ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

06.



Chyba miał po prostu pecha. Odkąd wstał, świat wydawał być mocno przeciw niemu. Rano było przyjemnie, dopóki nie wstał z łóżka i nie dotarło do niego, że był spóźniony na spotkanie z przyjaciółką. Miał odstawić ją na dworzec, bo akurat tego dnia miała jechać do innego miasta, na jakieś wydarzenie sportowe. Miała prawdziwego świta na punkcie hokeja, a on, choć nie rozumiał tej całej fascynacji, zobowiązał się do zrobienia za taksówkarza. Zdziwił się niezwykle, gdy zegar wskazywał jedenastą dwadzieścia, a ona miała pociąg o dwunastej trzydzieści. Musiał zebrać się szybko z łóżka i na wariata wybiec z domu, żeby zdążyć. Szczerze liczył na to, że nie będzie na niego zła. Chwilę po tym, jak wszedł do samochodu, wybrał do niej numer, uprzedzając, że niebawem przyjedzie i nie zapomniał. Na szczęście na miejscu, gdy byli już na stacji, okazało się, że pociąg był opóźniony o dwadzieścia minut. Oczywiście poczuł wtedy ulgę, bo nie mogła zarzucić, że przez niego przepadł jej bilet na pociąg.
Cholera. Na szczęście się udało.

Odetchnął z ulgą, gdy wrócił do samochodu po odstawieniu przyjaciółki i miał chwilę dla siebie, żeby spuścić całe to ciśnienie. W międzyczasie machnął również wiadomość do Syd, bo chciał wiedzieć, jak mijał jej dzień i co robiła. Miał cichą nadzieję, że miała lepszy jego początek, niż on. Właściwie Rain miał cichą nadzieję, że ten jego skończy się wraz z powrotem do domu i nie będzie musiał się już niczym zajmować. Zamierzał poczekać do odjazdu pociągu, żeby dziewczyna w razie czego nie musiała dzwonić po taksówkę. Już wolał, żeby za cenę przejazdu postawiła mu kebaba, niż miała wydawać na taksę. On by się chociaż najadł. I zapłaciłaby mniej, same plusy, prawda? Pociąg odjechał równo z czasem, który wyświetlał się na tablicy z informacjami. Chandler ruszył z miejsca, gdy dotarło do niego, że wykonał misję i mógł powoli się zbierać.
Gdzieś w drodze powrotnej przypomniał sobie, że powinien zajechać do apteki. Niechętnie opuścił główną drogę prowadzącą prosto w stronę domu, ale wiedział, że musiał pilnować dawek, bo ostatnio czuł się gorzej. Znów dręczyły go cholernie przytłaczające myśli, a czas na wykupienie recepty drastycznie się skracał. Kolejka w aptece nie była zbyt długa i najwięcej czasu zajęło mu znalezienie miejsca parkingowego. W godzinach szczytu spodziewał się większej ilości klientów w aptece, lecz został pozytywnie zaskoczony, bo udało mu się wykupić leki po jakichś pięciu minutach czekania. Opuszczając budynek, wyciągnął telefon z kieszeni. Szedł przez siebie, trzymając w jednej dłoni komórkę, w drugiej natomiast leki. Wpatrując się w ekran, nie zwrócił uwagi na przechodzącą obok ciemnowłosą dziewczynę, na którą po prostu wpadł. Zarówno telefon, jak i leki upadły na chodnik, ale telefon… Dźwięk pękającej szybki wprawił Raina w stan osłupienia.
— Ja pierdole. Przepraszam — trzy słowa, które zdążyły wyrwać mu się z ust, gdy przyklęknął na chodniku, w celu pozbierania swoich rzeczy. — A tobie nic nie jest? — uniósł chwilę później głowę, by spojrzeć na Chloe, która prawdopodobnie była tak samo zaskoczona, jak on.

