ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

One.

Syrena policyjna przecięła wieczorną ciszę, gdy jednostka dostała zgłoszenie o poważnie wyglądającym wypadku przy drodze Highway 401. Nikogo nie zaskoczyło kolejne wyzwanie. Wypadki w tym miejscu zdarzały się codziennie, drobne kolizje nawet wielokrotnie w ciągu dnia. Te zdarzenia nie były spowodowane złym zaprojektowaniem drogi, problem tkwił w ilości przejeżdżających nią samochodów. Według statystyk na najbardziej obciążonych odcinkach przejeżdża tędy nawet do pięciuset tysięcy aut. Przy tak dużym ruchu wypadki nie były już żadnym zaskoczeniem — nie dla policji. Świadkowie zgłaszający incydenty byli dużo bardziej przerażeni, bo choć wypadki się zdarzały, tak nikt nie był przygotowany na karambol spowodowany złym manewrem wyprzedzania, czy zbyt dużą prędkością jazdy. Po całym dniu pracy człowiek liczył raczej na spokojny powrót do domu, spotkanie z rodziną i odpoczynek. Niektóre dni były wyjątkowo trudne. Zapewne wielu znużonych kierowców, odliczało czas powrotu. Trzymanie dłoni na kierownicy sprawiało dyskomfort podobny do zakwasów po intensywnych ćwiczeniach, a uczucie ociężałości nie pomagało w utrzymaniu koncentracji na drodze. Danny, zaciągając się do policji, był całkowicie świadomy odpowiedzialności, jakiej niósł za sobą ten zawód. Znał ryzyko podjętej przez siebie decyzji i to ryzyko obejmowało życie, jak i prywatność, która praktycznie nie istniała.
Drzwi policyjnego samochodu zatrzasnęły się z hukiem, gdy mundurowi wysiedli ze środka. Danny i Tobias, który wraz z nim pełnił dzisiaj dyżur, dojechali jako pierwsi. Mężczyzna, starszy od bruneta, zajął się sprawdzaniem rannych (dwie kobiety, trzech mężczyzn, dwójka dzieci). Młodszemu funkcjonariuszowi przypadło zadanie odgrodzenia miejsca wypadku policyjną taśmą i sprowadzenie pogotowia. Ruch na autostradzie został wstrzymany, pas wykluczony z użytku. Świadkowie wysiedli z samochodów, zbierając się dookoła miejsca zdarzenia; niektórzy z nich nagrywali. Policjanci starali się przegonić tłum gapiów, udzielając zdawkowych odpowiedzi na pytania. Danny stał razem z nimi, z grobową, poważną miną, zwracając uwagę zbyt wścibskim ludziom i zbierając zeznania, które następnie notował. Pierwsza karetka przyjechała chwilę po zgłoszeniu.
Jasnowłosa kobieta, która podeszła pewnym krokiem do taśmy, zwróciła szczególną uwagę Stonesa. Odgrodził jej drogę, dając tym samym do zrozumienia, że na miejscu wypadku trwają prace służb policyjnych.
— Zawróć. Procedury są jasne, ż a d n y c h nieproszonych gości na miejscu wypadku — podkreślił, ściągając nieustępliwie ciemne brwi. Zamierzał dopilnować, by nikt nie przeszedł i choćby się waliło, musiał postawić na swoim. Słyszał za sobą męskie, przepełnione emocjami głosy wymieniających się informacjami policjantów i strażaków. Z tego, co zrozumiał, jeden z mężczyzn, kierowca błękitnej skody, był w stanie krytycznym i pogotowie musiało natychmiast przewieźć go do szpitala. Pouczając Audrey na temat procedur, nie wiedział, że w ten sposób tylko opóźniał pomoc dla potrzebujących. Nie miała na sobie służbowych ubrań, co oznaczało, że nie przyjechała tutaj z karetką — mogła po prostu przejeżdżać. — Będziesz tylko przeszkadzać — dodał szorstko.

Audrey LeBlanc
Kasia/Blueberry
Widzimy sie na boisku Pioter, pokaż jak ciśniesz w gałe.
