-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z racji tego, że tutaj nie chodziło o żaden flirt i zabawy w podchody, skontaktowała się z nim jeszcze tego samego dnia. Nie czekała żadnych trzech dni, jak to miała niegdyś w zwyczaju, by wzbudzić zainteresowanie faceta, nie wychodząc na zdesperowaną. W tej sytuacji była zdesperowana i nie chciała poderwać Sama, a otrzymać jego pomoc przy remoncie. Dlatego nie ukrywała radości, gdy tak jak obiecał - przyjechał pod wskazany adres, aby ocenić zakres pracy i możliwość podjęcia się jej- bo tak, Cora w końcu zrozumiała, że podejście mężczyzny nie było niemiłe, a wręcz przeciwnie - dojrzałe. Nie obiecywał jej z góry gwiazdki z nieba, ale też nie przekreślał już w sklepie jej wszystkich marzeń, co do tego domu. To było dla niej coś nowego, bo zazwyczaj w swoim życiu poznawała samych niedojrzałych facetów albo jeżeli chodziło o wspomniany dom - inni nie do końca podzielali jej entuzjazm. Sam natomiast idealnie wszystko ważył jednocześnie ani jej nie nakręcając ani nie gasząc jej radości. To była cholernie miła odmiana.
Dlatego nic ją tak nie ucieszyło od dawna jak wiadomość, że zgodził się podjąć zadania i wyremontuje jej dom. Wzbudził w niej sympatię oraz z miejsca obdarzyła go zaufaniem, więc nie mogło się jej trafić lepiej, co jeszcze bardziej rozpaliło w niej radość z tego domu. Na tyle, że przyjeżdzała na miejsce bardzo często - nie tyle, co go sprawdzić, ale też oferowała mu swoją pomoc. Nie bała się pobrudzić- w końcu do niedawna sama chciała wszystko zrobić, więc nie widziała problemu, aby remontować dom razem z Turnerem. Pewnie nie raz bardziej przeszkadzała, aniżeli pomagała. Pewnie też czasami wysyłał ją do sklepu po coś, tylko żeby mu się nie kręciła pod nogami, ale robił to na tyle, że nie czuła się odrzucona, więc wciąż wykorzystywała każdą wolną chwilę pomiędzy pracą w firmie, a organizacją festiwalu. Gdy tylko udało jej się wygospodarować choć trochę czasu, przyjeżdżała na obrzeża Toronto do domku schowanego nieco wśród drzew.
Dzisiaj udało jej się przyjechać nieco wcześniej niż zazwyczaj, bo akurat w samo południe, gdy na zewnątrz był istny skwar. Mimo krótkich spodenek i bluzki na cienkich ramiączkach, czuła jak się rozpływa pod słońcem. Nie była więc pewna czy w taką pogodę Sam dzisiaj pracuje, ale jeżeli go nie będzie, to najwyżej sama coś zrobi - czego pewnie wolałby uniknąć.
Podjechała pod dom od razu dostrzegając jego auto na podjeździe, ale w środku nikogo nie zastając. To ją nieco zdziwiła, ale doszła do wniosku, że może w ramach przerwy od pracy, poszli z psem na krótki spacer po lesie. Wyszła, więc na tyły domu, aby się rozejrzeć i wtedy ich zauważyła, a jej wzrok w pełni się skupił na Samie.
Już w sklepie zwróciła uwagę, że był całkiem przystojny- z tym przenikliwym spojrzeniem i czarującym uśmiechem. Ale przecież od dłuższego czasu unikała mężczyzn, a ponadto chciała być profesjonalistką, więc nie będzie podrywać swojego wykonawcy. Starała się w pełni obojętna na jego atuty. Jednak byłaby ślepa, gdyby nie zwracała uwagi na zarys mięśni na jego rękach, gdy wykonywał jakieś czynności wymagające większej siły. Byłaby głupia, gdyby nie doceniała jego sarkazmu, którym nie raz udało się mu ją ująć, gdy jednocześnie potrafił być przy tym tak szarmancki.
