Max zawsze wywoływał na jej twarzy uśmiech. Czy to zwykłym smsem, czy swoją obecnością, potrafił sprawiać, że jej humor ulegał diametralnej zmianie - na lepsze. Nie potrafiła nawet udawać, że było inaczej, kiedy jej usta rozciągały się szeroko na widok wiadomości od niego i wpatrywała się w ekran niczym wariatka. A już tym bardziej, gdy pojawiał się przy niej fizycznie. Podobno ważnym było mieć w swoim życiu kogoś, kto potrafił cię rozśmieszyć.
Jego protest dotyczący stalkingu skwitowała parsknięciem. —
Tak, oczywiście. Przypadki chodzą po ludziach - mrugnęła do niego zawadiacko, dając mu do zrozumienia, że wcale tego wyjaśnienia nie kupiła. I owszem, uważała go za nieco zbyt rozsądnego, dlatego na jego pytanie pokiwała zdecydowanie głową. Nie miała na myśli niczego złego - był dobrze wychowany i zachowywał się dość odpowiedzialnie w chwilach, w których jej rozsądek zaczynał odpływać w coraz mniej bezpieczne rejony. Tak, jak wtedy, gdy alkohol nie przyćmił jego umysłu na tyle, by poddać się napięciu wypełniającemu powietrze między nimi. —
To zależy, czy odpowiada Ci ten stan rzeczy, czy jednak wolałbyś się zrehabilitować - wzruszyła lekko ramieniem. Mówiła ogólnikowo i z wyraźną swobodą w głosie, starając się nie rozważać właśnie w myślach faktu, że słowo r o z s ą d n i e miało tu dla niej większe znaczenie, niż powinno. Na szali stawiali przyjaźń, musiała więc sama pójść po rozum do głowy i uszanować ich granice. A to oznaczało, że powinna się dziś pilnować. Brak alkoholu i miejsce publiczne teoretycznie mogły to ułatwić, choć określenie
dać się ponieść chwili, które nastąpiło chwilę później, podszyte zostało w jej głowie nutą niebezpieczeństwa. —
A może po prostu sprawiasz dobre pozory? - zauważyła na wzmiankę o jego wyidealizowanej wersji. —
Poza tym czasami najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, kiedy pozwalasz sobie całkowicie stracić kontrolę — kącik jej ust drgnął ku górze w nieco figlarnym uśmiechu. Mówiła o tym z własnego doświadczenia, bo nie dało się przez cały czas trzymać gardy. Czasem każdy potrzebował tego luzu i działania bez zastanowienia. Tu świetnie sprawdzała się myśl, że wszystko było dla ludzi - byle z umiarem. Trzeba było
tylko ten umiar znać. —
Boisz się mnie? — uniosła brew w zadziornym geście. —
Takiej niewinnej, uroczej, delikatnej kobietki? — na moment rzeczywiście zrobiła niewinną minkę, żeby po chwili parsknąć śmiechem. Zdecydowanie nie była w stanie długo tego zagrać. Nie w momencie, kiedy miała humor zupełnie odmienny od odgrywanej sceny.
