ODPOWIEDZ
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lyin' isn't better than silence
Floatin', but I feel like I'm dyin'


Minęły trzy dni, odkąd wrócił z Teneryfy... i trzy dni, odkąd funkcjonował na autopilocie.

Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen. Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen. Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen.

Kontrakt, z którego podpisania byłby dumny jeszcze dwa tygodnie temu, dziś nie wywoływał w nim nawet cienia satysfakcji. Siedział na spotkaniu zarządu, patrzył na przesuwające się słupki wykresów i nie potrafił zaangażować się w dyskusję. Rzeczywistość była bezlitosna - gryzło go sumienie, nie radził sobie z konsekwencjami swoich czynów i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że... przekroczył granicę, zza której nie było już powrotu.

Od momentu wylądowania w Toronto nie napisał do Ivy żadnej wiadomości. Odciął się od niej i nawet nie potrafił włączyć drugiego telefonu, którego numer posiadała. Dopiero do niego docierało, co się tak naprawdę wydarzyło i czuł obrzydzenie do samego siebie - nie tylko wykorzystał naiwność niewinnej dziewczyny i jej wakacyjny nastrój dla chwili przyjemności, to jeszcze miał świadomość, że skrzywdził nie tylko Ivy, ale również swoją narzeczoną, która nie miała o niczym pojęcia. Ivy dał złudną nadzieję na coś więcej, a Blair... Boże, Blair. Zranił kobietę, która była dla niego wszystkim. Przyjaciółkę, z którą dzielił sekrety od najmłodszych lat, partnerkę, która znała go od podszewki i wreszcie... miłość swojego życia. Za cholerę nie wiedział, co strzeliło mu do tej durnej głowy, przecież przy Blair był najszczęśliwszym facetem na świecie. Mieli za sobą lata wspólnej historii, szalonych studenckich wyjazdów i podróży po całym świecie, z których zawsze wracali bardziej zżyci niż wcześniej. Byli dla siebie oparciem w świecie, gdzie wszyscy czegoś od nich oczekiwali. Znali swoje najgorsze wady, słabości, a mimo to związek budowali na naprawdę solidnym fundamencie.


I co z tym zrobił?


Poświęcił to wszystko. Każdą wspólną minutę, zaufanie budowane przez wiele lat i obietnicę złożoną na Sycylii - dla jednej pieprzonej nocy z inną kobietą. Nic dziwnego, że w połowie dnia uznał, że nie da rady dłużej siedzieć w Northland Power i gapić się w ekran. Odwołał popołudniowe spotkania, przełożył najważniejsze rozmowy na kolejny tydzień, spakował laptopa i po prostu wyszedł z biura jeszcze przed czternastą - a to zdarzało się Charlesowi Marshallowi... hm, zastanówmy się... n i g d y? Wsiadając do auta, podjął decyzję. Musiał powiedzieć Blair prawdę - zasługiwała na nią, nawet jeśli miało to ostatecznie zniszczyć ich relację. Trudno, mógł pomyśleć o tym wcześniej (na przykład, zanim ją zdradził).

Po drodze do domu zatrzymał się w ich ulubionym miejscu z sushi i kupił świeże owoce. Gdy był już w ich apartamencie, rozstawił wszystko na stoliku znajdującym się na tarasie, a potem zszedł do winiarki po jedną z lepszych butelek czerwonego wina, które trzymali na wyjątkowe okazje. Cóż, okazja nie była wyjątkowa - tylko raczej haniebna - ale uznał, że bez alkoholu tego nie zniesie. Gdy skończył, ocenił swoje dzieło jednym okiem, ale nawet nie potrafił wysilić się na okazanie entuzjazmu, że jednak coś udało mu się dziś zrobić. Miał dziwne wrażenie, że zakupione jedzenie i tak nie zostanie ruszone, a wino skończy na jego koszuli, ale może się mylił.

Gdy nieubłaganie zaczęła się zbliżać godzina powrotu Blair, Charlie nalał sobie wina do kieliszka i usiadł na jednym z foteli, wpatrując się w horyzont. Słońce zachodziło, niebo z niebieskiego przechodziło w różową i pomarańczową barwę... Bardzo uroczy wieczór, nie licząc niemiłych okoliczności. Denerwował się, ale pozostało mu jedynie czekać, prawda? A nie musiał czekać długo. Nie wiedział, kiedy dokładnie Mayfield weszła do domu, za to nagle usłyszał ciche stukanie jej obcasów, gdy przemierzała salon w poszukiwaniu jego osoby. Westchnął i upił kolejny łyk wina. Nie był gotowy na tę rozmowę, ale... czy jakikolwiek człowiek kiedykolwiek był przygotowany do takiego wyznania? Odwrócił wzrok od horyzontu w momencie, gdy Blair weszła na taras. Była radosna, rozkojarzona jakimiś drobnymi sukcesami, zapewne z biura. Gdy tylko tylko podeszła bliżej i przytuliła go na powitanie, poczuł jej zapach - pachniała domem, bezpieczną codziennością i... cholera, nieświadomością. Nie miała pojęcia, że człowiek, któremu ufała bezgranicznie, zaledwie kilka dni temu obrócił w proch wszystko to, co budowali razem przez lata. Gdy ich spojrzenia się zetknęły, nie uciekał wzrokiem. W tej chwili po prostu czekał, aż uśmiech zrzednie jej z twarzy - naprawdę nie chciał psuć jej nastroju, skoro miała taki dobry dzień, zaczynał czuć wyrzuty sumienia jeszcze większe niż przedtem, ale... Skoro powiedział A, musiał powiedzieć również B. Wskazał dłonią pusty fotel obok siebie, patrząc prosto w jasne, przenikliwe tęczówki narzeczonej. - Usiądź, Blair - zaczął, po czym odłożył trzymany w palcach kieliszek na stolik, tuż obok nietkniętego sushi i miski z owocami, na które nie mógł już nawet patrzeć. Splótł dłonie i wziął głęboki, powolny wdech. - Musimy porozmawiać.

