ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
192 cm
Senior Product Developer pepsico
Awatar użytkownika
It's forever, right?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy Theodore zasiadł ponownie za kierownicą wydawał się już całkiem opanowany. Samochód gładko sunął po ulicach Toronto, a jego wzrok nie odrywał się od drogi. Prawie. Czasem zerkał w tylne lusterko, jakby chcąc się upewnić, że dwójka najbliższych osób mu osób na śweicie wciąż tam jest, cała i bezpieczna. Wydawało się, że nie pozostało w nim już nic z wcześniejszego wybuchu, bo ani na jego twarzy, ani w postawie nie pozostał żaden odcisk po wcześniejszym wzburzeniu. Jednak jego myśli wirowały wciąż wokół tematu Franceski i jej prześladowcy. Uparcie wracając do zasłyszanych fragmentów…
Miałam słać wiadomość na drugi koniec świata Valowi, że się boję? Więc bała się go? Jak dziwnie musiał się zachowywać ten mężczyzna, skoro wprawił w niepokój kobietę, która potrafiła uciąć zaczepki natrętów jednym gestem?
Zaczęło się cztery miesiące temu. C z t e r y miesiące nękania i znoszenia jego ekscentryczności, nachodzenia i prezentów, których nie sposób było uciąć ani ostrym słowem, ani wymierzonym policzkiem. Nie potrafił sobie wyobrazić Franceski bezradnej i przez to jeszcze bardziej nie umiał pogodzić się z myślą, że dźwigała ten ciężar sama i nie powiedziała o nim żadnemu z nich.
Choć nie przyznał tego głośno, jakaś cząstka niego cieszyła się z tego, że facet był martwy i już jej nie zagrażał. Wolał nie myśleć o tym, gdzie mogłaby zaprowadzić ich ta historia, gdyby wciąż miał się dobrze i mógł działać dalej. Po raz pierwszy poczuł się również tak bliski pierwotnemu, irracjonalnemu gniewowi, który zwykle nosił w sobie Valentin i który krzyczał, by działać, a nie stać z boku i zimno próbując, próbując rozstrzygnąć sytuację jak kolejną, wyrachowaną partię szachów. (Nie)stety ze względu na okoliczności nie mógł już go wyładować, a jego pogłos wciąż wypełniał jego żebra i powodował poczucie subtelnej sztywności w karku i ramionach.
Gdy zajechali pod kamienicę Theodore nie tracił czasu, wysiadł pospiesznie z samochodu i otworzył tylne drzwi, by móc ułatwić wyjście swoim kochankom. Szybkim krokiem przemierzyli ulicę, a następnie wpadli do klatki zanim drzwi zdołały się zamknąć za sąsiadem, który właśnie wychodził z kamienicy. Gdy Valentin gmerał kluczami przy zamku dłoń Theo wślizgnęła się pod jego bluzkę i zaczęła gładzić dół jego pleców, a prawe ramię owinęło się wokół Franceski, by przyciągnąć jej drobne ciało do swojego torsu. Potrzebował ich fizycznej obecności i choćby zwykłego dotyku, by móc odzyskać utracony spokój, który tylko pozornie zdołał osiągnąć za kierownicą i który okazał się jedynie cienką warstwą opanowania, podczas gdy w jego wnętrzu wciąż buzował gniew, strach i bezsilność. Gdy przekroczyli próg domu, poczuł się w końcu dobrze. Ciepło bijące od ich ciał i zapach mieszkania – mieszanki ich perfum, drewna starych podłóg, książek i bibelotów zniesionych z pchlich targów przez brunetkę – otuliły go niczym koc i pozwoliły zapomnieć o tym, że za drzwiami była jakaś inna rzeczywistość.

Ta, w której Francesca znalazła trupa swojego prześladowcy.

– Głodna? – zapytał odgarniając zabłąkany kosmyk z twarzy kobiety. – Mogę ci coś przyrządzić lub zamówić. Może masz ochotę na te chińskie pierożki z tej nowej knajpki na rogu? – Zrzucił buty ze stóp, nie schylając się nawet po to, by porządnie rozsznurować sznurowadła i ściągnął płaszcz pozostając w białym long sleeve. – Albo przyrządzić ci kąpiel, skarbie? – troska rozbrzmiewała w słowach zmiękczanych francuskim akcentem.
– Et toi, mon amour… dis-moi, je peux faire quelque chose pour toi? – zwrócił się do Valentina.