Ale to dopiero ten widok sprawił, że lekko oniemiała stała na werandzie, gdy on kilka metrów dalej znajdował się w jeziorze, a wzdłuż brzegu biegał Rusty. Jak w transie zaczęła iść w jego kierunku czując jak na jej twarzy pojawia się automatycznie lekki uśmiech. Walczyła ze sobą, naprawdę walczyła! Lecz była tylko kobietą, a do tego samotną kobietą przed którą właśnie stał półnagi, przystojny mężczyzna. Jak inaczej można zareagować w takiej sytuacji?
Stanęła niedaleko, pozwalając by oddzielała ich w miarę optymalna odległość . Rusty od razu do niej podbiegł, więc Cora pochyliła się, aby przywitać się z psem. Zaraz jednak ponownie się wyprostowała obserwując jego właściciela. Szlag. Miała przerąbane. Z bliska, bez koszulki i kropelkami wody ociekającymi na skórze był jeszcze bardziej pociągający. - Nie wiedziałam, że płacę Ci też za kąpiele w jeziorze- rzuciła zaczepnie podpierając się pod boki i uśmiechając lekko. Nie sądziła, że dzisiaj spotka ją taki widok, ale była tym faktem bardzo miło zaskoczona. Czy było to aż tak bardzo widoczne na jej twarzy?
Sam Turner
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Brał ze sobą Rusty’ego, przyzwyczajonego już do pracy na budowie. Wolał nie wozić go ze sobą tam, gdzie naprawy były drobne, a psia sierść wnikała w dywany i osiadała na meble zleceniodawców, ale gdy tylko stan budynku był bardziej surowy, ukochany pupil stawał się nieodłącznym towarzyszem. Tego dnia pracowali niemal od świtu, sprawdzając stan belek nośnych, rynien oraz ścian zewnętrznych. Zaczynanie od środka domu mijało się z celem, biorąc pod uwagę, że należało zabezpieczyć budynek przed zimą. Pomimo zacienienia wysokimi drzewami, słońce dawało się we znaki i ciepło stawało się dokuczliwe. Kiedy wraz z Rustym zaczęli męczyć się od słońca, zarządził przerwę i zaprowadził psa w głąb lasu. Od kiedy odkrył bezpieczne zejście do jeziora, regularnie spędzał tu przerwy w pracy. Koszulkę oraz spodnie zostawił na brzegu, zostawiając na sobie bokserki, które w takim słońcu prędko na nim wyschną. Wszedł do wody, momentalnie czując, jak jego ciało ogarnia przyjemny chłód. Zanurzony po pas ochlapał ramiona oraz twarz i przeczesał włosy, a opalona skóra zaczęła mienić się w słońcu.
Rozległo się niskie szczeknięcie, na które w pierwszej chwili nie zareagował. Rusty lubił zwracać na siebie uwagę, jak i czepiać się otoczenia, choćby miało być spadającym z drzewa liściem. Odwrócił się dopiero wtedy, kiedy usłyszał tętent łap, przestraszony, że pies znalazł wiewiórkę, czy innego jeża i trzeba będzie za nim wołać oraz gonić, co zresztą nie było takim rzadkim zdarzeniem. Może i Rusty słuchał się wyuczonych komend, ale kiedy widział na horyzoncie coś ciekawego, trudno go było zawrócić. Majacząca się między gęstwiną liści sylwetka wywołała na twarzy Turnera uśmiech, zarówno ulgi, że nie musi biegać za pupilem, ale i zadowolenia z towarzystwa.
Cora należała do specyficznych klientów. Sam przywykł do nadzorców, osób stanowiących pieczę, czujnych obserwatorów i inspektorów, którzy z miną wielkich znawców pochylali się nad każdą robotą, doszukując się błędów w sztuce. Blondynka była inna, ciekawska w ten przyjemny sposób, przejawiając prawdziwą chęć zrozumienia, na czym polega jego praca, a nie tylko chęć oceny. Otwarcie podejmowała się drobnych zadań, oferując pomoc, a z tej Turner lubił korzystać, nawet jeśli niejednokrotnie udowodniła, że miewa dwie lewe ręce, szybko się rozprasza, czy ucieka w świat myśli.
— Nie płacisz mi też wystarczająco za pracę bez klimatyzacji — odparł równie zaczepnie, mrużąc oczy, by uchronić się przed ukłuciem promieni.
