ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapowiadali upalny dzień! No dobra, może nie aż tak upalny, ale wystarczająco ciepły by wybrać się nad jezioro i świecić przed zebranymi nowym nabytkiem w postaci stroju kąpielowego. Wendy potrzebowała słońca, tak jak ryba potrzebowała wody, ale nie aż tak jak Stachursky, co by miała rezygnować z jedzenia. Jeść też kochała, więc aż tak to nie potrzebowała słońca żeby nagle żywić się jedynie słoneczną energią. Niewątpliwie jednak czuła się o niebo lepiej, gdy pogoda dopisywała, a ona zamiast pierdyliarda warstw mogła skoczyć w skąpe ciuszki i emanować swoim szczęściem pechem.
Coven chciałaby widzieć jej minę, kiedy przeczytała smsa z pomysłem, by pojechały nad jezioro rowerem. Szok, niedowierzanie, wątpliwości — to trwało raptem kilka sekund, a potem nagle pojawił się szeroki uśmiech na jej twarzy i zaraz jej odpisała jaki to świetny plan! No może nie dosłownie, ale w głowie Wendy tak właśnie to brzmiało, niczym radosny dźwięk koralików sunących po szprychach i robiących za system wczesnego ostrzegania. Ludzie zawsze myśleli, że tuż za nimi znajduje się rozpędzony pięciolatek i zaraz usuwali się z drogi, a dla Gardner, która średnio kilka razy podczas jazdy lądowała gdzieś na poboczu, bardzo się to przydawało. Bo ona widziała ślimaka albo inną gąsieniczkę na drodze, której NIE MOGŁA przejechać za żadne skarby, ale człowieka, który wyrasta przed nią i ma prawie dwa metry potrafiła nie dostrzec czyt. przejechać. I choć przeważnie potrafiła to uroczo rozegrać, a niekiedy to nawet na ten sposób numer gościa zdobyła, to nie zawsze było tak kolorowo. Na szczęście nie była zasiedziana po zimowym okresie, bo już zdążyła z Matthewem wybrać się do zoo na rowerach i to właśnie on odświeżył jej błyskawicę i pomógł jej nabrać wprawy. Momentami było tak jak na tych wszystkich kolarskich rolkach, gdzie typ jedzie ze swoją kobietą mówiąc, że będzie łatwo, a na koniec ona chce go za to udusić bo to łatwo okazało się jedną wielką ściemą, ale ostatecznie miło wspominała tę wycieczkę. Pomimo kilku wywrotek, zdartego kolana, łokcia i brody wciąż żyła. Szkoda tylko, że nie załapali się na poród żyrafy. Takie poświęcenie, a efekt marny.
Czuła się więc pewniej, gdy wytoczyła się z mieszkania i wyciągnęła swoją miętową błyskawicę drugi raz w tym sezonie! Zaraz też sięgnęła po telefon i dzwoniła już do Coven, że czeka na dole pod ich dzielnią i gdzie ona się tyle mizdrzy, jak przecież zaraz jadą nad jezioro i się będą rozbierać. Co z tego, że sama się wymuskała jak ta lala, biały t shirt proszący się o plamy nie do odprania, jeansowa kamizeleczka i spodnie w kratę. Miała też białe adididsaki, ale tym razem to schowała sznurówki do butów, by się jej nie zaplątały w łańcuch jak kiedyś. No i łatwo się jej mówiło, bo mieszkała pod trójką więc zejście miała o wiele prostsze niż Coven spod dwudziestki, więc grzecznie czekała.


Coven! Coven!
Przestań się drzeć, ja tu serial oglądam!
Może pani poprosić Coven?
Coven?
Jakaś wariatka z rowerem na dole cię woła!
Wendy?
Co ty tutaj robisz o siódmej dziesiątej rano?
Cześć, piosenkę ci napisałem nad jezioro cię zabieram!