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Praca w szpitalu totalnie różni się od pracy w plenerze. Tam zajmowałam się głównie przypadkami, które przyjechały na SOR lub zabierałam pacjentów na badania. W ostateczności wysłali mnie na wypełnienie wszystkich papierów, które musiałam uzupełnić po danych dyżurach. Na początku to wydaje się naprawdę przyjemne i dość fajne, ale z czasem siedzenie jest nudne. Zwłaszcza jak widzisz wszystkie omijające ciebie aspekty pracy w plenerze z wyćwiczoną drużyną, gotową do zrobienia dosłownie wszystkiego. Bardzo często tego im zazdrościłam, zwłaszcza jak nie chcieli mnie zabierać ze sobą. Zawsze brakowało mi jakiegoś papierka, który pozwoliłby mi na pomoc w bardziej ryzykownych warunkach. Od momentu, jak dostałam zielone światło, zaczęłam jeszcze bardziej się przygotowywać. Poprawiłam swoją kondycję i zrobiłam dodatkowe szkolenia. Dwie pierwsze akcje były trudne. Głównie dlatego, że nie wiedziałam, jak odpowiednio się zachować. Zwłaszcza jak nie miałam swojej szafki i miejsca w karetce. Teraz to wszystko mam, zwłaszcza swoją ulubioną kurtkę z własnym imieniem. Bardzo mocno naciskałam na imię, ponieważ nie chciałam być kojarzona z matką. Mimo jej dobrej oceny, naprawdę chciałam to osiągnąć sama. Udało mi się to, naprawdę. Bez żadnego dodatkowego oszukiwania. Zdany egzamin, który otworzył mi ścieżkę w dalszej karierze. Być może teraz moja siostra da mi spokój i przestanie mi gadać, że tylko ona robi coś wartościowego.
Wyskoczyłam z karetki, sięgnęłam po swój plecak. Przed dotarciem, dostaliśmy podstawowe informacje. Na początku nie chcieli mnie do niej wziąć, ponieważ jeszcze nie mam zbyt dużego doświadczenia. Dopiero jak inne jednostki musiały pojechać na zupełnie inny teren, zdecydowali się mnie zabrać. Cóż, dobrze wiem, że początek nie będzie przyjemny oraz łatwy. Na początku byłam oto zła, ale z czasem się już dostosowałam. Bo jednego dnia mogę być tu, a drugiego wrócić do okropnych papierków.
Zmarszczyłam czoło na widok policjanta, który nie chce mnie wpuścić. Przepraszam bardzo, ale chyba on jest naprawdę ślepy. Nie widział plecaka? Plakietki i tego, że wyszłam właśnie z karetki. Zacisnęłam palce na rączce od plecaka, wyciągnęłam swoją plakietką i zamachałam przed jego oczami.
— Wiesz, że utrudnianie pomocy potrzebującym jej, jest karalne? Chyba nie wiesz, dlatego mnie przepuść, gburze — Dmuchnęłam w kawałek włosa, który opadł mi na twarz. Naprawdę mnie on teraz zirytował, a czym prędzej muszę dostać się do dziecka, które potrzebuje opieki oraz pomocy. Z daleka było widać, że coś ją boli. Muszę się jednak dowiedzieć, co dokładniej. Jednak do momentu, aż ten patafian się nie ruszy, muszę tak niestety stać i czekać. Wypuściłam powietrze z ust, mówili o policjantach, którzy mają tak wysokie ego, że nie pozwalają nam pracować. Prawdopodobnie właśnie na takie wpadłam. Gbura, który będzie tak stał z zirytowaną miną. Nie założyłam dzisiaj kurtki, ponieważ byłoby mi w niej za ciepło, a szybciej mi się pracuje, jak mam mniej trudnych ubrań na sobie. Wystarczy plecak i spodnie, które chronią nas przed różnymi terenami.
— Naprawdę mam to gdzieś, jaką masz rangę. Rusz swoje cztery litery i daj mi pracować, mam to naprawdę gdzieś, że ci przeszkadzam. Tamta dziewczynka potrzebuje opatrunku, jeśli tego nie widzisz… jesteś beznadziejnym policjantem. A może zadufanym burakiem? — Syknęłam zirytowana. Jego zagrywki zaczęły mnie już naprawdę denerwować. Kto go tu wysłał, chyba nieogarniające życia jak on osoby. Żal mi teraz ludzi, którzy muszą cierpieć przed tego debila. — Jeśli mnie nie przepuścisz, zgłoszę całe zajście i przebiegnę przed tą marną taśmę — Sztuczny uśmiech był widoczny na moich ustach, aż za bardzo wrednie się chyba do niego uśmiechnęłam. No cóż, trudno.

