ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb nie miał żadnych granic.

Może nie potrafił tak do końca, pożegnać się ze swoim życiem sportowca; wszystkim tym, co było mu tak dobrze znane, gdy grał jeszcze w piłkę nożną. Może brakowało mu tego cholernego luzu i braku presji, że musi szukać nowych kontaktów, dobrze się prezentować i nie robić nic, co mogłoby zaszkodzić jego karierze. Będąc licealistą mógł robić wszystko, co mu się żywnie podobało — bez żadnych konsekwencji. Wybierając ścieżkę prawniczą, Fairchild doskonale wiedział na co się pisze, ale czując całą tę niesprawiedliwość, związaną ze śmiercią jego siostry, nie mógł zdecydować się na cokolwiek innego, nawet gdyby chciał. Nie zmieniało to jednak faktu, że zdarzały mu się chwile, gdy brakowało mu… zabawy i wolności. W każdej możliwej formie, która mogłaby dostarczyć mu jak największych emocji, których przecież tak bardzo łaknął. Wydawało mu się, że na studiach znalazł balans, między życiem imprezowicza, a sądem. Nie miał wówczas tak wiele zobowiązań i nie było to tak trudne, bo nauka nie wchodziła mu aż tak bardzo w drogę, jednak w dorosłym życiu, było mu po prostu ze wszystkim ciężej. Sprawy, które prowadził, otwierały mu oczy na wiele rzeczy, ale też dobijały go, bo denerwowała go ta cała powtarzalność kryminalistów. Nie mógł przestać o tym myśleć, dlatego zaczął znajdywać inne sposoby na rozerwanie się od tej całej analizy.

Na trzecim roku studiów zaczął pić i imprezować znacznie regularniej. Relaksowała go głośna muzyka i tłum, który otaczał go z każdej strony. Drink w ręce, liczne rozmowy i zawieszanie spojrzenia na ładnych twarzach, przypominało mu czasy, gdy nie musiał wybierać czy ratuje karierę czy swoje zdrowie psychiczne. Wydawało mu się, że pomimo zlepiania tych dwóch światów, wszystko ma pod doskonałą kontrolą. No, bo przecież nie przesadzał z alkoholem i wyjściami, racja? Nawet, jeśli jutro, siedząc w prokuratorze, będzie walczył z ogromnym bólem głowy, to na pewno sobie poradzi! Najważniejsze, że pojawi się w pracy z odnowioną energią.

Caleb często zmieniał swoje towarzystwo, jednak od pewnego czasu, notorycznie wpadał na pewną, ładną dziewczynę. Tak ładną, że nie potrafił przejść obok niej obojętnie, ilekroć rzucała mu się w oczy, czyli niemal za każdym razem. Tak było i tym razem, gdy zauważył znajomą sylwetkę w tłumie, rozmawiającą z jakimiś ludźmi; chłopak od razu ruszył w jej stronę, przesuwając spojrzeniem po jej ciele, zanim pochylił się nad ramieniem do jej ucha. — Cześć, lisku — rzucił, stukając ją łagodnie palcami w ramię, żeby czym prędzej go dostrzegła. — Powinienem dać ci chyba w końcu mój numer, żeby zamiast wpadać na siebie na tych imprezach, po prostu się na nie razem umawiać — stwierdził, unosząc kącik ust, jednocześnie subtelnie oscylując wzrokiem wokół jej pięknej twarzy.

Fairchild kochał piękne kobiety. Szczególnie takie, które potrafiły z nim rozmawiać i nie nużyły go po dłuższej wymianie zdań. Eleanor była wyjątkiem w każdej z tych dziedzin, bo zamiast go od siebie odpychać, jedynie przyciągała jeszcze bardziej; była urocza i miała wszystko, czego potrzebował. Ale hej, czy to nie idealna kandydatka na kompana do imprezowania? Wykorzystując okazję, by oderwać ją od innych ludzi, prokurator objął ją ramieniem, muskając palcem wskazującym jej policzek. — Dobrze się dziś bawisz? — zapytał, w wolnej dłoni, obracając swojego ulubionego drinka.

eleanor o'cahallan
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit

Nareszcie smakowała prawdziwej wolności.

