-
ctrl + shift + cnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracjiteraźniejszyczas narracji1 ospostaćautor
Udało mi się przebrać w jakiś dres, a włosy spiąć w koka. Nie spodziewam się tutaj nikogo, a Nick pewnie już dawno gdzieś poszedł. Zazwyczaj o takich godzinach nasze mieszkanie jest puste. Szurając puchowymi kapciami, skierowałam się w stronę kuchni. Naprawdę potrzebuję nawet głupiej kawy do życia. Nastawiłam program na kawę z dużą ilością mleka i oparłam się na blat. Zazwyczaj nie jestem tak zmęczona jak zarywam nocki. Tylko teraz jakaś dziwna akcja się odwaliła i ledwo żyję. Dobrze, że uczelnię mam dopiero za dwa dni. Pewnie dzisiaj bym się tam nie pojawiła, a tym bardziej, logicznie myślała. Bardziej byłby to niebieskie migdały, które gdzieś tam w głowie dalej mam. Ewentualnie gra, która też wciąż siedzi w mojej głowie i nie daje mi spokoju.
Już miałam się napić swojej kawy, aby się rozbudzić. Jednak dźwięk dzwonka do drzwi zmienił moje plany. Na początku udawałam, że nikogo nie ma w mieszkaniu. Zazwyczaj to działa jak nie chcę się z nikim widzieć. Wywróciłam oczami i skierowałam się do drzwi. Szłam bardzo wolno, przecież nie będę biegła w puchowych kapciach. Nie zaprosiłam nikogo, a w planie jedynie miałam dzisiaj leżenie i oglądanie jakiegoś serialu do późna. Otworzyłam drzwi, widząc chłopaka chyba w naszym wieku. Czyżby przyszedł do brata? Najpewniej tak..
— Nick'a nie ma w domu jak chcesz poczekaj w salonie. Rozgość się.
Reeve LeBlanc
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podczas stażu w szpitalu, Nicholas nieustannie wracał do jego myśli, a kiedy Reeve zapisywał notatki, w głowie wyobrażał sobie ich kolejne spotkanie, jednak obowiązki, egzaminy i szpitalne dyżury stały się wkurzającymi przeszkodami, które odsuwały to, na czym naprawdę mu zależało. W końcu udało im się ustalić termin, ale że w swoim domu rodzinnym, Reeve miał zbyt skomplikowaną sytuację, by kogoś zapraszać, to dom Nicholasa wydawał się odpowiednim miejscem.
Przygotowania do wyjścia trwały dłużej niż zwykle. Sprawdzał swój wygląd w lustrze częściej, niż byłby gotów się przyznać, dbając o każdy szczegół, by ukryć zdenerwowanie, a każda minuta spędzona na dojeździe dłużyła się.
Kiedy wreszcie stanął przed drzwiami domu Nicka, odetchnął głęboko, próbując opanować drżenie dłoni i nacisnął dzwonek. Przez chwilę słyszał szmery wewnątrz, potem kroki, a serce chłopaka przyspieszyło w rytmie wyczekiwania.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Zamiast uśmiechniętej twarzy Nicholasa, zobaczył dziewczynę w swoim wieku. Wyglądała na zupełnie zrelaksowaną, jakby była tu u siebie. W głowie natychmiast zapaliły się tysiące czerwonych lampek, a zimny prysznic uderzył w jego serce.
To niemożliwe.
Czy to był żart? Czy Nicholas bawił się nim na kręgielni, świadomie budując napięcie, wiedząc, że w domu czeka na niego ktoś inny? A może to on sam źle wszystko zrozumiał? Może ta romantyczna więź, w którą wierzył, była tylko wytworem jego wyobraźni? Patrzył na dziewczynę, nie będąc w stanie wydobyć z siebie słowa, podczas gdy w jego głowie układał się tragiczny scenariusz: Nicholas ma dziewczynę, mieszka z nią, a on właśnie wpadł w pułapkę uczuć, stając się nieproszonym gościem w cudzym życiu. Poczucie upokorzenia mieszało się z chęcią natychmiastowej ucieczki, a każde bicie serca bolało teraz niczym wyrzut sumienia za to, że pozwolił sobie na odrobinę nadziei.
— Dzięki – rzucił krótko, starając się, by nie brzmiało to zbyt szorstko. – Poczekam chwilę, jeśli nie sprawiam kłopotu.
Wszedł do środka, czując się jak intruz i usiadł na kanapie. Każdy przedmiot w wydawał się teraz dowodem – wspólne zdjęcia, książki, drobiazgi na półkach. Zaczęło go mdlić ze stresu. Czy będzie musiał udawać, że wszystko jest w porządku, podczas gdy każda komórka jego ciała płonęła ze wstydu?
Kimberly Swanson
-
ctrl + shift + cnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracjiteraźniejszyczas narracji1 ospostaćautor
— Jestem Kimberly, ale mów mi Kim. Jestem jego bliźniaczką, wiem jestem ładniejsza — Uśmiechnęłam się w jego stronę z wyciągniętą ręką na powitanie. Nie chcę, żeby sobie zaraz pomyślał, że jestem jego dziewczyną. Fakt pełno wspólnych zdjęć, ale jak to bywa u rodzeństwa. Dodatkowo mieszkamy razem, ponieważ tak na razie lepiej się nam opłaca. Nie chcę, żeby babcia musiała kupować dwa mieszkania, ostatnio i tak więcej się mijamy. Ja żyję w swoim życiu, gdzie buduje roboty i bawię się w nerdowskie rzeczy. A on? On gra i robi swoje live. Moje studia już wystarczająco dużo kosztują, więc naprawdę nie chcę robić dodatkowych kosztów i problemów. Uważam również, że jak na bliźniaki mamy dobrą relację oraz dobrze współgramy, jeśli chodzi o nasze wspólne mieszkanie. A to już naprawdę coś, patrząc, jak czasem okropne potrafią być relację rodzeństwa.
— Więc czym się zajmujesz? Opowiedz mi coś o sobie, może jesteś na czarnej liście znajomych mojego brata i muszę wyprosić ciebie z mieszkania? — Westchnęłam. Jestem nawet zaciekawiona nim, ale z drugiej strony też wolę wiedzieć, czy nie muszę się go pozbyć. Nie chcę wkurzyć Nicka, że wpuszczam kogoś, kogo on nie lubi lub nie zna, do naszej prywatnej przestrzeni. A co, jeśli to jego jakiś fan? Mam w razie czego, czym się obronić, znam karate. Najwyżej oberwie i tyle, ach, czasem samoobrona się przydaje w życiu. Nalałam dla siebie soku, skrzywiłam się na małą ilość słodyczy. Naprawdę musi on zmienić te swoje napoje, są ohydne.
Reeve LeBlanc
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy pojawiła się na nowo w salonie ze szklankami oraz sokiem i usiadła na kanapie, chłopak instynktownie odsunął się o kilka centymetrów w drugą stronę. Czuł jej obecność, co tylko potęgowało jego zażenowanie. Nie wiedział, co ma z tym zrobić. Spojrzał na szklankę z sokiem, którą postawiła na stoliku, ale nie ruszył jej. Przełknął ślinę, czując w gardle suchość, która nie miała nic wspólnego z pragnieniem. Czuł się głupio, siedząc tuż obok niej i przez chwilę żałował, że w tu ogóle przyjechał. Wszystko było nie tak. Miał nadzieję na spokojny wieczór z Nickiem, a zamiast tego siedział w salonie z dziewczyną, która patrzyła na niego podejrzliwie.
Kiedy to ona odezwała się pierwsza, informując go, że jest bliźniaczką Nicka, Reeve poczuł, jakby ktoś nagle spuścił z niego całe powietrze. Bliźniaczka. Nie dziewczyna tylko siostra bliźniaczka. Wszystkie czarne scenariusze o tym, że Nick ma dziewczynę, straciły sens. Spojrzał na jej wyciągniętą dłoń i uścisnął jej dłoń, uśmiechając się delikatnie.