Danielis Stones
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Audrey wymachiwała identyfikatorem niemal przed jego nosem, ale ciemnowłosy nie cofnął głowy. Jego spojrzenie pozostawało chłodne, pozbawione tej naturalnej reakcji, której większość ludzi oczekiwała po usłyszeniu wyzwisk czy gróźb. Nie wyglądał na obrażonego, ani nawet na zdenerwowanego. Wyglądał na osobę, która podobne rzeczy słyszała już na tyle dużo razy, że zdążyła się na nie uodpornić. Dopiero gdy zamilkła na krótką chwilę, odwrócił głowę i spojrzał na nią w pełni. Jego wzrok przesunął się po jej twarzy, następnie po plecaku przewieszonym przez ramię i plakietce, którą tak usilnie próbowała mu pokazać. Zauważył je już wcześniej. Właściwie zauważył wszystko od momentu, gdy wysiadła z karetki. Problem nigdy nie polegał na tym, kim była, lecz na tym, dokąd chciała wejść, a on potrzebował potwierdzenia — bo plakietkę mógł wykupić sobie każdy, jeśli był choć trochę sprytny. Obrócił głowę w stronę technika policyjnego, który przeszedł tuż za jego plecami. Odruchowo odprowadził go spojrzeniem — często to robił.
— Skończyłaś już? — zapytał opanowanym tonem, ścinając ją nieprzyjemnym spojrzeniem. Różnica między tonem, jakim posługiwał się Danny, a jakim Audrey, była ogromna. On był spokojny, ona sprawiała wrażenie bomby, która w każdej chwili mogła wybuchnąć. Nie lubił narwańców pracujących w służbach zdrowia.
— W przeciwieństwie do ciebie znam swoje zadania i procedury i właśnie dlatego nadal tu stoisz. Widać, że jesteś świeżakiem. Ale nawet żółtodziób powinien wiedzieć, że nie dostanie się za taśmę, dopóki teren nie zostanie uznany za bezpieczny. Nikt nie wchodzi, poza policją, nawet ty — przestąpił z nogi na nogę, wyrażając w ten sposób swoje znudzenie sytuacją.
Nie pierwszy raz musiał tłumaczyć takie rzeczy. Pracował w policji od ponad roku, zdążył już zauważyć pewne schematy — za ratownikami w szczególności nie przepadał, brakowało im pokory. Obserwując dziewczynę, dostrzegał frustrację wymalowaną na twarzy. Sposób, w jaki zaciskała palce na pasku plecaka, zdradzał jej zdenerwowanie. Prawdopodobnie uważała, że Stones specjalnie utrudniał jej pracę, a on nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu. Ludzie mieli to do siebie, że dużo łatwiej akceptowali rolę antagonisty, niż skomplikowane wyjaśnienia.
— Postoisz sobie tutaj ze mną, dopóki technik nie da mi znać, że możesz wejść. A jeśli chcesz mnie obrażać, wymyśl coś kreatywnego. Burak słyszałem już w tym tygodniu trzy razy. Dwa razy byłem palantem i raz skurwysynem. Kończą ci się pola manewrowe — zerknął ponownie przez ramię, gdy w pobliżu pojawił się główny inspektor od spraw bezpieczeństwa terenu. Mężczyzna rozmawiał przez telefon, emocjonując się mocno stanem ulicy i wypadku. Strażacy zostali wpuszczeni jako pierwsi — prawdopodobnie musieli zająć się usuwaniem części samochodowych, w celu umożliwienia ratownikom medycznym przejścia i zajęcia się rannymi. Oni również wykonywali swoją pracę, tak jak każdy w tym miejscu, czego najwidoczniej nie potrafiła zrozumieć narwana ratowniczka.
— Spróbuj przebiec. Niech zatrzyma cię inny policjant i zgłosi za utrudnianie pracy na miejscu wypadku, albo pokaż wszystkim, że procedury obowiązują każdego oprócz ciebie. Jestem ciekaw, która opcja bardziej ci odpowiada. Szybko stracisz papierek i nie wrócisz na służbę — złość Audrey nie miała wpływu na procedury, wyzwiska, nie miały wpływu na sytuację, a jej opinia na jego temat była prawdopodobnie najmniej istotną rzeczą, jaka wydarzyła się tego dnia.

Audrey LeBlanc
Kasia/Blueberry
Widzimy sie na boisku Pioter, pokaż jak ciśniesz w gałe.
