ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
185 cm
Hokeista University of Toronto
Awatar użytkownika
„Nie muszę być najlepszy od razu. Wystarczy, że każdego dnia jestem bliżej miejsca, do którego inni nawet nie próbują dotrzeć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

002. A Little Party Never Killed Nobody | Outfit
Nie byłem do końca przekonany, czy naprawdę miałem ochotę iść na tę imprezę. Powiedziałem jednak wcześniej Duffy, że po nią przyjadę, więc temat właściwie był zamknięty. Nie należałem do ludzi, którzy robili wielką filozofię z własnych słów, ale jeśli komuś już coś obiecałem, to zazwyczaj się tego trzymałem. Zwłaszcza wobec osób, które naprawdę coś dla mnie znaczyły.
Stałem chwilę przed lustrem i poprawiałem krawat, chociaż w sumie tego nie wymagał. Zrobiłem to bardziej z przyzwyczajenia, żeby chociaż w moim mniemaniu wyglądać co najmniej przyzwoicie. Lubiłem wyglądać dobrze i nie widziałem w tym nic złego. Ludzie mogli udawać, że liczyło się tylko wnętrze, charakter i inne podobne bzdury, ale prawda była taka, że pierwsze wrażenie zaczynało się jeszcze zanim człowiek zdążył otworzyć usta. Swoją drogą ja bardzo lubiłem mieć przewagę od samego początku.
Na łóżku leżała jeszcze skórzana kurtka. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie brać jej ze sobą, ale było na tyle ciepło, że stwierdziłem ubrać ją tylko na samą przejażdżkę. Wziąłem do ręki telefon i sprawdziłem godzinę. Miałem jeszcze trochę czasu, dlatego też postanowiłem położyć się na moment na łóżku i poprzeglądać tik toki.
Duffy była jedną z niewielu osób, przy których nie musiałem cały czas czegoś udowadniać. Nie dlatego, że nagle stawałem się przy niej lepszym człowiekiem. Nie przesadzajmy. Nadal byłem sobą, czyli bezczelnym typem rzucającym komentarze, które czasem powinienem zachować dla siebie. Z nią było o tyle łatwiej, że tolerowała moje dziwne zachowania i sama niekiedy dokładała swoją cegiełkę.
Pewnie dlatego zgodziłem się na tę imprezę bez większego marudzenia. Poza tym Duffy ma talent do wciągania mnie w rzeczy, na które normalnie odpowiedziałbym, że nie ma szans. Czasami mnie to irytowało, ale zawsze jednak wychodziło mi to na dobre.
Zgasiłem światło w pokoju, wsunąłem telefon do kieszeni, a następnie wyszedłem z mieszkania. Przeszedłem do motocykla i przesunąłem dłonią po kierownicy, aby sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Następnie założyłem kask, odpaliłem silnik i ruszyłem spod budynku. Nie jechałem jakoś specjalnie szybko, chociaż trudno było mi się całkiem powstrzymać przed mocniejszym dodaniem gazu na pustych odcinkach drogi.
Kiedy zbliżałem się do miejsca, z którego miałem odebrać przyjaciółkę, to rzuciłem szybko okiem na zegar, który znajdował się przy liczniku. Na szczęście byłem punktualnie. Zależało mi na tym, aby nie dawać jej pretekstu do narzekania już na samym starcie. Chociaż podejrzewałem, że i tak znalazłaby coś, czym mogłaby mnie zaczepić.
Zwolniłem przy krawężniku, a potem zatrzymałem motocykl przed budynkiem. Oparłem jedną nogę o asfalt i zdjąłem kask. Wreszcie mogłem odetchnąć przez chwilę świeżym powietrzem, a w międzyczasie czekać aż Duffy do mnie podejdzie.

