-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trochę czasu minęło od imprezy powitalnej, a Hunter całkowicie wydobrzał po wizycie w szpitalu. Dzięki temu znów mogli aktywować bardziej ruchliwe - bez skojarzeń! - formy terapii, nie musząc siedzieć w czterech ścianach pomieszczenia, gdzie znajdował się jej gabinet. Wtedy też zaczynała dostrzegać rzeczy, których jako psychoterapeuta nie powinna zauważać odnośnie swojego pacjenta, a już nie mówiąc o myślach, jakie kłębiły się w głowie Lane, gdy tylko pojawił się w nich Wright.
Myśli, spotkania, pewne formę odczuć względem jego osoby nie dawały jej już obiektywnego spojrzenia na całość związaną z leczeniem, które ma mu pomóc z powrotem do wojska i na front. Zachowywała się poniekąd tak, jakby coraz bardziej próbowała go odwieźć od tego pomysłu, nawet jeśli wiedziała iż nie takie jej zadanie oraz nie tego oczekiwał od niej on sam. Cóż jednak poradzić, gdy Prudence zaczęła mieć rozważania, skupiające się bardziej na sferze prywatnej? Co poradzić, że już dawno się tak nie czuła przy kimkolwiek, a co było czymś zdecydowanie bardzo miłym? Co poradzić, iż Hunter przestał jej być obojętny i nie był jedynie pacjentem? Cóż poradzić, że gdy widzieli się, dostawała od niego małe podarki na powitanie jak czekoladki, mały bukiecik w ramach przeprosin jak się spóźnił, więc chciał jakoś załagodzić sprawę? Wypady na kawę czasem sprawiały wrażenie spotkania, aby swoje ludzie się poznali, niż żeby mieli prowadzić rzeczową rozmowę o nim i o tym, co go trapi.
No i ten nieszczęsny grill powitalny, na którym usłyszała słowa nie dające jej spokoju. Lubiące przewijać się nagle w ciągu dnia bez zapytania czy też w snach, jakby to miała być dla niej informacja, że powinna w końcu się określić i dać mu znać co dalej. Choć ona sama nie miała bladego pojęcia co dalej.
Ostatecznie podjęła najbardziej rozsądną decyzję, na jaką ją było obecnie stać, przekazując Huntera innemu terapeucie, który będzie miał świeże spojrzenie oraz nie będzie z nim związany emocjonalnie - tak, jak ona zaczyna być względem niego. To pierwszy taki przypadek w jej karierze, przez co ciągle działała na oślep w niektórych kwestiach, niemniej w tej sprawie wiedziała, iż podjęła najbardziej słuszną i potrzebną dla obojga decyzję.
Miała zamiar mu o tym powiedzieć w cztery oczy, uznając iż to nie jest sprawa na telefon, a tym bardziej na zwykłe wysłanie smsem, bo mógłby zacząć to rozkładać i analizować niepotrzebnie, szukając odpowiedzi na pytanie tam, gdzie nie powinien tego robić.
Póki co jednak - miała spotkanie z innym pacjentem, na którym musiała się skupić uważnie. Choć było to ciężkie, gdy z tyłu głowy obmyślała co powinna mu dokładnie powiedzieć, aby zrozumiał jej punkt widzenia w tej sytuacji.
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy Hunter potrafił zapomnieć o słowach Andy i Ethana? Nie. Coraz częściej łapał się na rozmyślaniu o kobiecie - w samochodzie, w ogrodzie, nawet będąc wśród znajomych. Nie do końca wiedział o co z tym chodzi. Była i jest jego terapeutką, więc jasnym jest że pojawia się więź, która rośnie… ale przy powinna do takich rozmiarów?
Starł się kilka razy z siostrą, która tematu nie porzuciła, a wręcz przeciwnie, maglowała go coraz mocniej, przez co nawet przez moment myślał o dodaniu do jej kawy środka usypiającego. Miałby święty spokój! Ale tak z drugiej strony może miała ona trochę racji? Ta relacja już dawno wyszła poza ramy zwykłego pacjenta. Lubili swoje towarzystwo. Wpadała do niego do domu na film, wino, nawet kilka razy została na noc - czy tak powinna wyglądać profesjonalna relacja?
Siedział w mieszkaniu delektując się błogą ciszą gdy otrzymał sms-a z nieznanego numeru. Chciał to olać, ale moment później przyszedł kolejny.
Witam, jestem Lucas i chciałem ustalić z panem termin pierwszego spotkania w związku rozpoczęcia terapii.
