32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Calvina Kleina? Oo, nie widziałam chyba tej reklamy… — mówiąc to z rozbawieniem, spojrzała sugestywnie na Huntera. No co - może też dobrze wygląda bez koszulki? W końcu, co w rodzinie to nie zginie czy coś takiego, a skoro jeden z Wrightów dobrze bez niej się prezentuje, to i ten drugi raczej też musi. A przecież popatrzeć chyba mogła, czyż nie? — O ile ostatecznie się przełamię — odparła z uśmiechem, bo trochę nie była pewna tego, czy rzeczywiście się da przekonać do nauki jazdy na łyżwach. Co prawda - jest z Toronto i generalnie wypadałoby, żeby potrafiła, niemniej to nie znaczy, iż musiała specjalnie nabywać tą umiejętność, prawda?
Kate słuchała uważnie co miał do powiedzenia, jednocześnie dostrzegając jak jej córka patrzy na niego. Widać było, że się… zakochiwała, co ją bardzo cieszyło - a jednocześnie martwiło. Ale do tego może przejdzie później. — A to powołanie nastąpi prędzej za później, jak myślisz? — zapytała, ale tylko Huntera, bo chciała poznać jego zdanie, nie Prudence która pewnie zaraz wypaliłaby, że nie tak szybko, bo po prostu pewnie teraz nie chce, aby za prędko do tego doszło. — Wujka? No proszę, czyli lubisz dzieci — co akurat dobrze rokowało, bo sama chciałaby w końcu kiedyś zostać babcią, a tej jej córce to jakoś za specjalnie się nie spieszyło do posiadania swoich dzieciaków…
— Mamo, wiem co już sobie myślisz… — zerknęła na kobietę z powagą, aby nawet w myślach nie rozwijała wyobrażenia siebie w roli najlepszej babci na świecie, bo co innego że jest… w związku, a co innego żeby zaraz mieć gromadkę dzieciaków. Aż tak jej się nie spieszyło, żeby prędko przeskakiwać etapy życia!
Mała wymiana zdań pomiędzy mamą i córką skończyła się zabawnie, bo przecież nigdy się nie kłóciły, a zawsze lubiły sobie dogryzać. Odkąd pamięta, traktowały się jak przyjaciółki i nigdy to się nie zmieni, na to liczyła. Gdy więc Hunter dodał swoje odnośnie prawdopodobnego nowego partnera w życiu Kate, ta się jedynie uśmiechnęła na to, po czym czekała na odpowiedź co do swojego pytania - bo może źle wychowała tą swoją dziecinę i nie była dobra dla facetów, bo nie widziała nigdy u swojej mamy jak to jest z jakimś być?
— Nie wątpiłam, że nie jest dobra, ale nie spodziewałam się aż takiej odpowiedzi — przyznała rozpromieniona, patrząc przez chwilkę na swoją córkę z widoczną dumą. — Czyli mam rozumieć, że Twoja rodzina ją już zaakceptowała? — to też wywnioskowała z pomiędzy wierszy wypowiedzi Huntera, skoro powiedział, iż jego bliscy są zadowoleni ze zmiany, jaka się u niego dokonała dzięki właśnie jej. Zresztą, to jak teraz to on na nią patrzył dało jej trochę do myślenia, jednocześnie wciąż była zmartwiona. Żeby się otrząsnąć, zapytała znów o wojsko, po prostu była ciekawa.
— Duża odpowiedzialność, prawda? — zapytała, gdy wyjaśnił pokrótce jak to wygląda. W końcu to wszystko na pewno jakoś na niego wpływało i nadal wpływa, o czym chciała wiedzieć - z czystej troski o własne dziecko. — A jeśli nie… dostaniesz powołania ponownie, to co wtedy planujesz? — może i trochę przesadzała - co widziała po minie swojego dziecka, zapewne wkraczając w sferę zbyt intymną, albo po prostu ogólnie niezbyt łatwą dla niego - niemniej, znowu, zwyczajnie chciała wiedzieć. Miała prawo jako mama osoby, z którą zdecydował się związać, prawda?

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podrapał się po brodzie i spojrzał na panią Lane zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie chciał jej zbyć, ale też opowiadanie o tym co się teraz dzieje, nie jest proste.
- Pracuję nad tym z terapeutą. Najpierw muszę wydobrzeć i zrozumieć co zmienić. Dopóki to nie nastąpi będę dalej obecny w Toronto. Chciałbym wrócić do wojska ale to wymaga czasu i nie znam dokładnej daty. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie chciał nikogo okłamywać, zwłaszcza matki swojej dziewczyny. Miał problemy, swoje demony i jeszcze więcej obaw przed uzewnętrznianiem się przed kimś kto może go bardzo szybko osądzić. Miał jedynie nadzieję, że to nie problem iż nie wie kiedy tak naprawdę wróci do czynnej służby. Wiadomo, pensja przychodziła ale pomniejszona, wystarczało na tyle aby się utrzymać i coś tam mieć dla siebie.
