak was wychowałam. - spojrzała najpierw na Andy potem Huntera czekając i delikatnie tupiąc nogą, pokazując swoje zniecierpliwienie.
- No mamo… nie uważasz, że pasują do siebie? - a jednak! Andrea ugięła się pod wzrokiem matki, a brat posłał jej mordercze spojrzenie - oj pożałuje tego!
- No co wy… to jego terapeutka! - powiedziała oburzona po czym zabrała kilka półmisków - nie będzie Prudence sprzątać sama. Znalazła się w kuchni z kobietą i spojrzała na nią. Czy widziała ją ze swoim pierworodnym? Być może… ale co ona tam wie, jednakże nie zamierzała tego tak zostawić.
- Co sądzisz o Hunterze? Dobry z niego znajomy? Może… ktoś więcej? - spróbowała wybadać grunt nie odrywając wzroku od Lane jakby od jej odpowiedzi zależało być albo nie być!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzieciaki dobrze wiedziały, że ich wujek jest dobrym zawodnikiem i ciężko go jest ograć, ale to nie znaczy, że przestali się śmiać pod nosem, nawet jeśli zaczął im tu jawnie grozić. Zamiast się przestraszyć, to jeszcze bardziej wybuchnęli śmiechem, nie mogąc się opamiętać z poprzedniego stanu. Rozbawieni zaczęli wręcz ocierać z kącików oczu małe łezki, a między sobą żartowali z tego, jak powiedział i jaką miał przy tym minę.
Ethan tylko zaśmiał się pod nosem, widząc jego przewrócenie oczami, a gdy oberwał od żony, rozmasował ów miejsce jakby go to realnie zabolało, nie spodziewając się, że to ściągnie uwagę rodzicielki małżonki. Teściowa zmierzyła przede wszystkim Andreę i Huntera spojrzeniem, na co delikatnie westchnął, choć nie sądził, że tak prędko się ta pierwsza z wymienionych wysprzęgli, na co on sam zrobił wielkie oczy, by następnie ujrzeć mordercze spojrzenie szwagra. No pięknie…
Prudence wzięła się za małe porządki, żeby na stole nie znajdowało się już tyle pustych talery oraz półmisków, które na pewno już się nikomu nie przydadzą. Jak też prosiła, nie chciała aby mama Huntera przychodziła z odsieczą, bowiem jest w towarzystwie młodszych osób, które mogą się tym równie dobrze zająć - tak ją wychowała mama i nie miała zamiaru w tym momencie zachować się inaczej, nawet jeśli jest rzekomym gościem.
Na szczęście - samej Prudence, oczywiście - nie słyszała tego, co działo się na tarasie, skupiając się na wykonywanym zadaniu, jakim jest zebranie resztek jedzenia do kosza na śmieci. Nim się obejrzała, pojawiła się Hope w tym samym pomieszczeniu, na co Lane uśmiechnęła się pod nosem, chcąc jednocześnie poinformować, iż nie musiała przychodzić, bo powinna cieszyć się obecnością syna poza szpitalnymi murami. Zanim jednak zdołała cokolwiek z siebie wydukać, została zaskoczona pytaniem, jakie padło ze strony mamy Huntera. Nie ukrywała lekkiego zaskoczenia, by za moment otrząsnąć się, co by nie wyjść na dziwaczkę.