Czy pasuje przyszły tydzień? Pozdrawiam.
Hunter chyba trzy razy przeczytał te dwa smsy - czy to nie jest jakaś pomyłka. Szybko napisał, że ma terapeutkę, więc to zapewne jakiś błąd.
Nie. To nie jest błąd. Proszę wybrać dogodny termin i dać mi znać.
No teraz to już się trochę wkurzył. Co ten gość pierdoli?
Czym prędzej założył na siebie spodnie i koszulkę po czym wyszedł z domu. Jechał po odpowiedź, która mu się należała, bo nie rozumiał co takiego zaszło, że nagle ma się od tej pory spotkać na terapię z kimś innym. Czy był zdenerwowany? A i owszem! Nie zamierzał się zwierzać jakiemuś palantowi!
Dojechał do gabinetu Prudence i bez ceregieli wszedł do środka. W końcu drzwi nie były zamykane na klucz. Nie przeszkadzało mu to, że właśnie była w trakcie sesji.
- Aha. To ty sobie tu spokojnie siedzisz a ja dostaje informacje, że mam nowego terapeute? Co tu się odpierdala? Nie nie będę spokojny. Ufałem Ci… a teraz co? - oj widać było, że pacjent nie był w sosie, że ktoś im przeszkodził.
- Eee przepraszam, ale Pan przeszkadza.
- W dupie to mam. - powiedział poddenerwowany Hunter spoglądając na Lane z widocznym bólem i żalem w oczach. Dlaczego to zrobiła?!
prudence lane
-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nieświadoma spokojnie siedziała na swoim miejscu w gabinecie, słuchając uważnie swojego obecnego pacjenta, któremu odpowiadała na pytania bądź mówiła co uważała w danej kwestii - czyli standardowe spotkanie, jakie to zwyczajnie ma miejsce. Takie, jakiego już dawno nie przeprowadzała z Hunterem, bowiem z nim znalazła pewien środek do pogodzenia rozmów z czymś innym, co nie zmusza go do przesiadywania w krześle i niejako przymusowym patrzeniu na jej twarz, bo tak naprawę nie miał innego wyboru.
W sumie jednocześnie odliczała godziny do spotkania z Hunterem, gdzie ma z nim porozmawiać o nowej sytuacji oraz o tym, że tak po prostu trzeba zrobić. Ten jednak ją mocno wyprzedził z tym pogadaniem, gdy wparował do mieszkania, a następująco do gabinetu, gdzie już przy usłyszeniu pierwszego dźwięku otwieranych drzwi miała zamiar zaalarmować, tak teraz nie musiała, skoro widziała kto postanowił ją odwiedzić.
— Hunter, spokojnie… — wstała z miejsca, doskonale wiedząc oraz oczywiście słysząc iż nie ma zamiaru uspokoić się, patrząc na mężczyznę przepraszająco - tak naprawdę ten sam wyraz spojrzenia kierując do jednego jak i do drugiego. Z tym, że obecnie przebywający na terapii pacjent postanowił nie ukrywać swojego zniesmaczenia postawą przybyłego, na co też zbytnio nie zareagował tak, jak wypadałoby. Wzięła głęboki wdech, aby i ona sama nie dała się ponieść emocjom towarzyszącym tej sytuacji, przenosząc całą swoją uwagę na niezadowolonego. — Przepraszam, Panie Lewis, wyszło małe nieporozumienie i.. cóż, nie mogło to poczekać — mówiąc to, zerknęła na Huntera kątem oka. — Mogę prosić, żebyśmy dzisiaj skończyli? A w zamian za to następne spotkanie zaplanujemy na dwie godziny, jeśli oczywiście potrzebuje Pan takiej sesji. Ewentualnie zrobimy dodatkowe spotkanie w ramach odpracowania dzisiejszego, zgoda? — bo co innego miała zrobić?! Musiała jakoś wybrnąć z tego, na co się zgodził. Odprowadziła spokojnie do drzwi, życząc miłego dnia - nie sądząc, aby ten jej do miłych miał należeć, widząc postawę Wrighta.
— Wiedziałeś, że mam sesję, nie mogło to poczekać te parę minut? — zapytała spokojnym tonem głosu, aby nie prowokować go do kolejnych wybuchów złości, chociaż tego chyba robić nie musiała, widząc jak się buzuje. — Miałam Ci dzisiaj o tym powiedzieć jak się spotkamy, bo to nie jest rozmowa na telefon, ale… czekaj, skąd o tym się dowiedziałeś? — zagaiła, bo przecież nie miała pojęcia, że nowy terapeuta postanowi tak prędko podjąć się kontaktu z nowym pacjentem.