Nie spodziewał się jej tutaj, nie o tak wczesnej porze, kiedy zwykle przesiadywała we własnej pracy, borykając się z trudami codzienności, o których parę razy zdążyła mu wspomnieć. Wzniósł rękę, by dłonią przesłonić wdzierające się do oczu słońce i móc przyjrzeć się pannie Marshall.
— Skończyłaś dziś wcześniej, czy wreszcie rzuciłaś tym wszystkim w cholerę? — Kiedy uprzednio pytał o jej karierę, dość niechętnie wykrzesywała z siebie entuzjazm. Rodzinna firma nie była dlań spełnieniem marzeń, czemu Turner wcale się nie dziwił. Sam przez wiele lat dryfował na powierzchni, będąc święcie przekonanym, że spełnia się w doradztwie biznesowym. To znaczy sama praca była bardzo ciekawa, pozwalała poznać wielu interesujących ludzi, zanurzyć się w projekty, o których istnieniu jako laik mógłby nie mieć pojęcia, lecz z czasem doszedł do wniosku, że ciągłe życie na walizkach nie jest tym, w czym chciałby się spełniać. Możliwość zapuszczenia korzeni stanowiła niegdyś wizję swoistej porażki, zupełnie jakby przyznanie się do marzenia o własnym domu z białym plotem, kawałkiem lasu i dużą rodziną nie pasowało do obrazka milenialskich oczekiwań. Dwadzieścia lat wcześniej każdy pragnął dalekich podróży i wielkiej kariery w pnących się ku niebu wieżowcach. Modne ubrania, szybkie samochody, imprezy z alkoholem zlizywanym z pępków seksownych modelek stanowiły aspekty prestiżu, z którymi Turner chciał się utożsamiać i przez długi czas tak właśnie było. Do momentu, aż zrozumiał, że ten piękny obrazek wybarwiał się pod naciskiem upalnego słońca, odsłaniając prawdziwe potrzeby. Dziś bardziej otwarcie mówił o tym, dokąd dąży i czego od życia chce, stawiając w pierwszej kolejności na wolność i samodzielność.
— Dopiero przyszedłem, więc prędko stąd nie wyjdę — zaśmiał się, zanurzając ręce w wodzie i ochlapując ramiona. — Czekasz na brzegu, czy dołączasz do mnie? Woda jest fantastyczna. Nie będę podglądać. - Choć wolałbym inaczej, dodał już tylko w myślach, gdzie zganił się przelotnie. Cora to cholernie atrakcyjna kobieta i Sam z bólem serca przyznawał przed sobą, że nieraz go rozproszyła przy pracy. Teraz nie musiał zajmować się niczym konkretnym, a jezioro skutecznie (?) studziło wszelkie zapędy, więc na potwierdzenie swoich słów odwrócił się do przeciwległego brzegu.
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego bardzo szybko obdarzyła go sympatią i zaufaniem. Najwyżej się przejedzie na nim jak na wielu osobach w ostatnim czasie, ale postanowiła zaryzykować. Pewnie na jego korzyść przemawiał jeszcze Rusty, który z miejsca skradł serce Cory oraz jego aparycja. Sama. Nie psa. Obserwowanie go przy pracy stawało się dla niej w pewien sposób przyjemnością. Nawet jeśli upominała się w myślach, że nie powinna. Był przystojny, inteligentny, umięśniony i zabawny, ale do jasnej cholery - miała sobie dać spokój z facetami po przebojach w tym roku. Ciężko jednak było przechodzić obok niego obojętnie. Może też dlatego, coraz częściej urywała się z pracy? Coraz intensywniej pracowała po nocach nad dopięciem festiwalu, by mieć dodatkową przestrzeń na przyjeżdżanie tutaj i spędzanie czasu z Samem i Rustym. Znaczy pomaganie przy remoncie!
