ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Rozejrzał się za wolną ławką w parku. Był piękny dzień, spodziewał się wielu spacerowiczów czy rowerzystów. To mogło skutecznie odebrać mu szansę na spokojne poczytanie. Biblioteka, chociaż przeznaczona do pochłaniania lektur, nie potrafiła zaspokoić jego potrzeb. Lubił ciszę, ale lubił też gwar życia w mieście i to właśnie w jego otoczeniu potrafił skupić się najbardziej. Dodatkowo tu mógł obserwować innych. Nie szukał interakcji, ale patrzenie na zachowania ludzi pomagało mu lepiej zrozumieć zachowania i emocje, które w danej chwili targały człowiekiem.
Poprawił pasek ciężkiej torby, która zaczęła mu się zsuwać z ramienia. Już dawno powinien zastąpić ją plecakiem, głównie ze względu na zadbanie o poprawną krzywiznę kręgosłupa, niemniej ciągle się wzbraniał. Pamiętał dzień, w którym dostał ją od Alice jako prezent na jedne z urodzin. Tylko ona o nich pamiętała, składając mu życzenia ledwie otworzył oczy po ciężkiej nocy. Robiła mu pyszny tort i śpiewała ciche sto lat. Niby nic, ale zostawało w pamięci, wciskając się w szczeliny umysłu, pozwalając po siebie sięgnąć w chwilach, takich jak ta. Jego niania była jedyną osobą, która o niego dbała sprawiając, że jego dom całkowicie nie zamienił się w laboratorium robotów. Jego wiecznie zarobieni rodzice nie poświęcali mu czasu, uznając, że od tego jest kobieta, której sowicie płacili. Czy miał do nich żal? Nie był pewien. Zawsze dawali mu to, czego potrzebował. Starali się zadbać o jego przyszłość, więc powinien być im wdzięczny, prawda? Nie mógł się na nich gniewać, zresztą nie potrafił. Jego emocjonalność odbiegała od emocjonalności innych ludzi, co rzutowało na jego relacje z innymi. Miał wpajane, że nikogo nie potrzebuje, a uczucia nie były dobrze postrzegane na sali sądowej. Tego się trzymał i rósł w przekonaniu, że ta zasada była niczym zapis w biblii prawniczej.
Po kilku minutach przymusowego spaceru ścieżką dostrzegł samotną i pustą ławkę, tuż pod pięknym dębem. Świeże powietrze i cień, który chociaż trochę uchronił przed słońcem. Witaminy D na dzisiaj mu wystarczyło.
Usiadł, wyciągając książkę. “Człowiek, który bał się żyć”. Zafascynowała go na tyle, że postanowił dać jej szansę. Był wybredny jeśli chodziło o lektury, jednak ta potrafiła zaskoczyć inspiracją i przekazem. Uważał, że wiele osób powinno po nią sięgnąć, co mogłoby pomóc im z problemami.
Skupił się na słowach układających się w zdania. Odciął się od otoczenia, w pełni oddając się fabule. Wodził wzrokiem po kolejnych linijkach, nie potrafiąc przestać. To było niczym uzależnienie; siła, która nie pozwalała mu chociaż na chwilę odwrócić spojrzenia.
I wtedy spadł deszcz, wyjątkowo brudny. Wzdrygnął się. Nie zapowiadali załamania pogody, miało być słonecznie. Uniósł głowę, by zorientować się, jak było źle i spostrzegł przed sobą młodą kobietę, która niemal się nie poruszała, zastygła w zakłopotaniu lub obawie. Tu nie miał pewności.
-Jeśli zrobiłaś to specjalnie, to nie było zbyt miłe - zauważył, spoglądając na jej w połowie opróżniony kubek, którego zawartość znajdowała się na jego ubraniu. I książce, którą czytał. W tym wszystkim jej było mu najbardziej szkoda. - Powinnaś lepiej przykryć kawę, bo co, gdybyś oparzyła dziecko? Rodzice by cię pozwali i jestem pewien, że by wygrali - dodał, próbując się pozbyć chociaż odrobiny płynu z kartek. Bezskutecznie.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była pewna jak długo spędziła przechadzając się ścieżkami w parku, z kubkiem w dłomi. Eh, ostantimi czasami czas strasznie długo się jej rozciągał, szczególnie wtedy, gdy próbowała nie myśleć. A przecież właśnie po to tu przyszła. Żeby nie myśleć o pracy, w której deadline gonił kolejny deadline, albo o Rainie, który z każdym kolejnym biciem jej serca przypominał o sobie, jakby był wryty od zawsze gdzieś głęboko pod jej żebrami. Zamiast tego myślała o Calgary i o swoim ojcu… o tym przelętym domu pachnącym modlitwą i decyzjami, których nikt nie zamierzał z nią konsultować.

Musiała wrócić, wiedziała to. Sporadyczne telefny ojca przypominały jej o tym z każdym tygodniem. Miała wrócić i pozwolić, żeby ktoś inny dokończył jej życie za nią. Jakiś mężczyzna, którego imię w rozmowach rodziny padało coraz częściej… no bo przecież była złożoną przez nich obietnicą, a nie córką, którą oddawali na pastwę losu obcemu człowiekowi.