- Tak, jak najbardziej. Mam trójkę siostrzeńców z którymi często spędzam czas. - - co uwielbiał bo na twarzy pojawił się wielki uśmiech. Na każde wspomnienie o młodych miał ochotę mówić o nich więcej - ale nie będzie zanudzał kobiety. Dodatkowo tutaj wychodziło, że coś jest na rzeczy a to nieprawda. Nie był przekonany że będzie dobrym ojcem w przyszłości, miał wrażenie że będzie popełniał błąd za błędem a dzieciak go po prosru znienawidzi. To jednak nie powstrzymało go od delikatnego uśmieszku, gdy Prudence zagaiła do matki. Nie byli jeszcze gotowi aby przenieść swoją relacje na kolejny poziom. Poza tym maluch to dużo odpowiedzialnośći, nakładu piwniędzy i czasu na wychowanie.
- Tak, jak najbardziej. Moja siostra zyskała w końcu upragnioną siostrę - mogąc rozmawiac z kimś bez skrępowania. - a Andrea jest dosyć bezpośrednia, więc nie zawsze miała po drodze z przyjaciółkami.
Gdy znowu wrócili na temat wojska westchnął ciężej. Temat który nie zostanie nigdy zakończony. Musiał w to grać.
- Bardzo duża odpowiedzialność - bo tu chodzi o śmierć i życie. Kiedy jeszcze nie byłem wyżej w hierarchi dbałem tylko o siebie... teraz? Zawsze patrze na dobro oddziału. Nie raz ich opatrywałem lub działałem na szybko ostatkami apteczki jaką mielśmy. Nie jest to praca dla ludzi o lekking nerwach. Zdecydowanid nie każdy możs ro robić. - stwierdził lekko smutniejąc. Widać że wiele go to kosztuje. - Nie wiem, narazie walczę o powrót i nie widzę szansy na inny wynik. - chciał tam wrócić nawet jeśli mogło się to źle skończyć.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową ze zrozumieniem, gdy wyjawił jak to wygląda na ten moment z tym jego powrotem do wojska. Córka coś jej wspominała, niemniej nie chciała zapewne przez tajemnicę lekarską zbyt bardzo opowiadać o jego przypadłości, co rozumiała doskonale. Zresztą, sam Hunter, pomimo iż widać było że ten temat do najprzyjemniejszych dla niego samego nie należy, w całkiem okrojony sposób przedstawił mniej więcej zamysł tego, co dzieje się w gabinecie. Do pewnego momentu tego, który należał do Prudence, a teraz przejmie go ktoś inny, skoro ta dwójka zdecydowała się spróbować swoją relację przenieść na inny poziom. A to też kwestia, jaką będzie chciała poruszyć, choć doskonale wiedziała iż Prue będzie próbowała prędko uciąć tą kwestię i zmienić rozmowę na inny tor.
— Trójka, „ładny wynik” — skwitowała z uśmiechem, a gdy usłyszała słowa swego dziecka, zrobiła totalnie nieświadomą minę. — O nic mi nie chodzi — popatrzyła na młodszej Lane, chociaż obydwie doskonale wiedziały iż o coś jej chodziło, o czym potrafiła jej od czasu do czasu wspomnieć, tak żeby uświadomić iż zegar biologiczny tyka, a pierwsze dziecko im później, tym gorzej.
— Oj tak, Andrea to niezła aparatka, ale mega ciepła i otwarta osoba. Wierz mi, jak ją poznasz, od razu ją polubisz — odparła od razu, gdy Hunter napomknął o swojej siostrze, nie spodziewając się iż dowie się czegoś takiego - jednocześnie mogąc przyznać rację, iż odczuwała to samo, odnajdując nieświadomie siostrę, jakiej kiedyś mocno pragnęła. Nie powie jednak tego mamie, z obawy iż mimo wszystko mogłaby jej zrobić zwyczajnie przykrość, że nie dała swej córce rodzeństwa, a przecież ostatecznie nie była o to zła na mamę, doceniając to jak wiele zrobiła dla niej, aby miała swoją szansę w życiu.