𝑏𝑒𝑡𝑟𝑎𝑦𝑒𝑑 𝑏𝑒𝑎𝑢𝑡𝑦
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I saw the signs and I ignored it
Rose-colored glasses all distorted


Nie spodziewała się, że nad jej życie nadchodzi ogromna chmura burzowa.

Chwilę po ich powrocie z weekendu, Charlie wyjechał, a ona została z dobrym nastrojem, który mimo wszystko balansował na granicy. Gdzieś z tyłu głowy miała ich rozmowę, gorzkie słowa, które sobie wyrzucili, ale jednocześnie pamiętała o miłym poranku, a w zasadzie reszcie wyjazdu, który zdecydowanie ratował tę całą sytuację.

Dostrzegała zmianę.

Widziała jego realne chęci poprawy i naprawdę nie podejrzewała, że cokolwiek może się wydarzyć. Jeden weekend sprawił, że zignorowała wszystkie obawy, które kręciły się po jej głowie przez ostatnie miesiące — późne wracanie do domu, brak rozmowy, dystans i to niekomfortowe uczucie, że coś jest bardzo nie tak, jak powinno. I znowu zaczęła to robić; usprawiedliwiać go przed samą sobą, dawać sobie na tacy argumenty, które mogły świadczyć o tym, że po prostu miał ciężej, że początek roku naprawdę nie był dla niego łaskawy. Nie dość, że ślub wisiał nad ich głowami, a zarówno jej, jak i jego matka szalały w tym temacie, to wisienką na torcie była choroba ojca i wszelkie konsekwencje, które były za tym pociągnięte. Wymagania starego Marshalla, więcej obowiązków i kontrakt z Teneryfą, który mimo wszystko nadal powodował w niej nieco spięcia. Tylko teraz wydawało się jej to kompletnie nieuzasadnione — wyjaśnili sobie wszystko, prawda? Nie mogła być nadopiekuńczą i kontrolującą narzeczoną; nie chciała sprawiać, że czułby się źle z przeświadczeniem, że mu nie ufała.

Bo ufała. Najbardziej na świecie i jak nikomu innemu.

Cieszyła się na jego powrót, bo w końcu teraz miała nastąpić ich healing era związku po ostatnich miesiącach, prawda? A jednak nie. Widziała, że była nieobecny, że uśmiech który jej posyłał był czasami nieco wymuszony, a niektóre reakcje sztywne i nie tak płynne, jak jeszcze niecałe dwa tygodnie temu, kiedy spędzili razem cały dzień, a on obejmował ją jak swój największy skarb. Nie chciała go osaczać, szanowała to, co jej wtedy powiedział — że jest zmęczony, że potrzebuje przestrzeni. Wiedziała, że potrzebował urlopu, więc też grzecznie czekała, aż dokończy sprawy z kontraktem tutaj na miejscu i weźmie wolne, aby sama mogła zacząć go męczyć i przede wszystkim zadać pytanie, jak może mu pomóc, aby wreszcie odpoczął i zrelaksował się.

Dzisiaj miała naprawdę dobry dzień. Od rana chodziła nieco zestresowana, bo czekało ją podpisywanie umowy z ważnym podwykonawcą i liczyła, że obędzie się bez kolejnych rozmów o warunkach. Jej ojciec razem z matką wyjechali sobie na wakacje, pozostawiając ten cały bajzel córce, choć coraz częściej miała wrażenie, że w ostatnim czasie była mocno wystawiana na próbę, co było alarmujące, ale… podobało jej się. Może w końcu dorosła do tego, że władza aż tak jej nie przerażała? W końcu czasami zdawałoby się, że to ona była bardziej na bieżąco z niektórymi sprawami, niż sam prezes. Cały dzień poszedł jak z płatka — aż zadziwiająco za przyjemnie. Nawet na tyle, że udało jej się wyjść chwilkę wcześniej, przez co także nieznacznie wcześniej wylądowała w domu. Nie spodziewała się tam swojego narzeczonego, ale widok marynarki przerzuconej przez fotel w salonie jasno dał jej znać, że już był. Odłożyła torebkę, zauważając otwarte drzwi na taras i przed wejściem na niego zdjęła szpilki, czując ulgę. Uśmiechnęła się na jego widok od tyłu oraz przygotowaną kolację — ah, mogło być wszystko pięknie, tak? Nachyliła się, obejmując go od tyłu i całując Charliego delikatnie w policzek na przywitanie. — Cześć — powiedziała cicho przy jego uchu, zaraz nawiązując z nim kontakt wzrokowy i… zamarła. Iskierki w oczach przygasły, szczęśliwy uśmiech zrzedł, bo jego spojrzenie jasno mówiło, że coś się stało. Powaga, z jaką się do niej zwrócił i samo wyrażenie. Usiądź, Blair. Posłusznie obeszła kanapę i klapnęła na fotelu obok, wbijając w niego intensywne spojrzenie, którym najchętniej wyczytałaby z niego wszystko od razu. Czuła ogromne spięcie w ciele i serce, które biło kompletnie niemiarowo, bo jego spojrzenie nie wskazywało na nic dobrego. Cholera, znała go praktycznie całe swoje życie, czasami miała wrażenie, że potrafiła go zrozumieć lepiej niż samą siebie. Ten kontakt wzrokowy odbierał jej powietrze w płucach, gdy z każdą kolejną sekundą dostrzegała w nim jakiś ból i… poczucie winy? Boże, w końcu zawsze tak na nią patrzył, gdy obawiał się, że będzie na niego zła. — Co zrobiłeś? — wydusiła z siebie, nieświadomie po tym pytaniu wstrzymując oddech i czekając na odpowiedź.