Chociaż kiedy obserwowała teraz mężczyznę po pas zanurzonym w wodzie i jego mokre, umięśnione ciało mieniące się w słońcu, to jej myśli były daleko od remontu. Ale był w nich Sam i wysiłek fizyczny. - Ale za to w pakiecie masz prywatne zejście do jeziora. Może jakiś rabat za to naliczysz?- uniosła znacząco brew, co mógł nie zauważyć przy takiej pogodzie i z tej odległości, więc podeszła jeszcze nieco bliżej. - Skłamałam bratu, że mam okres i źle się czuję. Kochany tak się uroczo speszył, że tylko machnął ręką, żebym poszła i nie wdawała się w szczegóły- uśmiechnęła się szerzej na wspomnienie jak wkręciła Charliego niczym nauczyciela od wfu w szkole średniej, gdy nie chciało jej się ćwiczyć. Miło jej się też zrobiło, że Sam doskonale pamiętał, co mu opowiadała. Początkowo sądziła, że zadaje jej pytania, aby ją odsunąć od pracy i zająć czymkolwiek, byleby mu dała spokój. Jednak kiedy w kolejnych dniach odwoływał się do tego, co mu wcześniej powiedziała, zdała sobie sprawę, że to był następny element, w którym był wyjątkowy.
Słysząc jego propozycję, nie była w stanie powstrzymać serca przed przyspieszeniem. Tak, spodobała jej się to. I to bardzo. Dlatego od razu wiedziała, że skorzysta i dołączy do niego. Nie była jedynie pewna w jakim wydaniu. - Oh to ma być kąpiel toples? To nie wiedziałam, ale dobrze, że dałeś znać- powiedziała zdejmując tenisówki, a następnie rozpinając spodenki. Kiedy się odwrócił niczym prawdziwy dżentelmen, na jej ustach pojawił się uśmiech uznania. Tylko rzecz w tym, że akurat chciała, aby on patrzył. Jednak skoro postanowił nie podglądać, zdjęła bluzkę, a na końcu pozbyła się bielizny. Zostawiła wszystko na brzegu jeziora przykrywając ubrania tak, by nie mógł mieć pewności jak wiele zdjęła. - Rozumiem, że ja też mam nie podglądać?- spytała wchodząc do jeziora, a następnie zanurzając się cała, by móc po chwili stać raptem kilka metrów za jego plecami. Znad powierzchni wystawała jej tylko głowa i górny zarys ramion. Obserwowała uważnie jego tył, bo cóż- w przeciwieństwie do niego, ona nie obiecała nie podglądać. A może akurat się jej poszczęści jeszcze bardziej?
Sam Turner
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Chętnie opowiadała o swoim rodzeństwie, można było wyraźnie odczuć, że jest z nimi blisko. W przeciwieństwie do rodziców, o których Cora wspominała już zdecydowanie oszczędniej. Nie naciskał, bo nie widzial powodu. To nie terapia zajęciowa, żeby zwierzała mu się z trudnych relacji podczas piłowania deski, czy trzymania drabiny. Sam też zresztą niewiele o sobie mówił, poza wspomnieniem, że rodzeństwa nie posiada, choć zawsze chciał jakieś mieć. Szczęśliwie East End, gdzie się wychowywał, to dzielnica sprzyjająca dzieciakom i dorastając miał wielu rówieśników, z którymi mógł się zaprzyjaźnić. Wspominał o ojcu, który już nie chodził po tym świecie, a który zaszczepił w nim pasję do majsterkowania, by o matce mówić na tyle oszczędnie, by Marshall nie wywnioskowała, że mieszka z nią w jednym domu.
— Przebiegła z ciebie bestia — stwierdził z uznaniem. Wcale go nie dziwiło speszenie brata Cory, bo spora część facetów unikała tematu menstruacji niczym ognia, zwłaszcza ci, którzy nie posiadali wieloletnich partnerek bądź grona przyjaciółek, które poruszałoby go w ich obecności. Samuel nie uciekał, za to starał się wykazywać troską i zrozumieniem, przy swojej byłej zawsze oferując gamę udogodnień, jakimi ułatwiłby jej funkcjonowanie w tych trudnych dniach. Termofor, dodatkowy koc, czekolada, aromatyczna herbata i środki rozkurczowe do pary z kolekcją filmów i seriali, których listę gdzieś sobie zapisał, by nie szukać za każdym razem. Wizyta drogerii celem uzupełnienia zapasów również nie stanowiła problemu, choć w istocie zdarzało mu się między alejkami robić video konferencję i wspólnie z ukochaną przeglądać rzędy produktów w poszukiwaniu odpowiedniego. Tymczasem Cora przejawiała instynkt samozachowawczy i umiejętność zadbania o siebie. Nawet jeśli idei kłamastwa nie należała się pochwała, tak oszczędne, zmyślne jego stosowanie mogło czasem przynieść pozytywny efekt. — A wszystko po to, by spędzić ze mną dodatkową godzinę, schlebiasz mi — podjął żartobliwym tonem. Widział zapał panny Marshall, tę realną chęć nauki, zarówno umiejętności praktycznych, co czegoś o swoim domu. Momentami miał wątpliwości, czy się nie przestraszy i nie wycofa od mnogości zdań i czasu, jaki całość miała pochłonąć, by w ogóle dotrzeć do poziomu używalności, lecz Cora albo nie odczuwała presji, albo nadal nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. W obu przypadkach nie było powodu, by się wycofywać, skoro rachunek miał się zgadzać, a uśmiech blondynki stanowił świetny napiwek.