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spokojnie? Spokojnie? Jak on miał być w tej sytuacji spokojny - ona chyba sobie nie zdawała sprawy z powagi tego co zrobiła. Otworzył się przy niej i nie miał pojęcia jak to zrobić przed kolejną osobą. Znała go coraz lepiej i ot tak nagle pozwoliła sobie, żeby wziął go ktoś inny? Wszystko nad czym pracowali szlag jasny wziął!
Czekał… trudno powiedzieć, że spokojnie ale nie rzucał się jak przy wejściu do gabinetu. Po prostu chciał aby facet się zmył i nie zawracał im głowy. Aktualnie chodziło o jedno - odpowiedź.
- Nie mogło. - powiedział zaciskając zęby i niespokojnie chodząc po pomieszczeniu. Założył ręce za głowę próbując jakoś zrozumieć postępowanie kobiety.
- Dostałem sms’a od nieznanego numeru. Na początku myślałem, że to pomyłka, ale facet zdecydowanie zaprzeczył. Proszę, rozmowa nie na telefon. Jestem. - stwierdził dalej nie przestając chodzić to w jedną stronę to w drugą. - Nie rozumiem. Nic nie rozumiem. Otworzyłem się… a ty ot tak rezygnujesz z pomocy mi? - dało się wyczuć w jego głosie żal.
Powinien ją dopuścić do słowa, ale nie potrafił.
- Ja nie chcę innego terapeuty. Chcę Ciebie. Nie umiem… nie umiem ot tak zaufać.. - rzucił od razu, czując się zdradzony mimo iż nie powinien. Może kobieta miała go dość? A może coś nieodpowiedniego powiedział? Co tu się działo…
Ostatecznie stanął w jednym miejscu jedynie spoglądając na Prudence. Czekał na odpowiedź, na coś co ukoi jego nerwy, coś co pozowoli zrozumieć sytuacje a nie bać się tego co dopiero nadejdzie.
prudence lane
-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdy już znajdowali się sami, stanęła w jednym miejscu, oberwując przy tym niespokojne krążenie po pomieszczeniu swojego rozmówcy. Żeby jakoś się trochę od tego wszystkiego na moment odciąć, objęła się ramionami, nie ruszając się choćby na centymetr, co nieco pomagało w poukładaniu kołatających w głowie rozmyślań. Wtedy też postanowił się uzewnętrznić, wyjaśniając jak doszło do tego, iż dowiedział się z innego źródła o dokonywanej zmianie w prowadzonej terapii.
— Tak, jesteś… — odparła trochę spokojniejszym głosem, chociaż gdzieś tam można było wyczuć lekkie zdenerwowanie, jakie się w niej delikatnie tliło, bowiem nie tak wyobrażała sobie tą rozmowę. Czemu jego impulsywność musiała wziąć na tyle w górę, iż zmieniły się przez to jej plany - przez co nie miała dokładnie przygotowanego przemówienia?
Próbowała mu się wtrącić w słowo, ale nie dał jej takiej sposobności, a gdy zrobił sobie przerwę, postanowiła od razu uderzyć. — Hej, Hunter, nie rezygnuję z Ciebie przecież, nic takiego nie powiedziałam i nic takiego nie planuję — to musiała zaznaczyć na początku, żeby miał co do tego pewność na samym starcie wyjaśnień, jakie spróbuje mu przekazać najlepiej, jak umie w tej sytuacji. — Mnie też na początku nie umiałeś zaufać, siedząc w krześle i udając, że Cię tu nie ma, a potem jakoś to poszło - z nowym terapeutą też to się odbędzie, jestem tego pewna — odparła spokojnie, chcąc mu wyjaśnić iż to, co nie wygląda zbyt dobrze w tym momencie, nie znaczy iż nie ulegnie zmianie z czasem prowadzonych rozmów - co nastąpiło w ich przypadku.