Chloe Wilson
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wizyta na plaży spowodowała, że faktycznie zrobiła się nieco ciemniejsza - choć podejrzewała, że przyspieszacz także jej pomógł - dzięki czemu jasne rzeczy tworzyły na niej bardzo ładny kontrast. No ale w pracy no i tak praktycznie nie było nic widać, bo… tam było ciemno i jedyne oświetlenie, jakie padało, to z lamp. A klubowe lampy to cóż… nie były tym samym co naturalne światło - były beznadziejne - więc mogła się pochwalić jedynie na fajku albo przed pracą.
Tak czy inaczej, tego dnia umówiła się z koleżanką, że pojadą razem do pracy, tylko Chloe… cóż, obudziła się ze strasznym bólem głowy i w sumie to nie wiedziała, dlaczego. Ani nie piła alkoholu - okej, wypiła jedną lampkę wina, ale tylko jedną, bo chciała spróbować nowego smaku Carlo Rossi - ale zaraz potem grzecznie poszła spać. Może to pogoda? Ciśnienie? mówiła do samej siebie w myślach. Przed zjedzeniem śniadania zajrzała do szafki, gdzie powinny być leki przeciwbólowe. Z uśmiechem sięgnęła do pudełeczka, lecz środek wypełniała pustka. Westchnęła głośno. Czyżbym ja tego nie wyrzuciła? spytała samą siebie, ponownie skanując wnętrze szafki i niestety dochodząc do wniosku, iż żadnych leków pomagających w zwalczeniu bólu nie było. Doskonale wiedziała, co to miało oznaczać.
Wycieczkę do apteki.
Tak więc przebrała się z piżamy, pomalowała jedynie rzęsy, nałożyła krem, a następnie wyszła z mieszkania - oczywiście przed samym wyjściem zgarnęła z komody torebkę, bo inaczej musiałaby się wracać.
Jasne, mogła wybrać aptekę obok siebie, ale skoro potem i tak jechała do znajomej, postanowiła wstąpić do apteki tej bliżej niej. Zanim jednak tam wstąpiła, odwiedziła kawiarnię - z minuty na minutę czuła coraz to większy głód i miała wrażenie, jakby obraz przed oczami jej się rozmazywał… Ślinka prawie Wilson pociekła, gdy poczuła zapach świeżo wypiekanego pieczywa. Wzięła pizzerinkę oraz rogalika z czekoladą, a do tego kawę - bo tej przed opuszczeniem mieszkania także nie wypiła, a dzień bez kawy dla Chloe nie istniał. Zjadła co kupiła przy stoliku, a następnie ruszyła do apteki. Idąc, telefon wydał dźwięk informujący o nadejściu SMS-a. Zatrzymała się, a idąca z nią młoda dziewczyna na nią wpadła. Coś tam rzuciła w stronę brunetki, lecz Chloe aktualnie za bardzo przeżywała otrzymaną wiadomość.
Gdy dała radę wrócić do rzeczywistości, odpisała i wiedziała, że lista zakupów w aptece została powiększona o dodatkową pozycję… albo nawet i dwie.
Pani w aptece wpierw nie chciała jej sprzedać tego, o co ją poprosiła, ale ostatecznie jakoś Chloe dała radę przekonać aptekarkę - to pewnie ten urok osobisty. Wyszła, trzymając w dłoni siatkę, aż tu nagle znowu ktoś na nią wpadł.
- Ayy, puta! Ja to mam dzisiaj… - zaczęła podnosząc głos, lecz po sekundzie wiedziała, że powinna czym prędzej zacząć zbierać to, co wypadło z reklamówki - nie potrzebowała dodatkowych pytań ani teorii.
- Nie, jest okej. - powiedziała, machając ręką i zbierając Tylenol No. 1 (odpowiednik solpadeiny), witaminę A+E oraz… dwa testy ciążowe, które pospiesznie schowała z powrotem do siatki.
- Następnym razem patrz, jak chodzisz. - rzuciła, posyłając chłopakowi zimne spojrzenie. Choć przecież tak naprawdę nic złego jej nie zrobił.
- Jesteś drugą osobą, która na mnie dziś wpadła. Ciekawe, czy do trzech razy sztuka… - powiedziała jeszcze, zdając sobie sprawę, że chłopaka mogło to obchodzić tyle co nic, no ale już trudno. Chciała się podzielić tym faktem z dzisiejszego dnia.

Rain Chandler
ODPOWIEDZ

Wróć do „Yonge Drug Mart”