Pełna swoboda i rozbrajająca szczerość Marshall były czymś, co Sam kupował. Były momenty, kiedy podchodził doń sceptycznie, kiedy nie ufał z miejsca szalonemu nastrojowi, szerokiemu uśmiechowi i energicznemu podejściu. Biła od niej beztroska, którą z jednej strony chciał odegnać byle dalej, aby nie wprowadzać się na mieliznę, zaś z drugiej przyjąć pełnymi garściami i nie przejmować się niczym. Nie uważał się za kogoś, kto twardo stąpał po ziemi, może trochę, w sprawach ewidentnie wymagających konkretnego, rzeczowego podejścia, jak biznesowe wyliczenia, ale nie wciskał się w żadne skrajności. Wolał luz ponad stres, a powiew świeżości zdawał się być na wagę złota, zwłaszcza w akompaniamencie zaraźliwego śmiechu.
I oczywiście, że myśl o nagiej kąpieli zatliła się w głowie, zanim jeszcze Cora podjęła decyzję o zdjęciu z siebie zbędnych warstw. Nie śmiał jednak wspominać o tym na głos i otwarcie wysuwać propozycji, leżącej na granicy śmiałości i moralności. Wprawdzie w żadnym momencie podczas tych kilku tygodni znajmości nie dała mu do zrozumienia, aby była skrajnie cnotliwa, czy wstydliwa. Podłapywała żarty, także te ewidentnie sugestywne, i zamiast burzyć się, czy rumienić, nierzadko sięgała po równie ciężki kaliber. Świetnie się złożyło, że nie musiał wpasowywać się w obraz stereotypowego, starszego faceta, który dyktowałby warunki.
Nie sądził, by istniał w świecie ktokolwiek, w czyich myślach zagościłby na dłużej. Poza szanowną rodzicielką, która miewała momenty zamartwiania się o pierworodnego i zalewania go licznymi esemesami z pytaniami o czas powrotu do domu. W przypadku panny Marshall sprawa wyglądała nieco inaczej — gdyby miał świadomość, jak często jego postać przemyka wśród codziennych myśli, z pewnością podłechtałoby to ego, lecz nie puszyłby się i zachwycał własną zajebistością, a szukał kolejnych okoliczności, w których mógłby zapunktować. I znając życie sam dołączyłby do tej samonakręcającej się zabawy, sięgając oczami wyobraźni do kusej spódnicy. Ani przez chwilę nie wątpił w poczucie własnej wartości Cory, gdyż biło od niej zdecydowanie pozbawione znaków zapytania. Czy stało to jednak na przeszkodzie, by wyrazić zachwyt prezentowanym widokiem? Oczywiście, że nie.
Wydarte ukradkiem westchnienie, to przedsmak uczty, jakiej się spodziewał, a raczej o jakiej tylko marzył, nie sądząc, że kiedykolwiek ziści się w rzeczywistości. Z zadowoleniem przyjął dłonie na swoich plecach, tak jak i paznokcie, znaczące różem dowody błogostanu.
— Wiem. Chciałem usłyszeć to z twoich ust — odparł, bez rozchylania powiek, gdy poczuł lgnące do siebie ciało. — Gesty i spojrzenia są dość jasne, ale najbardziej mnie podniecasz, gdy mówisz wprost, czego chcesz — przyznał się bez wstydu, zadzierając nieco brodę, by spojrzeć na wykrzywioną w przyjemności twarz. — Powtórz to — zażyczył sobie, z satysfakcją przyjmując wykonanie polecenia. Czy mógł sobie zamarzyć lepsze popołudnie, niż spędzenie czasu w jeziorze z twarzą między dwiema tak apetycznymi krągłościami?
Szarpnięcie za włosy, to kolejny z klarownych sygnałów, z którymi Turner nie zamierzał się kłócić, ani tym bardziej negować. Uśmiechnął się przebiegle, unosząc kącik ust, a dłonie odnalazły drogę do pośladków. Z pomocą wody gładko uniósł Marshall, zmuszając, by w tym nagłym ruchu objęła go udami. Kotłujące się w podbrzuszu pożądanie pulsowało coraz to intensywniej i z trudem walcząca z wszechogarniającym chłodem jeziora męskość przybierała na sile. Szorstki policzek znalazł się przy twarzy wolontariuszki i ich wargi wreszcie złączyły się w tęsknym pocałunku. Chciał się nią delektować, powoli czerpać z przyjemności pierwszego spotkania, lecz głód narastał wraz z każdym kolejnym westchnieniem. Nie przewidział siły, z jaką uderzy go pożądanie, a utrzymanie cierpliwości i kontroli stanie się problematyczne. Czy naprawdę tak dawno nie był z kobietą, a może to wyłącznie kwestia Cory?
— Nie wiem, czy mam tak długą przerwę w pracy. Wolałbym, żeby szefowa mnie nie wylała — wymruczał pod naciskiem kolejnej obiegającej ciało fali dreszczy. Przeklinał ją i zachwycał się jednocześnie, czując na sobie zaciskające się uda, których siła wyłącznie nakręcała chęć dogłębnego poznania panny Marshall. Owinięta w wąskiej talii ręka pilnowała dzielącej ich, zerowej już praktycznie odległości. Druga powędrowała na kark, by odgiąć kobiecą głowę i dać sobie dostęp do smukłej szyi. Tempo pocałunków nijak się miało do szalejącego w piersi serca — niespieszne, acz niemające w sobie za grosz wstydu. Otrzymawszy zielone światło brał kolejno to, na co miał ochotę, dając upust intensywności. Jeśli jedynym życzeniem Cory było sięgnięcie po więcej, Turner zamierzał jej ofiarować całe naręcze.
Upalne słońce dawało się we znaki, lecz było niczym w porównaniu z niemożliwym do ignorowania wzwodem. Na nic zdawała się otaczająca go rzeczywistość, dźwięk przelatującego gdzieś hen nad głowami samolotu, czy buszującego w zaroślach psa. Nie zwlekał już ani chwili dłużej, tylko wniknął z wolna między nabrzmiałe wargi. Woda należała do wątpliwej jakości lubrykantów, ale tak bardzo chciał wreszcie doświadczyć ciepła jej ciała, że każda chwila zwłoki zdawała się zbędną wiecznością.