— Proszę, na początek, może usiądź, napij się wody, ochłoń — zaproponowała, chcąc aby najpierw zajęli się jego zdenerwowaniem, chociaż czuła że dzisiaj nie tędy droga. — Posłuchaj, Hunter. Robię to dla naszego dobra. Żebyś miał odpowiednią terapię, świeże spojrzenie, dobre zaopiekowanie.A co do mnie, no bo… nie potrafię już być w tym momencie obiektywna w trakcie prowadzenia kolejnych spotkań. A to nie byłoby względem Ciebie fair — wyjaśniła na początek, mając nadzieję, że może to mu wystarczy i nie będzie zagłębiał się w szczegóły, po prostu przyjmując to do informacji i nie kontynuując tej tak naprawdę nikomu niepotrzebnej sprzeczki.
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie. - jakoś nie pójdzie z nowym terapeutą. Jeśli się zaprze to może kobieta zmieni zdanie? Chciał w to mocno wierzyć, ale chyba decyzja już została podjęta i nie miał na nią żadnego wpływu.
Gdy powiedziała o wodzie, westchnął. Nie tego teraz potrzebował, lecz… posłuchał jej. Nalał sobie do szklanki trochę płynu i zwilżył gardło. Jednakże nie usiadł. Nie miał nawet najmniejszego zamiaru tego wykonać, zamiast tego odstawił szklankę na stolik i wrócił do chodzenia.
- Naszego dobra? - tak wtrącił się na szybko, lecz ona mówiła dalej. Słuchał. Jednym uchem wpadało drugim wylatywało do momentu gdy nie powiedziała o byciu obiektywną. Ale jak to? Przecież jej to doskonale szło, nawet to że razem się przespali nie wpłynęło zbyt bardzo na ich profesjonalną sferę życia.
- Co? - nie rozumiał i musiał zadać to proste pytanie. Miał wrażenie, że jest coś czego on nie widzi. Tylko dlaczego? - Ale nasze spotkania mi pomagają… - bo to chyba o to chodziło - miało być lepiej… i było. Czemu chciała to tak nagle zepsuć.
- Co się takiego wydarzyło, że tak uważasz? - spytał bardziej ciekawy niż zły. Powoli to uczucie opuszczało go ustępując zdziwieniu i niezrozumieniu. - Nie zrobiłem nic złego? Jeśli tak, to przepraszam. Nie to było moją intencją. - może faktycznie powiedział coś co sprawiło iż ją zniechęcił do siebie, albo może nasłuchała się jakichś głupot od Andy?
Ostatecznie usiadł na fotelu i wziął w dłoń szklankę chwile się w nią wpatrując.
- Proszę… nie chcę innego terapeuty… - potrzebował jej.
prudence lane
-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo przez ostatnie parę dni tak właśnie było i była… cóż, szczęśliwa. Zarazem rozumiejąc, iż przekraczając tą granicę, musi zrezygnować z widywania się z nim w kwestii zawodowej, musząc oddać jego prowadzenie innemu specjaliście, który na pewno mu pomoże, równie dobrze jak i ona.
Nie wiedziała jednak, jak dokładniej mu wyjaśnić to, czym się w tej chwili kierowała. Bo czy naprawdę musi ostatecznie nazywać rzeczy po imieniu aby do niego dotarł sens tego całego przedsięwzięcia, jakiego się dopuściła? Chciała go nakierować, dać do myślenia, a zamiast tego Hunter zachowywał się jak zagubione dziecko we mgle, niczego nie ogarniające. Westchnęła, patrząc na niego już znacznie spokojniej, gdy dostrzegła jak nerwy opuściły jego ciało, a na jego miejsce wpadł niepokój i niezrozumienie. — I bardzo mnie to cieszy, że pomagają. Nadal będą pomagać, jeśli mogę to tak nazwać — może to mu da kolejną wskazówkę do rozwiązania? Może to mu da rozjaśnienie w tej sytuacji?
— Tak naprawdę nie stało się nic konkretnego, Hunter. Nie było żadnego konkretnego wydarzenia, które nagle zmieniło moje zdanie. Przemyślałam ostatnio trochę i zrozumiałam, że na tym etapie nie będę już umiała Ci pomóc, bo nie potrafię na to patrzeć z boku — no chyba prościej i łatwiej nie mogła mu powiedzieć, jednakże nadal nie mówiąc mu czegoś wprost. Zwyczajnie nie była dobra w wyznania. Zupełnie jak i on, więc się pod tym względem nawet nieźle dobrali. — Nie myśl tak, nie zrobiłeś nic złego. Wierz mi, nie masz za co przepraszać — no chyba, że mowa tu o skradzeniu jej serca! Boże, to zabrzmiało teraz tak romantycznie.
