-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Oczywiście kiedy natykał się na swoich ziomków, przynajmniej można było pominąć tę nieco kłopotliwą i zawstydzającą fazę, gdy nie do końca było wiadomo, na co można sobie z miejsca pozwolić. Bycie dziwnym i posługiwanie się czarnym humorem było nieodłącznymi cechami Choi'a i jeśli ktoś nie potrafił tego zaakceptować, lepiej było dać sobie spokój. Delikatnych płatków śniegu Jason unikał jak ognia, wolał nie dopuścić do sytuacji kiedy obrazi kogoś bo źle oddychał - a byli tacy wariaci. To dlatego, kiedy na drugim końcu parkietu w klubie dostrzegł znajomy profil Vanberga, ucieszył się, bo lepiej trafić nie mógł.
- Dean, nawet nie wiesz jaką radość sprawia mi twój widok - zachodząc chłopaka od tyłu, objął go w pasie, absolutnie ignorując dziewczynę, z którą ten właśnie rozmawiał. Jeśli Vanberg próbował ją zbajerować, miał w tym momencie pecha. A może właśnie szczęście? Jason był dużo lepszą partią - Masz jakieś fajne cukierki? Musze dzisiaj porządnie odreagować, nie uwierzysz jak spierdolony miałem tydzień... - pożalił się jeszcze, mrucząc mu do ucha. Dziewczyna ewidentnie speszyła się takimi widokami, ale zamiast uciec gdzieś w tłum, z wypiekami na policzkach wolała wgapiać się w żyły widoczne na dłoniach Jasona. Mężczyzna tylko zaśmiał się cicho widząc to, ale potem złapał Deana za rękę i pociągnął w stronę baru.
Łączenie alkoholu i narkotyków raczej nie było dobrym pomysłem - tak właśnie pomyślał, obserwując jak jedna z tabletek rozpuszcza się w jego drinku. Wypił potem zawartość szklanki, bo przecież chodziło mu o ostrą zabawę. To był najprostszy sposób. Kolejnym krokiem było przekonanie Deana, że powinien tej nocy poświęcić całą swoją uwagę Jasonowi - ale z tym nie spodziewał się mieć większych problemów.
W pierwszej chwili Choi chciał zaproponować własne mieszkanie - było zwyczajnie bliżej, droga tam nie zajęłaby im tyle czasu, a jego no cóż, po prostu nieco nosiło. Starczyło jednak tylko, że Dean napomknął coś na temat jacuzzi i oczy Jasona zaświeciły się jak małe latarenki. Minęły wieki od czasu kiedy miał okazję skorzystać z takiej formy relaksu. No i nie ukrywajmy, zmiana scenerii dobrze mu zrobi. Mężczyzna uznał więc, że jakoś da radę wytrzymać dłuższą drogę uberem. Dużo gorzej miał chyba ich kierowca, że musiał wytrzymać z nimi w aucie - Jason powstrzymywał się może od tego, żeby nie rozbierać Deana od razu, ciężko mu było jednak trzymać ręce całkowicie przy sobie. Siedząc sobie wygodnie na skórzanych fotelach tylnego siedzenia, Jason bezwstydnie obejmował chłopaka. Jego dłoń ulokowała się na boku Vanberga, sunąc po ładnie wyrzeźbionym brzuchu w górę i w dół. Co najmniej dwa razy poszli w ślinę - i za każdym razem Jason z rozbawieniem obserwował kątem oka, jak ich kierowca za wszelką cenę próbuje unikać w tych momentach patrzenia we wsteczne lusterko.
- Cholera, będzie mały problem - rzucił nagle, kiedy byli już blisko adresu docelowego - Nie wziąłem kąpielówek - wyjaśnił zaraz, w pierwszej chwili udając śmiertelną powagę, ale zaraz potem zaśmiał się cicho.