Duffy Summers
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Ostatnia sytuacja jaka spotkała ją w klubie dała taki plus, że tym razem zabrała ze sobą kogoś zaufanego. Powinna zatem dostać medal za dostosowanie się do rady danej jej przez tamtego rycerza, może nie w zbroi, ale przystojnego.
Siedzenie grzecznie w domu nie było czymś, z czym dała by rade. Musiała iść do ludzi i korzystać z czasu, gdy ma jeszcze dwadzieścia parę lat, chociaż niestety do trzydziestki było coraz bliżej. W końcu jednak wiek to tylko liczyłby, a ona duchem czuła się naprawdę młodo.
Zgarnięcie na imprezę Emmetta było dobrym pomysłem. Rozumieli się całkiem nieźle, żadne nie musiało udawać niewiadomo kogo i jakoś się żyło. W sumie lepiej umrzeć szybko i młodo niż doczekać starości i wieźć nudne życie chodząc po lekarzach i do kościoła na msze.
Wyszykowanie się jak zawsze zajmowało dużo czasu, ale powiedzmy sobie szczerze. Trzeba dobrze wyglądać, bo zawsze może się trafić jakiś bogaty i przystojny. Może jakoś specjalnie nie polowała na bogatego męża, ale jakby się trafił to nie pogardziłaby nim. Więc lepiej dmuchać na zimne i może kiedyś los się do niej uśmiechnie? Piękne marzenie, ale powodzenie jego realizacji było dość wątpliwe. Nie jedna pewnie wyczekiwała takiej okazji.
Wyszykowana, w nieco mniej odsłaniającą ciała sukienkę, zajechała pod klub taksówką. Zawsze to wygodniejsza opcja, bo wracając można nie na trzeźwo. Z resztą nigdy nie wiedziała jak potoczy się dana noc, więc nie ma sensu tłuc się własnym samochodem. Potem trzeba byłoby jeszcze po niego wracać . Totalnie nie było to przemyślane.
Przez panujące korki efektownie się spóźniła, ale jak kocha to poczeka. Może nie dosłownie kocha, ale to już bez znaczenia.
- Cześć przystojniaku - rzuciła na powitanie wyłowiwszy wzrokiem swojego dzisiejszego towarzysza. Jak zawsze wyglądał jak z katalogu i nie było się do czego przyczepić. - Czekasz tu na kogoś?

Emmett Lapointe
24 y/o
For good luck!
185 cm
Hokeista University of Toronto
Awatar użytkownika
„Nie muszę być najlepszy od razu. Wystarczy, że każdego dnia jestem bliżej miejsca, do którego inni nawet nie próbują dotrzeć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie należałem do ludzi, którzy cierpliwie czekali na spóźnialskich. Pięć minut potrafiłem jeszcze zignorować. Dziesięć zaczynało mnie drażnić, a później zwykle dochodziłem do wniosku, że ktoś najwyraźniej nie szanował mojego czasu i nie widziałem powodu, żebym w zamian szanował jego. W przypadku Duffy zasady wyglądały jednak trochę inaczej.
Nie znaczyło to jednak, że nagle odkryłem w sobie nieskończone pokłady cierpliwości. Po prostu wiedziałem z kim się umawiałem. Gdybym oczekiwał, że pojawi się dokładnie o wyznaczonej godzinie, to sam byłbym sobie winy. Mogłem równie dobrze obrazić się na zimę za to, że w Toronto padał śnieg.
Spojrzałem kolejny raz na telefon i schowałem go do kieszeni kurtki. Nie pisałem do niej, aby nie dawać jej satysfakcji z tego, że sprawdzałem godzinę częściej niż powinienem. Zresztą sam fakt, że nadal tutaj stałem był wystarczającym dowodem na to, że tolerowałem u niej trochę więcej niż od większości osób.
Oparłem się tylko wygodniej i rozglądałem po przejeżdżających samochodach. Kiedy wreszcie usłyszałem znajomy głos, to od razu odwróciłem głowę w jej stronę. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, chociaż szybko postarałem się nadać mu bardziej rozbawiony niż zadowolony charakter. Nie musiała wiedzieć, że po takim czasie naprawdę cieszyłem się, że ją widziałem.
Zmierzyłem przyjaciółkę wzrokiem jak jakiś zawodowy krawiec. Nie robiłem tego jednak w sposób, który miałby ją zawstydzić. Po prostu oceniałem efekt przygotowań, skoro najwyraźniej postanowiła poświęcić im tyle czasu, że punktualność przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
- Nie - odpowiedziałem spokojnie. - Stałem tutaj sam od kilkunastu minut, bo bardzo lubię obserwować samochody. - Odepchnąłem się od miejsca, o które się opierałem i poprawiłem krawat. Nie potrafiłem już całkiem powstrzymać uśmiechu. - Cześć spóźnialska.
Pokręciłem lekko głową. W przypadku kogoś innego pewnie już zacząłbym narzekać, jednak Duffy miała dziwną zdolność do rozbrajania mojej irytacji, zanim zdążyłem porządnie się jej trzymać. Nie zawsze mi się to podobało.
- Już zaczynałem podejrzewać, że znalazłaś po drodze jakiegoś dzianego kolesia i uznałaś, że nie jestem ci więcej potrzebny - dodałem. - Trochę by mnie to jednak zabolało. Głównie dlatego, że musiałbym przyznać, że ktoś zrobił na tobie większe wrażenie ode mnie.
Prawdę mówiąc, potrzebowałem tego wieczoru bardziej niż chciałem przed sobą przyznać. Ostatnio zbyt dużo czasu spędzałem na myśleniu o hokeju. Czasami budziłem się rano i pierwszą rzeczą, o której myślałem było to, czy poprzedniego dnia zrobiłem wystarczająco dużo. Powoli zaczynało robić się to jednak nie zdrowe. Dlatego też chciałem przez parę godzin dobrze się bawić i ewentualnie analizować, czy jutro będę żałował ostatniego drinka.
- Wyglądasz nieźle - powiedziałem w końcu, bez ironii. Wytrzymałem jednak tylko krótką chwilę zanim dodałem - Oczywiście nie aż tak dobrze jak ja, ale nie każdy może mieć tyle szczęścia. - Uśmiechnąłem się szerzej i wskazałem głową wejście. - Chodź. Zanim zaczniesz się starzeć jeszcze przed drzwiami. Do trzydziestki ci już wiele nie brakuje. XD