— Och, yhm… — wyszło z jej gardła coś niekontrolowanego, a w trakcie czego uciekła spojrzeniem i chyba… się zarumieniła. Żeby jednak nie wyjść na niegrzeczną, po chwili powróciła spojrzeniem na Panią Wright. — Hunter to naprawdę fajny facet, jeśli tylko oczywiście pozwoli drugiej osobie na poznanie go. Kulturalny, szarmancki, zdecydowanie dobrze go Pani wychowała — miała nadzieję, że o to chodziło konkretnie Hope, chociaż druga część zapytania trochę ją zbiła z tropu. — No cóż… na pewno kobieta, z którą będzie chciał spróbować swojego szczęścia, będzie zadowolona z takiego partnera jak on — dodała, nie rozumiejąc o co tu chodzi. To jakiś test? A może chciała się dowiedzieć to pod kątem prowadzonej przez nich terapii? I mimo iż nie wiedziała o co chodzi, rumieniec mocniej oblał się na jej licu, przez co momentalnie znów uciekła spojrzeniem, a następnie chwyciła za piwo, jakie otworzyła sobie wcześniej. Tak jakoś dziwnie jej zaschło w gardle… Po pociągnięciu łyka, raz jeszcze zerknęła na swą rozmówczynię. — Boi się Pani, że Hunter nie zdecyduje się na własną rodzinę? — zagadnęła tak z czystej ciekawości i żeby odsunąć myśli od dziwnych torów.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hunter nie mógł uwierzyć, że Andrea ot tak wypaliła do matki o swoich urojeniach. Gdyby mógł przewrócić oczami po oraz czwarty - zrobiłby to, ale lepiej nie denerwować swojej rodzicielki, która mu się przyglądała badawczo. Gdyby wzrok mógł zabijać to jego siostra właśnie leżałaby trupem żegnając się z życiem. Potrafiła być taka twarda a wystarczyło aby matka na nia spojrzała i wszystkie sekrety, domysły, podejrzenia wiernie uzewnętrzniała, normalnie jakby mówiła pod przysięgą w sądzie! Zdrada!
Nie podejrzewał również, że Hope pójdzie na swoją własną misję do kuchni w nadziei na znalezienie odpowiedzi na pytanie zadane na córkę.
- Nie żyjesz. - powiedział do Andy, która aż się zarumieniła. - Wiesz jaka jest mama, prędzej czy później zaczęłaby nas o to maglować. miała trochę racji, ale mimo wszystko! Nie powinna tego robić bez jego zgody, teraz będzie dopiero awkward. - Ale byłoby to później… nie teraz. - przetarł twarz dłonią i wziął sobie jeszcze na talerzyk po cieście karkówkę, która została bo każdy był już pełny.
Chłopaki wrócili do biegania w ogrodzie, a Hunter obrażony przyglądał się im, nawet nie spoglądając na siostrę, która zdawałą sobie sprawę z powagi tego co zrobiła!
- Dziękuję, chociaż wolałabym żeby miał więcej ze mnie niż z ojca. Może wtedy nawet nie pomyślałby o wojsku. - widać, że ta decyzja Huntera wpłynęła dosyć mocno na ich relacje i pani Wright dalej nie mogła się z tym pogodzić. Nie chciała aby syn podzielił los jej męża, ale wybić powrotu na front się nie dało.
Widziała ten rumieniec, ale nic nie powiedziała. Jakieś tam swoje domysły snuła, ale przecież nie jest aż tak wścibska!
- Szczerze? Mam wrażenie, że to go trochę przeraża. Już nie tylko myśl o rodzinie, bo tego bym oczywiscie jako matka dla niego chciała. Więcej wnuków i harmidru w domu. - nie byłby taki samotny i na pewno spełniłby się w roli ojca tak jak to robi w roli wujka. - Chyba boi się kogoś pokochać. A raczej boi się zostawić. - wszystko sprowadza się do wojska i tej obawy, że może to być ostatni raz - choć on oczywiście na co dzień o tym nie myśli. - Miał piętnaście lat jak ojciec zginął. Zawsze uważał go za bohatera… zawsze brał jego stronę. Nie wiem czy poszedł do wojska chcąc być jak on, czy może żeby mu dorównać. Po prostu martwię się, że to nie jest mu pisane… i nie jest mu pisana taka śmierć. - Hope się uzewnętrzniła, czego nigdy nie robiła przy dzieciach. Swoje przemyślenia miała dla siebie i tyle, lecz teraz, skoro pojawiła się osoba, która mogłaby być odpowiednia dla syna, chciała dla niego jak najlepiej. - Może ta kobieta, z którą będzie chciał spróbować szczęścia już się pojawiła. - po tych słowach jak gdyby nigdy nic, wróciła po kolejne talerze do ogrodu, zostawiając Lane samą sobie.