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Niezawodna jednak pozostawała bajera, którą raczył dwie urocze dziewczyny na kolejnej imprezie. Szczególnie brunetka wpadła mu w oko, spoglądając na niego z wyzywającą iskierką. Kusiło jak cholera, żeby zobaczyć czy w taki sam sposób będzie patrzyła, gdy będzie ściągał z niej kolejne warstwy ubrań.
Niespodziewanie poczuł, jak ktoś go obejmuje, a dosłownie chwilę przed tym, jak postanowił zastosować metodę łokieć w brzuch, usłyszał głos. No tak, kogo innego mógł się spodziewać, na dodatek w takim stylu!
-Widzisz, Jason, właśnie takiego powitania oczekuję od każdej osoby. Na ciebie zawsze można liczyć - rzucił do kumpla, który do niego podbił. Niestety, kosztowało go to dalsze bajerowanie uroczej koleżanki, która nie wiedziały czym jest dobra zabawa w trójkącie. Chociaż sądząc po tym, jak wpatrywała się w Choi’a można było zakładać, że pod wpływem manipulacji dałaby się namówić. - Zdajesz sobie sprawę, że zepsułeś mi okazję na interesujący finał wieczoru? - westchnął, lekko marszcząc brwi, kiedy został pociągnięty w stronę baru. Nie planował kończyć dzisiaj samotnie, a podejrzewał, że jego ofiara nie będzie już zainteresowana dalszą rozmową. No nic, trzeba będzie upolować kolejną. Ewentualnie postarać się jeszcze bardziej, tuż po tym, jak pozbędzie się wysportowanego Azjaty.
-Cukierków ci się zachciało, ćpunie jeden - rzucił do niego, sięgając do kieszeni. Czemu to właśnie on zawsze musiał ratować swoich kumpli przed odwykiem? Zacznie robić listę i jak tylko przyjdzie czas, upomni się o swoje. - Diler mówił, że poleca - skomentował, podając jedną pastylkę mężczyźnie, kolejną wrzucając do zamówionego drinka. Skoro już szaleć, to po całości. Może dzięki temu uda mu się ponownie zbajerować brunetkę.
Jason przygotował dla niego jednak zgoła inny scenariusz, kradnąc jego uwagę. Chwila zabawy i poniosło ich obu dostatecznie. Friends with benefits nie było dla niego niczym szczególnym; wszak się nie zakochiwał!
Dał się wyprowadzić z imprezy, dał się zmacać w uberze, wyzywająco patrząc na kierowcę. O ile zakład, że z chęcią by dołączył do drobnych igraszek.
-Choi, kto by pomyślał, że jesteś taki napalony. Jedna tabsa i niemal ci staje - skomentował, czując na boku dłonie Azjaty, znacznie silniejsze, niż jego własne. Trzeba było przyznać, że Jason wiedział jak o siebie zadbać, by wzbudzać zazdrość.
-Nie powiesz mi, że to dla ciebie problem - wywrócił oczami, kierując się do domu, kiedy z westchnieniem ulgi taksówkarz odstawił ich pod odpowiedni adres. Jak dobrze, że ciotka Deana po raz kolejny wyjechała w jakąś podejrzaną delegację. Kiedyś będzie musiał zapytać, gdzie się tak panoszy, bo zaczynał podejrzewać, że do kryminału jej blisko. - Zresztą, cóż, stawiam, że własne kąpielówki zdecydowanie za bardzo by cię opinały - zlustrował go wzrokiem, wymownie spoglądając na jego krocze. Chwiejnym krokiem przeszedł przez dom, kierując się do ogrodu.
-Dobra, idź po piwo, jest w lodówce. Ja odpalę cudeńko! - rzucił, podłączając jacuzzi. Trochę bąbelków, nawet światło zapalił. Taki z niego romantyk! - Jak mi obudzisz sąsiadów, to cię powieszę za to, co skrywasz w gaciach - powiedział, kiedy Jason wrócił z prowiantem. Co jak co, ale nie chciał, żeby jego ciotka musiała wysłuchiwać narzekań pozostałych mieszkańców okolicy.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor