
Z tą niewielką różnicą, że przez całe swoje życie, bardzo dużo podróżował. Ciężko było to nazwać przeprowadzkami, ale był czas, gdy w różnych miastach pozostawał nawet na parę tygodni. Dopiero pod koniec liceum, osiedlił się w Toronto na stałe, by rozpocząć i skończyć uczelnię w jednym miejscu.
Jego ojciec był znanym chirurgiem w Toronto. Człowiekiem sukcesu, a zarazem geniuszem w swojej dziedzinie. W domu raczej bywał niż realnie mieszkał; był bezustannie zajęty szpitalem lub uniwersytetem. Być może kochał bardziej swoich studentów niż własną żonę, co nie byłoby szokujące, bo ona też nie wykazywała się szczególnymi uczuciami. Tworzyli zgrany duet, ale ich relacja przypominała bardziej umowę, której najlepszym owocem był właśnie Cyrus. Podczas, gdy głowa rodziny zarabiała na ich utrzymanie, blondyn towarzyszył swojej matce przez pierwsze lata, podróżując z nią po całej Kanadzie. Jego matka była aktorką, która z wiekiem zdobywała coraz większe uznanie. Dzięki niej, miał nauczanie indywidualne, przez co jego wyniki w nauce skutkowały fantastycznymi wynikami.
Po paru latach bezustannych podróży, gdy Cyrus nieco podrósł, wrócili już na stałe do Toronto. Chłopak poszedł już do normalnej, publicznej szkoły, gdzie uczył się razem ze swoimi rówieśnikami. Pierwsze miesiące zaaklimatyzowania się były dla niego trudne, bo przywykł do samotności i do wybrańców, których ciężko było nazwać jego przyjaciółmi. Miał problemy z nawiązywaniem nowych relacji i dlatego też, gdy zaczął przyjaźnić się z grupą rozkapryszonych ludzi, próbował jakkolwiek im się przypodobać. Samotność dla nikogo na dłuższą metę nie była dobra. Nie powiedziałby, że się otworzył, ale nauczył się jakoś funkcjonować w szkolnym społeczeństwie, przez co przeszedł przez cały ten proces edukacyjny. Pewne decyzje skutkowały dla niego pozytywnie, jednak w rzeczywistości grał nieczysto; nigdy nie był nauczony empatii, nie zauważał, że jego zachowania mogły być krzywdzące dla poszczególnych jednostek.
Studia były czasem intensywnej nauki. Cyrus poszedł w ślady ojca, bo doszedł do wniosku, że jego osobowość, jak i podejście do życia, bardzo pasowały do tego zawodu. I nadawał się jak nikt inny, dzięki czemu po raz kolejny okazał się dumą swojej rodziny. Byli zadowoleni, że zdołał utrzymać ich status i stać się powodem, żeby móc stawiać go na piedestałach. Mężczyzna przeszedł cały okres studiów, jakby lunatykował, a wiele spraw i znajomości po prostu wyrzucił ze swoich wspomnień, bo tak było łatwiej i nie musiał nic nikomu tłumaczyć. Teraz jest na drugim roku rezydentury i coraz bardziej wczuwa się w swoją nową rolę, skutecznie zbierając doświadczenie.