To nie tak, że kompletnie nie doceniał tego, że jeszcze przed wyjazdem postanowiła zadbać o jego garderobę i znaleźć czas na zakupy, którymi w zasadzie wcale nie musiała zawracać sobie głowy. Po prostu… no dobra,
trochę może jednak nie doceniał. Uznając mimo wszystko tę nieszczęsną koszulę za zdecydowaną
przesadę. Nie musiał się przecież stroić na ten cholerny pokaz, jakby to on sam miał w nim brać udział. Zwłaszcza, że głównym założeniem było to, by dotrzeć na miejsce razem z Elsą, upewnić się, że przed tym jak miałaby całkowicie skupić się tylko i wyłącznie na włosach modelek, nie zamierzałaby na przykład paść trupem ze stresu i… być może ulotnić się na jakiś czas, gdyby już uznał, że jego dalsza obecność była całkowicie zbędna.
A do tego zdecydowanie nie była mu potrzebna koszula.
Niezależnie od tego, jak bardzo
oddychająca i przewiewna by ona nie była…
–
A czemu zamiast tego nie mogę wyglądać po prostu normalnie…? – jasne, przerabiali to już wczoraj, kiedy tylko zorientował się, w co chciała go ubrać kolejnego dnia, ale… najwyraźniej wciąż jeszcze nie zdążył uznać tej kolejnej próby wyperswadowania jej tego za kompletnie beznadziejną. Albo po prostu jeszcze nie dopuszczał do siebie możliwości, że taka właśnie
musiała być. Choć możliwe, że powoli rzeczywiście to do niego docierało, co być może dałoby się wywnioskować z kolejnego przeciągłego westchnięcia, w którym przy odrobinie dobrej woli pewnie dałoby się wychwycić niewypowiedziane
w porządku, nieważne oraz uznać za kapitulację.
Po prostu musiał zapamiętać na następny raz, by może jednak dodać od siebie nieco więcej do całego tego pakowania i odpowiednio wcześnie zainteresować się zawartością walizek. Najlepiej jeszcze
przed wyjściem z domu.
–
Skoro mówisz, że nigdzie jednak nie idziemy, to tak, to mógłby być lepszy strój – może i był kompletnie nieobiektywny w ocenie tego, jak Elsa miałaby wyglądać w
czymkolwiek, bez większego namysłu mogąc uznać, że w każdym swoim wydaniu wyglądała po prostu świetnie, ale… wspomniana koszula nocna faktycznie mogłaby stanowić całkiem mocną konkurencję dla większości możliwych strojów. Pod warunkiem, że rzeczywiście mieliby zostać w tym hotelowym pokoju i zapomnieć o tym, że tak w zasadzie przyjechała tu przecież do pracy. On z kolei mógł co najwyżej robić za
dodatek, który przy okazji mógłby być przynajmniej na tyle
użyteczny, żeby jej tej pracy nie utrudniać.
A skoro tak… koszula nocna musiała najwyraźniej poczekać na nieco lepszy moment.
Nawet jeśli już teraz jej wspomnienie mogło wywołać zarówno uśmiech na twarzy, jak i zmusić do rozważenia przynajmniej przez moment, czy mimo wszystko nie mieli jednak dość czasu, by przynajmniej przekonać się, czy faktycznie miałaby wyglądać na niej lepiej od tego kombinezonu…
–
A trzeba było nie skreślać ich tak od razu… Teraz pasowałyby wręcz idealnie – zaśmiał się krótko na jej kolejne słowa, całkiem skutecznie wypierając – albo po prostu ignorując – najwyraźniej fakt, że chyba sam zasugerował jej wtedy, że kosz na śmieci mógłby być idealnym miejscem dla tych idiotycznych butów… I że pewnie lepiej byłoby, żeby znalazły się w nim jeszcze przed tym, jak ona sama miałaby wylądować na izbie przyjęć z pewnie całkiem efektownym, ale raczej mało przyjemnym złamaniem. Albo i kilkoma, zależnie od tego, jak bardzo spektakularny miałby być jej upadek, który prędzej czy później miałby się wydarzyć, gdyby zdecydowała się zostać w tych szpilkach jeszcze trochę dłużej.
