
Zadzieranie z nowojorskimi gangami nie było mądrym posunięciem, a już z pewnością nie było tym rozwalanie wewnętrznych hierarchii i piramidy wpływów. Został powołany jako główny świadek, bo dzięki swojej fotograficznej pamięci był w stanie złożyć szczegółowe zeznania i niemalże detaliczne opisy sprawców oraz historii, którą przedstawiła mu ofiara. Wiele osób zostało skazanych, jeszcze więcej aresztowanych i zatrzymanych w więzieniach. Posypało się również kilka głów osób, o których nie można byłoby powiedzieć, że maczają palce w środowisku przestępczym.
Arthur dla wielu stał się osobą, która musiała zniknąć. I właśnie tak się stało. Niemal natychmiast został objęty programem ochrony świadków. On i jego matka dostali nowe papiery, tożsamości i osobowości. Nie sądził, że kiedykolwiek jego życie może skończyć się właśnie w taki sposób, do dotychczas o tego typu rzeczach słyszał jedynie z filmów i książek, którym się oddawał w wolnych od nauki chwilach.
Na nowym dowodzie widnieje nowe, obce mu imię – Harry Dillion. Wywiad, który z nim przeprowadzono sprawił, że stworzono mu nową tożsamość, tak odległą od tego, kim był wcześniej, że wydawała się ona banalna. Został organistą w miejscowym kościele… w Kanadzie. Od urodzenia mieszkał w Nowym Jorku, więc przeprowadzka do Kanady sprawiła, że poczuł się, jakby przeniesiono go do innej dekady i innego wszechświata. Zamieszkał na plebani, gdzie miał udawać nowego wikarego. Dzięki umiejętnościom grania na instrumentach podjął się próby wygrywania na kościelnych organach.