Tym razem jednak nie tylko Kate słuchała uważnie odpowiedzi Huntera, ale i sama Prudence, o co w sumie nigdy wcześniej nie dopytała. Jakoś nie przykuwała uwagi na jego oddział i to, jak wiele go musiało wszystko wokół tego kosztować, bowiem sama się tego domyśliła, więc nie chciała obciążać go przemyśleniami w tej sprawie jeszcze bardziej w trakcie rozmów - które i tak mocno na niego oddziaływały. Prudence patrzyła troskliwie na swojego wybranka, co nadal jest dla niej zaskakujące, jak swobodnie przeszła z nazywaniem go w taki sposób, uśmiechając się do niego pokrzepiająco na koniec.
— No dobrze, koniec tego przepytywania, zjedzmy danie główne — przerwała tą ciszę i zarazem chęć matki na zadanie kolejnego pytania, na co Kate kiwnęła głową i uśmiechnęła się do mężczyzny. wtedy też Prudence wstała od stołu i podeszła do części kuchennej dolnego piętra loftu, zabierając przygotowany półmisek z kawałkami kurczaka podzielonymi tak, aby każdy sobie wziął to, na co ma ochotę. Następnie zaczęła wykładać na kolejne naczynie ziemniaki i delikatną, odświeżającą sałatkę, która ma przełamać ciężkość potrawy. Na koniec wzięła butelkę z winem i dolała każdemu trunku do kieliszków, widząc że wszystkim ubyła znaczna większość napitku - nie chciała wykorzystywać Wrighta, więc nie poprosiła go o to, nawet jeśli widziała iż nie był zbyt zadowolony iż robi to sama. — Smacznego życzę — odparła, siadając na swoim miejscu obok Huntera, dając pozostałym nałożyć przed nią, bo pewnie ona i tak za wiele nie zje - trochę zaczął ją brzuch ściskać z tego całego stresu i wysłuchiwanego przesłuchania, jakie Kate uskutecznia.
— No dobrze, dzieci, to powiedzcie mi w takim razie jak to wyszło, że zdecydowaliście się spróbować stworzyć parę? Bo tego to akurat mi nie powiedziałaś, kochanie — mówiąc to, nakładała sobie sałatkę tuż po wybraniu sobie kurczaka oraz ziemniaków, zerkając w międzyczasie na jedno i drugie z czystą ciekawością. No co? Takie historie się nie zdarzają - albo ona nie widziała ani nie słyszała niczego podobnego - więc chciała uzyskać odpowiedź. Poza tym - wcześniej wszystko, dosłownie wszystko wiedziała o swojej córce, więc czemu nagle miałoby się to zmienić w tym przypadku?

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się na słowa Kate. Sam jakoś nie myślał o dzieciach, ale im dłużej teraz spoglądał na swoją dziewczynę, tym bardziej był przekonany, że kiedyś warto to przegadać. Może nie spieszyło im się jakoś bardzo bo dopiero od niedawna są oficjalnie razem ale miło było mieć taką myśl w głowie - tak na przyszłość. Oczywiście gdy już tak odpłynął w rozmyślaniach, pojawiło się pytanie jaką płeć by preferował i szczerze? Chyba dziewczynka byłaby odpowiednia. Mniej strachu o to, że pójdzie w ślady ojca, prędzej decydując się na spokojniejszy zawód niż jego.
Odetchnął z delikatną ulgą gdy Prudence zmieniła tor rozmowy, skupiając się na jedzeniu które wyglądało tak apetycznie że musiał sobie nałożyć troszkę więcej niż każdy by podejrzewał. Oczywiście życzył również smacznego dziewczynom i zabrał się za jedzenie. Przez chwile nastała cisza przerywana jedynje raz na jakiś czas hałasem widelców oraz wina.
Jednak nie mogło to pozostać na długo.
- Chyba oboje poczuliśmy, że to odpowiedni moment. Rozmawianie o uczuciach zdecydowanie nie należy dla mnie do najłatwiejszych i bardzo często zostawiam dużo dla siebie, ale dzięki Pruedence zrozumiałem, że nie muszę. Wyszło to naturalnie... chociaż nie podejrzewałem że zakocham się we własnej terapeutce i zdecydowanie tego nie planowałem, ale czasem takie rzeczy dzieją się nie bez przyczyny. - odpowiedzial chyba najbardziej dyplomatycznie jak mógł. Jednakże wystarczył moment nieuwagi i kieliszek wychylił się niebezpiecznie a na koszuli pojawiło się czerwone wino. - Przepraszam was na chwilkę. - powiedział i udał się czym prędzej na górę aby zaprać plamę. Drzwi do łazienki były lekko uchylone, bo za moment będzie musiał znaleźć jakąś inną by móc na siebie założyć.
