ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Po samych wiadomościach, które otrzymał od przyjaciółki wiedział, że coś było wyjątkowo nie tak. Może jego umysł przetwarzał głównie informacje czające się w necie, własne myśli zapisując w postaci kolejnego programu, niemniej nie był aż tak upośledzony pod względem emocjonalnym, żeby nie rozczytać jasnych sygnałów, że August potrzebowała jego wsparcia. Nie znał jeszcze przyczyny jej nagłego przypływu smutku, niemniej pytanie o to zostawił na chwilę, w której mieli się zobaczyć. Czuł w kościach, że będzie potrzebowała jego ramienia by się wypłakać. W tym celu zadbał, by mieć na sobie swoją domową bluzę, unikając tych, które lubił najbardziej, a które były przeznaczone głównie do wyjść.
Jak obiecał, poszedł do sklepu, zaopatrując ich w odpowiednie przekąski. Wybór nie był prosty; nie mógł pozwolić sobie na wzięcie wszystkiego. Dlatego zdecydował się na trzy różne czekolady, dwie paczki chipsów, trochę picia oraz dwa litry lodów, które miały stanowić najważniejszy element. Nie można wszak było leczyć smutków, na dodatek w tak ciepłą pogodę, bez odpowiedniego schłodzenia.
W drodze do kasy zgarnął jeszcze cztery paczuszki popcornu do mikrofalówki i z poczuciem spełnionego obowiązku, tuż po zapłaceniu, udał się do domu, gdzie czekała go walka z kotami, które aż szykowały się, żeby wepchnąć pyszczki do reklamówek.
-Hej! To nie dla was. August potrzebuje dzisiaj bardziej opieki, więc się zachowujcie! - pogroził im palcem, by zaraz porządnie wytarmosić. Gniew nie imał się Felixa; przynajmniej nie tak często, ponieważ kiedy już go dopadał, żaden przedmiot w zasięgu ręki nie był bezpieczny. Może o to chodziło? Może gdyby dał upust żalowi czającemu się w środku, częściej przy tym okazując negatywne emocje, nie kumulowałyby się w nim czekając na wybuch, którego nie był w stanie kontrolować.
Westchnął. Nie mógł pozwolić, żeby burzowe chmury przysłoniły słońce, którym miał dzisiaj emanować. Ktoś go potrzebował i doceniał to na tyle, by zapomnieć o sobie.
Nie pierwszy raz.
Uśmiechnął się szeroko widząc wszystko, co przygotował. Zadbał nawet o dobre wino, które stało w szafce od jego ostatnich urodzin. Jakoś nie było okazji, by je wypić, ale dzisiaj? Dzisiaj można było wszystko.
-Kochanie, mam nadzieję, że duszyczkę nadal masz całą? - powitał dziewczynę, kiedy ostatecznie znalazła się przed jego drzwiami. - Chodź, dzisiaj ja biorę za ciebie odpowiedzialność - wyciągnął dłoń, by ująć jej własną i wprowadził do środka zdewastowaną mentalnie August. Zdecydowanie potrzebowała opieki.


august winters
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szczerze? Nie dawała sobie rady.

Myślała, że po tym, jak wyrzuci z siebie dziesięcioletni sekret, który przez cały ten czas krył się pod warstwą najzwyczajniejszej przyjaźnimiłości, będzie jej lżej. Że kiedy wyzna miłość swojemu najlepszemu przyjacielowi, coś w niej w końcu odpuści. Że Alex zrozumie, że to przecież nigdy nie stanęło na drodze ich relacji. Że August nauczyła się z tym funkcjonować. Przecież nie raz towarzyszyła mu przy jego randkowych dramatach. Nie raz kibicowała mu, żeby zagadał do dziewczyny, która mu się spodobała. Nie raz doradzała mu w sprawie prezentów, które później wręczał komuś innemu... Ten drobny, nikły szkopuł, że za każdym razem trochę ją to kłuło gdzieś w sercu, był już inną sprawą. Był dla niej najważniejszą osobą na świecie. A ona zniszczyła wszystko w jednej chwili.
Jednym k o c h a m.
Próbowała zapomnieć. Wychodziła sama na miasto... rzucała się w pracę, spędzając całe dnie w kawiarni... ale nie mogła zapomnieć. Nie wtedy, gdy każdy przypadkowy zapach, chociaż odrobinę podobny do perfum Alexa, uderzał ją prosto w klatkę piersiową. Nie wtedy, gdy rozmowy mijanych przechodniów przypominały jej ich własne głupie pogadanki. Nie wtedy, gdy ktoś wołał jego imię na ulicy, a ona, jak idiotka, odwracała głowę, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że to nie mógł być on.
Tego dnia wiedziała, że musi odezwać się do Felixa.
Do przyjaciela, którego poznała właściwie przez przypadek, kiedy otwierała swój lokal. Zbliżyli się do siebie z czasem... Felix był jedną z tych osób, którym mogła zaufać niezależnie od tego, w jakim stanie akurat się znajdowała, dlatego ucieszyła się, gdy napisał, że może do niego przyjść. Wiedziała, że chciał, żeby przyniosła tylko siebie, ale i tak upichciła dla niego sernik. Bo wiedziała, jak bardzo go lubił. Kiedy weszła do środka i go zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko, ale wystarczyło, że usłyszała jego głos. To, w jaki sposób się do niej odezwał.... coś w niej pękło.