Dzień sądu ostatecznego nadszedł.

traitor
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

If you tell me you're leaving, I'll make it easy
It'll be okay


Gdy jej ramiona oplotły go od tyłu, a ciepłe usta musnęły jego policzek, Charlie nawet nie drgnął. Nie odchylił głowy, nie uniósł dłoni, by dotknąć jej przedramion… no i przede wszystkim nie odpowiedział na ciche, rzucone prosto w jego ucho przywitanie. Cześć. Nie, zamiast normalnie się z nią przywitać jak człowiek, poprosił, żeby usiadła. Przyglądał się swojej narzeczonej w milczeniu - z bólem serca obserwował, jak iskierki w jej oczach sekunda po sekundzie gasły, jak uśmiech powoli znikał z jej twarzy, jak pojawiło się napięcie. Bolało. Patrzenie na nią w tej sytuacji naprawdę bolało, zwłaszcza, że zdawał sobie sprawę, że zaraz wywoła burzę, a Blair zdawała się przeczuwać, że nie chodziło o zwykłe problemy rodzinne lub biznesowe. Znała go zbyt dobrze. On też ją znał. Wiedział, że gdy tylko w ciągu kilku minut wyjawi jej prawdę, Blair będzie wściekła, ale wściekłość czy złość były w tym przypadku absurdalnymi określeniami, nieprawdaż? W końcu… zdradził ją. Patrzył na nią w milczeniu, gdy obeszła kanapę i usiadła na fotelu obok niego, a w jego piersi narastał żal. Co mogła czuć osoba zdradzona tuż po usłyszeniu prawdy? Smutek? Złość? Zranienie? Poczucie niesprawiedliwości? Spróbował wyobrazić sobie odwrotną sytuację - jak jakiś niepełnosprawny empata, kurwa mać - i na samą myśl, że Blair mogłaby go zdradzić, pojawiała się tylko… złość. I to nie na nią, tylko na ewentualnego towarzysza tej zbrodni, że wykorzystał sytuację i zajął jego miejsce przy jej boku. Cóż, te emocje prawdopodobnie były spowodowane faktem, że tylko wyobrażał sobie taką sytuację, a nie jej doświadczył, bo przecież… naprawdę mógł ją sobie tylko wyobrażać, a przynajmniej tak uważał. Szybko odsunął te myśli na bok, bo samo myślenie o takich rzeczach w takim momencie było ewidentnym brakiem szacunku do Blair. Brawo, Charlie, brawo, aplauz.

Powoli nachylił się do przodu i oparł łokcie na kolanach, po czym mocno splótł dłonie i znowu zerknął w jasne, przenikliwe tęczówki Mayfield, w których jeszcze pół roku temu widział swoją przyszłość, a teraz... Teraz nie wiedział, czy po tym wszystkim... Czy Blair w ogóle będzie w stanie na niego patrzeć, gdy powie jej prawdę? Nie chciał dłużej uciekać i wymyślać kolejnych wymówek. Jego narzeczona zasługiwała na prawdę. Między nimi zapadła jednak cisza, bo Charlie zbyt długo usiłował znaleźć w głowie odpowiednie słowa. "Zdradziłem cię" brzmiało w jego głowie bardzo... źle. No i przy okazji, zamiast skupić się na wyznaniu swoich grzechów, zaczął się zastanawiać, jakiej reakcji powinien się spodziewać? Czy Blair zaraz rzuci w niego tym drogim winem, które stało na stoliku? Zacznie krzyczeć? Zamknie się w sobie czy rozpłacze? A może po prostu wyjdzie, zostawiając go samego? Nie wiedział, ale wyglądało na to, że stracił prawo do domysłów w momencie, gdy wszedł do łóżka komuś innemu. A raczej ktoś inny wszedł jemu.

If we can't stop the bleeding
We don't have to fix it, we don't have to stay


Co zrobiłeś? Zaskoczyło go to pytanie, ale nawet nie drgnęła mu powieka. Czy ona… podświadomie wiedziała już od dawna? Czy ostatnie miesiące jego emocjonalnej nieobecności i późnych powrotów do domu w końcu ułożyły się w jej głowie w jeden konkretny scenariusz? Cholera, przecież Blair była zbyt inteligentna, żeby nie dostrzec żadnych znaków. Widział jej wyczekujące spojrzenie i… nie. Nie, nie było żadnego sensu w przeciąganiu tej chwili dłużej. Żadne słowa nie były właściwe w tej sytuacji, więc postanowił, że jego wyznanie będzie krótkie. - Nie byłem sam na Teneryfie - odezwał się w końcu, a każde słowo z trudem wychodziło z jego ust. Spuścił wzrok i utkwił go na moment w swoich dłoniach. Cholera. W ogóle mu nie ulżyło, gdy wyznał jej prawdę. Jednak z drugiej strony - przecież nie powinno, zdradził ją, do cholery, jak mógł oczekiwać, że po czymś takim poczuje się lepiej? Poczuł się gorzej. Ale kurczę… chwila. Wydawało mu się, że to jedno zdanie, które wypowiedział, nie brzmiało wystarczająco dosadnie. W końcu na Teneryfie mógł być również z asystentem, przyjacielem albo innym pracownikiem, więc… czas postawić sprawę jasno, prawda? Wziął głęboki wdech. - I spędziłem noc z inną - dokończył cicho i znów spojrzał na jej posągową twarz, ciemne włosy okalające policzki i jasne oczy, w których zaraz spodziewał się zobaczyć ból. Przeniósł wzrok na jej dłonie, na ten pieprzony pierścionek, który wciąż błyszczał na jej palcu, i... kurwa, on przecież właśnie rozpierdolił ich życie.