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zmrużyłam oczy na jego słowa. Nie jestem świeżakiem, no może trochę. Jednak naprawdę się znam na pomocy dla innych. Nie moja też wina, że głównie trzymali mnie w środku szpitala, aż w końcu zasłużyłam na wyjście zza ścian i pomocy w otwartym otoczeniu. Jestem w stanie naprawdę dużo zrobić, nawet jeśli jestem w totalnie beznadziejnej sytuacji. Pomogłabym nawet jemu, ale zrobiłaby to niechętnie. Głównie przez jego zachowanie w stosunku do mnie. Wciągnęłam powietrze do ust, ale nic nie powiedziałam.
— Świetnie. Trafiłam na buraka, zarozumialca. Zawsze musisz robić wszystko według zasad? — Zirytowana zaczęłam przenosić ciężar z jednego kolana na drugie. Mała zmarszczka pojawiła się na moim czole. Naprawdę? Mogłabym mu współczuć wyzwisk, ale jest nie miły dla mnie. — Nie zastanawiałeś się nigdy, skąd one się biorą, buraczku? Podejrzewam, że z twojego zachowania i pyskowania — Jeszcze długo będę musiała z nim tutaj tak stać. Oni dopiero są na początku tego wszystkiego, a ja cóż. Muszę dalej stać i marnować cenny tlen na takiego osobnika obok mnie. Przestałam obserwować chłopaka, który usilnie mnie pilnował. Moja uwaga wciąż wracała do osoby, która potrzebowała pomocy. Może i mieć rację, że nie powinnam ryzykować, ale to do mnie nie pasuje. Na SOR nie ma z tym problemu, im szybciej zareagujemy i przyjmiemy pacjenta, tym lepiej.
— Jeśli stracę papierek to na wyjazdy, ale zostanę w szpitalu. Raczej nie wiesz, co to papierkowa robota, która nie ma końca. Raczej byś się cieszył, że w końcu zabierają ciebie ze czterech ścian — Naprawdę nie chce mi się tłumaczyć o siostrze, która chodzi z wysoko uniesionym nosem i o niczym innym nie myśli, jak mi dokopać. Matka najchętniej trzymałaby mnie w środku, bez wypuszczania na takie właśnie wyjazdy. Może ma rację, ale chcę tego się nauczyć. Jakoś za bardzo mi niezależy na moim zdrowiu i tego, że coś może mi się stać. Równie dobrze idąc do pracy, w każdej chwili mogę zostać potrącona przez samochód. Nigdzie nie jest bezpiecznie i przyjemnie.
— Mimo tego, że mnie denerwujesz. Uważam, że nie powinni ciebie wyzywać. Tak brzydko.. — Pokręciłam głową, nadal tupiąc nogą o asfald. Naprawdę nienawidzę czekać, a jeszcze trochę pewnie nam tutaj zejdzie czas. Zwłaszcza jak mamy poczekać na przeniesienie wszystkiego, aż dotrą do osób, które potrzebują pomocy. Na początku miałam jedynie zawiązać rozwiązaną kokardę na bucie, ale czarna cieć bardziej przykuła moją uwagę. Benzyna?
— A jesteś pewny, że stojąc tutaj i pilnując mnie przed ucieczką od ciebie w stronę poszkodowanych, jest dobrym posunięciem? Zwłaszcza jeśli widzę benzynę? — Zawiązałam but i szybko wstałam. Skoro pan wszystko wiedzący lepiej wie, niech teraz pokieruje nas do bezpiecznego miejsca oraz powie, co powinnam zrobić. Przecież ja nie znam zasad bezpieczeństwa, a on zna. Niech dalej udaje kozaka, skoro tak tego pragnie.

Danielis Stones
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odpowiedź była prosta — musiał działać według zasad, bo to dzięki nim udawało się utrzymać wszystko w ryzach i zapobiegało się szerzeniu niepotrzebnej paniki. Dlatego ich przestrzegał i nie zamierzał pozwalać na to, by zostały złamane przez narwańca z misją pomocy innym, który poczuł się Mesjaszem. Narażenie siebie na niebezpieczeństwo nie było aktem odwagi, tylko głupoty — takie osoby tym bardziej nie powinny zostać dopuszczone do służby. Zignorował kolejną zaczepkę Audrey, puszczając ją mimo uszu. Nieszczególnie interesowało go tracenie resztek zasobów energii na tę dyskusję. Wybrał milczenie, nie dlatego, bo się z nią zgadzał. Uważał się za nieco mądrzejszego, a mądrzy ludzie wiedzieli, kiedy ustąpić, bo dyskusje z uparciuchami takimi jak Leblanc nie przynosiły żadnych skutków.