Duffy Summers
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

- To w takim razie przeszkodziłam ci w tak porywającym zajęciu - teatralnie przewróciła oczami słysząc wypowiedź Emmetta. - Spóźnianie się jest w dobrym guście, bo zawsze można zaliczyć efektowne wejście.
Nie jej wina, że miasto potrafiło się korkować w najmniej odpowiednim momencie. Zawsze tka bywało, że jak trzeba być na czas, to coś pójdzie nie tak. Remonty drogowej, wszyscy nagle chcą jechać w tą samą stronę, co ona. Na prywatny helikopter jeszcze jej nie było stać, ale kiedyś, może za sto lat, się doczeka.
- Nie wzgardziłabym dzianym kolesiem ze słabym sercem i bez spadkobierców. Jakbyś czasem na takiego trafił to daj znać, zajmę się nim, a odpalę ci sporą sumkę za niego, jak już będzie wąchał kwiatki do spodu - zapewniła, bo informacja jest w cenie. - Nawet jak się ktoś takowy pojawi, to będę dzielnie udawać, że jesteś numerem jeden.
Na pewno odpaliłaby chłopakowi spory procent od spadku, żeby też mógł korzystać z dobrodziejstw bycia bogatą wdową, gdyby oczywiście nią była. Na razie jednak musiała pracować jak każdy inny obywatel, płacić podatki i do tego odkładać na emeryturę. Nie porzucała jednak marzeń o bogatym, starym mężu, który krótko nacieszył by się ich małżeństwem.
- Nieźle? - Brew powędrowała jej ze zdziwienia ku górze. - Nieźle to może wyglądać tort na wystawie w cukierni. Jak wyglądam nieziemsko. Chyba musisz się wybrać do okulisty - skomentowała nieco urażona stwierdzeniem, że wygląda tylko nieźle. Ona zawsze prezentuje się jak bogini, koniec kropka. - Chodźmy, faktycznie, bo już zaczynasz głupoty opowiadać. Zdecydowanie musisz się napić - przyznała ruszając pierwsza w stronę wejścia.
Spojrzenia ludzi ślizgały się po nich, gdy szli, na pewno z zazdrością. Wyglądali razem jak milion dolarów i o to chodziło. Nocą można było być kim się tylko chciało bez znaczenia, jaka była prawda. Chwila była ulotna, i można było stać się inną osobą na te kilka godzin. Kłamać dosłownie na każdy temat, ale dobre sprzedane, było bardziej wiarygodne niż prawda. Z tego też powodu nie było za wiele do stracenia, gdy wiedziało się, że po wyjściu nad ranem, zapomni się o spotkanych w nim ludziach.
- Drineczki na rozgrzewkę? - Zapytała, chociaż ruszyła już w stronę baru.

Emmett Lapointe
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”