Oh, if the future we've dreamed of is fading to black
I will love you either way


🦢🖤
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W jej sercu siedział ogromny ciężar, wręcz kamień, który z trudem unosiła przy każdym kolejnym oddechu. Chciała prawdy, naciskała na nią oraz na rozmowę, jednak gdy przyszedł moment, w którym jej narzeczony chciał z nią porozmawiać, oznajmiając jej to poważnym głosem, ona… miała ochotę uciec. Po całym dobrym dniu marzyła, żeby zatopić się w jego ramionach i spędzić miły wieczór, tym bardziej skoro po jego powrocie z Teneryfy nie mieli zbyt dużo dla siebie czasu. Dawała mu dokończyć swoje sprawy, a najwidoczniej jego uniki wynikały z czegoś innego. Gula w gardle powiększała się z każdym następnym spojrzeniem w jego kierunku i nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Nie była w stanie przewidzieć tej rozmowy ani przygotować się do niej. Siedziała i uważnie mu się przyglądała, mimo wszystko mając nadzieję, że jej intuicja się myliła i wcale nie znała go tak dobrze, jak myślała. Naprawdę chciała, aby zaczął mówić teraz o kompletnych pierdołach, rzeczach mało ważnych, dotyczących ich rodzin czy biznesu. Żeby mogła na niego nakrzyczeć, że się niepotrzebnie zestresowała, bo zrobił napięcie, jakby przynajmniej oznajmiał jej, że umiera.

A w tym momencie umierali oni obydwoje.

Ta cisza, w której układał swoje słowa, zdawała się ciągnąć w nieskończoność i dobijało ją to, bo nie zbierałby się aż tak, aby powiedzieć jej o jakiejś błahostce. Nie byłem sam na Teneryfie. Wstrzymała oddech i spojrzała na niego pytająco, bo rzeczywiście — było przynajmniej kilka osób, które mogłyby uczestniczyć z nim w tym wyjeździe i przecież nie mogła mieć do tego zastrzeżeń. Uważnie mu się przyglądała i cholera, w tym całym przytłoczeniu i stresie, robiło jej się żal Charliego, bo wyglądał, jakby przechodził przez tortury. Do ostatniej chwili wyrzucała ze swoich myśli jakiekolwiek podejrzenia zdrady, ignorując je, bo przecież nie zrobiłby jej tego, prawda?

…p r a w d a ?
Nieprawda.

I spędziłem noc z inną.

W tym momencie wypuściła całe kotłujące się powietrze i napięcie, które do tej pory wstrzymała. To jedno zdanie obijało się po jej głowie raz za razem, zagłuszając każdą inną myśl i sprawiając, że czuła się… pusta. To, jaka pustka ogarnęła ją w tym jednym momencie była przerażająca. Jasne oczy, które zazwyczaj wypełnione były ciepłem i tym cholernym zaufaniem, nagle zrobiły się lodowate i pełne bólu. Nie docierało to do niej, przez chwilę miała nawet wrażenie, że się przesłyszała, ale nie była wstanie wydusić z siebie nawet krótkiego słowa, jakiegokolwiek pytania, którym potwierdziłby, że musi iść do lekarza po padło jej na słuch. Ale czy gdyby tak było, to czy to jedno zdanie tak mocno uderzyło jej w pamięć? Przez chwilę po prostu mu się przyglądała, szukając oznak, które sugerowałyby, że był to jeden wielki żart i za to będzie mogła wygonić go na kanapę na następne pół roku. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. — Charles Thomas Marshall… — zawiesiła swój głos, dając mu ostatnią możliwość, żeby wycofał się z tego nieśmiesznego żartu, ale… nic takiego nie nastąpiło. — …coś ty narobił — wydusiła z siebie. Była w szoku i to ogromnym, nawet jeśli intuicja już wcześniej podpowiadała jej tę możliwość. Nawet jeśli jego tygodnie emocjonalnej nieobecności, późne powroty do domu i ten cały smutek, który jej towarzyszył, były zwiastunem tego wszystkiego. Ona cały czas go broniła przed samą sobą. Wymyślała usprawiedliwienia, ignorowała, żeby koniec końców dostać w twarz informacją o zdradzie i… słodki jezu. Poczuła jak łzy pieką ją od środka, ale nie mogła dać im ujść. Nie mogła pokazywać swojej słabości przy osobie, której… w jednym momencie przestała ufać. Otworzyła usta, żeby zadać jakiekolwiek pytanie, ale nie umiała zebrać myśli w słowa, bo każde pytanie otwierało jej nowe ścieżki i wątpliwości. Na co była im ta kłótnia przed jego wyjazdem? Czy już wtedy coś było na rzeczy? Czy była to przypadkowa osoba, czy zaprosił kochankę na hiszpańską wyspę, aby spędzić uroczy czas razem? Parsknęła, wstając z fotela i przechadzając się w kierunku balustrady, przeczesała swoje włosy, na moment zaciskając w nich swoje palce. Spojrzała na panoramę Toronto; ten piękny widok, który uwielbiała i był widoczny z ich wspólnego apartamentu, a który teraz ją obrzydzał. Wszystko ją obrzydzało. Odwróciła się w jego kierunku, podchodząc do stolika i stając po jego drugiej stronie, naprzeciw Charliego, splotła ramiona na piersi, wbijając w niego lodowate spojrzenie. — Ile to trwa? — pytanie numer jeden, wypowiedziane jak ostry nóż, którego nie była w stanie pohamować. — Zaprosiłeś… ze sobą, czy poznałeś na miejscu? — potrzebowała wiedzieć szczegółów. Nawet gdyby najebał się i popełnił błąd.... to nic nie zmieniało. — Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić? Po tylu latach, po tym co przeszliśmy, po tej ostatniej rozmowie, kiedy… kiedy wciskałeś mi że jest wszystko dobrze, do cholery jasnej — wyrzuciła z siebie. Była zła. Blair nie przeklinała bez potrzeby, a teraz każde przekleństwo piekło ją w język. — Mydliłeś oczy, wciskałeś kit, a ja wierzyłam w to wszystko jak ostatnia idiotka, jeszcze usprawiedliwiając cię na milion różnych sposobów, bo mówiłeś, że potrzebujesz przestrzeni. Zajebiście wykorzystałeś tę przestrzeń, nie ma co, gratuluje! — parsknęła gorzkim śmiechem, patrząc z niego z zawodem. Z kompletnym rozczarowaniem i rozdzierającym bólem serca, aż w końcu już nie mogła. Odwróciła spojrzenie, bo jego widok sprawiał, że chciało jej się ryczeć — a nie mogła płakać. Nie teraz. — Zniosłabym najgorszą prawdę, Charlie. Że mnie nie kochasz, że tego nie czujesz, że ci się znudziłam — zrobiła pauzę, przymykając na chwilę oczy i gdy je otworzyła, zdecydowała się wrócić do niego spojrzeniem. — Ale ty po prostu postanowiłeś nas zniszczyć.