- Reeve - odpowiedział krótko, puszczając jej dłoń. Wciąż czuł się trochę głupio, że tak bardzo się stresował, ale przynajmniej teraz wiedział, na czym stoi. Odchylił się trochę na kanapie, odetchnął głębiej i w końcu wyciągnął rękę po szklankę z sokiem, którą wcześniej zignorował. - Miło cię poznać, Kimberly - dodał ciszej, biorąc łyk soku. - Nick mi nie wspominał, że ma siostrę, ale pewnie jest zazdrosny, że jesteś ładniejsza - poczuł się o wiele swobodniej w jej towarzystwie. Szybko opróżnił szklankę do połowy, a jej podejrzliwość trochę go bawiła, wolał jednak nie ryzykować, bo podejrzewał, że mówi to całkiem poważnie.
- Spokojnie, nie jestem intruzem - powiedział, kręcąc głową i lekko się uśmiechając. - Studiuję medycynę, aktualnie mam staż w szpitalu. Nicka poznałem przez przypadek właśnie tam, po prostu zaczęliśmy gadać i jakoś tak wyszło. Raczej nie jestem na żadnej czarnej liście. A ty poza byciem bliźniaczką Nicka i wypraszaniem osób z jego czarnej listy czym się zajmujesz? - zapytał z ciekawością, bo skoro już zaczęli ze sobą rozmawiać, warto byłoby podtrzymać rozmowę.
Kimberly Swanson
-
ctrl + shift + cnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracjiteraźniejszyczas narracji1 ospostaćautor
— Nach, Reeve. On uważa, że jego komputer to świętość. Więc raczej nie jest zazdrosny, ale gdybym ruszyła jego laptop. Byłby zły, ale raczej niezazdrosny z powodu wyglądu. On inaczej patrzy na ludzi — Wzruszyłam ramionami. Powiedziałam szczerą prawdę, on naprawdę inaczej patrzył na świat. Ja mam jeszcze różowe okulary, ale on nie. Dlatego to tak wszystko u mnie wygląda. Dobrze mieć kogoś odpowiedzialnego w domu, jeśli chodzi o cięższe tematy. Wystarczy, że ogarniam niektóre nasze wspólne sprawy związane z mieszkaniem. Westchnęłam i pokiwałam głową na jego słowa. Chwila, chwila. Czy to nie jest ten chłopak, który był z nim na kręglach? Pociągnęłam przez słomkę picie i przyjrzałam mu się uważnie. Według małego opisu, by się zgadzało.
— Lekarz… Dobry zawód, będziesz ustawiony do końca życia. Tylko nie oceniaj mojego stylu życia, ale piję naprawdę dużą ilość energetyków. Połączenie z nimi sprawia, że jestem prawie nienormalna — Rzuciłam, aby się jakoś roześmiał i przestał być sztywny. Nie chcę tak spędzać czasu, nawet nie chcę go wystraszyć. Jestem tylko młodszą siostrą, która lub sprawdzać wszystko i wszystkich w jej życiu.
— Studiuję informatykę. Koduję, programuje oraz buduje roboty. Roboty to przyszłość, która wydaje się piękna oraz przerażająca. Skoro banany potrafią być radioaktywne, co dopiero skupisko baterii po elektronice. Jeśli chcesz, mogę pokazać tobie moje roboty — Zastanowiłam się przez chwilę. Baterie mają w sobie jakiś kwas, który jest niebezpieczny, jeśli jest uszkodzony. Jeśli leżą tak w większej kupię, też coś mogą spowodować. Prawdopodobnie radio aktywacje, a to może być dość ciekawe do zbadania. Wypuściłam powietrze z ust, poprawiłam się na siedzeniu i uważnie mu się przyjrzałam ponownie. — Masz rację, nie jesteś na tej liście.
Reeve LeBlanc
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Reeve poczuł, że swobodniejsza atmosfera jest o wiele lepsza niż początkowe napięcie. Odstawił pustą już szklankę na stolik, przyglądając się przy okazji odbiciu światła w jej dnie. Zmienił pozycję na kanapie, starając się nie wyglądać jak na przesłuchani i spojrzał na nią z ukosa.
— Chyba muszę zapytać Nicka, czy w ogóle wie, jak bardzo go analizujesz — zażartował, lekko się uśmiechając. — Na kręglach w sumie nie było tak źle, choć do mistrza sporo mi brakuje. Skoro już wiesz, że nie jestem groźny i nie mam zamiaru kraść jego sprzętu, to powiedz mi, jak to jest być bliźniaczką kogoś, kto ma tak zupełnie inne podejście do świata? Nie męczy cię to czasem?