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
Obrazek
Odpisując na wiadomość Wendy, jakoś nie przyszło jej do głowy, że dziewczyna tak kiepsko radzi sobie z jazdą na rowerze. To musiało oznaczać, że obie były obrzyganymi sierotami i skończonymi łamagami. Jak dojadą nad jezioro, to będzie cud, za który powinny dziękować niebiosom. Albo jakieś inne znaki, w które Coven wierzyła całą sobą, jak na typową zodiakarę przystało. W kolejnym sms-ie chciała nawet dopytać, czy może pomóc jej zamontować boczne kółka, ale ostatecznie dała sobie z tym spokój. Nie mogło być aż tak źle, prawda? PRAWDA? Droga nad jeziora była dosyć prosta i nie musiały bujać się autostradą, chociaż pewnie szybciej, wygodniej i przede wszystkim bezpieczniej byłoby udać się na miejsce samochodu. Chociaż biorąc pod uwagę stan techniczny jej szesnastoletniego Nissana, to chyba za dużo powiedziane z tym bezpieczeństwem. W środku nie było nawet klimatyzacji, więc zadusiłyby się na śmierć, a w przeciągu od otwieranych okien nabawiły zapalenia za tok. I na co, komu to było potrzebne?
Czekała na cynk. W sumie powinna wyjść wcześniej, bo przecież zawsze się spóźniała, ale odkładała do na ostatnią chwilę. Ojciec miał w zwyczaju żartować, że spóźni się nawet na własny ślub. Coven podejrzewała, że nie tylko na ślub, ale na pogrzeb również. Już pomijając fakt, że wychodząc z mieszkania zapomniała najpierw telefonu, a potem kluczy, więc musiała zawrócić. W każdym razie ostatecznie wyciągnęła swój różowy rower górski z piwnicy, który miał trochę niedogodności i usterek, ale czego nie dało się na nim zrobić, to po prostu dowyglądał. A było na co patrzeć! Zwłaszcza, kiedy pedałowała na nim Bremers. Mogła dać słowa, że chłopcy oglądali się za nią tak gwałtownie, że prawie kręcili sobie przy tym karki. Miała na sobie krótkie, bawełniane spodenki w kolorze ostrej pomarańczy (żeby była widoczna!), obcisły top na ramiączka (żeby cycki dobrze wyglądały!) i granatową bluzę z kapturem przywiązaną w pasie (bo nigdy nie wiadomo, czy znienacka nie zaskoczy ich jakaś burza), a pod wszystkim bikini w drobne, fioletowe kwiatki. No i kapelusz na głowie, to akurat bardzo ważne! Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy nie założyć sukienki, ale istniało prawdopodobieństwo, że ta wkręci jej się w szprychy albo bez spodenek otrze sobie to i owo.
Kiedy wyczłapała się na zewnątrz, Garder już tam była. Coven pomachała jej radośnie, zupełnie zapominając, że trzyma rower i niewiele brakowało, żeby ten runął na ziemię. Podtrzymała go dosłownie w ostatniej chwili i odetchnęła z ulgą.
Gotowa na podróż życia? — zapytała udarowana, dopadając do Wendy, żeby wycałować jej policzki. Wnedy była super. I była też super hetero. Bez sensu. Bremers zawsze uważała, że biseksualiści mają dwa razy większą szansę na miłość! A określenie ich wycieczki podróżą życia też było trochę na wyrost, jednak właśnie w taki sposób do niej podchodziła. Była pozytywnie nastawiona i miała świetny humor. I nic nie mogło tego zepsuć, nawet spadający łańcuch albo przebita dętka. Oczywiście lepiej było tych nieszczęść uniknąć, ale z Coven to nigdy nic nie wiadomo.
Wyglądasz jak milion dolarów — skomplementowała ją szczerze, uśmiechając się przy tym szeroko. — Którędy jedziemy? Sprawdzałam wieczorem trasem i wydaje mi się, że tędy będzie najszybciej. No i ominiemy najruchliwsze ulice — wyjaśniła, kierując w stronę Gardner ekran, żeby mogła przyjrzeć się lepiej temu, co znalazła.

wendy 🚲
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Opcja z dopinanymi kółkami przewinęła się już w rozmowie podczas wyprawy z Goodmanem, a czując jego wielkie wsparcie i zapewnienie, że to zero obciachu Wendy była skora z nich skorzystać, ale koniec końców opanowała sztukę jazdy na dwóch kółkach. Chwiejnie, ale jednak dawała radę i napawało ją to dumą.