Chwyciła jego dłoń i weszła do środka, odkładając torbę z sernikiem gdzieś na bok. Nawet nie zarejestrowała, czy położyła ją na kanapie, szafce, czy może kompletnie bez sensu na podłodze przy wejściu. Obraz przed oczami zdążył jej się rozmazać, gardło zacisnęło się boleśnie, a palce mocniej objęły jego dłoń. W następnej sekundzie po prostu wtuliła się w niego z całej siły. Była drobna w porównaniu do niego, niemal ginęła przy nim, ale w tamtej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Ważne było tylko to, że był tutaj. - Fel... - wyszeptała, używając tego zdrobnienia, którym zawsze zwracała się do niego. Łzy spłynęły jej po policzkach, zanim zdążyła je powstrzymać. - tęsknię za nim - wyrwało jej się cicho, - tak cholernie tęsknię. - uniósłszy twarz, spojrzała na niego i wydusiła, - czemu to tak kurewsko boli?

Fel <3
26 y/o
For good luck!
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lekko zmarszczył brwi, widząc jej drobne ciało znajdujące się za progiem mieszkania. Zdawała się być jeszcze mniejsza, jakby zwolna próbowała zniknąć, tak niepozornie, cicho. Widział na jej twarzy szeroką gamę emocji, które nie były tymi pożądanymi. Łatwiej akceptowało się radość, niż smutek, z którym tak niewiele osób potrafiło sobie radzić. Ludzie nie umieli pocieszać. Nie potrafili przejmować się emocjami, które targały drugą stroną. Nie potrafili zrozumieć, bo jak by mogli, skoro sami nie przeżywali tego samego.
Felix się starał. Po własnych doświadczeniach z przeszłości nauczył się utożsamiać z rozmówcą. Potrafił się wczuć, tym samym poniekąd wypierając to, co od kilku lat powoli rozrywało jego klatkę piersiową. Ostatecznie był słońcem, prawda? A słońce nie gasło.
Drobny gest, dłoń wyciągnięta w stronę przyjaciółki, która bardzo go potrzebowała. Zaproszenie do rozmowy, do ramion, które zawsze były dla niej otwarte, jeśli tylko potrzebowałaby się w nich skryć, uciekając od problemów. Do mieszkania, które w razie konieczności mogło być jej schronieniem.
Uśmiechnął się do nie lekko, z pewną dozą współczucia. Cokolwiek się stało, nie zasługiwała na ten ból, który szarpał jej ciało, zadając kolejne rany. Była dla niego istotna i dałby wszystko by za jednym dotknięciem przejąć te negatywne emocje. Jedyne co jednak mógł zrobić to po prostu być tu dla niej i sprawić, bo chociaż trochę rozpogodzić jej twarz.
Objął ją delikatnie, pozwalając by się wypłakała. Nie miało znaczenia, że moczyła mu bluzę. Był na to przygotowany. Łzy oczyszczały duszę, prawda? Sam nie używał ich często; te czasy miał już za sobą.
-Wszystko się ułoży, kochanie - szepnął do niej pokrzepiająco, wolno gładząc dłonią jej włosy w geście uspokojenia. Wierzył we własne słowa. Jakoś to będzie, jakoś sobie poradzą. Czas nie goił ran, ale przyzwyczajał do bólu.
Tęsknie za nim.
Te słowa sprawiły, że w jego głowie pojawiło się tak wiele obrazów. Wspólne uśmiechy, wspólne wyprawy. Zdobywanie kolejnych szczytów i radość, kiedy mogli sobie na nich zrobić zdjęcie. Nadal je miał, głęboko schowane w pudełku, do którego bał się zaglądać.
-Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, co? Ból minie, zobaczysz. Za jakiś czas będzie tylko wspomnieniem, obiecuję. - Spojrzał na nią, nieprzerwanie się uśmiechając. Poprowadził ją do kanapy, na której usiedli. - Czy mam kogoś pobić? Albo włamać się do jego komputera i znaleźć brudy? - zaoferował. Marny był z niego pięściarz, ale dla przyjaciół był w stanie zrobić wszystko.

august winters
ODPOWIEDZ

Wróć do „#709”