Prychnął cicho i pozwolił sobie na szczery uśmiech, bo jej bezpośredniość zupełnie go zaskoczyła. Drobna uwaga o energetykach sprawiła, że w końcu poczuł się, jakby rozmawiał z kimś na luzie, bez zbędnych barier. W pokoju zrobiło się zdecydowanie swobodniej, a on przestał błądzić wzrokiem po przedmiotach w salonie, skupiając się całkowicie na dziewczynie.
— Z tym wykładem byłoby ciężko, bo gdybyś zobaczyła mój plecak, pewnie znalazłabyś w nim zapas energetyków na tydzień — zażartował, kręcąc głową i lekko mrużąc oczy. — Także w tej kwestii jesteśmy w tej samej drużynie i na pewno nie będę cię oceniać.
Poczuł entuzjazm, który sprawił, że prawie podskoczył na kanapie. Informatyka, robotyka, a do tego to specyficzne podejście do technologii – to było coś, co pokrywało się z jego własnymi ambicjami. Spojrzał na Kimberly z błyskiem w oku, zupełnie zapominając o tym, że jeszcze przed chwilą czuł się tu obco. Jak na dziewczynę miała dość nietypowe pasje. Informatyka i robotyka w połączeniu z naukową fascynacją zagrożeniami chemicznymi wydawały mu się szczerze intrygujące. Zauważył, że kiedy mówi o swoich projektach, błyszczą jej oczy. Ta dziewczyna była kompletnie inna od wszystkich, których dotąd poznał i wiedział, że już ją polubił.
— Roboty to przyszłość, dokładnie tak myślę! — wykrzyknął, niemal przerywając jej w pół zdania. — Też się tym jaram, fizyka, ekonomia, wdrażanie technologii, które zmieniają zasady gry... chcę być jak Musk, budować rzeczy, które wydają się niemożliwe. Nawet jak czytam o anatomii, myślę o tym, jak połączyć medycynę z nowymi technologiami. To, co powiedziałaś o bateriach i radioaktywności... wow, w ogóle na to nie patrzyłem od tej strony. Musimy o tym pogadać, bo mam w głowie mnóstwo pytań o twoje projekty. Pokazuj je, natychmiast!
Kimberly Swanson
-
ctrl + shift + cnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracjiteraźniejszyczas narracji1 ospostaćautor
— Raczej to ja go męczę, zawsze się pcham, gdzie jest i spędzam z nim naprawdę dużo czasu. Większości robimy co lubi, ale i tak zawsze zrobi to, co jednak bym ja chciała — Wzruszyłam ramionami. Nie czuję się zmęczona, a raczej potrzebna. Babcia przyznała szczerze, że jestem jak jeden wielki plaster. Jeśli się przyczepię, to nie chcę puścić. Teraz jest właśnie tak samo, trzeba mimo bólu go oderwać. Tylko jeszcze nie mam zielonego pojęcia, kiedy to się tak naprawdę wydarzy. Powinnam się tego wszystkiego obawiać? A może poczekać, aby zobaczyć, co się wydarzy.
Zaskoczona spojrzałam na chłopaka. Raczej nie spodziewałam się takiej reakcji na moje słowa. Mało kto potrafił zrozumieć mój wybór oraz studia. Naprawdę lubię bawić się w informatyce, może nie wbije się komuś jeszcze na konto. Jednak kiedyś, może za jakiś czas? Bardziej kręci mnie budowanie robotów i ożywianie ich. Walki robotów też są świetne, niby niepotrzebne i dla nerdów. Jednak też są ważne, zwłaszcza jak pomogą kiedyś dla ludzi. Mało kto też tak reagował na moje pomysły oraz zainteresowanie. Zacisnęłam palce i niepewnie wstałam z kanapy. Może nie będzie tak źle, trzeba czasem pokazać swoje dzieła. Nie tylko dla osób z grupy lub starszego brata.
