ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

one
Who am I? What does it mean to be me here?
Widzi
rękę, którą wyciągnął w leniwym geście przed siebie. Przygląda się szczupłym palcom, poruszając nimi powoli. Zastanawia się, czy to na pewno jego kończyna; bo może jest jedynie robotem? Sztuczną świadomością, którą ktoś upchnął do pustej skorupy? Przenosi rękę na krawędź biurka i kładzie ją obok dłoni Diona.
biel ścian gabinetu, która razi w oczy. Pokój sprawia wrażenie sterylnego laboratorium, w którym on sam jest jedynie zepsutym eksponatem; obiektem, na którym można przeprowadzić rozmaite eksperymenty.
drobinki kurzu unoszące się w smudze światła padającego z okna. Małe, świetliste punkciki poruszają się chaotycznie, a on zazdrości im prostej egzystencji, w której nie ma przymusu logicznego myślenia.
książki poruszające temat zdrowia psychicznego. Ogromne tomiska ułożone w idealne, równe rzędy na półkach za plecami lekarza, przerażają go swoją monumentalnością, ale jednocześnie budzą w nim dziwny rodzaj respektu.
przystojnego młodego rezydenta, który pomaga mu w wyjściu z choroby. Nie przyznaje się do tego, że jego umysł produkuje tysiące perwersyjnych myśli, co mógłby (co chciałby) zrobić. Unosi nieobecne spojrzenie i kiwa twierdząco głową, akceptując słowa, których nie umie przeprocesować.

Może dotknąć
swojego gardła i zacisnąć na nim palce. Ze smutkiem zawiadamia lekarza, że robi to nad wyraz często, bo gdy miesza mu się w głowie, lubi odcinać dopływ powietrza. To nijak nie pomaga, ale przyzwyczaił się do nacisku, przez co z jego szyi nie schodzą czerwone ślady.
słabej jakości tkaniny tanich ubrań, które dostał w prezencie od zmartwionej matki. Nie lubi poliestru, lecz nie stać go na przyjemną w dotyku bawełnę o wysokiej gramaturze. Bawiąc się rantem koszulki, spogląda na ubrania lekarza i gryzie się w język na ułamki sekund przed niemądrym pytaniem, czy mógłby dotknąć materiału, z którego uszyty jest kitel.
blatu biurka, na którym niedawno położył dłoń. Przesuwa opuszkiem palca po krawędzi mebla, desperacko szukając jakiejkolwiek fizycznej kotwicy, która pomogłaby mu uwierzyć, że jest tu naprawdę; że to nie jedynie sztuka, którą obserwuje z boku.
oparcia taniego krzesła, które istotnie różni się od siedziska rezydenta. Zaciska palce na krawędziach krzesła mocno, aż bieleją mu kłykcie, bo boi się, że jeśli się puści, wyląduje w próżni.

Słyszy
skrzypienie obrotowego krzesła, kiedy mężczyzna naprzeciwko pochyla się w jego stronę. Stały, metaliczny dźwięk odrywa go od głupich myśli i nakazuje mu skupić się na wizycie, za którą jego matka płaci fortunę.
dobiegający zza okna szum samochodów. Jego głowa często ucieka w tamtą stronę, bo naprawdę lubi przyglądać się autom (z pamięci może wyrecytować najpopularniejsze marki i modele) i skrycie marzy o swoim (nawet jeśli wie, że w obecnym stanie nie tylko go nie stać, ale także nie ma żadnego prawa do prowadzenia pojazdu).
opanowany (pociągający?) głos rezydenta, który próbuje do niego dotrzeć i sprowadzić go na ziemię. Przynajmniej na razie próby nie przynoszą upragnionego rezultatu, bo Flo wmawia sobie, że to tylko nagranie, które ktoś odtwarza ze starej kasety.

Czuje
powiew klimatyzacji, który co jakiś czas muska jego odsłonięty kark, wywołując na skórze gęstą gęsią skórkę.
narastające, piekące swędzenie w zgięciu prawego łokcia, gdzie skóra stała się już szorstka i podrażniona od ciągłego, nerwowego drapania.

I wreszcie smakuje gorzkiej tabletki, którą zaleca mu połknąć siedzący naprzeciwko rezydent psychiatrii. 一 To mi... 一 urywa, szukając właściwego słowa, równocześnie naprędce odtwarzając kroki, które pomogą mu wyjść z mgły. 一 Pomoże? 一 szepce, sięgając lewą ręką do swędzącego prawego łokcia.
Derealizacja nadal miesza mu w głowie; myśli nadal są jedynie strumieniem, na który nie ma ż a d n e g o wpływu, dlatego posyła rezydentowi zagubione spojrzenie .
Ufa mu bezgranicznie; ufa, dlatego traci czujność i powierza całego siebie w ręce specjalisty. Wierzy, że są tutaj, aby wydostać go ze sztucznego otoczenia i żeby naprawić niewłaściwy 一 o b r z y d l i w y 一 sposób myślenia. 一 Nie chcę się tak czuć 一 dodaje. Ze wszystkich pragnień najsilniejszym jest przynależność: do grupy, do tej normalnej części społeczeństwa, która nie mierzy się z takimi problemami. 一 To... To się zdarza, prawda? 一 Boi się świadomości, że jest jedyny, bo to dobitniej odsunęłoby go od ludzi, do których chce się upodobnić.