Kate odłożyła widelec oraz nóż i spojrzała na córkę. - Jest uroczy... - co było miłym komplementem, zważając na fakt jak bardzo Hunter starał się pokazać z dobrej strony. - ale... zawsze musiało być jakieś - Nie boisz się że kest wyniszczony psychicznie? Podobno armia sieje w głowie spustoszenie. Mężczyźni często bywają agresywni, a czasem po prostu nie wiedzą jak funkcjonkwać dłużej w społeczeństwie... nie jest Ci po porstu go żal? Nie chcesz go za wszelką cenę napeawić i bierzesz sobie go za swój cel? Nie chce żebyś popełniła jakiś błąd. - od razu musiała usprawiedliwić swoje wywody, że po prostu nie robi tego dla własmego widzimisię a dla dobra jej jedynej córeczki!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama trochę złapała niemałego laga w momencie, gdy padło pytanie odnośnie tego, jak to w ogóle między nimi wyszło. Tylko - czy powinni zacząć od tego, jak to w ogólnym rozrachunku wyszło, czy mogą jedynie skupić się na tym, co miało dopiero co miejsce? Bo chyba aż takich szczegółów jej mama nie chciała poznać… i chyba nie chciałaby się dowiedzieć, że po imprezie urodzinowej jej siostry wyszło, iż zadzwoniła przypadkiem do Huntera, który początkowo jedynie grzecznie odwoził ją do domu, a ostatecznie został na dłużej i przy okazji przeżyli upojną wspólną noc, o jakiej miała szczątkowe wspomnienia..
Tak, zdecydowanie nie chciałaby tego się dowiedzieć, toteż lepiej było tego rodzicielce oszczędzić.
Spojrzała wtedy na Huntera, który chyba ją zrozumiał i zdecydował to tak ładnie i idealnie ubrać w słowa, że aż się uśmiechnęła rozpromieniona na to, co przyszło im obu usłyszeć z jego ust. Na koniec złapała go za dłoń i lekko ścisnęła, co by nie było, iż przy mamie będzie się z nim obściskiwać, bowiem takiego typu osobą nie była i nie lubiła emanować prywatnymi odczuciami czy głębszymi gestami przy innych. Później mu powie oraz pokaże, jak bardzo docenia to, co powiedział, jednocześnie po części wyciągając je z jej własnych ust.
Zerknęła jak po tym wyznaniu wino spada mu na jaśniutką koszulę, chcąc od razu złapać za serwetkę, co by pomóc w prędkim pozbyciu się plamy, aby nie wsiąkła mocno w materiał. Niemniej Hunter uznał, że lepiej odejść od stołu, co rozumiała, gdyż tylko szybka reakcja może zdziałać w tym przypadku cuda. — W szafce z chemią znajdziesz taki psikacz do odplamiania, powinno pomóc — powiedziała jeszcze w trakcie, gdy zmierzał na górę, chcąc mu ułatwić najprawdopodobniej tą tak naprawdę nierówną walkę z winem na ubraniu, licząc iż misja ta powiedzie się bez większych przeszkód.
Odprowadziła go wzrokiem - nieświadomie z mocno troskliwym i ewidentnie zakochanym spojrzeniem, szczególnie pewnie przez to, co dopiero powiedział - co na pewno nie uszło uwadze starszej Lane. Gdy Prudence otrząsnęła się i wróciła do jedzenia, a także na patrzeniu na swoją mamę, posłała do niej uśmiech. — No i jak, póki co? — zagaiła, po cichu aby niczego nie usłyszał, bo może i znajduje się piętro wyżej, to jednak nie jest to odległość mocno dzieląca ich od niego. Także nie chciała, aby wstępne przepytanie mamy co sądzi o Hunterze doszło do niego samego.
Poszerzyła uniesione kąciki warg jeszcze bardziej, niemniej prędko opadły w konkretnym momencie.
Ale… Zawsze musi być jakieś ale.
Nie przypuszczała jednak, iż to ale jest takich rozmiarów, a Prudence odnosiła wrażenie, że przez tą całą wojskową aurę, Kate zdecydowała się do niej strzelić z armaty. Zrobiła wielkie oczy i zdumioną minę, przez co chwilowo milczała, wpatrując się w nią osłupiona. Pomrugała parokrotnie powiekami, po czym postanowiła coś powiedzieć. — Czy Ty siebie słyszysz, co Ty wygadujesz? — chciała podnieść głos, ale pamiętała iż Wright mógłby je usłyszeć, toteż jej głos nie nabrał na sile. — Jest mi go żal? Biorę za cel? Boże, kto Ci takich głupot naklepał do głowy? Bo widzę, co robisz i w jaki sposób go o to wojsko wypytujesz. Kto Ci udzielił takich cennych rad, że musisz go przemaglować, aby się dowiedzieć czy nie jest zniszczony psychicznie? To, że przeżył swoje, to jedno. Ale jest przede wszystkim cudownym człowiekiem — nie ukrywała swojej złości, bo nie mogła; nawet jeśli nie kłóciły się z mamą i zawsze miały dobre relacje, to w tym momencie nie rozumiała jej kompletnie. — Zamiast się cieszyć z tego, że w końcu trafiłam na fajnego faceta, z którym zdecydowałam się na taki ważny krok, to zachowujesz się tak, jakbym była małą dziewczynką, która niczego o życiu nie wie i potrzebuje porady mamy, bo ona wie najlepiej — aż się napiła wina, dosyć sporej ilości.
