-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Tak naprawdę bycie w poważniejszym związku było również czymś, czego dopiero się uczył. Nawet jeśli był rozwiedziony, jego relacja wyglądała z goła inaczej niż można było sobie wyobrażać małżeństwo. Części tego małżeństwa nawet do końca nie pamiętał. Więc tak, wiedział, że będzie popełniać pewne błędy i tym razem potrafił się już do tego przyznać. Bronte miała rację, powinien był trochę wcześniej nakreślić większe granice. Po prostu nie do końca wiedział jak to zrobić bez zdradzania tego, że byli razem. W tej sytuacji niestety nie potrafił zrobić tak by wszyscy byli zadowoleni.
- Masz rację. Nie powinnaś czuć się gorzej, a ja powinienem jakoś zareagować szybciej. Po prostu nie wiedziałem jak nakreślić jej granice, bez zdradzania tego, że jesteśmy razem. Ufam jej na tyle by wiedzieć, że nic by nikomu nie powiedziała, ale obietnica złożona Tobie była tutaj jednak ważniejsza. - co chyba powinno się trochę liczyć, bo ją jednak znał dłużej - Ale to jest coś, z czym ja muszę się uporać. Biorę to na siebie. - uśmiechnął się do niej łagodnie chcąc ją do siebie trochę przekonać.
Chciał by im wyszło i traktował ją dość poważnie, nawet jeśli żadnej poważnej rozmowy na ten temat nie mieli. Monogamia nie powinna być już dla niego trudna. Ella zdecydowanie jest atrakcyjną kobietą, ale wiedział, że z nią nie stworzy żadnej głębszej relacji. To po prostu nie było w ich stylu. Z Bronte miał tę szansę. To, że nieco się na niego dąsała po prostu uważał jako oznakę tego, że jej też na tym wszystkim trochę zależy. Potrzebowali po prostu czasu żeby się dogadać.
- Już przeprosiłem... - przewrócił oczami na jej zgryźliwości.
Rozejrzał się jeszcze po planie. Wydawało mu się, że nikt ich jeszcze nie szukał, więc złapał ją za dłoń, zaciągnął do najbliższej garderoby i nie dając jej nawet zareagować gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi przycisnął ją do nich swoim ciałem zamykając jej usta w naprawdę namiętnym i gorącym pocałunku. Takim, który zazwyczaj bardzo szybko prowadził w ich przypadku do zrzucenia z siebie ubrań. Tym razem nie miał takiego zamiaru, lecz to nie znaczyło, że wkładał w to mniej pasji. To była jej mała nagroda za to, że też przyznała się do błędu i obiecała poprawę. Oraz coś, co miało jej przypomnieć, że to był tylko jej przywilej.
Bronte Rosenthal-Murray