cheater
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I feel lost and dangerous
Think I've gotta change this


Charles Thomas Marshall, coś ty narobił. No właśnie, co on narobił? Nie spuszczał wzroku z Blair - przyglądał się z ciężkim sercem, jak w jej oczach pojawił się chłód, jak pobladła, jak na jej twarzy wymalował się szok. Poczuł silny skurcz w żołądku. Gdy wstała i podeszła do barierki, momentalnie wstał i postąpił krok w jej kierunku, ale wpół kroku się zatrzymał. Nie wiedział, co powinien jej powiedzieć. Stracił ją, prawda? Żadne słowa nie mogły zmniejszyć ten przepaści, która między nimi powstawała. Nagle odwróciła się do niego i spojrzeli sobie w oczy. W jej lodowatych oczach widział tylko i wyłącznie rozczarowanie. Smutne, bolesne rozczarowanie. Zawiódł ją na każdym polu. Okłamał ją, zdradził i zawiódł.

Ile to trwa? Pytanie przecięło powietrze jak nóż. Ból. Skrzywił się. - To nie trwa - wykrztusił, przyglądając się jej bladej twarzy. Czuł obrzydzenie do siebie, że doprowadził ją do takiego stanu. - Blair, to nie trwa. To była tylko jedna noc - dodał, zanim Mayfield wyrzuciła z siebie długi monolog. Chciała szczegółów. Chciała wiedzieć, czy miał romans od dawna, czy uległ chwilowej pokusie na miejscu. Kłamanie nie miało sensu. Nie chciał jej oszukiwać. Nie skracał dystansu między nimi, stali naprzeciwko siebie w pewnej odległości. Walczył ze sobą, żeby nie porwać jej w objęcia. Tak bardzo chciał ją uspokoić, przytulić, pogłaskać jej włosy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale… nie mógł. On był przyczyną jej bólu. Nie mógł tego naprawić jednym pstryknięciem palcami. - Poleciała ze mną. Poznaliśmy się w szpitalu, opiekowała się moim ojcem - wyznał z podniesioną głową, a każde słowo paliło gardło. Nie potrafił myśleć o Ivy w sposób inny niż ten, że zdradził z nią kobietę swojego życia.

Żałował, ale co z tego?

Słuchał potoku słów narzeczonej, oskarżeń o wciskanie kitu i mydlenie oczu… i nie przerywał jej. Po prostu słuchał. Wiedział, że na to zasłużył. Nie próbował się bronić, nie protestował, zasłużył na każdą obelgę, przekleństwo i sarkastyczne gratulacje. Zasłużył na to, żeby cierpieć tak samo, jak ona teraz cierpiała. W jego klatce piersiowej narastał tak potworny ucisk, że ledwo był w stanie zaczerpnąć powietrza. Bez słowa patrzył na Blair i widok jej pękniętego serca bolał bardziej niż cokolwiek innego. Najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że miała rację, w każdym pieprzonym słowie i zdaniu. Oddałby wszystko, całe swoje cholerne życie, byle tylko cofnąć czas i nie popełnić wszystkich błędów, które popełnił, a zamiast tego mógł jedynie bezradnie patrzeć, jak ich idealne, poukładane życie rozpadało się jak domek z kart. Przez niego. I nie chodziło tylko i wyłącznie o jedną, pieprzoną noc. Nie chodziło tylko i wyłącznie o to, że wylądował w łóżku z inną. Chodziło o każdy dzień przed i po. O te wszystkie chwile, gdy patrzył Blair w twarz i milczał. O tym, jak perfidnie mydlił jej oczy, udając zmęczenie, zasłaniając się pracą i kontraktem. Manipulował jej zaufaniem, karmił kłamstwami... a ona, lojalna i kochająca, przyjmowała to wszystko.

But I'm lying, the world is empty now
And the feelin', of havin' you around


Postanowiłeś nas zniszczyć. Bolało. Dlaczego to tak cholernie bolało? Z własnej winy stracił… wszystko. Postąpił krok do przodu, skracając dystans pomiędzy nimi, nawet wyciągnął rękę w stronę Blair, ale nie dotknął jej. Wziął głęboki wdech. Jego kolej. - Masz rację, zniszczyłem nas, sam, na własne życzenie, to był największy błąd w moim życiu i oddałbym wszystko, żeby cofnąć czas, ale to niemożliwe. Cholera, Blair! Żałuję tego, co się stało, ale wiem, że mój żal niczego nie naprawi - powiedział, a głos zadrżał mu niebezpiecznie. Przeciągnął dłońmi po twarzy i westchnął. Spojrzał na jej pierścionek zaręczynowy, który wciąż tkwił na jej palcu jak obietnica, którą… złamał. - Kochałem cię, kocham i będę kochać. Nie mam nic na swoją obronę. Zjebałem - dokończył szeptem, patrząc prosto w jej błękitne tęczówki. Widział w nich złość, rozczarowanie, smutek, obrzydzenie… Zasłużył na to wszystko. Westchnął. Dlaczego zaczął czuć rezygnację? Dlaczego zaczął myśleć, że Blair zaraz wyjdzie i zostawi go na zawsze? Dlaczego całe jego ciało protestowało z tego powodu? - Masz prawo mnie nienawidzić - dodał po chwili ciszy, w końcu kładąc dłoń na jej przedramieniu. Czekał, aż Blair wyrwie się z tego uścisku, aż go uderzy, nakrzyczy na niego albo po prostu odwróci się na pięcie i wyjdzie z apartamentu, zabierając ze sobą walizkę. Zrobiłby wszystko, byle tylko nie pozwolić jej odejść, ale… przecież sam otworzył drzwi i wypchnął ją z ich wspólnego życia. Wiedział, że zaraz go odrzuci i strąci jego rękę w cholerę, ale potrzebował tego. Po raz ostatni.