Francesca de Villiers Valentin Vega
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
Muzyk Wokalista "Reliq"
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki-
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Będą musieli coś z tym zrobić. Jeszcze nie wiedział co ani jak, ale nie było opcji, że ta sprawa przejdzie bez echa. To znaczy, na pewno nie przejdzie, biorąc pod uwagę trupa, chodziło raczej o echo w ich relacji. O to, że nie powinni w żadnym wypadku zatajać takich popieprzonych info, a już na pewno nie powinna robić tego Fran. Val nie był mizoginem, szanował prawa kobiet i całe to równouprawnienie, ale fakty były takie, że babki nadal były bardziej narażone na podobne akcje i gorzej sobie z nimi radziły, choćby przez wzgląd na uprzedzenia innych ludzi i brak fizycznej siły. Gdyby Fran wyjebała gościowi w zęby tak, jak zrobiły to on, łamiąc kilka kości i wybijając parę zębów, od razu by mu się odechciało nagabywania. Wtedy grzywna za pobicie byłaby wszystkim, czym by za to zapłaciła. A tak na pewno dorobiła się jakiejś traumy. Takie rzeczy zawsze zostają w człowieku na długo.
Kiedy wysiedli z samochodu, obejmował ją ramieniem, bo chociaż udało im się nawet trochę pożartować, to nie miał zamiaru udawać, że nic się nie stało. Po prostu nie zamierzał już dzisiaj poruszać tego tematu, dowalać jej po tym wszystkim. Co się stało, to się nie odstanie. Zawsze mieli kolejny dzień, by znów pobrodzić w tym głównie.
Czuły gest Theo miał w sobie jakąś nerwowość. Zawsze się kleił, kiedy byli tylko we trójkę, ale teraz wyczuwał w tym niepokój, albo pragnienie upewnienia się, że żadnemu z nich nic nie grozi. Cóż, o niego akurat nie musiał się martwić, bo radził sobie doskonale. Był tylko zmęczony.
Posłał mu krzywy uśmiech, gdy wchodzili do domu, a gdy drzwi się za nimi zatrzasnęły, pocałował Fran w czubek głowy. Zrzucił buty, jak zawsze trochę niedbale, a skórzaną kurtkę zamiast na wieszak, rzucił na krzesło w salonie. Zamierzał walnąć się do łóżka i spać do południa.
Ale zanim to, może jeszcze zapali.
Sięgając do kieszeni spodni po wymiętą paczkę fajek, patrzył jak Theo stara się wynagrodzić Fran całą krzywdę, jakby czuł się za to odpowiedzialny. Val trochę go rozumiał, w końcu sam też niczego nie zauważył i ten fakt bolał, ale nie zamierzał brać na siebie winy za coś, co definitywnie nią nie było.
Tak, możesz coś dla mnie zrobić- odpowiedział, podchodząc i bezceremonialnie przyciągając go do siebie, po prostu przytulając. Theo zawsze był wobec nich opiekuńczy, ale Val nie mógł pozbyć się wrażenia, że tym razem cała ta troska podszyta jest strachem.
Możesz tak nie świrować - mruknął mu do ucha z czułą przyganą, patrząc z rozbawieniem na ich słodką, kłopotliwą laleczkę. – Już dobrze, tygrysie. Nic jej nie jest. Zaopiekujemy się nią, tak?
Wyciągnął dłoń do Fran, żeby podeszła i objęła Theo od tyłu, robiąc z niego środek kanapki.
Przesunął kciukiem po kostkach jej palców, nie przestając się do niej uśmiechać.
To może ja wam zrobię kąpiel, bo oboje musicie wyluzować.
Sprzedał Theo całusa w czoło i wplątał się z uścisku, a potem wkładając papierosa do ust, ruszył w stronę łazienki. Wannę mieli dużą, ale nie na tyle by mieścili się w niej całą trójką. Jeśli mieli ochotę zmoczyć się razem, to tylko pod prysznicem pozbawionym przesłon.
Val puścił wodę i wlał do niej ulubiony olejek Fran, a potem przysiadł na brzegu z zamiarem odpalenia fajki, ale zawahał się i ostatecznie zrezygnował. Nie chciał żeby Theo kręcił nosem i biegł otwierać okno, skoro chciał żeby się zrelaksował. Może później usiądą z Fran na parapecie okna salonu, jak mieli w zwyczaju i będą patrzeć na ulatujące w niebo wstążki dymu.

Theodore Tellier Francesca de Villiers
Jaga
Dram, które wychodzą poza rozgrywki i nie uzgodnionego sterowania moją postacią. Reszta mnie nie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#32”