—
Och, czyli powinnam Ci jeszcze podziękować za troskę i tę dodatkową rozrywkę? - pokręciła głową z niedowierzaniem, widząc jego brak skruchy. Miał szczęście, że była w dobrym humorze, żeby mu to wybaczyć. Z drugiej strony, pewnie nawet, gdyby czuła się zupełnie na odwrót, przymknęłaby oko na tę złośliwość. W końcu chodziło o Maxa. Poza tym faktycznie, potrafiła być względem niego równie wredna, ale wiedziała, co za tym stało - względem niego czuła szczególną sympatię, dzięki której pozwalała sobie na więcej ze świadomością, że najwyżej odwdzięczy jej się czymś podobnym. A tak droczyć się z nim wprost uwielbiała. —
Słuchaj, one nie są ślepe. Przystojność i tajemniczość mają już pewnie wdrukowaną w głowie na samą myśl o Tobie - zauważyła pewnym siebie głosem. Ona też to widziała, nie mogła temu zaprzeczyć, ale poznawszy go bliżej, ceniła w nim znacznie więcej, niż wygląd. Słuchał, bawił, nie oceniał. Był. A to było najważniejsze. -
Co najwyżej mogę szepnąć słówko, że oprócz uwielbienia do koni - tu zerknęła wymownie na motor -
zajmujesz się wszelkimi naprawami. Wtedy wystarczyłoby podać im Twój numer i już byś się od nich nie opędził - uśmiechnęła się triumfalnie, zdając sobie sprawę, jak byłby to genialny plan, żeby przenieść uwagę sępów z firmy z siebie bezpośrednio na niego. Ale im dalej odpływała myślami w tamtą stronę, tym bardziej myślała o długofalowych konsekwencjach i musiała przyznać, że wolałaby nie słuchać wiecznej paplaniny swoich współpracownic na jego temat. O tym jednak nie zamierzała już wspominać na głos. Jego powaga sprawiła, że na chwilę zastygła w milczeniu w obawie przed tym, do jakich wniosków Max mógł dojść, a gdy usłyszała słowo fetysz, aż przygryzła wargę, żeby powstrzymać uśmiech. Nieudolnie, bo kąciki jej ust i tak drgnęły ku górze, zdradzając rozbawienie pomieszane z lekkim zakłopotaniem. —
Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że to wcale nic nie znaczy. Nie każdy facet, który mi się podoba lub podobał, takowe tatuaże posiada, okej? - wyjaśniła, przewracając przy tym oczami, ale brnięcie w ten temat chyba nie było dobrym pomysłem.
Adeline, nie zakop się, przemknęło jej przez myśl. —
Poza tym, przecież nie mówimy tu o mnie, tylko o dziewczynach z mojej pracy, którym wpadłeś w oko i to im chcesz zaimponować. Ja tylko dałam sugestię — przypomniała zaraz z rozbawieniem w oczach. Nie podobało jej się, jak szybko tor rozmowy został przekierowany na nią, ale nie pozostało jej nic innego, jak utrzymywać jej żartobliwy ton. Słuchała blondyna z uwagą, gdy rozważał na głos zrobienie sobie tatuażu, aż wskazał na nią palcem. Wydęła wargę i zrobiła najbardziej smutną minę, na jaką było ją stać, by udać, że dotknęło ją to oskarżenie. —
Jak to absurdalne? Nie wydaje Ci się, że to byłby idealny dowód naszej przyjaźni? Taki dożywotni. No, chyba, że masz względem tego inne plany — zmarszczyła zabawnie nos z udawanym żalem. Najwyraźniej Korhonen znał rudowłosą zbyt dobrze, by domyślić się, czego była w stanie się dopuścić, żeby dobrze ją sobie zapamiętał. Bo to, że był teraz, wcale nie oznaczało, że miał być już na zawsze. A ona jak nikt inny wiedziała, że dane obietnice łatwo dawało się złamać. Zwłaszcza, gdy pomiędzy stawała osoba trzecia. To zawsze chodziło o kogoś trzeciego, a wtedy każda przyjaźń zaczynała mieć coraz bardziej namacalne limity. Ade wolała w tej chwili nie zastanawiać się nad takim scenariuszem.