And I fucked up, my blood is pumpin' loud
Can hear it all through town


🦢🖤
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Yeah, you could say you miss all that we had
But I don't really care how bad it hurts
When you broke me first
You broke me first


To nie trwa.
Brzmiało to jak coś pozytywnego, jak coś niosącego nadzieję, a zamiast tego zastanawiała się, jak to powinna odebrać. Nie umiała określić, czy ból w jej sercu się nasilał, czy może odczuwała niewielką ulgę spowodowaną świadomością, że to nie było coś… długodystansowego. Ale czy na pewno? — Tylko. Jedna. Noc. — wycedziła, nie wierząc, co słyszała. — Aż. Jedna. Noc. — poprawiła go jakże łaskawie, nie odrywając od niego spojrzenia. Jeśli czuł się źle z jej lodowatym, przeszywającym spojrzeniem to miała zamiar utrzymywać je, dopóki stanie się nie do zniesienia. Dodatkowym kłamstwem pogorszyłby swoją sytuację, chociaż Blair szczerze wątpiła, że miałaby siłę na dodatkowe analizowanie jego prawdomówności. Ta rozmowa kosztowała ją już wystarczająco i choć większa dawka informacji będzie pogłębiać jej ból, to jednak potrzebowała wiedzieć więcej. Musiała wszystko skleić sobie w całość i przepracować do sama… — W styczniu. — To był stwierdzenie, a nie pytanie. To wszystko trwało od tak długiego czasu? Co działo się w międzyczasie? — I co? Postanowiłeś jej podziękować, tak? Tak nagle? — zapytała, próbując zebrać w myślach wszystko, co działo się na przestrzeni ostatnich miesięcy. — Nawet nie wiem, o co mam cię zapytać, bo już wątpię w to, co było prawdą, a co kłamstwem — rzuciła rozgoryczona. Teraz kwestionowała każde jego najmniejsze słowo, każdy gest, każdą obietnicę oraz czułe słowa, które kierował w jej kierunku. Po co była ta cała szopka? Po co wodził ją za nos, skoro w międzyczasie pojawiła się inna kobieta, która potrafiła zawrócić w jego głowie? — Przed twoim wyjazdem na Teneryfę powiedziałam ci, że wiem, że nie zostałeś dłużej w pracy — zaczęła, czując jak gula w gardle narastała z zatrważającą prędkością. — Zagrałeś mi wtedy na cholernym sumieniu, sprawiając, że po raz kolejny cię usprawiedliwiałam… A ty byłeś wtedy z nią, prawda? — w połowie zdania jej głos się załamał, ale szybko odchrząknęła, nie pozwalając sobie na chwilę słabości. Nie na oczach osoby, której już nie ufała. Nie w momencie kiedy walczyła o swoją godność, chcąc… przynajmniej dowiedzieć się prawdy na koniec. Czekała na potwierdzenie i w głębi duszy wiedziała, że przynajmniej większość jego późniejszych wyjść z pracy czy spóźnień na wspólne plany, mogła być spowodowana osobą trzecią. Kobietą, której nie znała, ale nienawidziła jej z całego serca — bo co za szanująca się osoba próbowała usidlić zajętego już faceta? I jednocześnie nasuwa się pytanie, co takiego miała ona, a czego Blair nie była w stanie dać Charliemu?

Jak to wszystko miało teraz wyglądać? Jak miała patrzeć mu w oczy i nie czuć rozdzierającego bólu serca oraz nie bać się, że jego następne słowo również będzie kompletnym kłamstwem? Jaki był w ogóle powód, że po miesiącach życia w ułudzie, postanowił się przyznać? Czy sumienie i poczucie winy zapiekło zbyt mocno, czy po prostu z opóźnieniem zrozumiał, co tak naprawdę stracił?

Stała twardo, nie ruszając się o krok, ale jej spojrzenie jasno mówiło, że nie powinien przekraczać tej niewidzialnej granicy jej sfery osobistej. Jego słowa, lekkie drżenie głosu w całej wypowiedzi i fakt, że żałował… nie potrafiła powstrzymać kilku pojedynczych łez, które wypłynęły jej z oczu. Nie potrafiła już tego powstrzymać, bo najwidoczniej nagromadziło się już ich zbyt wiele. Każde słowo sprawiało, że łzy piekły mocniej, a ona próbowała się nie rozpłakać.

Musiała być silna. Dla siebie.

Cały czas obserwowała go uważnie i widziała, jak opuścił spojrzenie na jej splecione na piersi ręce. Pierścionek. Przypomniała sobie o nim i jak na zawołanie zapiekł ją niemiłosiernie w palec. Palił, wyżerając się w jej skórze i dając o sobie znać, że żadna symbolika nie była w stanie być gwarancją sukcesu; że uczucia były ulotne, a jedna nieprzemyślana decyzja może wszystko doszczętnie zrujnować.

Kochałem cię, kocham i będę kochać.