Dion Harrington
gall anonim
28 y/o
For good luck!
186 cm
pierdolnięty rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
You're such a f h. I love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No. 1 
I will break into your thoughts.
Muzyka.
Akcja.
Kurtyna z ciężkiego, bordowego materiału unosi się, wzbijając obłoki kurzu.
Wziął głęboki wdech, odchylając głowę, kątem oka zerkając na duże lustro zawieszone w holu budynku. Był sam, chociaż z każdą sekundą szansa bycia przyłapanym wzrastała, co zaciskało supeł doznań, czyniąc je już nie tylko emocjonalnymi, ale i fizycznymi. Zmarszczył lekko nos, unosząc powoli dłonie i przeczesując palcami swoje włosy, ciągnąc jasne kosmyki, wygładzając je, zaczesując do tyłu, aby odsłonić czoło.
Psychodeliczny kawałek dudnił mu w uszach, a odziane jedynie w biały podkoszulek bez rękawów i białe bokserki ciało poruszało się przed taflą lustrzaną, więc odbicie poruszało się razem z nim, wiernie odwzorowując każdy ruch, każdy napięty mięsień, każdą uwydatnioną żyłę. Szeptał coś, wodząc dłońmi po swoim ciele, podziwiając każdy swój ruch.
Był piękny.
Był seksowny.
Boże, gdyby tylko mógł, to by się zerżnął.
Taniec zaczął być bardziej energiczny, pełne pośladki drżały przy lekkich podskokach, kosmyki włosów opadały na policzki, lekko opuszczone kąciki ust i chłodne spojrzenie nadawało całości niepokojącego wyrazu. Uniósł ręce nad głowę, odchylił się i przesunął dłońmi po szyi, a potem klatce piersiowej, gładząc opuszkami palców rozgrzaną skórę i twarde, jędrne, wyćwiczone ciało.
Dochodziła siódma, więc inni pracownicy ośrodka mogli wejść na korytarz w każdej chwili, wielu korzystało z szatni pracowniczej. Dion zatrzymał się i oddychając głęboko nachylił się do swojego odbicia i oparł czoło na chłodnej, szklanej tafli. Powierzchnia zaparowała od jego oddechu, kiedy uparcie wpatrywał się we własne oczy, jakby spodziewał się zobaczyć w nich coś nowego.
一 Dion, a ty jak zwykle przed wszystkimi. Myślałam, że dzisiaj pochwalę się, że przyjechałam przed tobą 一 zawołała Ruth, doświadczona lekarka, skupiająca się głównie na pracy z dziećmi, która skończyła w zeszłym tygodniu okrągłe pięćdziesiąt lat. Harrington stał przed swoją szafką i zapinał właśnie ostatni guzik koszuli pod szyją. Koszula była już starannie wsunięta w czarne, eleganckie spodnie z wysokim stanem, które ozdabiał cienki, skórzany pasek. Było ciepło, więc koszula miała krótki rękaw.
Może następnym razem, Pani Doktor Whitaker 一 odpowiedział uprzejmie, posyłając kobiecie delikatny uśmiech, który nie obejmował jednak oczu 一 te pozostawały chłodne i zamglone, jakby przesłonięte burzowymi chmurami, których nigdy nie rozpraszają promienie słoneczne ani nie przegania ciepły, letni wiatr.
Jeszcze raz zwrócisz się do mnie po imieniu, stara kurwo, to rozbiję ci głowę o kant twojej ozdobionej naklejkami w kotki szafki.
Chciał tak powiedzieć.
Chciał to z r o b i ć.
Trzask metalowych drzwiczek odbił się echem od ścian pomieszczenia, kiedy zamknął szafkę. Zapiął na nadgarstku złoty zegarek i chwycił swoją skórzaną teczkę, po czym wyprostował się i zwrócił się przodem do Ruth. Jego uśmiech był sztuczny, ale przez ostatnie trzy lata zdążył przekonać w s z y s t k i c h do tego, że jest inaczej. W końcu nikt nie mia pojęcia jak wygląda jego prawdziwy uśmiech. On sam też zdąży już chyba o tym zapomnieć.
I jak? 一 zapytał, rozpościerając lekko ręce na boki, aby zaprezentować swój wygląd.
一 Znakomicie! Wyglądasz wspaniale, jak zawsze. Przypominasz mi syna mojej siostry za młodu. Bardzo zdolny człowiek, zupełnie jak ty 一 zawołała składając dłonie jak do modlitwy. Dion pomyślał, że gdyby wyrwał jej język, to przestałaby mówić rzeczy, o które nikt jej nie pytał. Co za przysługę wyświadczyłby temu zepsutemu światu, który na to nie zasługiwał.
Kilka kwadransów później siedział w swoim gabinecie 一 przydzielono mu niewielki pokój krótko po tym, jak zaczął trzeci rok rezydentury 一 z nogą założoną na nogę, wygodnie odchylony i przeglądał karty pacjentów na swoim służbowym laptopie.