— Jestem szczęśliwa od jakiegoś czasu, zanim jeszcze padły między nami oficjalne słowa, a Ty to po prostu psujesz dziwnymi domniemaniami, bo przeprowadziłaś z nim półgodzinną rozmowę, nie pytając za wiele stricte o niego i nie próbując go poznać, a tylko skupiając się na tym pieprzonym wojsku, jakby fakt że wybrał taki kierunek w życiu miał być wystarczającym dla Ciebie wyznacznikiem tego kim jest i kim się stał dodała, chyba ze zbyt wielkim oburzeniem, ale to akurat coś, co powoli się w niej budowało w momencie, gdy Kate zaczęła swoje przesłuchanie. — Sama mnie uczyłaś, że nie mogę oceniać ludzi, póki ich nie poznam… szczególnie po tym jak zdałam dyplom i miałam zacząć pracę, co mi dałaś jako najcenniejszą poradę na start w dorosłe życie prywatne i zawodowe… a sama właśnie to zrobiłaś — zrobiło się Prudence na koniec mocno przykro, co zatuszowała kolejnym napiciem się alkoholu.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzucił szybkie dzięki, zanim dotarł na piętro i zdjął z siebie koszulę aby szybko zaprać tę plamę. Oczywiście materiał moze tego nie przyjąć i trzeba będzie szukać nowej, ale warto chociaż spróbować.
Nie chciał być wścibski, a drzwi były otwarte to mimochodem usłyszał rozmowę matki z córką. Nie mówiły jakoś głośno, ale też przez wysoki sufit, wszystko sie pięknie niosło, więc prawie każde słowo było na tyle wyraźne aby zrozumiał ogólny przekaz.
Kate poprawiła się w fotelu spoglądając na córkę. Nie chciała jej zaatamować w ten sposób. Chciała jej tylko uświadomić, jak głęboko sięgają ramy z wojska i z tego co mógł zobaczyć jej wybranek na misji.
- Wypytuję bo mam prawo wiedzieć z kim się wiążesz i czy na pewno będziesz bezpieczna. Nie zrozum mnie źle, uważam że Hunter ma poukładane w życiu wiele rzeczy z tego co dało się usłyszeć, ale ja... po prostu się martwię. - nie chciała wyciągać brudów jakie słyszała o wojskowych, oraz ex-żołnierzach i jak kończyły się ich życia.
- Kochanie, ale ja się cieszę, uwierz mi. - wolała się wtrącić chociaż z tymi słowami, bo widziała jaką defensywną postawę przyjeła córka. - Nie wiem najlepiej, ale żyje trochę dłużej na tym świecie i słyszałam historie z pierwszej ręki. - dała po prostu jej do zrozumienia, że ma doświadczenie, którego jej brakuje. Bała się, że Prudence robi to, bo jakaś część jej chce pomóc zagubionej duszy, a że przy tym się przywiązała do niego, to tylko chwilowe i może się skończyć gdy już będzie zdrowy psychicznie.
- Tak, nie oceniać, lecz martwienie się o własne dziecko jest mocniejsze niż cokolwiek. - odrzekła samej biorąc większy łyk wina. - Ten kolega z wojska o którym mówiłam... popełnił samobójstwo. Nie mógł sobie poradzić z normalnym życiem, oraz tym że odebrał je innym. - jasne, nie można porównywać tych dwócj zupełnie innych osób, ale pani Lane właśnie to robiła.
- Może nie mówi Ci o swoich wszystkich demonach... nie chce zeby Cie zranił, zostawiając... albl wyjeżdżając na tą głupią wojenkę. - dlaczegp Prudence nie mogła wybrać lekarza albo prawnika? Wolała takiego który miał sporo historii tragicznych za sobą, zwłaszcza po dwudziestu latach w armii.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nadal nie rozumiała, co tym wszystkim jej mama chciała osiągnąć. Czy planowała uzmysłowić córce, że tak naprawdę powinna zapomnieć o tym, co czuje do Huntera i podziękować mu za ten krótki epizod w ich życiu, aby mogła znaleźć sobie kogoś innego? Czy może to, że gdy dalej będą razem, to na pewno coś jej się stanie? A może zwyczajnie pozazdrościła córce znalezienia miłości, bowiem ona w jej wieku nikogo takiego nie miała i musiała pracować, aby wychować swoją córkę?