— Dlaczego? — wydusiła z siebie, mrugając szybciej, żeby oszczędzić sobie kolejnych słonych łez na swoich policzkach, a zamiast tego postanowiły one wypłynąć. Cholera. — Skoro twierdzisz, że mnie kochasz, to dlaczego skrzywdziłeś mnie w ten najbardziej brutalny sposób? — wyrzuciła z siebie, czując jak ciężki oddech osiada na jej płucach. — Co sprawiło, że w ogóle spojrzałeś na nią… w ten sposób? — były to ciężkie pytania, których odpowiedzi mogły ją zniszczyć już do końca, ale najwyraźniej lubiła siebie biczować. Może po prostu chciała… dociągnąć tę sprawę, żeby później nie mieć w głowie tuzina pytań, na których odpowiedzi nigdy nie pozna? Chciała wmawiać sobie, że robiła to dla siebie, dla własnego komfortu psychicznego, ale też nie mogła przed sobą ukrywać, że zżerała ją chorobliwa ciekawość, co w niej takiego było. — Nie dotykaj mnie — rzuciła ostro, zrzucając jego rękę ze swojego ramienia i odsuwając się o pół kroku. — Dziękuję bardzo za przypomnienie mi o moich prawach — rzuciła i gdzieś w głowie zabolało ją wspomnienie ich ostatniej kłótni. — Może znowu powinieneś mi przypomnieć, żebym nie robiła z siebie męczennicy? — przypomniała mu słowa, które ją wtedy zabolały, a które teraz, z perspektywy sytuacji, wydawały się być… autentycznie zabawne. — Jest mi żal, że nie potrafiłeś ze mną porozmawiać. Przyznać się już wcześniej, że coś było nie tak. Zasłaniałeś się pracą jak tchórz i po tylu latach po prostu uciekłeś do innej w… chwili słabości. Nadal tego nie rozumiem, ale nienawidzę cię za to, co mi zrobiłeś. I jestem wkurwiona na siebie, że ci zaufałam. Że ufałam ci jak nikomu, kurwa, innemu, bo oddałaby tobie swoje życie, a ty… — urwała, biorąc głęboki wdech po słowotoku, który wyrzuciła z siebie praktycznie na jednym wdechu. To był moment, w którym jej słowa nie były przemyślane i precyzyjne. Wyrzucała wszystko co jej ślina na język przyniosła, żeby poczuł się tak samo źle, jak ona się czuła. Podczas swojego monologu podeszła do niego bliżej, zadzierając lekko brodę i patrząc mu hardo w oczy. — Nie chcę. Cię. Już. Widzieć. — Z każdym słowem uderzała lekko bo lekko, ale zaciśniętą pięścią w jego klatkę piersiową i choć jej słowa oraz uczucia były gorzkie, tak sama Blair była emocjonalnie rozbita i jej serce gdzieś potrzebowało chwili otuchy. Tym krótkim gestem chciała dać upust emocjom, bo tylko na to mogła liczyć, skoro ramiona, które zawsze chroniły ją przed złem świata, nagle stały się niewyobrażalnie obce.

I hate you as much as I love you
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I know what we’re supposed to do
It’s hard for me to let go of you
so I’m just tryna hold on


Tylko. Jedna. Noc.
Aż. Jedna. Noc.


Charlie pokręcił głową. Naprawdę chciała teraz czepiać się słówek? - Blair - westchnął i rozłożył ramiona, gotów zaprotestować, ale głos uwiązł mu w gardle, bo… miała rację. Stuprocentową rację. Dla Charliego może i była to tylko jedna, nic nieznacząca noc, ale dla Blair - jedna noc. I ta jedna noc wystarczyła, żeby stracił jej zaufanie i obrócił w popiół lata budowania zaufania, wspólne plany, obietnice… Zasłużył na to wszystko. Nie powinien w ogóle się odzywać ani wchodzić w jakąkolwiek polemikę. Na pewno nie powinien też próbować minimalizować tego, co zrobił, ani chować się za bezpiecznymi słowami, żeby rozmyć swoją winę. Zdradził ją. Nieważne, że to była tylko jedna noc. Efekt był ten sam.

Kurwa, przecież wiedział, że ta rozmowa będzie cholernie trudna - przygotowywał się do niej, ale rzeczywistość i tak go przerosła. Nie sądził, że to wszystko będzie aż tak boleć. Serce waliło mu jak oszalałe, a on miał wrażenie, że całe dotychczasowe życie wymykało mu się z rąk i mógł tylko przyglądać się temu z boku jak bierny obserwator. Nigdy wcześniej nie widział Blair w takim stanie - patrzył na jej trzęsące się ręce i bladą twarz i musiał walczyć ze sobą, że nie zamknąć jej w szczelnym uścisku. Jednak jak miał ją chronić przed samym sobą? A teraz jeszcze te wszystkie pytania… Nie chciał dłużej jej okłamywać. Gdy Blair zaczęła na niego napierać, żądając szczegółów, poczuł się przyparty do muru. - Miała ciężki czas w życiu i… - urwał, bo zaczął zdawać sobie sprawę, co on najlepszego wygadywał. Kurwa. Po co w ogóle wdawał się w szczegóły? Czy naprawdę próbował szukać teraz głupich usprawiedliwień, jakby to miało cokolwiek zmienić? Nie, nie będzie jej opowiadał o drugiej kobiecie. - Blair, nie chcesz o tym słuchać, uwierz mi - uciął, po czym włożył dłoń do kieszeni i odwrócił się na moment, żeby przejechać dłonią po twarzy. Dopiero teraz poczuł strach przed utratą jej na zawsze. Wziął głęboki wdech, odwrócił się z powrotem i postąpił krok w jej stronę.

A ty byłeś wtedy z nią, prawda?

Zatrzymał się wpół kroku i zamarł. Nie mógł jej znowu okłamać. Nie dzisiaj. - Tak - potwierdził cicho, patrząc jej prosto w oczy. Opuścił bezradnie ręce wzdłuż ciała i zacisnął usta. - Okłamałem cię. Wbiłem cię w poczucie winy, żebyś przestała pytać. Przepraszam - dodał jeszcze ciszej niż wcześniejsze słowo i przeniósł wzrok gdzieś w bok, na panoramę Toronto, mimo że nie był w stanie dostrzec żadnych szczegółów. Tak bardzo żałował tego wszystkiego... A przecież był świadomy konsekwencji, jeszcze świadomie odkładał to wszystko w czasie. Przeniósł wzrok na Blair z powrotem dopiero, gdy załamał jej się głos. Czekał, aż po jej policzkach popłyną łzy, ale nic takiego nie nastąpiło. Trzymała się naprawdę twardo, ale domyślał się, co czuła w środku. Przecież znał ją nie od dziś. Znał jej uśmiechy, fochy, wybuchy złości i chwile słabości... Znał ją od zawsze.