Zazdrość była zbyt dużym słowem na uczucia, jakie żywiła do Maxa w kwestii nazwiska i tego, co dzięki niemu mógł zyskać. A właściwie do nazwiska jego pseudonimu artystycznego, który z pewnością otwierał mu wiele drzwi. Jednocześnie posiadanie pseudonimu wiązało się z anonimowością, dzięki której mężczyzna nie zatracał się w nowej rzeczywistości i pozostawał sobą takim, jakiego Clem zawsze go widziała. Nie musiał nikogo udawać, nie walczył o uznanie, a jedynie korzystał z zalet sławy w takim stopniu, jaki uważał za słuszny. Chciała mieć kiedyś taką możliwość. Pokiwała w zamyśleniu na jego słowa, niemal całkowicie się z nim zgadzając, poszerzając kąciki ust, gdy wspomniał o jej uporze. —
Tylko czasami zastanawia mnie, czy to wszystko jest tego warte - skwitowała z lekkim rozbawieniem, nie chcąc się jednak zagłębiać w ten temat. Nie miało to dla niej w tej chwili najmniejszego sensu. Jednak usłyszawszy następne słowa blondyna, na jej twarzy pojawił się cieplejszy uśmiech. Przez chwilę wpatrywała się w niego uważnie, analizując ich znaczenie. Miał rację, bo wcale siebie nie doceniała. I naprawdę chciała spojrzeć na siebie jego oczami, gdyż byłby to zapewne bardzo ciekawy widok. To między innymi w nim ceniła - rozbrajającą szczerość w sytuacjach, które wręcz tego wymagały. To, jak bardzo trafiał w jej serce, które topniało pod wpływem jego spostrzeżeń. Że dostrzegał w niej więcej, niż pozostali. Westchnęła przeciągle, na kilka sekund odwracając wzrok, żeby przywołać swoje myśli do porządku. —
Wiesz, Max - zaczęła po chwili, spoglądając na niego ponownie -
Ty chyba powinieneś zastanowić się czy nie zmienić branży na jakiś coaching może? Albo udzielać korepetycji w kwestii niebanalnych komplementów — zauważyła, początkowo poważny ton zabarwiając rosnącym rozbawieniem, świadomie starając się rozluźnić atmosferę. —
W zamian za dotychczasowe usługi mogłabym wystawić Ci pierwszą opinię. I oczywiście liczyłabym na zniżkę jako stała klientka — łobuzerski uśmiech na nowo rozświetlił jej twarz. Fakt faktem, on naprawdę dzięki swojej spostrzegawczości zauważał więcej, niż inni, dodawał jej otuchy i sprawiał, że zaczynała wierzyć w siebie. Zdecydowanie zasługiwał na miano prawdziwego przyjaciela.
Pewność siebie Adeline potrafiła ją gubić. Tak było i wtedy, gdy przejęła od Maxa pickupa z przekonaniem, że bez problemu poradzi sobie z tym wyzwaniem. Tymczasem to błoto ją zaskoczyło. I właściwie nie tylko ją. Kiedy Max przytaknął na jej stwierdzenie, pokiwała ochoczo głową, w pełni popierając jego słowa. —
Otóż to - wskazała na niego palcem z szerokim uśmiechem.
Człowiek wyłowionego z bagien również wywołał w niej parsknięcie śmiechem. —
Zapamiętam ten widok na zawsze. Będę miała Alzheimera, ale tego nie zapomnę - zapewniła z przekonaniem, ale na następujące po tym oskarżenie nieco się skrzywiła. —
Naprawdę byłeś w stanie dostrzec to spod tego błota? - ściągnęła brwi. Nadal udawała, że nie wiedziała o co mu chodziło, chociaż dobrze pamiętała, jak ją gonił przez całą łąkę, żeby się na niej za to odegrać. Wtedy już jej wołanie o pomoc mieszało się ze śmiechem, które niosły się po całej okolicy. —
Oj, już dobra, przecież moja biała bluzka też ucierpiała w starciu z błotnym potworem - przewróciła teatralnie oczami, które rozbłysły pod wpływem wspomnień. Wystarczyło, że ją złapał, bo nie mógł odpuścić, że ona wyszła z tego bez szwanku. Jego satysfakcja z efektu ostatecznie wydawała się być całkowicie fair. Adeline nie spodziewała się natomiast wyznania, które padło z jego ust po chwili. Świadomość, że tak jej ufał, rozczuliła ją. Odwzajemniła jego ciepły uśmiech, przez chwilę nie potrafiąc na to odpowiedzieć niczego sensownego. —
Dziękuję, Max - powiedziała finalnie nieco niższym, głębszym tonem. Naprawdę wiele to dla niej znaczyło. —
Ale ciekawe, czy powiedziałbyś to samo, gdyby chodziło o jakieś ferrari czy inne lambo — zastanowiła się na głos z czającą się nutą rozbawienia, której za nic nie potrafiła się pozbyć.