Pytasz dzika czy sra w lesie — odpowiedziała radośnie puszczając przy tym oczko do Coven, która przecież identyczną odpowiedzią uraczyła ją w smsach. Oczywistym jednak było to, że gotowości jej nie brakowało! Wystarczyło spojrzeć na jej strój i wspaniałą błyskawicę, którą ostrożnie podtrzymywała ręką, bo nie ufała już stopce, która powinna trzymać rower w pionie. Może dlatego, że podczas jej ostatniej podróży z Matthewem nieco ucierpiała i była delikatnie wykrzywiona, ale kto by się tym przejmował? Nad jeziorem i rower mógł sobie leżeć, bo nie będzie przecież dziewczynom zazdrościć i stać w tym pełnym słońcu. — Ale masz świetny kapelutek! — zachwyciła się, gdy się tak się całuśnie witały, a chwilę później już robiąc wycofkę o krok prawie wywracając przy tym rower i zsuwajac nieco okulary przeciwsłoneczne z nosa przeleciała nie tak jakby tego chciała Coven spojrzeniem. — Ty też, no i kolor tych spodenek jest odjazdowy. Nawet nie potrzebujemy tych odblasków o których wspominałaś, ale wiesz co w ogóle wyczaiłam? Że te koraliki na szprychy świecą w ciemności — ekscytacja w jej głosie wyrażała wszystko, ale Gardner taka właśnie była, że jarała się drobnymi pierdołami w przesadny sposób i nie zamierzała za to przepraszać. — Musimy wracać jak się będzie już ściemniać, będzie niezły szpan — albo seria niefortunnych wywrotek po zmierzchu. Obie opcje jak najbardziej prawdopodobne.
Zerknęła na ekran telefonu patrząc na trasę i przytakując Coven. — Myślę, że omijanie ruchliwych ulic jest wręcz wskazane i gdyby to była dłuższa opcja to i tak bym za nią obstawała — dla bezpieczeństwa. — Matty spakował mi jakiś zestaw ratunkowy — wskazała na koszyk przed sobą, gdzie było więcej rzeczy więc nie bardzo było wiadomo o czym mówiła, ale to nie miało znaczenia. — Jakaś dętka, łatka, coś tam jeszcze, whatever! — kto by sobie tym głowę zaprzątał. Poza tym Wendy i tak szukałaby kogoś naiwnego ładnie się uśmiechając, by ogarnął jej usterkę. No chyba, że Coven jest złotą rączką, wtedy może popatrzeć jak ona sobie brudzi rączki. Wendy może i była bardzo hetero, ale niekiedy zawiesiła sobie oko na dziewczynach, bo doceniała piękno! A Bremers była niezłą hotówą, więc gdyby to wszystko było takie proste to w mig by się dla niej przebranżowiła i zmieniła asortyment, ale to chyba tak nie działało. — Mam też kocyk, smaczki, ale za dużo też nie brałam bo na miejscu i tak sprzedają najlepsze zapieksy — powiedziała wskakując na rower, by przygotować się do startu. — Lepiej ty prowadź, bo z moja orientacją będziemy kręcić kółka na dzielni — zaproponowała, dając szansę Coven na uwiedzenie jej swoimi pośladkami podczas tej podróży. Potem już wsiadła na rower i po kilku zachwianiach to w lewo, to w prawo udało się jej oprzeć nogi na pedały i ruszyć stabilnie przed siebie. To, że prawie już na pierwszym zakręcie rozjechała jakiegoś dzieciaka to s z c z e g ó ł. Zagwizdała radośnie, gdy wyjechały na dłuższą prostkę i zrównała się w jeździe z Coven. — Hej lala, gdzie pedałujesz? — zagadała żartobliwie czując jakąś dziwną ekscytację, to chyba przez ten wiatr we włosach, a może to przez to słońce, co tak ekstremalnie grzało od samego rana. I gdy tak zerkała kątem oka na dziewczyne to trochę za linię zjechała i już zaraz jakiś typ ją strąbił wykrzykując przez okno — Uważaj jak jeździsz, typiaro! — a Wendy z kolei w bardzo dojrzały sposób wypięła język i pokazała mu środkowy palec.
Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Wendy przytoczyła jej własne słowa. To znaczy, Coven ich nie wymyśliła, ale użyła podczas wymiany wiadomości tekstowych. Naprawdę cieszyła się, że Garnder była równie entuzjastycznie nastawiona do tej wyprawy. W końcu miały się świetnie bawić! Może uda im się nawet wypożyczyć rowerki wodne, którymi będą potrafiły posługiwać się lepiej niż jednośladami. Kto wie, kto wie! Gorzej, jak okaże się, że w pływaniu na wodzie są tak samo beznadziejne, co w normalnym pedałowaniu.
Dzięki, dorwałam go w lumpie za całe dwa dolce! Czaisz? Dobrze, że go przekopałam dostawę, zanim trafiła na półki. Taka okazja przeleciałaby mi koło nosa! — aż pokręciła w niedowierzaniu głową, chociaż wcale do podobnej tragedii nie doszło. Ale mogło! Bremers miała w swoim życiu więcej szczęścia niż rozumu, o czym przekonywała się na każdym kroku. A właściwie żyła sobie w błogiej nieświadomości, bo w ogóle nie docierały do niej takie sygnały od wszechświata. Wierzyła w różne znaki i zabobony, ale była zbyt durna, żeby rozpoznać je, nawet jakby stanęła z nimi twarzą w twarz.
Przez chwilę napawała się pochwałami, ale jak Wendy tylko wspomniała o świecących koralikach, to oczy aż jej się zaświeciły. Pewnie jak te koraliki nocą.
Ale bajer! Kto ci je zamontował? Matty? Musisz go poprosić, żeby też mi takie sprawił — powiedziała z nadzieją, że za jakiś czas całe miasto będzie wiedziało, że wsiadła na rower. Przyjrzała się uważnie wspomnianymi zestawowi ratunkowemu i aż się przeraziła. — Zakładam, że potrafisz wymienić dętkę w kole. Bo ja nie — uprzedziła, żeby potem nie było żadnych pretensji. Ale co dwie głowy, to nie jedna! Albo dalej jedna, bo przecież Coben nic w tej głowie nie miała, tylko zęby. Przynajmniej nadrabiała uśmiechem!
Bremers miała swoją teorię, że wszystkie kobiety były biseksualne, ale nie wszystkie o tym wiedziały. Trzeba było je w tym uświadomić. Złapać za rękę i zaprowadzić w stronę różowo-fioletowo-niebieskiej flagi. Ale nie zamierzała do niczego przekonywać Garnder. Co to, to nie! Inna sprawa, gdyby ta sama chciała spróbować. To zupełnie zmienia postać rzeczy!
Też mam przekąski — wtrąciła natychmiast, żeby kumpela nie pomyślała, że wbija się na krzywą mordę. — Chipsy, żelki i jakieś ciastka. Chociaż te ciastka są z czekoladą, więc nie jestem pewna, czy dotrwają do końca podróży — westchnęła, wznosząc oczy ku niebu, na który nie było ani jednej chmurki.
To śmieszne, że Wendy założyła, że Coven miała dobrą orientację w terenie. Sama nie potrafiła dokładnie określić własnej, a co dopiero miałaby się orientować w terenie. Ale miały nawigację, tak? Tak. Będzie dobrze. Wsiadły na rowerze i ruszyły. Trochę nieporadnie, ale wciąż do przodu. Zaśmiała się głośno na rzucony w jej kierunku tekst, ale niespodziewane trąbienie sprawiło, że zarzuciło ją lekko na bok i zahaczyła kołem o krawężnik. Jakimś cudem zdołała utrzymać równowagę. Widziała, jak Wendy pokazuje gościowi język i pozdrawia go serdecznie środkowym palcem, na co również zareagowała śmiechem.
Nie możesz mnie tak podrywać! Widzisz, jak to się kończy? — pokręciła głową z udawanym politowaniem. — Naprawdę są łatwiejsze sposoby, żeby się ze mną umawiać. Nie musisz od razu ładować się pod koła samochodu. Dawaj tędy — dodała, skręcając w boczną, o wiele bezpieczniejszą uliczkę, gdzie ruch był o wiele mniejszy. Nie mogły tak jechać środkiem ulicy, bo to skończy się tragedią.
Jedziemy dziesięć minut, a ja już się roztapiam. Dokładnie tak, jak ciastka w mojej torbie — odezwała się po chwili i wymownie spojrzała przez ramię na bagażnik, do którego przymocowała swoje rzeczy.

Wendy 🚴‍♀️
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!
To powinno być motto życiowe Wendy, bo ona kochała wyprawy, najlepiej takie niezorganizowane od A do Z, by móc dać się porwać przygodzie. Nic dziwnego, że była optymistycznie nastawiona na dzisiejszy dzień, bo jedyne co ustaliły to to, że jadą nad jezioro rowerem, a reszta niech się sama zadzieje! Może to będą rowerki wodne? A może jakaś łódź ratunkowa!? Who knows? Znając życie z Wendy prędzej przyplącze się do nich jakiś pech, ale oby chociaż był przystojny to jakoś to przełkną.
Jak ty to robisz?! Ja to zawsze błądzę jak dziecko we mgle jeśli mi nie pomagasz — pochwaliła Coven, ale taka była prawda, że ona czasem miała na wyciągnięcie ręki coś wyczesanego, a tego nie widziała i dopiero jak Coven powiedziała to ci będzie pasować to nagle mgła rozstępywała się, a jej oczom ukazywał się piękny widok. Taka kumpela to skarb! To dzięki niej miała świetne perełki w szafie i to po taniości, czasem nawet trafiło się coś markowego, ale z niej to żadna sroczka na takie rzeczy nie była. Peter sobie mógł tłuc jej do głowy, że jest Dior Girl, ale ona to raczej ambasadorka marki Wycena w Środy! albo ikona mody z drugiej ręki. I wcale nie było jej z tego powodu przykro, ona była z tego dumna. W sukience diora czuła się tak, jakby była pod ostrzałem. Stresowała się to, że ją wybrudzi albo zniszczy i do niczego nie będzie się nadawała już, a przecież kreacja za takie pieniądze nie powinna być na raz… oczywiście w głowie Wendy, bo dla bogoli to właśnie często tak bywało — kreacja na raz. Wendy to na raz kupowała śledziki jako przekąskę do pracy, ale to można było, bo cena nieporównywalna, a i pożytek z tego był bo w brzuchu nie burczało.
Na pewno ci zamontuje! Ja chyba nawet mam zapasową saszetkę, ale nie wiem gdzie ją wcisnęłam. Jak wrócimy to ci poszukam — obiecała, bo ona już miałą wystarczająco dużo na swoich szprychach, więc co się mają marnować. — A dętki zmienić nie potrafię… Znaczy się nigdy tego nie robiłam. No dobra Matty mi pokazywał, a później widziałam taką książkę dla dzieci w księgarni Kastor naprawia rower i tak mnie wkręciła — pewnie dlatego, że miała mało tekstu i dużo obrazków — że na upartego pewnie dałabym radę ALE myślę, że o wiele lepiej znajduję przystojniaków co ratują damy w opałach — zaśmiała się radośnie stwierdzając, że w zasadzie nie mają się czym martwić. Na pewno sobie poradzą.
Uwielbiam w tobie to, że ty jesteś taka ryzykantka — zażartowała wyjaśniając — ciastka z czekoladą na taką pogodę — będą najwyżej wylizywać opakowanie, a co! Ale to dopiero jak dojadą, a czy dojadą?
OTO JEST PYTANIE?!
Już na starcie Wendy zaczęła wywijać kierownicą jak szalona, jakby sobie jechała polną dróżką i nuciła pod nosem sialalalalala, sialalalala, sialala la la la. — Ale jakbym się władowała to od razu w pakiecie startowym miałabym usta usta, a tak to nigdy nie wiadomo kiedy by do tego doszło — zażartowała, bo akurat do takich niepoważnych rozmów to ona była pierwsza, gorzej to później jak się okazywało, że zrobiła mylne wrażenie. Z drugiej strony człowiek poznaje siebie całe życie, kto wie co jeszcze Gardner o sobie odkryje.
I gdy znalazły się w jakiejś bocznej uliczce Wendy trochę odetchnęła, ale starała się nie tracić czujności. Upał jednak w tym nie pomagał, a ci panowie co właśnie wynosili jakąś meblościankę w mieszkania bez koszulek to tym bardziej. Aż zadzwoniła tylko zapomniała, że zamiast zwykłego dzwonka miała dźwięk zabawkowej kaczki lub innego gumisia i zaraz spaliła cegłę ledwo wymijając znak drogowy. — Ja to może jednak skupię się na twoich tyłach — oznajmiłą zajeżdżając za Coven choć musiała się pilnować, bo Mattego zahaczyła swoim przodem o tył i była niezła kraksa. — Zaraz jak dojedziemy chyba pierwsze co zrobię to wskoczę do wody na ochłodę — zawołała nieco głośniej, bo akurat wymijała je jakaś sportowa fura i robiła hałasu.
Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była mistrzynią okazji! Ale o to nie trudno, kiedy pracowało się w second handzie. Miała dostęp do dostawy, zanim wyłożyła ją na półkę. Wystarczyło, że uregulowała należność i mogła zgarniać najlepsze perełki. I zawsze odkładała coś z myślą o znajomych! A jak chodziła do innych lumpeksów, to miała już sprawdzoną metodę przekopywania rzeczy. To była po prostu kwestia wprawy. Gdyby Wendy od kilku lat pracowała w takim miejscu, to segregowałaby ciuchy i dodatki z zamkniętymi oczami, i potrafiłaby stwierdzić, co jest warte uwagi, a co lepiej olać.
Podekscytowała się niezdrowo, kiedy Gardner wspomniała o zapasowych koralikach, ale może to i lepiej, że gdzieś ją zapodziała?
To raczej nie jest dobry pomysł, żebyśmy zabierały się za montowanie czy naprawianie czegokolwiek — stwierdziła i to chyba była najmądrzejsze, co powiedziała w przeciągu ostatniego tygodnia. — Dętki zostawmy tym przystojniakiem, a koraliki Matty'emu. Szkoda by było, jakbyśmy powyginały do reszty szprychy — wymownie zerknęła na przednie koło roweru. Nawet w pędzie widać było, że nie są do końca równe. Bremers wyznawała złotą zasadę, czyby niczego nie ruszać, żeby nie spieprzyć tego jeszcze bardziej. A potem oczywiście to robiła.
Trudno było nazwać głupotę ryzykiem, ale i tak wyszczerzyła się durnowato do Wendy, kiedy ta pochwaliła jej pomysł z ciastkami. No i jeszcze podkreśliła, że ją uwielbia, a to przecież najważniejsze!
Ale tylko pomyśl tylko, jak ta rozpuszczona czekolada będzie smakować! — puściła na moment kierownicę i przyklasnęła w dłonie. To dopiero było idiotyczne, bo od razu złapała pobocze i musiała wyprostować kierownicę, żeby nie wywinąć orła. Nie było nic boleśniejszego od zdartych, zabrudzonych piaskiem kolan!
Spojrzała na Gardner z rozbawieniem. Takie sztuczne oddychanie to Coven mogłaby zafundować w każdej chwili, nawet teraz! I wcale nie potrzebowały do tego tragedii.
Ty po prostu nie wiesz, co tracisz! — zawołała do niej, nawiązując do swoich słodkich, pełnych ust. Kto by ich nie chciał spróbować? Chyba tylko jakiś idiota! Albo idiotka, jak to było w przypadku Wendy. No trudno, niech żałuje i pluje sobie w brodę! — Hej, przestań gapić mi się na dupę! Jesteś jak ci obleśni panowie z robót drogowych. Tylko o wiele ładniejsza — podsumowała, skręcając w kolejną uliczkę.
Pokiwała głową, dając Wendy do zrozumienia, że ona również pierwsze, co zrobi, to po prostu wskoczy do wody. Wprawdzie do Toronto największe upały miały dopiero przyjść za kilka dni, ale już teraz nie dawało się wytrzymać w tej okropnej betonozie. Coven miała wrażenie, że w mieście wszystko nagrzewa się trzysta razy bardziej. I chyba tak było, bo kiedy wyjechały na obrzeża, to nie tylko przywitał je cień padający z przydrożnych drzew, ale też rześki powiew wiatru.
Ty tak ciągle o Mattym, a co u Petera? — zagadnęła, kiedy droga zrobiła się mniej ruchliwa i mogły już jechać obok siebie, a nie gęsiego, jak wcześniej. Zawsze starała się być na bieżąco z tym, co działo się u osób, które lubiła, ale jej pamięć działała trochę wybiórczo - była dobra, tylko krótka. Trochę jak u złotej rybki!

Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przytaknęła nie kryjąc rozbawienia. — Ja to wiem, ty to wiesz, oni też wiedzą, że my wiemy, że to naprawdę beznadziejny pomysł, by się do czegoś zabierać, a jednak i tak — wzruszyła bezradnie ramionami, na tyle na ile mogla sobie pozwolić trzymając kierownicę — wiesz też, że czasem jak się uprę, że dam radę to chociażby skały srały będę próbować — no bo taka była prawda. Wystarczyło zmienić trochę ton jakby się rzucało Wendy wyzwanie i już po-za-mia-ta-ne! — Postaram się jednak nie wyrywać do przodu z naprawami, jak się nam coś przytrafi — słowo honoru i salut wykonane ręką na szybko, byleby znów wrócić do stabilnego trzymania kierownicy. — Okej, zagadam do niego jak będziemy się widzieć — obiecała jarając się, że obie będą mieć rowery z świecącym systemem wczesnego ostrzegania. W sam raz dla dziewczyn!
Najlepiej pod słońcem! — wykrzyczała spoglądając znacząco w górę, skąd słońce smażyło okrutnie. I właśnie tak smakować będzie roztopiona czekolada, ha! N a j l e p i e j, a na wypasie z jakimiś owocami, o ile ten pan co w sezonie sterczy tam przy jeziorze będzie już jakieś sprzedawał.
No w sumie patrząc na to tak czysto logicznie to jeszcze nie wiem — to fakt, chociaż mogła sobie przecież wyobrazić, choć jej wyobraźnia nie nakręca się wtedy tak bardzo, jak gdy myślała o dobrze zbudowanych klatkach piersiowych mężczyzn. Czy to kwestia orientacji, czy może była idiotką? Who knows?!
— Jadę za tobą, to na co niby mam się patrzeć! Nie moja wina, że twoje… spodenki rzucają się ładnie w oczy, przyciągają wzrok i chyba nie tylko mój — dodała, gdy jakaś grupka sobie zagwizdała, gdy ich omijały. — I różnica między mną, a nimi jest taka, że właśnie nie jestem obleśna! — uśmiechnęła się radośnie i wyminęła Coven, by zrównać się z nią w jeździe. Czuła jak pot spływa jej po plecach, ale przecież były już coraz bliżej celu. Bo były, prawda?
Słysząc pytanie Coven przekręciła lekko oczami. — A no bo wiesz, z Mattym się widzę dość często odkąd wróciłam z Mediolanu — gdzie zaliczyła nieudany cmoknięcie z ust Petera, jakiś Włoch stwierdził, że pokaże mu jak to się robi i poszedł z nią w ślinę na trybunach podczas Kiss Cam, dowiedziała się, że Kristin nie daje Peterowi i jakaś włoska rodzinka tłukła jej do głowy, że sobie znajdzie kogoś w sam raz dla niej, a nie jakiegoś tam Pietro. Pewnie jej o tym wspominała jak z Mediolanu wróciła. — Tam to dopiero było dziwnie, a ja musiałam sobie znaleźć odskocznię, a potem Peter mi znów tak zalazł za skórę, że już totalnie przestałam się z nim widywać, s e r i o — bo jako przyjaciel to strasznie zawalił, o tym możliwe, że nie wspominała jeszcze. — No i w sumie wpadłam na niego dopiero ostatnio jak byłam z Williamem na White Party i nie uwierzysz, ale rozszedł się z tą swoją Kristin! — pewnie i tak każdy widział, że dla Wendy Peter nie do końca jest tylko przyjacielem i, że sobie po cichu do niego wzdycha ostatnimi czasy, a przynajmniej do tej ich feralnej kłótni. — Dziwne, że dopiero po takim czasie — a jej dziwna mina mogła świadczyć o tym, że Wendy o wiele szybciej zerwałaby z tego powodu. No bo serio, tyle lat w związku i nie bzykać? Po co!?
A ty? Poznałaś kogoś czy wciąż czekasz na mnie? — zagadała żartobliwie puszczając jej oczko, chociaż nie… to jednak nie oczko, a jakaś mucha wpadła jej do oka, że zaczęła jechać slalomem próbując ją wyciągnąć, aż się biedna spłakała. Przystanęła wołając wcześniej głośno — STOP — i zaraz rozszerzyła oko i wychyliła się w stronę Coven. — Mam tam coś? — z nadzieją, że pomoże jej wyciągnąć tę przeklętą muszkę.

Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do Wendy, sama nie zabierała się za coś, czego nie potrafiła zrobić. Znała swoje możliwości - były niewielkie i dość ograniczone. Za każdym razem, kiedy próbowała naprawić coś sama, to psuła to jeszcze bardziej. I to do takiego stopnia, że później już nie dało się z tym nic zrobić. Dlatego szczerze podziwiała determinację Garnder, która najwyraźniej szło znacznie lepiej. A jeśli nie, to przynajmniej należał się jej podziw, że próbowała!
Ucieszyła się ogromnie, że prawdopodobnie też będzie mieć takie czaderskie koraliki. Niech cały świat patrzy i podziwia! Na razie słychać było tylko terkot tych, które kręciły się w szprychach roweru Wendy, ale niedługo obie będą tak się bujać po dzielni i poza nią.
Dlatego mówię, że nie wiesz, co tracisz — powtórzyła jeszcze raz i mogłaby to powtarzać jak mantrę. To nie tak, że Coven uważała się za jakąś mistrzynię pocałunków. Chociaż w sumie, dlaczego nie? Nikt nigdy nie powiedział jej, że całowała źle. A gdyby tak było, to chyba powinno się mówić o takich rzeczach, żeby wiedzieć, co poprawić na przyszłość, prawda? W liceum całowała się z Harrym Nelsonem, który wsadził jej język do gardła tak głęboko, że prawie się porzygała. Od razu oznajmiła, że jej się to nie podoba. Chłopak chyba się speszył, bo już nigdy więcej nie poszli w ślinę, ale może przynajmniej udało jej się uchronić przed konwulsjami inne dziewczyny?
Słysząc gwizdy, wystawiła rękę i pomachała do idących chodnikiem ludzi. To było naprawdę miłe, że ktoś doceniał jej urodę! Szkoda, że w taki prostacki sposób, ale lepszy rydz niż nic. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!
Totalnie nie jesteś obleśna! — skitowała z poważną miną. Chciała nawet powiedzieć, że jest przeciwieństwem obleśności, ale jak to by wtedy było? Że Wendy jest leśna? Bez sensu. — No dobra, przyznam się bez bicia, że założyłam te oczojebne spodenki dokładnie po to, żebyś gapiła mi się na tyłek — skinęła głową i można uznać, że żartowała, ale czy na pewno? Chyba się nie dowiemy.
Słuchała uważnie wszystkich historii. Najpierw krótkiej o Mattcie i wspólnym spędzaniu czasu, a potem o Peterze. No dobra, z tą uwagą, to jednak poniosła mnie wyobraźnia, bo Bremers jednym uchem informacje wpadały, a drugim zaraz wypadały. Ale starała się, okej?
Czekaj, Peter zerwał z Kristin? A ja byłam przekonana, że nie jest z nią już od kilku miesięcy! — uderzyła dłońmi o kierownicę. To, jak zachowywał się wobec mogło być trochę mylące. A nawet bardzo. — I co teraz? Będziecie się umawiać? Czy umawiasz się z Mattym? O rany, strasznie to wszystko skomplikowane! — otarła wierzchem dłoni spływający z czoła pot. W tym kapeluszu wcale nie było jej chłodniej. — A ja, no wiesz... — już zaczynała swoje zwierzenia, ale wtedy Garnder bujnęło na bok, a potem w drugą stronę, aż w końcu nakazała się jej zatrzymać. No to Coven zahamowała gwałtownie i niewiele brakowało, żeby przeleciała przez kierownicę. Jak one dojadą nad to jezioro w jednym kawałku, to będzie autentyczny cud.
Przysunęła się bliżej Wendy, która wylewała rzewnie łzy, żeby coś wypłukać z spod powieki, więc Bremers ujęła jej podbródek i wystawiła nastawiła go w kierunku słońca.
To tylko ja wpadłam ci w oko — zażartowała z łobuzerskim uśmiechem. — Nic tam nie widzę. Może rzęsa ci się podwinęła? — dopytała, oglądając ją z każdej strony. Jeśli faktycznie coś tam było - poza Coven, oczywiście - to już musiało wylecieć.

Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Colonel Samuel Smith Park”