— No dobrze, ale mam mały bałagan — Powiedziałam dość niepewnie. Skierowałam się do swojego pokoju, bałagan głównie miałam na biurkach. Mimo to wszystkiego, potrafię się tam odnaleźć. Chociaż powinnam ogarnąć ten cały bajzel. Reszta była ładnie poukładana oraz wisiały gdzieś moje ubrania do spotkań, gdzie gramy w gry. — Nie jest to coś wielkiego, lubię budować roboty do pomocy lub zwierzęta. Zwierzęta są trudniejsze do odtworzenia, głównie z powodu zachowania — Powiedziałam cicho. Usiadłam na łóżku i dwa roboty zaczęły chodzić i robić różne sztuczki. Zwierzątko nawet zaszczekało, ponieważ ma to być pies.
— A tam w rogu, mam robota do walki. Lubię takie wyzwania, są naprawdę ciekawe i pouczające — Zacisnęłam palce na pilocie i podałam mu go. Może spróbować nimi pokierować, jeśli się coś zepsuję to powinnam naprawić. Raczej nie buduję nic skomplikowanego.
Reeve LeBlanc
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No tak, to w sumie cała prawda o Nicku - rzucił z uśmiechem, rozluźniając się nieco. - Pozuje na takiego, co zawsze stawia na swoim, a tu proszę, siostra kręci nim, jak chce. W sumie fajnie, że tak dobrze się dogadujecie, nawet jeśli musisz się czasem trochę dostosować i robić to, co on lubi - stwierdził wesoło, patrząc na nią z sympatią. - A z tym, że robi to, co ty chcesz... Cóż, chyba po prostu wie, że z dziewczynami nie ma co wygrywać, zwłaszcza z bliźniaczką - dodał z lekkim rozbawieniem, czekając na jej reakcję.
Obserwował Kim, która nagle zamilkła i wyglądała na trochę zaskoczoną. Zrobiło się cicho, a chłopak zaczął się zastanawiać, czy nie palnął czegoś głupiego albo czy nie za bardzo się przed chwilą nakręcił z tym całym Muskiem i technologią. Może po prostu nie była przyzwyczajona, że ktoś tak żywo reaguje na jej pasje? Nagle wstała z kanapy, więc poszedł w jej ślady i ruszył za nią w stronę pokoju, uśmiechając się pod nosem na to tłumaczenie.
- Daj spokój, u mnie w pokoju pewnie jest gorzej. Przyzwyczaiłem się - rzucił luźno, idąc krok w krok za nią. Kiedy przekroczyli próg, od razu zaczął się rozglądać. Rzeczywiście na biurku panował bałagan, ale dla Reeve'a, to wyglądało po prostu jak stanowisko kogoś, kto ciągle coś tworzy. Jego uwagę od razu przykuły ubrania do gier i pomyślał, że Kim naprawdę mocno siedzi w tym klimacie. Stanął na środku, starając się niczego nie podeptać i spojrzał na nią z zainteresowaniem, kiedy zaczęła mówić. - Czekaj, robisz mechaniczne zwierzaki? — zapytał, a w jego głosie znowu było słychać wcześniejsze podekscytowanie. - To genialne. No i masz rację, odwzorowanie ruchu i zachowania żywego stworzenia w maszynie to wyższa szkoła jazdy. Pokaż, co tam masz, serio. Sama to programujesz od zera? - zapytał, a kiedy usiadła na łóżku i odpaliła swoje maszyny, dosłownie opadła mu szczena. Patrzył na dwa małe roboty robiące jakieś fikołki i sztuczki, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a gdy ten jeden nagle zaszczekał, imitując psa, aż się zaśmiał z wrażenia i kucnął bliżej nich, żeby lepiej się przyjrzeć. Dziewczyna nie kłamała – to nie były jakieś gotowce ze sklepu, tylko porządna robota.
Przeniósł wzrok w róg pokoju, gdzie wskazała, i aż zagwizdał z podziwu na widok robota do walki. Wyglądał o wiele agresywniej i od razu wyobraził sobie, ile pracy musiało kosztować zaprogramowanie czegoś takiego.
- Dzięki, ale nie wiem, czy mam wystarczający refleks na twoje technologie - zażartował, biorąc od niej pilota, starając się przy tym uważać, żeby go nie upuścić. - Ale skoro pozwalasz, to nie odpuszczę takiej okazji. - Usiadł po turecku na podłodze i zaczął ostrożnie wciskać pierwsze przyciski, żeby wyczuć, jak robot reaguje.
Kimberly Swanson