ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

06.


Park, rozpostarty w tej chwili przed jego wzrokiem, naciekał architekturę jak łata nieznanej tkanki - zieleń drzew unosiła się ponad przewidywalną i prostą sugestią ścieżek, zieleń drzew oraz zieleń trawy, starannie przyciętej, grzecznej i oswojonej... Niepasującej. Tkwiło w tym coś niezwykle, żałośnie przewidywalnego, coś, co nie miało szans zostać przypisane naturze a jedynie jej marnej imitacji prędzej przypominającej zakurzony, ciśnięty w dekoracje salonu stroik niż ostoję, chociaż namiastkę przyrody w bijącym wciąż sercu miasta, rozpychanym oddechem spalin i przechodniów. Miał dzisiaj wolne, do czasu, mógłby przyznać kąśliwie - świadomy, że wieczorem przyszło mu znowu pełnić dyżur pod telefonem. Nie był to jednak problem, spróbował w związku z tym spędzić odrobinę produktywnie tych kilka pozostałych godzin. Miał wrażenie, że jego życie dryfuje zanurzone w czymś kompletnie nieznanym, zawieszone niemal zupełnie martwe pomiędzy momentami, kiedy przebywał w pracy, ale praca nie była, absolutnie nie była dla niego sensem istnienia, nie była powodem dla którego podnosił się i przecierał oczy, spoglądając, jak spod powieki rolet przebijają się pierwsze, poranne wiwaty światła. Największym jego problemem był fakt, że na tak wiele rzeczy nie potrafił sobie odpowiedzieć. Czuł się... Nie wiedział. Nie wiedział nic. Wprawiało go to w niezmienne napięcie i irytację, sprawiało, że zaciskał ręce w pięści zbyt szybko, zbyt intensywnie, chowając je do kieszeni, nie chcąc aby ktokolwiek poznał hibernującą w nim wątpliwość. Nawet nie umiał stwierdzić, dlaczego nie miał odwagi, dlaczego uznał że musi się zmienić od kiedy tylko miał miejsce ten felerny wypadek - nie, to nie był wypadek, to była jedna z niewielu prawdziwych rzeczy jakie się mu dotychczas wydarzyły. Czy instynkt można oszukać? Czy można go ciągle zwodzić, wchodząc na blok operacyjny?
Przemierzał dalej alejki, trzymając słuchawki w uszach. Lista, stworzona z przypadkowych utworów, wciąż trwała subtelnie w tle. Nagle zatrzymał się, dostrzegając postać, którą wiedział, że zdołał już wcześniej poznać - pracowała w pensjonacie, w jednym z miejsc, które uwielbiała jego matka, traktując je w charakterze doskonałych, lokalnych punktów do wypoczynku. Nigdy nie należała do osób, które potrzebowały wiele - nie szukała sobie wyjazdów za granicę, w zamian za to poszukując wszystkiego w zasięgu najbliższych kilometrów. Nie było to nawet konsekwencją jej zarobków, zawsze, odkąd pamiętał, wydawała mu się odłączona od innych, pozbawiona tych potrzeb jakie w większości przejawiali ludzie. Była dumna, dumna w odmienny sposób, by nie unosić się gniewem, nie zwracała uwagi na opinie krążące w miasteczku na jej temat. Czy to jest zaraźliwe? Wiedział, że tak naprawdę wypracowała to latami, płaciła ogromną cenę. Nie powiedziała mu tego nigdy bezpośrednio, ale wszystko, co wiedział do tej pory na jej temat, wystarczyło, by ostatecznie się domyślił.
- Moja matka - zagaił, wkładając w tym momencie słuchawki do etui - pewnie chciałaby, żebym panią pozdrowił - wyznał półżartobliwie. Wiedział, że bardzo ją doceniała, często opowiadała o sympatycznej i pomocnej dziewczynie, która pracowała w pensjonacie. Zdarzało mu się podobnie zamienić z nią kilka słów. Uznał, że nie ma zamiaru przechodzić obok niej całkowicie obojętnie, z drugiej strony nie miał też sił na nużące, wymieniane jedynie z grzeczności pogawędki.
- Ucieczka czy odpoczynek? - dopytał, balansując na pograniczu niewinnej i nawet filuternej prowokacji - A może jedno i drugie?

Lilian Davenport
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och! W życiu Lilian działo się ostatnio tyle, że naprawdę potrzebowała tego spaceru. Balansowała między relacją z dwoma chłopcami jednocześnie, nie wiedząc czego sama oczekiwała od życia. Na dodatek babka, ta wiecznie niezadowolona i konserwatywna Dolores, nieustannie zrzucała na nią nowe obowiązki i przy każdej okazji przypominała, jak bardzo nie powinna oddalać się od pensjonatu. Dlaczego? Ponieważ nadal postrzegała ją jak małą dziewczynkę, którą można bez końca wykorzystywać do pracy w budynku.
Lilian uwielbiała pensjonat, ale od jakiegoś czasu praca w nim przestała sprawiać jej radość. Nawet rozmowy z gośćmi, stały się męczące i chyba... wymuszone. W dodatku coraz rzadziej się uśmiechała i to akurat sama zauważyła.
W pewnym momencie stanęła po środku ścieżki. Skrzyżowała ręce na piersi i utkwiła wzrok w panoramie Toronto. Nad miastem górowała wieża CN Tower, a kawałek dalej znajdowały się niebotyczne, szklane budynki.
Wtem drgnęła, gdy usłyszała nieopodal męski głos. W pierwszej chwili nie potrafiła skojarzyć go z nikim znajomym, więc zaintrygowana odwróciła się w jego stronę. Na widok mężczyzny uniosła brwi i mimowolnie wyprostowała ramiona, wciąż nie mogąc sobie przypomnieć kim był.
Spokojnie omiotła nieznajomego wzrokiem. Przesunęła spojrzenie od czubka głowy aż po stopy, po czym wróciła do twarzy. Dopiero gdy ich oczy ponownie się spotkały doznała olśnienia! Był synem kobiety, która od czasu do czasu zatrzymywała się w ich pensjonacie. Rzeczywiście zdarzyło im się parokrotnie zamienić kilka zdań.
Myślę, że możesz mieć rację — odpowiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
Lubiła panią Iverson. Była zupełnie inna niż jej babka, dlatego rozmowa z nią przychodziła Lilian znacznie łatwiej. Zawsze też sprawiała wrażenie szczerze zainteresowanej tym, co miała do powiedzenia.
Chyba trafiłeś w sedno. I jedno, i drugie — przyznała zgodnie z prawdą. Już po chwili śmiało podeszła bliżej i ponownie skrzyżowała ręce na piersi, lekko pochylając się w stronę Jude. — A ty? Mieszkasz w okolicy? — zapytała, po czym wymownie rozejrzała się dookoła. Lilian wydawało się, że niedaleko znajdowało się jakieś osiedle.
Potem ponownie skierowała wzrok na mężczyznę i niespodziewanie zauważyła, że w jego włosach utkwił niewielki liść, który najpewniej zaczepił się o nie, gdy przechodził pod jednym z drzew. Trochę lekkomyśnie wspięła się na palce i ostrożnie wyciągnęła rękę w jego stronę. Prędko zdjęła liść z jego włosów, po czym cofnęła dłoń i machnęła znaleziskiem tuż przed twarzą Jude.

Jude Iverson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”