Gdy siadł na fotelu, zajęła ponownie to swoje i patrzyła na niego uważnie, gdy tak przypatrywał się szklance, jakby ta miała mu dać odpowiedzi na wszystkie pytania. — To, że będzie nowy terapeuta, nie znaczy że nie będziemy się widzieć, wiesz o tym? — zagadnęła, chcąc mieć pewność że tego świadomość posiada. No chyba, że właśnie go uświadamia, iż trochę źle to wszystko ocenił i że to nie jest tak, iż urywa z nim kontakt całkowicie. — Chyba, ze nie będziesz sobie tego życzył — bo może będzie na nią tak zły w dalszym ciągu, iż nie będzie miał ochoty na nią patrzeć.
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli nie miał za co przepraszać - to przyczyna jest mu dalej nieznana… Zdecydowanie nie potrafił połączyć w tym momencie kropek. Miał wrażenie, że coś mu umyka, ale nie do końca wie co.
- Tak? - uśmiechnął się delikatnie, bo to oznaczało, że całkowicie nie rezygnowała z relacji jaką mieli. Ich spotkania te poza gabinetem lubił najbardziej - bo nie tylko mówił o sobie, ale dowiadywał się coraz to nowszych rzeczy o Prudence. Każda kolejna sprawiała, że na jego twarzy pojawiał sie delikatny uśmiech - notując sobie w głowie na później aby móc się do tego odnieść. Lubił pamiętać detale o innych osobach, dzięki czemu nierzadko dawał naprawdę trafione prezenty. - Dlaczego miałbym sobie tego nie życzyć? - ciężko mu było zrozumieć tok rozumowania kobiety. Jednak są one dużo bardziej skomplikowane niż mężczyźni.
Wypił do końca wodę, którą miał w szklance i oparł się na fotelu.
- Możesz powiedzieć mi wprost, dlaczego nie chcesz mnie dłużej prowadzić? Dlaczego nie możesz patrzeć na mnie obiektywnie? - nie. Nie odpuści, on potrzebuje aby wyłożyć mu kawę na ławę. Nie chciał się bawić w kotka i myszkę - zamiast tego po prostu wystarczyła jedna odpowiedź.
Czekał… lekko się denerwując jaką odpowiedź usłyszy. Czy może jednak po tym co zrobili razem u niej w mieszkaniu zmieniła zdanie? Biedny nie mógł się połapać.
prudence lane
-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na jej szczęście, nic takiego się nie działo, a ostatecznie Wright nadal wyglądał na mocno otumanionego nadmiarem informacji, jakie otrzymuje. Tylko, że to niczego jej samej nie ułatwiało, a może i też komplikowało całość. Westchnęła dość ciężko, próbując poskładać swoje pędzące rozmyślania, aby jakoś do niego dotrzeć - i żeby go przede wszystkim uspokoić. — Tak, to niczego nie zmienia — uśmiech na jego ustach trochę ją pokrzepił, choć jednocześnie dało świadomość, iż sądził że to całkowity koniec tej znajomości, a przecież nic takiego się nie zapowiadało oraz nie robiła czegokolwiek, żeby przygotować mężczyznę na taki moment. — No nie wiem, może będziesz na mnie zły za to, że tak postąpiłam bez wcześniejszego konsultowania — mówiąc to, wzruszyła ramionami, bo po swoim wcześniejszym wparowaniu do gabinetu udowodnił, że potrafi być impulsywny. Nie mówiąc o tym, gdy ostatecznie doda dwa do dwóch, to postanowi, że tak naprawdę jego dotychczasowa terapeutka to wariatka i ucieszy się z faktu samodzielnego wyeliminowania.
Przy tym wszystkim bacznie go obserwowała, a gdy nagle oparł się wygodniej na fotelu, padły słowa wybijające ją z rytmu i nie dające spokoju. To tyle się naprodukowała, tyle nagadała i tyle wskazówek przedstawiła, że i tak to w niczym nie pomogło, a Hunter niczego się w dalszym ciągu nie domyślał? Albo po prostu jest tak przygnębiony faktem, że rzeczywiście straci z nią kontakt, skoro zdecydowała się go odsunąć z listy swoich pacjentów, albo zwyczajnie nie należy do zbyt ogarniających i kumatych osób… Liczyła, że w jego przypadku tylko to pierwsze ma miejsce.