— Nie wiem, owszem. Ale wiem, że działając impulsywnie możesz szybciej wrócić do papierkowej roboty i zamknięcia w czterech ścianach — gdyby był na jej miejscu, zrobiłby wszystko, żeby nie wrócić do zamknięcia. A ona, odnosił wrażenie, robiła wszystko, żeby tam wrócić. Zarówno w branży medycznej jak i policyjnej najważniejszy był zdrowy rozsądek. Nieuleganie impulsom i emocjom były siłą napędową w tych zawodach.
Jemu te obelgi żadnej różnicy nie robiły, tak w zasadzie. Zachowywał się zgodnie ze swoją naturą i nie zamierzał nikogo przepraszać za swoje zachowanie, ani zmieniać nawyków, żeby przypodobać się innym. Większości z tych ludzi i tak nie spotkałby kolejny raz, więc co za różnica jaką mieli o nim opinię. Ckliwych historyjek o złej siostrze i jeszcze gorszej matce także nie zamierzał wysłuchiwać. Denerwowało go wzbudzanie litości, więc może i lepiej dla Audrey, że zachowała to dla siebie — nie dała mu kolejnego powodu do bycia niemiłym. Udawanie zainteresowanie czymkolwiek innym niż własną misją do wykonywania wychodziło mu nawet nieźle, tak mu się wydawało.
Słysząc jej słowa na temat wyzywania, przechylił głowę w bok, posyłając jej rozbawione spojrzenie i uśmiech. Naprawdę? Czyżby właśnie miał przed sobą jedną z tych trzymanych pod kloszem kobiet, którym udało się wydostać spod pieczy matki? Czyżby w końcu mogła udawać samodzielną i zbuntowaną, bo nikt w teorii nie mógł jej mówić, co miała robić? Całkiem to było urocze.
— Ludzie zawsze gadają. I niestety, ale często są to brzydkie rzeczy, bo miłe przychodzą im z trudnością — odpowiedział tonem pozbawionym głębszych refleksji, złości czy chłodu. To było zdanie rzucone w sposób naturalny bardziej luźne stwierdzenie niż poczucie bycia urażonym. Zapewne mieli jeszcze chwilę na pogadankę, bo jak na razie technicy wciąż pracowali na miejscu, zajmując się zabezpieczaniem terenu. Przemknął krótkim spojrzeniem po posturze Audrey, gdy kucała. On również, zupełnie przypadkiem dostrzegł ciemną plamę i coś mu podpowiadało, że nie była to woda.
— Nie tylko ciebie pilnuję. Widzę, że jest wyciek. Cofnij się— przyznał, wyciągając krótkofalówkę, by skontaktować się zresztą ekipy. Chwytając Audrey za ramię, odsunął ją od miejsca wycieku. Mamy wyciek paliwa od strony drugiego pojazdu. Potrzebuję straży przy południowej części miejsca zdarzenia. Nie wpuszczać nikogo w ten sektor , zakomunikował, odkładając krótkofalówkę. Ratownikom i świadkom także kazał się cofnąć. Strażacy dość szybko odpowiedzieli na wyzwanie, zabezpieczając miejsce sorbentem. Świadkowie zaczęli szeptać za plecami ekipy, wymieniając się swoimi spostrzeżeniami.
— Co tam się stało? Ktoś umarł? Mogą nam państwo powiedzieć? — zainteresowanie wzrosło, a im pozostało odpowiadać w sposób lakoniczny, bz udzielania zbyt szczegółowych informacji. Musieli ich natomiast uspokoić, bo niektórzy zaczynali panikować.
— Zaraz cię przepuszczę — poinformował stojącą obok Audrey, która wręcz paliła się do pracy. Zerknął na nią kątem oka, mając nadzieję, że te trzy proste słowa sprawią, że będzie bardziej cierpliwa. W końcu za chwilę będzie mogła rzucić się w wir pracy i pokazać swoje umiejętności ratownicze. — Kończą zabezpieczać teren. Zaraz dostaniemy sygnał od techników.

Audrey LeBlanc
Kasia/Blueberry
Widzimy sie na boisku Pioter, pokaż jak ciśniesz w gałe.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”