Niedawno zaczęła studia i wyprowadziła się z domu rodzinnego do mieszkania, które wynajęli jej rodzice, co oznaczało tylko jedno - koniec z meldowaniem powrotów i grzecznym życiem pod linijkę. Nareszcie świat stał przed nią otworem i mogła zacząć korzystać z niego w stu procentach, bez surowych rodziców nad głową. Mogła przekraczać granice, rozkochać się w nocnym życiu i niezobowiązujących flirtach, mogła… mogła robić to, co tylko chciała. Bez żadnych konsekwencji.

Książki? Studia? Hah, przecież od czegoś istniały tabletki na skupienie, dzięki nim mogła balować do trzeciej w nocy, pijąc szampana prosto z butelki, a o siódmej rano stać pod salą wykładową, wyglądając świeżo i nienagannie. Zresztą, to wcale nie było takie trudne. Aiden - jej kochany starszy braciszek - studiował rok wyżej i zawsze miał dla niej komplet notatek, dzięki czemu Ruda mogła bezkarnie korzystać z uroków młodości i skupić się na tym, co w tamtym momencie kręciło ją najbardziej. Na zabawie.

Dzisiejszy wieczór zapowiadał się wyjątkowo dobrze - zwłaszcza w momencie, gdy poczuła dotyk na ramieniu i niski szept tuż przy swoim uchu. Po jej plecach przeszedł natychmiastowy, przyjemny dreszcz. Cześć, lisku. Ahh. Odwróciła głowę powoli, a jej rude kosmyki niemal otarły się o policzek (nie)znajomego. Spojrzała w oczy Calebowi Fairchildowi i uśmiechnęła się uroczo, zanim upiła łyk swojego martini.

Doskonale wiedziała, kim był. Prokurator, były piłkarz i… bliski znajomy jej brata, Aidena, o czym prawdopodobnie Pan Przystojny nie miał zielonego pojęcia. Dla niego była prawdopodobnie jedynie intrygującą, rudowłosą dziewczyną z klubu, na którą przypadkowo wpadał od jakiegoś czasu - Leanor włożyła naprawdę sporo wysiłku w to, by wszystkie spotkania wyglądały na zbieg okoliczności, ale hej, cel uświęcał środki, prawda? A Caleb był celem, dla którego zdecydowanie warto było zaryzykować. Podobał jej się od dawna, mimo że nie miał pojęcia o jej istnieniu. Zabawne.

Powinienem dać ci chyba w końcu mój numer, żeby zamiast wpadać na siebie na tych imprezach, po prostu się na nie razem umawiać. Meow, w końcu jakaś propozycja nie do odrzucenia. Posłała mu spojrzenie pełne figlarnych iskierek i uśmiechnęła się lekko. - Już myślałam, że nigdy o to nie poprosisz - odpowiedziała, stając przy tym na palcach, aby wyszeptać te słowa prosto do jego ucha. Nawet oparła dłoń o klatkę piersiową bruneta, tak na wszelki wypadek, gdyby miała się zachwiać albo przewrócić, a bardzo tego nie chciała. A gdy po chwili objął ją ramieniem, zerknęła kątem oka na jego ramię i uśmiechnęła się pod nosem, znowu sącząc drinka. Już zapomniała, z kim rozmawiała jeszcze minutę temu, ups.

Teraz musiała tylko uważać, żeby nie wpaść na Aidena, ale dziś chyba miał się uczyć? Hm… a tak w sumie, czy to było dzisiaj ważne? Przecież ważniejsze było na przykład to, że Caleb właśnie musnął palcem jej policzek, przez co na moment przymknęła oczy i przygryzła policzek od środka. Oparła głowę o jego ramię, którym ją objął i zadarła głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Dobrze się dziś bawisz? W jej brzuchu zaczęły tańczyć motylki, a raczej całe ich cholerne stado. - Teraz, kiedy w końcu raczyłeś do mnie podejść? O wiele lepiej - rzuciła niespiesznie, po czym wyślizgnęła się z jego uścisku tylko po to, żeby złapać go za rękę i spleść jego palce ze swoimi. - Zatańcz ze mną - zaproponowała po chwili, posyłając mu wyzywające spojrzenie. Nawet odstawiła niedopitego drinka na blat najbliższego stolika i cierpliwie czekała, aż Caleb zaprowadzi ją na parkiet, bo… po prostu uwielbiała, kiedy mężczyźni przejmowali inicjatywę. Przystojniak właśnie dostał szansę od losu i powinien ją wykorzystać.