Ostatecznie wszyscy się zmyli, żegnając się z Hunterem i prosząc aby odpoczął.
- W końcu trochę ciszy. - powiedział siadając na kanapie koło Prudence. - Podrzucić CIę do domu?- chyba mógł już prowadzić… a przynajmniej tak mu się wydawało!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała swoje zdanie na temat Huntera, z jakim po części podzieliła się z jego matką, chociaż wciąż nie rozumiała co miała zdziałać ta rozmowa i do czego doprowadzić - czy dać Hope ukojenie w tym, iż jej syn naprawdę poprawił się dzięki terapii, czy może to forma podpowiedzi z jej strony dla Prudence, aby wiedziała jak dalej z nim rozmawiać?
Przemyślenia swoje również posiada, niemniej nie wiedziała czy powinna się nimi dzielić z kimkolwiek, a co dopiero z kimś z rodziny Huntera. Nie mogła powiedzieć, że nie jest przystojnym facetem, który z czasem coraz bardziej zyskuje w jej oczach, co może też być poświadczone faktem zbliżenia, jakie się między nimi już zdążyło przydarzyć. Ale to akurat nie jest coś, o czym powinna słyszeć jego własna mama, bo jeszcze mogłaby być na nią zła, że wykorzystuje swoją pracę i go uwiodła! Nie, żeby uważała ją za osobę, jaka rzuca takimi oskarżeniami, lecz kto tam wiem, jakby zareagowała na taką wieść. W końcu - to chodziłoby o jej pierworodnego syna, z jakim może i nie ma zbyt łatwego kontaktu, ale to nie znaczy iż nie ma szczególnego miejsca w jej matczynym sercu.
— Tego też nie można być pewnym — odpowiedziała spokojnie i z uśmiechem, gdy wspomniała o tym, że niezbyt dobrze dla niego wyszło bycie podobnym do ojca. Mógłby i być do niej podobny, ale ludzie lubią się zmieniać w trakcie swojego życia, więc i to mogłoby mu się odmienić nie wiadomo kiedy, zmieniając zdanie i decydując się na wojsko.
— Jeśli to jakoś Panią uspokoi i da zrozumienie, to dobrze Pani myśli… coś takiego wspominał. Nie chce zostawić — dodała swoje, ujęła co niepotrzebne i tak wyszło z jednej z rozmów z Hunterem odnośnie zaangażowania i zmiany swojego życia, jeżeli nie wróciłby na front, o czym nawet nie chciał słyszeć. Sam podkreślił, iż fakt zostawiania rodziny w momencie wyjazdu na front bolał go przeokrutnie, a co dopiero, gdyby to miało mieć miejsce jeszcze z żoną i dzieckiem. Domyślała się czemu, skoro wcześniej miała świadomość jak to się stało, iż nie wychowywał się od pewnego momentu swojego życia z ojcem.
Słuchała uważnie o tym, co mówiła, o czym wiedziała, a jednocześnie też miała swoje domysły, chociaż też nie umiała sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak naprawdę zdecydował się na wojsko - czy ze względu na upamiętnienie pamięci o ojcu, czy może udowodnienie, iż lepiej się tam sprawdzi. Bo i też jednoznacznej odpowiedzi od Huntera po dzień dzisiejszy nie uzyskała. — Myślę, że jedno i drugie jest tym, czym się kierował w swojej decyzji — odparła najlepiej, jak umiała i jak zarazem sądziła, choć chyba będzie musiała z nim o tym bardziej szczegółowo porozmawiać, żeby kolejny etap terapii przeprowadzić, mając kolejne informacje o nim samym. Gdy zaczęła nad tym rozmyślać, a w trakcie czego odstawiła piwo na blat kuchenny, usłyszała kolejne zdanie ze strony Hope, co już ją kompletnie zaskoczyło. Trochę aż przymrużyła oczy i nieco ściągnęła brwi ku sobie, jakby chciała odczytać z jej twarzy co miała na myśli. Nie miała jednak szansy na uzyskanie konkretniejszej odpowiedzi, bowiem Pani Wright wyszła z powrotem na taras, a ona została sama z milionem zapytań w głowie.