Boże, sama nie wiedziała co jej w tej chwili przychodziło do głowy, niemniej była zwyczajnie zła i zrezygnowana tym, co usłyszała od swej matki - tuż dosłownie po tym, jak przyjemne słowa padły od Huntera. Nie chciała się z nią kłócić, a Kate Lane to do pewnego momentu była dla niej najważniejsza osoba na świecie, jednakże powoli się również nim stawał Wright.
Może to o to chodziło mamie? Może obawiała się, że straci relację z córką, bo ta zwiąże się z kimś, kto w jej mniemaniu zabierze jej córeczkę?
— Jestem bezpieczna i nie masz się o co martwić. Jakby tak nie było, to byłabyś pierwsza, która miałaby taką informację. A tak to - jestem szczęśliwa, szczerze zakochana i nie chcę żeby skończyło się na tym, iż moja mama nie zaakceptuje kogoś, z kim zdecydowałam się dzielić życie, tylko dlatego iż ma własne uprzedzenia bez większych podstaw — może i trochę zbyt mocno to wszystko analizowała i zbyt mocne słowa padały z jej strony, ale szok, niedowierzanie wymieszane z alkoholem oraz wcześniejszym zaobserwowaniem jak zachowuje się mama sprawiły, iż doszło do takiego finalnego skutku. Przełknęła ślinę i patrzyła na nią już nie z taką radością, jak jeszcze chwilkę wcześniej.
— Jakoś tej radości nie widzę — rzuciła zgodnie z własnymi odczuciami. — Historie z pierwszej ręki? — zdziwiła się mocno, nie wiedząc czy chciała wiedzieć o czym teraz mówiła. Mimo to, mama podzieliła się tym, czym miała na myśli, na co się Prudence w momencie żachnęła. — Boże, Mamo, o czym Ty mówisz… — urwała, zerkając na górę, chcąc się upewnić iż Hunter nie wyszedł z łazienki i ich nie słyszy, nie mając świadomości zostawienia przez niego lufciku w drzwiach, przez co jednak był na swój sposób obecny przy rozmowie dwóch pań. — Porównujesz kogoś do Huntera, chociaż z całą pewnością to dwie całkowicie różne osoby, które inaczej radzą sobie z podobnymi doświadczeniami? — zapytała, patrząc obecnie matce prosto w oczy. — Radzi sobie świetnie na terapii, przepracował wiele i nie ma zniszczenia psychicznego, jak to ładnie określiłaś. I każdy ma swoje demony, na wielu różnych płaszczyznach. To, że jemu się wylosowały takiego typu, nie znaczy iż ma zamiar się im poddać — wyjaśniła to chyba w dobry sposób - tak, aby jej mama zrozumiała ogólny przekaz, jaki chciała aby wybrzmiał. Hunter nie jest typem samobójcy, to przede wszystkim. I nie zrani jej… tego też przekonanie posiadała. — To jest jak u mnie - powołanie. Chęć zdziałania czegoś na korzyść ogółu. Z tym, że ja zdecydowałam się rozmawiać z osobami, które mają swoje problemy i staram się im pomóc. On zaś - wykorzystuje swoje warunki fizyczne i sprawności oraz szybką logikę, prędki refleks do tego, aby ludzie nie mieli innego typu problemów, mogąc w swoim kraju mieszkać tak, jak zwyczajna większość społeczeństwa na świecie. Wiem, że wyjedzie… mam tego świadomość i jestem na to przygotowana psychicznie, Mamo — mówiła to z takim przekonaniem… nawet jeśli podświadomie miała w tej kwestii odmienne zdanie - nie będąc przygotowaną na dzień, kiedy faktycznie dostanie pozytywną opinię, zielone światło do wyjazdu. Sądziła jednak, że do tego momentu jeszcze wiele czasu przed nimi… i że może do tego momentu sam zmieni zdanie. — Proszę Cię, daj sobie i jemu szansę… poznaj go - jego, nie jego wojskową przeszłość — dodała znacznie smutniej, choć przecież miał to być miły i radosny dzień.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy słuchał? Tak, ale nie miał pojęcia, że rozmowa kobiet zejdzie na jego temat. Zdziwił się dosyć mocno, nadstawiając uszu, co pani mama ma o nim do powiedzenia. Rozumiał obawy i... bał się że Prudence moze podobnie myślec, w końcu widziała go w gorszych momentach i mogła w niego zwątpić. Jednakże kolejne słowa partnerki sprawiały iż na twarzy pojawił się uśmiech. Ona widziała tę sytuację zupełnie inaczej co troszke go uspokoiło. Dalej próbował zaprać plamę także, przysłuchiwał się uważnie co dalej.