Caleb
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy Caleb Fairchild zachowywałby się inaczej, gdyby od początku wiedział, że lisek, do którego tak chętnie lgnął na każdej imprezie studenckiej, był siostrą jego przyjaciela? Może zawahałby się przez ułamek sekundy, a potem machnął lekceważąco ręką, bo przecież nie była nieletnia, a on nie złamał żadnego prawa (nawet tego przyjacielskiego), kręcąc się w jej pobliżu. To, że pan prokurator nie był do końca stabilny w swoich uczuciach, to już podrzędna kwestia, nad którą nie panował. Miał w sobie jednak wystarczająco dużo klasy, by flirtując z jedną dziewczyną, nie robić tego z drugą; no miał jakieś reguły, tak? Poza tym… Boże, był tylko mężczyzną, który na tego typu imprezach myślał prostolinijnie. Jeśli widział ładną dziewczynę, z którą dobrze mu się rozmawiało i z którą mógłby zabawić się tak dobrze, że kolejnego dnia myślał o powtórce, to czemu miałby odmawiać? Musiałby kompletnie zwariować. Szkoda marnować życie na granice, które tak łatwo przekroczyć.

Spoglądając w jej oczy, Caleb prędko odwzajemnił jej uśmiech. Była prześliczna; tak śliczna, że miał ochotę schować się z nią w odosobnieniu, by móc samemu podziwiać jej urodę. Fairchild rzadko kiedy parokrotnie wracał do tej samej dziewczyny, ale w przypadku Eleanor, było to całkowicie normalnie i niekontrolowane. Widział ją i od razu chciał być blisko, jakby z marszu mógł uznać tę imprezę za udaną. Jej głos przy jego uchu sprawił, że Fairchild zagryzł wargę, by nie roześmiać się na jej słowa. Chwycił ją łagodnie w talii, żeby ją przytrzymać; oczywiście, tylko po to, żeby nie straciła równowagi. Broń boże, nie kryły się za tym inne, ukryte motywy. Bez pacierza ani rusz.

Skup się, Caleb. Prokurator zerknął, jak rudowłosa oparła głowę na jego ramieniu i uśmiechnął się pod nosem, nie potrafiąc odkleić od niej swoich rąk. Poza tym, że wcale nie musiał tego robić, więc nie starał się aż za bardzo. Zaśmiał się przelotnie, szybko dopijając swojego drinka, by pustą już szklankę odłożyć w przypadkowe miejsce, choć gdy tylko Eleanor rzuciła swoją propozycję, mógłby upuścić szkło nawet na podłogę. Nie zamierzał protestować.

— Nie potrafiłbym ci niczego odmówić — powiedział, pochylając się nad jej uchem, zanim pociągnął ją w stronę parkietu, na którym już i tak tańczyło bardzo dużo osób. — Nie jestem pewien, czy dorównasz moim umiejętnościom — zaśmiał się, układając palce na jej talii. — Ale wszystkiego cię nauczę — dodał złośliwie, unosząc przy tym brew, zanim zaczął poruszać się w rytm muzyki, subtelnie przysuwając ją bliżej siebie. Zerkał na jej buzię, czując przyjemne ciepło, spowodowane jej obecnością, jak i paroma drinkami, które zdążył już wypić tej nocy. — Tęskniłaś? — rzucił kąśliwie, muskając palcami jej delikatnie odkrytą skórę w miejscu, gdzie ułożył swoje dłonie. Ciężko było trzymać je z dala, kiedy poruszała się w tak niewielkiej odległości od niego. — Ostatnim razem obiecałaś, że szybciej się znajdziemy — parsknął, wciąż poruszając się do jednej z szybszych piosenek. Zero stresu. Zero zmartwień. Kochał ten klimat, gdy nie musiał o niczym myśleć choć przez chwilę.

lisek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej, to wcale nie było takie trudne. Zazwyczaj. Wejść, błyszczeć, wziąć to, na co akurat miało się ochotę i wyjść bez oglądania się za siebie... powtórzyć. Rzadko kiedy jakikolwiek chłopak potrafił przykuć jej uwagę na dłużej niż jeden wieczór, a w poważniejsze relacje w ogóle się nie angażowała. Najczęściej szukała kogoś na jeden raz - kogoś, kto podarowałby jej porządną dawkę adrenaliny i dobrej zabawy, która skończyłaby się wraz z nadejściem świtu. Poza tym… umówmy się, faceci w jej wieku byli przewidywalni i nudni, nic więc dziwnego, że obracała się wśród starszych roczników.