Nim się obejrzała, chociaż zbyt wiele w kuchni nie zrobiła od momentu jak wyszła Hope do rodziny, cała gromadka szykowała się do wyjścia. Pożegnała się jako pierwsza z przybyłymi oraz podziękowała a możliwość poznania ich wszystkich i spędzenia z nimi czasu, aby następnie Hunter miał więcej czasu na pożegnanie ze swoimi bliskimi. Prue przeszła na kanapę, dając im swobodę i przestrzeń, a gdy nastała wręcz błoga cisza, odetchnęła w momencie przysiądnięcia mężczyzny na meblu tuż obok niej. — Już chcesz forsować nogę? — mówiąc to, wskazała na miejsce gdzie nadal mu się goiła rana, przez którą doszło do tego wszystkiego. — Spokojnie, dokończę to co zaczęłam w kuchni i pojadę taksówką do domu — zapowiedziała z uśmiechem, żeby nie musiał się martwić iż ma zamiar nadużywać gościnności. — Wspominałeś ostatnio, że będziesz planował jakiś wypad - znalazłeś coś ciekawego? — zagaiła tak jeszcze w ramach podtrzymania rozmowy i… żeby przypadkiem nie znalazł się inny temat do poruszenia. Tym bardziej, gdy rzeczywiście była już wtedy zaintrygowana wspominanym wyjazdem na parę dni pod namiot czy gdziekolwiek, o czym mówił z zadowoleniem na myśl o tym pomyśle.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Jakie forsować? To nie jest daleko. - uśmiechnął się delikatnie i wziął szklankę wody którą uprzednio sobie nalał. Chciał być po prostu miły - bo co by nie mówić Prudence zrobiła dla niego wiele, pomagając i po prostu ogarniając również tę imprezę. Wiadomo, pomysł był Andrei jednak miło było, że Lane się na niej pojawiła.
- Wiesz, że nie musisz sprzątać tego? Jutro wszystko ogarnę. - będzie miał czas na spanie to i znajdzie na sprzątanie, poza tym przez kilka kolejnych dni na pewno nie wyjdzie z domu, dbając o swoje zdrowie.
- Tak znalazłem fajny domek niedaleko Toronto. Totalna dzicz, ale przytulnie i spokojnie. Rozmawiałem już z właścicielem i wstępnie zarezerwował mi termin. - bo chyba potrzebował tego twardego resetu. Bez rodziny, bez znajomych - z samym sobą. Cieszył się na ten wyjazd jak małe dziecko na prezenty. Będzie mógł spokojnie przemyśleć swoje życie i co robić - wiedział, że terapia pomaga i już niedługo uda mu się wrócić na front. Chciał tego jak niczego innego, ale zostawienie rodziny i znajomych po tak długim okresie siedzenia w mieście będzie bardzo trudne.
- Wiesz co? Jak chcesz możesz zostać na noc. Chociaż w ten sposób Ci się odwdzięcze. Nie będziesz wydawać kasy na ubera. Nie. Nie chce słyszeć odmowy. - musiała mu na to pozwolić!
Rozmawiali jeszcze jakiś czas, włączyli nawet film, do którego zrobili popcorn. Siedzieli w ciszy, ale chyba im obojgu się przyda - bo myśli galopowały w różnych dziwnych kierunkach. W pewnym momencie głowa Prudence spoczęła na jego ramieniu, a on? Nie protestował, poprawił się i objął ją ramieniem. Słyszał, że oddech kobiety się uspokoił, co znaczyło jedno, powoli odpływała w objęcia Morfeusza i szczerze? On też poczuł się senny, dlatego kontynuował oglądanie czując jak powieki same się zamykają.
No i tak zasnęli, oboje, zmęczeni tym dniem i przypuszczeniami jakie zrzuciła na nich jego kochana rodzina.

prudence lane
/ztx2
Arti
wszystko do ustalenia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#34”