- Skarbie... nie bez większych podstaw. - snuła swoje opinie i zniekształcone fakty na opowiadaniach swoich znajomych, wiadomosci w telewizji oraz innych źródłach. - Chcę cię chronić... - wszystko sprowadzało się do tego, że kobieta chciała mieć oko na swoje dziecko. Jeśli stanie jej się krzywda to nigdy tegosobie nie wybaczy, uprzednio mogąc to ukrócić.
- Jesteś tego pewna? Na pewno sobie... radzi? - posiadanie stuprocentowej pewności było teraz najważniejsze tutaj, ponieważ mężczyzna nawet jeśli wydawał się idealny na pewno nie był!
Zbyt duża analiza chyba nie była mile widziana przez Prudence, która nie dawała sobie przemówić do rozumu. Kate odetchnęła głęboko i dopiła do końca resztę wina jakie zostało w jej kieliszku.
- Tylko twoje powołanie nie da rady Cię zabić kochanie... - co było tylko stwierdzeniem faktu. Nawet jeśli czuł się na siłach by walczyć za kraj, bardzo często kończy się to tragicznie. Dlaczego jej córa nie chciała tego zrozumieć. - Jesteś przygotowana? Na miesiące rozłąki i telefon który może być tym ostatnim? - uniosła wyżej brew spoglądając na swoje dziecko, które nie dawało sobie w kasze dmuchać twardo stojąc przy tym co mówi.
Lane dokończyła obiad i pokiwała głowa.
- Dobrze... ale mówię Ci już teraz, jesli Cie skrzywdzi to mnie popamięta, nawet jeśli myślisz że tego nie zrobi. Faceci tacy są. - widac bylo że te ostatnie słowa uleciały szybciej z jej ust niż pomyślała. Chciała jeszcze coś dodać ale ostatecznie Hunter wrócił do nich w czarnej koszuli.
- Przepraszam że tak długo, ale nie chciało zejść. - wrócił do konsumowania raz na jakiś czas spoglądając na kobiety, które miały grobowe miny.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzyła na nią z niedowierzaniem, zastanawiając się czy to nadal ta sama Kate Lane, która dotychczas wspierała ją we wszystkich decyzjach i kibicowała na każdym kroku. Teraz tych dwóch rzeczy nie czuła w momencie prowadzonej rozmowy i nie sądziła, by ten stan rzeczy miał się diametralnie zmienić po tym spotkaniu. Oblizała aż wargi ze zdenerwowania, jakie ją ogarnęło, ostatecznie zwieńczając to dokończeniem wina ze swojego kieliszka, sadząc iż alkohol pomoże jej jakoś zapanować nad emocjami, co zwykle nie dzieje się w jej przypadku. Ale z drugie strony - wcześniej nie spotkała się z taką postawy u swojej własnej mamy, więc i pewnie stąd to niespotykane zachowanie ze strony Prudence.
— Nie potrzebuję ochrony, jestem dorosła i wiem co robię — mówiąc to, liczyła iż mama da sobie spokój z dalszym przekonywaniem jej co do słuszności własnych słów, niemniej kobieta nie poddawała się, a Prue aż zerknęła w kierunku piętra, skąd nadal nie widać było Huntera. Może słuchał tego wszystkiego i nie chciał im przeszkadzać? A może uspokajał się, bo stres go zeżarł?
— Jak sama wiesz, do tej pory to ja prowadziłam go jako jego terapeutka, więc wiem i widzę po jego zachowaniu, czy sobie radzi, czy nie do końca — w końcu, na tym polegała jej robota - aby nawet w chwilach, gdy ktoś próbuje w słowach spróbować ją oszukać, to mogła za pomocą mowy ciała zinterpretować czy jest okłamywana, czy może jednak ktoś jest z nią totalnie szczery. A w ostatnim czasie widziała, że Hunter się dobrze trzyma i nie przejawia zachowań takich, jak jeszcze na początku tej ich wspólnej drogi.
— Równie dobrze od nasłuchania się i oglądania innych mogę sama ostatecznie wylądować w psychiatryku — wzruszyła na koniec ramionami. Jasne, że to nie zbyt będzie miało kiedykolwiek miejsce, niemniej skoro ona sobie tak otwarcie teoretyzowała, to czemu ona nie mogła rzucić czymś - jak dla niej - równie abstrakcyjnym? — Mamo, poznałam go i to, jak to wszystko wygląda, zanim zdecydowaliśmy się na związek, więc wiem z czym to się je. I nie będzie żadnego ostatniego telefonu nie chciała nawet czegoś takiego dopuszczać do myśli… poza tym, w dalszym ciągu utrzymywała wewnętrzne przekonanie, iż tak prędko nie wróci na front, także nie ma się czym martwić na zapas.. prawda? Prawda?!