Ale, ale - z Calebem od samego początku sprawa wyglądała inaczej.

Spodobał jej się z kilku bardzo konkretnych powodów. Przede wszystkim był starszy, co odróżniało go od niedojrzałych studentów pierwszego roku. Miał już swoją pozycję, doświadczenie i był cholernie przystojny. Elka nie była ślepa - widziała, jak inne dziewczyny wodziły za nim maślanym wzrokiem, a niektóre niemal potykały się o własne nogi, byle tylko zwrócił na nie uwagę. No i skoro wszystkie go chciały, to Ruda też chciała owinąć go sobie wokół palca, chociaż na chwilę, i w sumie to właśnie tylko dlatego, że chciała i mogła.

Jego dłonie paliły jej skórę, gdy w końcu zaprowadził ją na parkiet. Nie jestem pewien, czy dorównasz moim umiejętnościom, ale wszystkiego cię nauczę. Uniosła do góry jedną brew, odwróciła się do niego plecami i zaczęła powoli tańczyć, przy okazji wyciągając jedno ramię do góry, aby ułożyć palce na jego szyi. - Och, jaki ty wspaniałomyślny - mruknęła odrobinę sarkastycznie, jednocześnie cofając się o krok i bezczelnie dociskając biodra do jego ud. - Zapewniam cię, że również mogłabym nauczyć cię kilku rzeczy - dodała, a tym razem na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Tańczyli tak przez chwilę, aż zdecydowała się z powrotem odwrócić do niego przodem - jej ruda burza włosów musnęła jego policzek, gdy się odwracała. Spojrzała mu prosto w oczy i objęła go rękami za kark, praktycznie się do niego przytulając. - Gdybym nie tęskniła, nie pozwoliłabym ci trzymać rąk tak blisko moich bioder - powiedziała, a jej usta znajdowały się teraz milimetry od jego ucha, podczas gdy ich ciała dalej kołysały się w tańcu, ale teraz odrobinę wolniejszym. Skóra Caleba była gorąca, a zapach jego perfum mieszał się z alkoholem, ale w ogóle jej to nie przeszkadzało. Serce biło jej jak szalone - podobała jej się ta gra w kotka i myszkę, nawet jeśli na zewnątrz wyglądała jak niewzruszona królowa imprezy.

Cofnęła lekko głowę, żeby móc złapać jego drapieżne spojrzenie, a na jej ustach znów pojawił się grzeszny uśmieszek. - Na najlepsze rzeczy trzeba trochę poczekać, nie uważasz? - dodała prowokacyjnie, lekko przygryzając dolną wargę i przelotnie zerkając na jego usta. Przejechała powoli kciukiem po jego obojczyku. - I przy okazji sprawdzimy, jak bardzo umiesz być cierpliwy - westchnęła mu prosto do ucha i nawet delikatnie przygryzła jego płatek, nie przerywając tańca. Zupełnie nie przeszkadzał jej tłum znajdujący się wokół nich, głośna muzyka ani stroboskopy. W tym momencie świat mógłby dla niej przestać istnieć.

A tak poza tym, to było jej już bardzo gorąco, awwh. Nawet jej się policzki zaróżowiły, och nie.

Caleb
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb byłby głupi i ślepy, gdyby odrzucił Eleanor.
Była jedną z najładniejszych dziewczyn, z którymi… umawiał się? Ciężko było nazwać to w ten sposób, jeśli nigdy nie spotkali się ze sobą poza jakąkolwiek imprezą. Poprawka.