Odwrócony już tyłem, wzniósł kącik ust i pokręcił lekko głową.
— Zależy, jak bardzo lubisz moczyć ubranie. Słońce przygrzewa na tyle, że pewnie szybko wyschnie. — Sam zastanawiał się, czy nie wejść do wody nago, ale dla świętego spokoju swojego i moralności potencjalnych kajakarzy wolał się ograniczyć. — Nie mam zbyt wiele do ukrycia, a ze wstydem też mi jakoś nie po drodze. — Plusk wody jasno oznajmił, że Marshall dołączyła do niego w jeziorze. Jakiś impuls przebiegł wzdłuż jego ciała, w pewien sposób ekscytujący i pobudzający wyobraźnię. Pod wpół przymkniętymi powiekami zobaczył kobiecą sylwetkę skąpaną w ciepłym słońcu, którego blask mienił się na spływających po kształtym ciele kroplach. Wystarczył moment, by uśmiechnął się tym szerzej do własnych myśli i ponownie ochlapał swoje ramiona, chcąc się trochę ostudzić. — Po prostu dbam o to, by nasze stosunki pozostawały dobre. Kto będzie mi pomagał w remoncie, gdy uznasz, że to jednak nie wypada, bym oglądał cię w samych majtkach? — Tak, oczywiście, że najłatwiej było się zasłaniać pracą, argumentem-wytrychem, który odpowiednio sarkastycznie podjęty, sprawi, że wszelkie niesnaski nie wychodzą na wierzch, by ujrzeć światło dzienne. Była w tym też szczerość, bo o ile naprawdę ucieszyłby się z możliwości zobaczenia (wpół?) nagiej blondynki, to jeśli miałaby później unikać go wzrokiem, a nawet przestać odwiedzać podczas pracy, sam widok nie był tego warty. Może i znali się dopiero od kilku tygodni, lecz Turner już teraz wiedział, że to zbyt sympatyczna osoba, by ot tak przekreślać potencjalny rozwój znajomości.
— Chyba że chcesz — zaryzykował, odwracając się profilem, a jasne spojrzenie powędrowało nieco w tył, by uchwycić choc fragment kobiecej sylwetki. Cóż, najwyżej dostanie w zęby.
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaśmiała się pod nosem słysząc Sama, akurat wtedy gdy zdejmowała majtki. - Nie masz zbyt wiele? Kiepska autoreklama- pewnie nie to miał na myśli, ale to nie oznaczało, że nie będzie mogła sobie zażartować interpretując jego słowa po swojemu. Jednak jej wyobraźnia i tak już zaczęła działać na zwiększonych obrotach, gdy zaczęła się zastanawiać jak wiele skrywa bielizna mężczyzny. Kiedyś i jej nie było ze wstydem po drodze i niektórzy nazwaliby ją momentami wręcz rozwiązłą. Ostatnie wydarzenia w jej życiu ostudziły jednak jej zapędy zamykając ją w poczuciu żalu, wstrętu do własnej osoby i strachu przed płcią przeciwną. Pomału wychodziła na prostą, a spotkanie po latach z Maxem czy teraz poznanie Turnera udowadniało jej, że na tym świecie jeszcze chodzą faceci warci uwagi. Chyba, bo przecież intuicja ją mogła zawodzić. Dlatego wciąż trzymała wiele sekretów w sobie, ucinając rozmowy o rodzicach i tak naprawdę o ostatnich miesiącach, które były szczególnie trudne dla niej. Sam wydawał się stroniący od brukowców, które jeszcze niedawno wywlekały jej życie osobiste. Ceniła to, bo mógł poznać ją na jej własnych zasadach, a nie opierając się na skandalach z jej udziałem. Dlatego wolała słuchać o jego życiu, chociaż czuła wciąż niedosyt informacji. Zdecydowanie nie podejrzewała, że mieszka z matką, bo ludzie w jego wieku zazwyczaj już się wyprowadzali na swoje. Na wszystko jednak jeszcze był czas, a Cora wchodząc teraz do wody i obserwując jego plecy, coraz bardziej chciała się dowiedzieć o nim znacznie więcej.