Oparłszy się plecami o futrynę drzwi prowadzących do łazienki, nie zamierzał za to w żaden sposób przerywać jej wyjaśnień odnoszących się do tego, po co tak właściwie zrywała się – a przy okazji i jego – z łóżka o tej niedorzecznej godzinie. Po prostu czekał cierpliwie, aż sama wyciągnie odpowiednie wnioski, co najwyraźniej nie miało potrwać zbyt długo. Choć widząc jej zmieszanie po tym, jak już zerknęła na zegarek i uświadomiła sobie, jak bardzo te wszystkie jej plany nie zgrywały się czasowo… chyba nawet nie był w stanie w żaden sposób się na nią złościć, czy choćby mieć jej za złe tej przedwczesnej pobudki… A chociaż powrót do łóżka rzeczywiście był opcją wyjątkowo kuszącą – nawet jeśli miałyby to być te
ledwie trzy godziny – chyba całkiem słusznie domyślał się, że i tak nie miałoby to najmniejszego sensu.
–
A później wrócisz z tym śniadaniem i znowu zaczniesz się zastanawiać, czy druga nerka faktycznie jest ci niezbędna do życia…? – parsknął z rozbawieniem, wspominając jej rozterki z poprzedniej nocy. Chyba powinien już pogodzić się z tym, że w najbliższym czasie nie będzie miał zbyt wielu okazji, by rzeczywiście się wyspać. Może w kolejnym hotelu, w jakim przyszłoby się im zatrzymać, powinien poprosić o oddzielny pokój…? Z zastrzeżeniem, by nie wpuszczać do niego Elsy przed wybiciem jakiejś rozsądnej godziny. Chociaż coś – pewnie całkiem słusznie – podpowiadało mu, że i to mogłoby nie pomóc.
–
Lepiej już nigdzie nie idź. Daj mi chwilę i… – sam jeszcze zerknął na własny zegarek, jakby wciąż jeszcze nieco zaspany umysł nie do końca zarejestrował fakt, że w zasadzie przecież Elsa powiedziała przed momentem, która była godzina.
Zbyt wczesna to wciąż mógł być jedyny słuszny wniosek. –
…możemy pójść na to śniadanie razem. A później pewnie zdążymy jeszcze dojść na miejsce nawet na pieszo, może po drodze będziesz miała okazję kupić gdzieś odpowiednie buty…
Raz jeszcze przeszedł przez pokój, żeby zgarnąć z krzesła te nieszczęsne ubrania – przy czym nawet dość skutecznie powstrzymał się, by nie powiedzieć już absolutnie nic na ich temat – a następnie na kilka chwil zniknąć z nimi w łazience. Bo tak, poranny prysznic mógł być całkiem niezłym pomysłem – tak dla odświeżenia się, jak i
dobudzenia, gdyby jednak kawa miała nie okazać się wystarczająca.
–
To jak…? Śniadanie, czy wolisz wyjść na nadgorliwą i jechać na miejsce o tych parę godzin za wcześnie? – rzucił, wychodząc wkrótce z łazienki w nieco już bardziej
ludzkim wydaniu. Jeśli za takie można było uznać fakt, że skoro już
musiał zakładać tę koszulę, to wolał zrobić to po swojemu. Z całą pewnością nie zamierzając jej bezsensownie zapinać pod samą szyję, rozpięte pozostawiając również mankiety, by rękawy dało się przynajmniej podwinąć na jakąś sensowną długość. Przy okazji musiał też uznać za bezsensowną jakąkolwiek próbę porządniejszego układania włosów, które nawet po ich umyciu i względnym przesuszeniu ewidentnie wciąż miały swój własny pomysł na to, jak powinny się układać. Jemu zaś pozostawało co najwyżej uznać ich autonomię w tym względzie i – nie przejmując się najwyraźniej tym, że być może jako
dodatek do stylistki ogarniającej fryzury modelek podczas pokazu, być może powinien podjąć tę nierówną walkę – pozostawić je bez własnej ingerencji.
Elsa Eriksen