Była jedną z najładniejszych dziewczyn, z którymi bezwstydnie flirtował.
To miałoby znacznie więcej sensu. Tak czy inaczej, lisek był wyjątkowy; miała w sobie urok, któremu nie potrafił się oprzeć i przede wszystkim ten charakter, który wprost uwielbiał. Nic nie kręciło go w kobietach bardziej niż te głupie przekomarzanki, drażnienie się i brak jakichkolwiek granic. Lubił dziewczyny odważne, pewne siebie i takie, co potrafiły wziąć coś, jeśli im na tym zależało. Nie znał Ele zbyt dobrze, ale takie miał swoje pierwsze wrażenie na jej temat. Czy mylne?

Fairchild, skup się — powtórzył jak mantrę. Chociaż ciężko było nie zwracać uwagi na to, jak się przy nim ruszała i jak go dotykała. Zupełnie, jakby robiła to niezliczoną ilość razy, co za każdym spotkaniem, cholernie go fascynowało. Prokurator przesunął dłonie z jej bioder na talię, by przesunąć ją bliżej swojego ciała. Jej ruda burza włosów, znów połaskotała go w policzek, ale uśmiechnął się do siebie z pewnym rozbawieniem. Lubił te jej ogniste kosmyki włosów, które teraz odgarnął na bok, żeby subtelnie pochylić się nad jej uchem. — Och, doprawdy? Na przykład jakich? — zaśmiał się, zerkając na jej buzię od boku. Wyglądała jak wróżka, którą złapał nocą, wierząc że ma szansę spełnić jego życzenie. Gdy tylko znów obróciła się przodem do niego, Caleb ulokował spojrzenie w jej pięknych oczach. — Czuję się wyróżniony — rzucił złośliwie, kiwając głową z uznaniem. Wyczuwając, jak młodsza dziewczyna pochyla się do jego ucha, Fairchild zaśmiał się po raz kolejny, przyciągając ją jeszcze bliżej. Jeszcze ani razu nie poczuł się znudzony jej towarzystwem, czy to nie jest niesamowite?

— Cholera. To szkoda, bo jestem bardzo niecierpliwy — rzucił, przechylając głowę do boku, by posłać jej jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów. Dotykała go tak, jakby miała go sobie owinięte wokół palca. Czy mu się to podobało? Nie. Zdecydowanie wolał mieć przewagę nad kobietą, jednak w tym momencie, kompletnie go to nie obchodziło. Liczył się dla niego tylko lisek i to, jak blisko niego była. A w połączeniu z wypitymi już drinkami, Caleb nie musiał zbyt intensywnie analizować sytuacji. Zresztą po co? Od kiedy tylko pamiętał, robił to, co chciał, bez względu na konsekwencje. No, bo czy naprawdę robił coś złego, flirtując z dziewczyną, która ewidentnie chciała tego samego? — Nie lubię czekać, jeśli od razu mogę wziąć to, czego chcę — szepnął jej do ucha, zanim uniósł jej podbródek, żeby po raz kolejny tej nocy nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Uśmiechnął się zawadiacko, zerkając przelotnie na jej usta. — Ostatnio miałaś już wystarczająco dużo czasu, żeby przetestować moją cierpliwość — przypomniał jej, trącając swoim nosem jej nosek, jakby mógł ją zaraz pocałować. Ale skoro chciała grać niedostępną, to Caleb nie mógł odebrać jej tej chwili złudnej samokontroli. — Eleanor, jak długo będziesz dziś zgrywać upartą? — zapytał złośliwie, nachylając się, by musnąć kciukiem jej dolną wargę, zupełnie nie prowokująco.

lisek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Eleanor kochała zabawę i wszystko to, co pozwalało jej choć na chwilę odciągnąć uwagę od szarej, przytłaczającej codzienności. Adrenalina, nowo poznani ludzie, głośna muzyka i ten słodki haj, kiedy nie liczyło się ani to, co było wczoraj, ani to, co zdarzy się jutro. Cholera, tak poza tym to uwielbiała rozdawać karty, a Caleb… cóż, Caleb wyjątkowo jej na to pozwalał. Intrygował ją - miał w sobie tej rodzaj bezczelnej pewności siebie, który sprawiał, że z jednej strony chciała mu ulec, a z drugiej mu się oprzeć. Czy to miało sens? Może. Czy go wykorzystywała? Może, ale… przecież oboje grali w tę samą grę i żadne z nich nie było tutaj bezbronną ofiarą. Wiedzieli, w co wchodzą. Och, doprawdy? Na przykład jakich? - Nie zdradzam swoich tajemnic przed pierwszą randką, handsome - rzuciła, zanim obróciła się do niego plecami, i nie przerywając tańca, zaczęła bezwstydnie ocierać się biodrami o jego uda w rytm muzyki. Doskonale wiedziała, jak działała na mężczyzn i bez żadnych skrupułów używała każdego ze swoich atutów, okej?