Teraz to ona poczuła się, jakby próbował ją przetestować i sprowokować do czegoś, czego nie była pewna aby powiedzieć na głos. Wstała ze swojego miejsca i zaczęła krążyć, zupełnie jak on dosłownie parę chwil wcześniej. — Ty naprawdę nie domyślasz się czemu? — zapytała, tak na wszelki wypadek, bo może bierze ją pod włos i próbuje wydusić to z niej, chociaż tak naprawdę już miał swoją odpowiedź na to pytanie? Ostatecznie stanęła i nie wyglądała na specjalnie zadowoloną. — Boże, Hunter. Nie mogę oceniać Cię dalszym ciągu obiektywnie pod kątem terapii, bo zaczyna mi na Tobie zależeć bardziej, niż jak na zwykłym pacjencie! — trochę podniósł się jej ton głosu, ale to jej akurat nie przeszkadzało - o dziwo. Zupełnie jakby to była ta idealna metoda dla niej do wyjawienia takiego typu rzeczy. Wtedy przetarła dłońmi swoją twarz, by po chwili ponownie na niego spojrzeć. — Nie wiem kiedy to się stało, nie wiem jak to się stało. Może to przez seks, może to jeszcze przed tym coś mnie do Ciebie ciągnęło, chociaż wiem, że nie powinno. Może to przez to, jak znalazłam Cię wtedy na podłodze, i czekałam w szpitalu z Andreą na wieści co z Tobą będzie dalej. A może to na tym grillu coś mi dało do myślenia, a może to przez Twoją mamę i jej słowa... Cholera, Hunter. Nie wiem. Naprawdę. Ale po prostu nie umiem i nie chcę. Nie jestem w stanie patrzeć na Ciebie tylko jakbyś był moim pacjentem i nikim więcej… — wyrzuciła z siebie niespodziewanie, na koniec przygryzając dolną wargę i chwilę się mu przyglądając, po czym uciekła spojrzeniem. — Przepraszam, nie powinnam… — wyszło z niej po chwili, a wtedy wyszła nagle z gabinetu, przechodząc do innej cześci mieszkania, próbując złapać świeżego powietrza, bo w gabinecie miała wrażenie, że tego tam zabrakło.
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Próbował się uspokoić i widać szło mu to całkiem nieźle, bo pozwolił sobie nawet na klapnięcie w fotelu - bo z tej początkowej złości i żalu nie zostało dużo - teraz jedynie chciał wszystko zrozumieć, ale ktoś inny się teraz nakręcił.
- Nie? - bo nawet jeśli coś się tliło w jej głowie to nie wybierał tej opcji, bo była naprawdę absurdalna. Czy ktokolwiek mógł zobaczyć w nim kogoś więcej niż żołnierza i zepsutego człowieka? Po to zresztą przekroczył próg tego gabinetu - miała mu pomóc i może zrobiła to zbyt dobrze? Poza tym, chciał poznać odpowiedź kobiety. Nie taką, że sam musi się domyślić - czarno na białym!
- Zależeć? - powtórzył cicho, jakby w sekundę rozumiejąc, że jednak ten jego najgłębszy skryty domysł był prawdą. Czy to oznaczało, ze darzyła go uczuciami, które w tym momencie stoją drodzę do jej osądu? Powoli docierało do niego, że to przekroczenie granicy, musiało zasiać jakieś ziarenko uczucia w kobiecie… zresztą co by nie mówić… w nim też - choć głośno się nie przyzna. Lubi spędzać z nią czas, seks był dobry i nawet jeśli są z różnych światów to poniekąd zaczęli się uzupełniać.
Dopiero po kolejnych słowach otworzył szerzej usta… zamykając je natychmiast gdy tylko zrozumiał co zrobił. Reakcja może i była przesadzona ale… ewidentnie uzasadniona. Jednak była jedna rzecz o którą musiał zapytać, lecz zanim to… wyszła z gabinetu, zostawiając go kompletnie samego ze swoimi myślami.
Przez chwilę siedział nie wiedząc co zrobić ale ostatecznie ruszył za Lane. Podszedł do niej powoli i położył dłoń na ramieniu, w ten sposób próbując zwrócić jej uwagę, tak by się obróciła w jego stronę. - Nie masz za co przepraszać. To… nie jest nieodwzajemnione. - powiedział od razu, chcąc ją w ten sposób uspokoić. NIe musiała się bać, że nagle on się zmyje i powie, że to nigdy nie powinno się wydarzyć. - Od dawna nie mogę przestać o Tobie myśleć… i to nie w sposób pacjent, terapeuta. - przyznał się spoglądając w jej oczy i moment później składając krótki pocałunek na jej ustach.
prudence lane