Słysząc o planie awaryjnym, najpierw uniosła wysoko brwi, by następnie uśmiechnąć się kącikiem ust. W jakiś przedziwny sposób mężczyzna nieustannie ją ujmował. Ciepło, które w niej wywoływał, wydawało się w ogóle nie ustępować. —
Kochany jesteś - przyznała, tym razem bez cienia żartu w głosie. —
Ale ten plan ma jeden mankament - na kilka sekund zrobiła pauzę -
niewielkie ilości alkoholu? W takiej sytuacji są nie do zaakceptowania. Alkohol ma się lać litrami, żeby zalać wszystkie smutki. Zapamiętaj, tak na przyszłość - wzruszyła niewinnie ramionami. Wizja, którą przedstawił w przypadku jej porażki również jej odpowiadała i właściwie nie miałaby mu za złe, gdyby właśnie tak miał wyglądać ten wieczór. Mogła robić dziś cokolwiek, tak naprawdę wystarczyło jej wyłącznie towarzystwo blondyna. Który jako
odpowiedzialny obywatel, jak sam siebie określił, nadal spierał się, że pomarańczowy uniform pasował do niej znacznie bardziej. Nie do końca tym pocieszona, zmrużyła oczy. —
Spokojnie, nadrobię to za Ciebie - zapewniła z zawadiackim uśmiechem, nie mającym nic wspólnego ze spokojem, o którym wspomniała.
Już samo pojawienie się Maxa pod biurem było dla niej nagrodą, za to dotarcie do parku rozrywki przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Przez jej głowę znowu przeszła myśl, że naprawdę był kochany. Jednocześnie zastanawiało ją, czy był w pełni świadomy tego, jak bardzo doceniała ten gest, niemal rozpływając się z wrażenia. I jego, przede wszystkim doceniała
jego. Nie wiedziała jeszcze tylko, jak mu się odwdzięczy za to, co dla niej robił, ale musiało być to coś równie dobrego i przemyślanego. Na zastanowienie się nad tym miała jeszcze trochę czasu. Teraz należało po prostu dobrze się bawić.
—
A do tego ta skromność — westchnęła teatralnie, po czym pokręciła głową z rozbawieniem. —
Kim jesteś i co zrobiłeś z Maxem? — zapytała z udawaną powagą, której jednak nie dało się sprzedać z powodu szerokiego uśmiechu, który wcale nie chciał zejść z jej twarzy. Ale kiedy blondyn wyjaśnił swoje zamiary aż mruknęła przeciągle z rozmarzeniem. —
Mmmm, brzmi bosko. — Nawet zmrużyła oczy, już wyobrażając sobie ich bawiących się w najlepsze na jednej z karuzel. —
Ale to oznacza, że nikt ani nic nie może mnie rozpraszać - mówiąc to, sięgnęła do kieszeni po swój telefon, żeby wyciszyć dźwięki, po czym bez wahania podała go Maxowi. —
U Ciebie będzie bezpieczny — stwierdziła pewnym siebie głosem, bo przecież ufała mu, nawet bardziej, niż sobie samej. Nie chciała, by korciło ją sprawdzanie godziny czy powiadomień, naprawdę zamierzała skupić się na tu i teraz. Poza tym, zawsze mogła go sobie odebrać, prawda?
Złapanie go za rękę było dla niej czymś naturalnym, ale w pewnym momencie stało się to dziwnie… niestosowne. Jakby przeciągała granicę, której nie powinna przekraczać. Korhonen był tylko przyjacielem. To miało jej wystarczyć. Dlatego zgrabnie przeszła do tematu jego planu. —
Uważaj, bo jeszcze naprawdę pomyślę, że przygotowywałeś się na ten dzień od weekendu - rzuciła ze śmiechem, bo zdawała sobie sprawę, jak niedorzecznie to brzmiało. Ale nawet, jeśli pomysł na uczczenie jej awansu przyszedł mu całkiem na biegu, to sama inicjatywa wywołała w niej falę przyjemnego ciepła. Zaraz jednak przeniosła spojrzenie z mężczyzny na rollercoaster, który wskazywał i już miała pokiwać głową z uznaniem, kiedy usłyszała przytyk. Zmarszczyła nos w niezadowoleniu. —
Podajesz to w wątpliwość? - udała oburzenie, po czym prychnęła teatralnie. Ona nie była odważna? Z werwą ruszyła za nim do kolejki. —
Prowokuj mnie dalej, a się doigrasz - pogroziła palcem. —
Zobaczymy, kto na zdjęciu z kolejki będzie miał bardziej przerażoną minę - łobuzerski uśmiech rozbłysł na jej twarzy, gdy pomyślała o najlepszej możliwej pamiątce z tego dnia.
Max Korhonen