Gdy usłyszała jego złośliwe "Czuję się wyróżniony", nic nie odpowiedziała, posłała mu za to słodki uśmiech przez ramię i chwyciła go za rękę, żeby objął ją w talii. Napięcie między nimi gęstniało z każdą sekundą, a gorąco jego ciała rozpalało ją do czerwoności, mieszając się ze słodką satysfakcją, cholera. To szkoda, bo jestem bardzo niecierpliwy. - Jak bardzo niecierpliwy? - zamruczała prowokująco w odpowiedzi i tym razem odwróciła się do niego przodem, aby złapać jego rozpalone spojrzenie. Krok za krokiem, nie przerywając płynnych ruchów bioder, zaczęła prowadzić go na bok parkietu, z dala od tańczących ludzi. Miała już w głowie kolejny doskonały plan, ale żaden szanujący się artysta nie zdradzał swoich tajemnic zbyt wcześnie, prawda?

Nie lubię czekać, jeśli od razu mogę wziąć to, czego chcę. - To może od razu weźmiesz to, czego chcesz? - rzuciła prowokująco w odpowiedzi, po czym nagle przestała tańczyć. Zrobiła krok w tył i oparła się plecami o chłodną ścianę w pobliżu parkietu. Pozwoliła, żeby Caleb podszedł bliżej i ujął jej podbródek. Dzielnie znosiła jego spojrzenie, mimo że serce biło jej jak szalone, bo już wiedziała, co stanie się za kilka chwil... Ach, to wyczekiwanie było bardzo słodkie. Gdy trącił nosem jej nos, jakby przymierzał się do pocałunku, wstrzymała na chwilę oddech, a po jej kręgosłupie przeszedł przyjemny dreszcz. Cholera… Jednak jej nie pocałował! Myślała, że w końcu ją pocałuje - była na to gotowa, jej ciało wręcz domagało się dotyku, ale ten cwaniak postanowił przeciągnąć grę odrobinę dłużej. Naprawdę dobrze grał w tę grę. Nagle przesunął kciukiem po jej dolnej wardze. Eleanor, jak długo będziesz dziś zgrywać upartą? Spojrzała mu prosto w oczy i przechyliła głowę na bok. W jej błękitnych oczach znowu pojawiły się niebezpieczne iskierki, zwiastujące, że Ela knuła coś niedobrego niegrzecznego. Miała dość czekania, więc… czas przejąć kontrolę, prawda? Go for it, girl. - Niedługo - odpowiedziała słodko i grzecznie, po czym bez ostrzeżenia chwyciła go za koszulę, przyciągnęła do siebie i pocałowała. Była rozpieszczona? I to jak!

Wpiła się w jego usta, w ogóle nie przejmując się rozgrzanym, spoconym tłumem, który imprezował niedaleko nich. W tej chwili liczył się tylko Caleb, smak wypitego drinka na jego języku i… uczucie, że znowu dostała dokładnie to, czego chciała. Jej piersi przylgnęły do jego torsu, a dłonie zacisnęły się mocniej na materiale jego koszuli. Czuła pod palcami jego napięte mięśnie, a początkowo mocny nacisk jej warg przeszedł w głęboki, zachłanny ruch języka. Smakował słodkim alkoholem i czymś… tylko swoim, co cholernie ją pociągało. Nie dała mu odetchnąć - ich oddechy mieszały się w rwącym rytmie, a dłonie w końcu przeniosła z koszuli na jego kark tylko po to, żeby zaraz wpleść palce w jego włosy i przyciągnąć go do siebie bliżej.