Ostatnimi jednak słowami mocno ją zastanowiła, przez co też złagodniała, znacznie potulniej patrząc na swoją mamę. — Mamo… To, że ten, z kim mnie masz zrobił co zrobiŁ, nie znaczy że… — urwała widząc kątem oka, totalnie niespodziewanie jak Wright schodzi na dół i powraca do towarzystwa. Zamilkła, posyłając jedynie ciepły uśmiech do mężczyzny, by prędko zająć się jedzeniem. — I co, nie udało się? — zapytała, jakby to miała być recepta na zmianę tematu oraz wiszącego tu napięcia. Odłożyła sztućce, po czym przyjrzała się jeszcze Hunterowi. — Zresztą, w czarnej Ci jednak lepiej — odparła z szerszym uśmieszkiem. — Komuś jeszcze wina? — zagaiła, łapiąc za butelkę, zaczynając sobie go dolewać, odczuwając nie małą potrzebę ponownego przyjęcia odrobiny procentów. Wtedy też jaj mama bez słowa podstawiła swoje naczynie, sugerując iż również poprosi o dolewkę. — Kiedy wybierasz się na jakiś urlop, Mamo? Wolę wiedzieć wcześniej, żebyśmy wtedy niczego nie zaplanowali i żebym miała możliwość jeździć do dziadków — to już taka ich tradycja, kiedy Mama decydowała się na jakieś wypady ze znajomymi w ramach odpoczynku, a wtedy Prudence jeździła bądź niekiedy nocowała w swoim dawnym domu, aby być wsparciem dla pozostałych członków rodziny.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
Welkom in Canada
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było zrozumieć kobiecie dlaczego córka nie dopuszcza żadnych z jej słów do siebie - od razu je skreśla mimo iż miały sens i powinny dać jej do myślenia. Powinna mocno się zastanowić czy związek z weteranem wojennym to dobry pomysł. Już nie chodziło o samo wojsko a o odległość jaka będzie ich dzielić i to jak Prudence to zniesie. Nasłuchała się opowieści od znajomych, którzy mieli gdzieś w dalekiej rodzinie wojskowych i zazwyczaj były to bardzo smutne historie, pełne bólu i rozsterek. Już nie mówiąc a zakładaniu rodziny w przyszłości!
Pokiwała głową nie odzywając się ani słowem gdy córka stwierdziła iż zna dobrze przypadek Huntera i wie kiedy i gdzie jest problem aby szybko załagodzić sytuacje. Będzie trzymać kciuki za to, bo co innego jej pozostaje jako matce. Chciała widzieć Prudence szczęśliwą i to jest najważniejsze.
- Nie wygłupiaj się! - jej dziecko w psychiatryku? Kto to słyszał?! Nie przesadzajmy, przecież byłoby to głupie zrządzenie losu. Ludzkie problemy są faktycznie dobijające ale nie mogła się powstrzymać przed myślą iż Lane ma naprawdę mocną psychike i poradzi sobie ze wszystkim.
Rozmowa została przerwana nagłym pojawieniem się Huntera który słyszał każde najmniejsze słowo wypowiadane przy stole. Czy się tym przejął? Trudno powiedzieć, jednak wiedział, że nie będzie tego poruszał przy mamie Prudence - jeszczy by brakowało aby kobiety się pokłóciły i żegnały w niezgodzie.
- Zaprałem i położyłem jeszcze odplamiacz, także może coś się uda. Jak nie to pojadę po nową. - odparł, kompletnie nie przejmując się koszulą, która leżała w łazience. - Poproszę. - a gdy dostał dolewkę podziękował i upił kilka łyków. Jedzenie znikało, Hunter dolozył sobie poszczegolnych rzeczy i wrócił na moment do jedzenia.
- W teorii powinnam mieć go za dwa tygodnie, o ile go zatwierdzą. - bo jeszcze kierwonik może go nie przyznać, jednak była dobrej myśli bo miała już zaplanowaną wycieczkę do US. - Pyszne jedzenie kochanie, ale ja się będę już zbierać. - czas jej nie gonił, ale wolała się ulotnić po tej rozmowie. Dopiła wino do końca. - Hunter, odprowadzisz mnie do drzwi?
- Oczywiscie. - wstał ze swojego krzesła po czym podał kobiecie torebkę. I ruszyli razem do drzwi. Czy będzie miał jakaś powazną rozmowę? A może Pani Lane powie aby się poddał i zostawił jej córkę? Nie miał pojęcia!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”