Dlatego zatracając się w swoich myślach… nie zauważyła ławki. Ani mężczyzny siedzącego w cieniu drzewa… ani nawet tego, że potknęła się o własne nogi przechylając kubek wprost na niego, powodując, że ciepła już wtedy kawa, flat white tak ogólnie dla zainteresowanych, chlusnęła, na niego, ubranie… książke. O ZGROZO! - holy macaroni - wyrwało jej się gwaltownie, a policzki natychmiast zapłonęły jej ze wstydu. - Nie. Nie, oczywiście, że nie zrobiłam tego specjalnie. Ja naprawdę... bardzo przepraszam. - spojrzała na mokre ubranie, potem na książkę, i coś ścisnęło ją w żołądku, gdy wspomnial o tym, że ktoś mógłby ją pozwać - ja naprawdę nie chcialam zrobić Panu krzywdy! - zaraz zacisnęła usta, zawstydzona własnym tonem. - Przepraszam. To nie miało zabrzmieć niegrzecznie. - nerwowo zaczęła grzebać w swojej torbie. - mam chusteczki… powinnam mieć, zaraz Panu pomogę. - wyciągnęła paczkę i podała mu ją ostrożnie. - odkupię książkę. I zapłacę za pralnię. - wydusiła z siebie zestresowana, a jej wzrok zatrzymał się na tytule.

Człowiek, który bał się żyć

Uśmiechnęła się, próbując jednak w dalszym ciągu być w pełni poważna - huh... chyba wybrałam wyjątkowo trafną książkę do zniszczenia. - zamilkła na moment, zanim dodała - to znaczy ten tytuł jest ciapkę ironiczny, nie sądzisz? - ścisnęła już wtedy prawie pusty kubek w dłoni. - mam na imię Syd and I can relate to this.

pan nieznajomy
24 y/o
For good luck!
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prawdopodobieństwo, że w momencie zajęcia miejsca na tej konkretnej ławce człowiek zostanie oblany, było bliskie zeru. Takie sytuacje nie zdarzały się w miejscach innych, jak kawiarnie czy zatłoczone metra, gdzie ludzie gnali przed siebie, starając się nie spóźnić na ważne spotkanie. Idąc do parku ludzie nie zakładali, że oberwą ciepłą kawą, która zaleje ich ubranie oraz trzymane w dłoni przedmioty. A jednak wszechświat postanowił spłatać psikusa przyszłemu prawnikowi, stawiając na jego drodzę osobę tak nieporadną, że nie był w stanie utrzymać równowagi, potykając się o własne nogi. Był przekonany, że człowiek powinien opanować umiejętność chodzenia za dzieciaka, jednak chyba nie każdy przyswajał informacje w równym tempie, a skutki obserwował na swojej koszuli i książce, która z łatwością wchłaniała brązowy płyn. Westchnął w duchu - będzie musiał zdobyć kolejny egzemplarz bo tego już nie dało się uratować, a obracanie sztywnych od płynu kartek nie miało w sobie niczego przyjemnego.
Lustrował uważnie jej twarz, dostrzegając delikatny rumieniec. Zawstydzenie? Złość? Zauroczenie? Znał tylko te przypadkie, w których ludzie się czerwienili. Ostatnie mógł odrzucić, nie sądził, by młoda kobieta była w tej chwili czymkolwiek zauroczona, bo co uroczego mogło być w powiększających się plamach?
-Następnym razem bardziej uważaj. Takie bezmyślne wypadki niszczą statystyki - skomentował. Czy miał do niej żal? Trochę tak, ale nie był też osobą, która czerpała przyjemność z podnoszenia na kogoś głosu. Co miałby tym osiągnąć? Zdarzenie miało już miejsce, a nie opanował umiejętności cofania czasu, by zmienić przeszłość. Trwonienie energii na kłótnie tylko dlatego, że ktoś miał ewidentnie problemy z chodzeniem, nie było polecane. Ostatecznie z niepełnosprawności nikt nie powinien się śmiać, ani wykorzystywać jej przeciwko osobie, której dotyczyła.
-Bardzo dużo przepraszasz, zauwazyłaś? Naprawdę już po sprawie, nie stało się nic aż tak wielkiego. Poza książką, nikt nie ucierpiał nieodwrotnie - spojrzał na nią. Od ojca słyszał, że przepraszanie jest oznaką słabości, co kolidowało z manierami, które również mu wpojono. Jak miał wyjść na kulturalnego, przepraszając za swój błąd, ale nie wychodząc na słabego?
Przyjął od niej chusteczki, dziękując. Doceniał jej próbę rekompensaty, ale wiedział, że niczego więcej nie dało się zrobić. Papier oraz materiał koszuli absorbowały płyn wyjątkowo szybko i nie było możliwości, by celuloza wyciągnęła z nich kawę.
-Ironiczny? Czemu? Książka sama w sobie jest wyjątkowo ciekawa. Nie należy oceniać treści po samym tytule - odpowiedział. Zainteresował go jej komentarz i chciał poznać jej punkt widzenia. Kto wie, może przynajmniej rozmową zrekompensuje mu przerwę w czytaniu. - Syd. Nietypowe imię. Jesteś pierwszą osobą z takim, która poznałem - rzucił. Nie to, żeby w ogóle w swoim życiu poznał wiele osób, których imię by zapamiętał.

syd ashford
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”