Florian Halstead.
Powiększył jego zdjęcie tak, że zajmowało prawie cały ekran. Patrzył, prawie nie mrugając. Przesuwał na pozór obojętnym spojrzeniem po wyświetlanej na urządzeniu twarzy. Wyobraźnia podsuwała mu obrazy. Widział jak usta Floriana rozchylają się, mógł wsunąć między nie palec, naprzeć na wilgotny język. Wzdrygnął się lekko, kiedy poczuł mrowienie, lekki dreszcz. Wydawało mu się, że język Floriana przesuwa się po jego skórze, że oblizuje go powoli i dokładnie, wsuwa się niżej, w zagłębienie między palcami, aż włoski na karku lekko się jeżą.
Kwadrans później wyrzucił wilgotną od spermy chusteczkę do kosza i dokładnie zdezynfekował biurko oraz własne dłonie, a następnie jak gdyby nigdy nic wrócił do sprawdzania poczty. W swoim chaosie był bardzo zorganizowany. Jeszcze nigdy nikt go nie przyłapał. Dawno rozgryzł sposób w jaki funkcjonują pracownicy ośrodka. Wiedział kiedy i na co może sobie pozwolić. Błąd ludzki był w tym wszystkim podniecającym ryzykiem, na które zdecydował się świadomie.
Proszę wejść 一 odpowiedział na pukanie, kiedy na wizytę przyszedł pierwszy pacjent. Dion, chociaż zdolny, dalej był tylko rezydentem i co prawda pacjentów, przeprowadzał wywiad, proponował leczenie i zajmował się terapią, to ostatecznie nadzór nad “jego" pacjentami zawsze miał lekarz prowadzący. To jednak w niczym mu nie przeszkadzało, wiedział jak omijać pewne zasady, jeśli chciał na tym coś ugrać.
Wskazówki zegara wiszącego na ścianie przesuwały się szybko, cały czas słyszał tykanie oraz trybiki, przesuwające się w tym zegraku na jego przegubie. Uniósł dłoń wyżej i przyłożył ucho do ozdobionej złotem tarczy. Słyszał to wyraźnie, odliczanie. często zastanawiał się kiedy czas się skończy i co wtedy nastąpi. W końcu wszystko miało swój koniec.
Florian Halstead był jego ostatnim pacjentem.
Dochodziła godzina szesnasta.
To ci pomoże 一 potwierdził Dion kwadrans później, podsuwając mu okrągłą, białą tabletkę. Liczył czas w kwadransach, był od nich uzależniony. Kwadrans po czwartej, kwadrans przed piątą, za dwa kwadranse, nie pół godziny. Wpatrywał się w niego z lekkim (sztucznym) uśmiechem. Widział, że mu ufał. Zaufanie to takie wspaniałe uczucie. Przecież nic w tym dziwnego, Dion opiekował się Florianem od kilku miesięcy.
Patrzył jak chłopak przełyka tabletkę i popija ją przygotowaną wcześniej wodą. Zawsze podawał do wody talerzyk z plastrami cytryny. Lubił jej kwaśny, orzeźwiający i świeży smak. Tak, Fliorian był grzecznym chłopcem, właśnie dzięki z a u f a n i u. Dion trzymał w dłoni długopis i bawił się nim, klikając w równych odstępach.
Klik. Klik.
Bardzo często 一 odparł po chwili od zadania pytania.
Klik. Klik. Czekał na odpowiedni moment.
To uczucie minie. Musisz być cierpliwy 一 dodał, powoli podnosząc się z miejsca. Odłożył długopis, obszedł powoli biurko i stanął tuż przy pacjencie. Był piękny w swojej brzydocie. Był wspaniały, idealny. Sięgnął dłonią do jego ramienia i delikatnie zacisnął na nim palce dla otuchy. Powoli przesunął je zaraz nieco wyżej, wplótł w jego włosy. Poruszał nimi, masując skórę głowy. napierając na nią, przytulając jego głowę do swojego brzucha delikatnie i troskliwie.
Jesteś zdolny. Jesteś silny. Czekają cię wspaniałe rzeczy, a ja pomogę ci je osiągnąć. Jesteś w dobrych rękach. Florianie. Musisz tylko uważnie słuchać.

florian halstead
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Dion Harrington
gall anonim
28 y/o
For good luck!
186 cm
pierdolnięty rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
You're such a f h. I love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


florian halstead
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Dion Harrington
gall anonim
28 y/o
For good luck!
186 cm
pierdolnięty rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
You're such a f h. I love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


florian halstead
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Dion Harrington
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”