Nie chodziło jej tylko o to, aby sprawdzić co się kryje pod tymi bokserkami. Był inteligentny i zabawny, więc wzbudzał jej ciekawość. Ale była po prostu też kobietą. Samotną kobietą, której hormony buzowały, a mając przed sobą widok takiego faceta bez koszulki? Nic dziwnego, że teraz jej myśli uciekały tylko w jednym kierunku. Zarys tych mięśni muśniętych kroplami wody mieniącymi się w popołudniowym słońcu, nie pomagał jej ani trochę. Jak dobrze, że woda była chłodniejsza i może ona nieco ostudzi jej zapędy. - W samych majtkach? Myślałam, że to kąpiel całkowicie toples czyli bez jakiejkolwiek bielizny- odpowiedziała będąc już w pełni zanurzona w jeziorze. Nie zamierzała się teraz ubierać. W końcu szybciej byłoby w tym momencie pozbawić go tych bokserek niż wracać na brzeg.
Jej serce przyspieszyło, gdy odwrócił się i kątem oka spojrzał na nią. Poczuła dreszczyk ekscytacji, a na jej ustach pojawił się szerszy uśmiech. Kusiło go! I to się jej cholernie podobało, a wszelkie wątpliwości czy powinna flirtować ze swoim wykonawcą gdzieś uleciały. Byli dorośli i raczej nie skrywali niczego, czego druga osoba nigdy wcześniej nie widziała na oczy. - Chyba, że chcę podglądać czy chcę, żebyś Ty podglądał ?- spytała i w oczekiwaniu na odpowiedź zanurzyła się całkowicie pod wodę. Wypłynęła nieco bliżej niego i wydobywając się na powierzchnię, pozwoliła aby więcej niż tylko zarys ramion, złapał promienie słońca. Jeżeli wciąż patrzył w jej kierunku, mógł przez raptem sekundę dostrzec jej nagie piersi, które po chwili znowu znalazły się pod wodą. Wytarła twarz dłońmi i przekręciła głowę w bok, przyglądając mu się uważniej niż dotychczas i tym razem z pewnym tajemniczym spojrzeniem, jakby rzucała mu wyzwanie. - A co jeżeli chcę obu tych rzeczy?- dopytała zanim pozwoliła mu odpowiedzieć na pierwsze pytanie. Była ciekawa jak on się zaopatruje na tą sytuację. W końcu jak narazie to ona go kusi, a on grzecznie stoi i nie podgląda. Może w tym wieku już zapomniał jak się flirtuje? Albo jest obojętny na jej wdzięki? Nie zamierzała też ubiegać o jego uwagę, ale chciała sprawdzić. Na razie tylko to.
Sam Turner
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Liczy się jakość, a nie ilość — od razu wychwycił, w którą stronę przepchnęła docinkę. W wielu kwestiach miał wobec siebie dystans, a podobne żarty z pewnością do nich należały, przynajmniej do czasu. Nigdy nie maczał palców w żadnym skandalu, mając na tyle szczęścia i oleju w głowie, by w odpowiednich momentach mówić sobie dość. Żadne szmatławce w istocie niespecjalnie trafiały do jego rąk, czego nie można powiedzieć o ukochanej mamusi, która pewnie prędko skojarzyłaby uśmiech czaruącej blondynki ze zdjęciem na okładce. Nie stanowiło to jednak żadnego problemu, bo Cora miała nigdy nie stanąć w progu domu Turnera.
— To szczegół, który łatwo naprawić. — Oblizał spierzchnięte wargi, a przez myśl przemknęło prędko czcze życzenie, że tylko się z nim droczy. To niemożliwe, żeby…
Już miał odpowiedzieć, już rozchylił usta i nabrał powietrza w płuca, kiedy ta zniknęła pod wodą i musiał urwać, nim w ogóle zaczął. Tak, Turner, to musiało być pytanie retoryczne.