I don’t wanna move on
I don’t wanna know what it’s like when you’re gone for good


Przypomniało mu się, jak mieli po siedem lat i bawili się w berka w ogrodzie jego rodziców, a on ciągle żartował, że kiedyś zostanie jego żoną, na co ona tylko prychała ze śmiechem. Pamiętał też noc, gdy mieli po piętnaście lat, i uciekli z nudnego bankietu rodziców - ukradli wtedy butelkę drogiego ginu z barku ojca Charliego i siedzieli na strychu, przysięgając sobie, że nigdy nie będą tacy nudni i sztywni jak ich rodzice. Pamiętał też smak jej ust, gdy pierwszy raz wyznał jej miłość. Pamiętał również to uczucie dumy, gdy prawie dwa lata temu wsunął jej na palec pierścionek zaręczynowy.

A teraz ta sama dziewczyna stała przed nim i pierwsze łzy spływały po jej policzkach, bo najważniejsza osoba w jej życiu okazała się tą, która wbiła jej nóż prosto w plecy. Podszedł do niej i położył jej dłoń na ramieniu - nie mógł patrzeć na jej łzy. Chciał ją objąć, przytulić, wtulić twarz w jej włosy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze… ale nie mógł. Mógł tylko liczyć na to, że nie zrzuci jego ręki. Dlaczego? Co sprawiło, że w ogóle spojrzałeś na nią… w ten sposób? - Nie wiem, Blair, przysięgam, nie wiem. Nie planowałem tego, uwierz mi - powiedział, zanim Mayfield zażądała, żeby jej nie dotykał. Odsunęła się od niego o krok i strzepnęła jego rękę z ramienia. Auć. Zabolało. Nie fizycznie, mimo że gdzieś w środku poczuł, jakby ktoś z całej siły walnął go w brzuch. Chciał zaprotestować i mało brakowało, żeby zaczął ją błagać na kolanach, aby pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, ale jej jeden stanowczy gest sprawił, że zamiast tego stał jak sparaliżowany. Stało się. Właśnie stracił prawo do jej pocieszania i nie mógł w to uwierzyć.

I didn’t know that loving you was the happiest I’ve ever been


Stał w miejscu z opuszczonymi rękami i nawet nie zareagował, gdy przypomniała słowa o męczennicy. Dopiero teraz do niego dotarło, jak bardzo był obrzydliwy i do czego się posunął, żeby chronić własny tyłek. Zbyt długo ją okłamywał. Słuchał jej słowotoku i nie zamierzał jej przerywać, mimo że chciał wykrzyczeć jej prosto w twarz, że nie uciekł, że ją kochał i chciałby wszystko naprawić - o ile w ogóle dało się cokolwiek naprawić. Głos znowu uwiązł mu w gardle, jakby poczucie winy, które zbierało się w nim od miesięcy, chciało go udusić właśnie w tym momencie, żeby padł przed nią na kolana i wyzionął ducha na jej oczach. Nagle podeszła do niego bliżej, tak blisko, że musiała zadrzeć głowę do góry, żeby spojrzeć mu w oczy, a z jej ust padło pięć lodowatych słów. Nie chcę. Cię. Już. Widzieć. Gdy z każdym kolejnym słowem uderzała go w pierś zaciśniętą dłonią, nawet nie drgnął. Stał nieruchomo i pozwalał, aby wyładowała na nim swoją wściekłość. Uderzenia były lekkie, prawie bezsilne, ale emocje, które ze sobą niosły… już nie. Gdy poczuł ostatnie uderzenie na swojej klatce, instynkt wygrał. Zanim zdążyła cofnąć ręce, przechwycił jej nadgarstki i unieruchomił jej zaciśnięte pięści na swojej piersi. - Blair - wypowiedział jej imię i spojrzał jej głęboko w oczy. Prawdopodobnie spięła się pod jego dotykiem, ale nie puścił jej. Zamiast tego zrobił krok do przodu, całkowicie niwelując dystans pomiędzy nimi i szarpnął ją lekko, zamykając ją w uścisku. Oplótł ramionami jej plecy i przytulił ją mocno, jakby od tego zależało jego własne życie, ignorując zapewne wszelkie jej próby wyrwania się. - Wiem, że mnie nienawidzisz, ale posłuchaj mnie, do cholery - powiedział stanowczo prosto w jej włosy. Nie zamierzał pieprzyć farmazonów o dawaniu przestrzeni ani odgrywać honorowego faceta, który idzie pakować walizki, kiedy ona właśnie rozsypywała się na jego oczach. Zacisnął ramiona wokół jej pleców jeszcze mocniej. - Okładaj mnie, krzycz, nienawidź mnie, proszę bardzo - zaczął, przytulając ją mocno. Miał wrażenie, że po raz ostatni. - Ale chcę, żebyś wiedziała, że jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. Zjebałem wszystko, co mieliśmy, ale błagam cię, nie skreślaj nas - mówił dalej. Jej łzy chyba zaczęły wsiąkać w jego koszulę. Cholera. - Nie poddam się, nie odwrócę się na pięcie i nie wyjdę z twojego życia, bo jesteś dla mnie wszystkim. Będę o ciebie walczył, słyszysz? - urwał, a głos mu zadrżał. Uch, kurwa jego mać. Bolało. - Do końca mojego życia - zakończył, dalej mocno trzymając Blair w objęciach. A teraz… gdy już powiedział wszystko, co miał do powiedzenia… zostało mu czekać, aż Blair zacznie się wyrywać, uderzy go znowu albo po prostu wtuli się w niego mocniej.

Jezu, tak bardzo pragnął, żeby mu wybaczyła. Nie wyobrażał sobie bez niej życia.

Hold on, I don’t wanna know what it’s like when you’re gone


🦢🖤
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”