Caleb
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To może czas to zmienić, hm? — mruknął do jej ucha, uśmiechając się przy tym z typową dla siebie arogancją. Nie miałby absolutnie nic przeciwko, żeby zabrać ją na randkę i może nawet poznać bardziej niż przywykł do tej pory, gdy kręcił się wokół jakichś dziewczyn. Caleb… Cóż, nie potrafił zaangażować się emocjonalnie w prawie żadną relację, a większość jego znajomości czy dotychczasowych związków była cholernie płytka. Nie wszystkie, aczkolwiek te nic nieznaczące przeważały nad tymi wartościowymi. Fairchild tłumaczył się tym, że po prostu miał pecha, ale czy to też nie świadczyło czegoś o nim jako o człowieku? Może to rzeczywiście w nim był problem. Teraz jednak, sunąc palcami po talii Eleanor i obejmując ją łagodnie, by znalazła się bliżej jego ciała, prokurator nie potrafił myśleć o niczym innym jak właśnie o niej. Jej zapach sprawiał, że kręciło mu się w głowie, a to kokieteryjne spojrzenie i uśmiech, sprawiał, że Cal chciał sięgnąć po znacznie więcej. I może ten jeden raz, naprawdę mógłby zrobić dla niej coś ponadto; może mógłby zaprosić ją na tą pieprzoną randkę, jeśli potrafiła sprawić, że na chwilę gubił tok rozumowania i chciał się poświęcać. Być może. — Zgodzisz się na randkę, czy mam cię o to prosić? — zapytał, przesuwając subtelnie wargami po jej policzku.

Eleanor zachowywała się dokładnie jak on, gdy chciał kogoś uwieść. Cholera, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co próbowała osiągnąć, ale nie miał nic przeciwko temu, żeby choć raz być po tej drugiej stronie. Mąciła mu w głowie, a on pozwalał jej na wszystko, czego chciała, byle tylko dostrzec na jej twarzy ten charakterystyczny błysk satysfakcji. — Tak niecierpliwy, że nie wypuszczę cię stąd bez tego, czego chcę — powiedział, idąc zaraz za nią. Wokół było pełno tańczących ludzi, których najpewniej notorycznie szturchał, gdy dziewczyna prowadziła go przez salę, ale kompletnie go to nie obchodziło. Skupiał się wyłącznie na niej; na jej biodrach, na uśmiechu, na spojrzeniu, na tym, jak bardzo był na nią podatny. To może od razu weźmiesz to, czego chcesz? — Tylko, żebyś potem tego nie żałowała — ostrzegł z rozbawieniem. Ach, a jednak w ostatecznym rozrachunku to Eleanor, zrobiła pierwszy krok, gdy tylko przyciągnęła go do tego intensywnego pocałunku. Fairchild uśmiechnął się bezczelnie prosto w jej usta, zanim ujął jej policzki w swoje dłonie, pogłębiając tę pieszczotę i nieco mocniej przyciskając ją do ściany za jej plecami. Szybko zsunął dłonie z jej twarzy na biodra, na których zacisnął palce; brakowało mu tchu, ale nie potrafił oderwać się od niej nawet na sekundę, jakby nie chciał marnować czasu. — Och, to nie ja jestem zachłanny, little fox rzucił w jej usta, zsuwając wargi na jej żuchwę, którą zaczepnie drasnął zębami. Pozwolił sobie na wsunięcie palców pod jej bluzkę, żeby dotknąć opuszkami jej rozgrzanej skóry. Boże, jaka ona była piękna, zadziorna i dokładnie wiedziała, czego chciała. Przyciągnął jej biodra bliżej swoich, czując palące gorąco, gdy tylko na nowo wrócił do jej ust. — Eleanor — wymruczał, unosząc głowę, by znaleźć pomieszczenie jak najbliżej nich, by mogli zostać sami. Już. Teraz, zanim zupełnie zwariuje.

Caleb pociągnął ją w stronę wejścia socjalnego; modlił się tylko, żeby nie wpadli na jakiegoś zirytowanego pracownika, który ich stąd wypieprzy. Przycisnął ją na nowo do ściany tuż obok drzwi, podsuwając nieznacznie jej spódniczkę i na nowo całując żarliwie. Tracił nad sobą kontrolę, ale… Chyba sama tego chciała, prawda? Miał wziąć, czego chciał.

eleanor
Aiden
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”