Oczywiście, że nadal zwrócony był bokiem, kiedy nastąpił plusk i kobieta wyłoniła się spod tafli zaledwie metr od niego. Przyciągający spojrzenie widok krągłego biustu wprawił go na poły w zadowolenie, jak i zdumienie. A raczej zdumienie, jak bardzo był z niego zadowolony.
— Twoje życzenie będzie dla mnie rozkazem — Odwrócił się, zwracając w stronę Cory. — Jeśli jesteś ciekawa, na ile będę się opierać, czy zgrywać świętoszka, to mam dla ciebie jasną odpowiedź. Wolisz oglądać tył, czy może przód? — Pokonał opór wody, przysuwając się niespiesznie o te kilka kroków, by zniknęła potrzeba podnoszenia głosu, który nosił się dalej po tafli. Na sile zyskiwał natomiast odruch dotyku, łatwo już w tym momencie osiągalny. Marshall przykucała, chowając się od ramion w dół, lecz szczupłe, wystające obojczyki podpowiadały śmiałej wyobraźni, co kryje się nieco niżej. Złote kosmyki oblepiały nagą skórę, niczym pasy startowe prowadząc wzrok, gdzie końcówki niknęły we wpół mętnym jeziorze.
Był tylko jeden sposób, by wyłuskać z dwojakich odpowiedzi kluczowe sedno i dowiedzieć się, czego Cora prawdziwie chciała. Turner uważał się za specjalistę w usługach, a spełnianie cudzych marzeń niewątpliwie do nich należało. Wprawdzie dotąd raczej ograniczał się do wymiany bojlera, czy wybudowania ogrodu zimowego, ale lubił wyzwania, a i teraz nic nie stało na przeszkodzie, by spróbował swoich sił w nowej dziedzinie.
— Żaden ze mnie model, ale dla ciebie mogę się postarać. — Wzniósł ramiona do przesadnej pozy, przybierając inspirowaną kulturystami posągową sylwetkę. Przesadna była oczywiście głównie teatralna mina, bo ciało Sama miało dość wyraźnie zarysowane mięśnie. Podczas pracy zawodowej siła oraz sprawność bardzo się przydawały, ale to nie noszenie desek i worków z cementem tak go wyrzeźbiło. Lubił o siebie dbać i utrzymywać w formie zarówno dzięki odpowiednio zrównoważonym posiłkom, jak i systematycznym ćwiczeniom. Codzienne bieganie z psem zawsze wzbogacał o przystanki na publicznych siłowniach, czasem nawet znajdując moment, by skorzystać z karnetu. Od czterech ścian zastawionych rzędami maszyn wolał jednak świeże powietrze i chociażby tak, jak dziś, pływanie w jeziorze.
— A może bardziej satysfakcjonujące będzie wyrównanie szans? — Bo kto mówił, że Sam Turner zawsze postępuje rozsądnie, czy poważnie? Cenił sobie luz i poczucie humoru, potrafił się śmiać z innych, jak i (a może zwłaszcza?) z siebie, więc nawet jeśli Marshall stwierdzi, że naciągnięcie profesjonalnej granicy poszło za daleko, będzie mógł wszystko obrócić w żart. Chwycił za brzeg bokserek i zanurzając się nieco w wodzie, zdjął je gładkim ruchem. Przemoczony materiał zmiął w garści i rzucił w kierunku brzegu, jednak zanim ten dotarł na suchy ląd, do gry wszedł inny bohater. Rusty błyskawicznie wydostał się spomiędzy krzaków i przechwycił w locie cieknącą bieliznę. Jasny ogon merdał w zadowoleniu nad zdobyczą, a Sam westchnął ciężko i tylko pokręcił głową.
— Nie, nie musisz przynosić — mruknął z przekąsem Turner, widząc, że pupil nawet nie miał zamiaru bawić się w aportowanie. Zostawił “zgubę” na trawie i wrócił do swoich psich spraw, na co Sam wsparł ręce na biodrach i z szerokim uśmiechem wrócił wzrokiem do panny Marshall. — Zadziałało?
Cora Marshall