-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Nienawidził bieli.
Z tego powodu już podczas krótkiej podróży przez Barcelonę, gdy deszcz wisiał w powietrzu i groził ulewą, jedyną rzeczą na jakiej temat on i Serena wymienili kilka słów była pogoda. Marlow od rana była w nieprzysiadalnym humorze i Lian unikał ją przez większość dnia, ale gdy w standardowy plan mieszczący się w tym co ustalone wkradło się coś, co jej zdaniem miało być jedynie kurtuazyjną wizytą estymowaną na górą godzinę, nie wytrzymał.
Awantury coraz częściej przeplatały się z typowym harmonogramem ich pracy i nikt się już szczególnie nie dziwił kiedy wspólna przestrzeń rozkwitała bukietem wyzwisk, głównie jego autorstwa, z wstawkami rodzimego języka gdy angielski przestawał wystarczać i stawał się zbyt zubożały. Jego wściekłość na ogół posiadała jednak bardzo krótki żywot bo Lian szybko rozeznawał się w jej bezcelowości, tracił werwę i ochotę, a wreszcie markotniał i wszyscy udawali, że element wyrażanej przez niego zgody był obligatoryjny. Być może po to by poczuł się lepiej.
Niezależność odsiewali mu przez całe życie, więc koniec końców Lian uśmiechał się i kiwał głową. Tego od niego oczekiwano, przecież był Kimś przed duże „K“, a to obligowało do poświęceń.
Czy poza ciszą miał jeszcze cokolwiek swojego, co mógłby poświęcić pod dyktando scenariusza pisanego dla niego obcymi rękami?
Podobnie uśmiechał się i kiwał głową gdy ustalali mu nowe cudowne diety, skracali odstępy pomiędzy występami i ubierali w to, co pasowało do okazji i aktualnej wizji. Bo przecież musiał się zgodzić - luksusu odmowy nie posiadał. Myśl o takiej ewentualności, czysto teoretyczna i abstrakcyjna ważyła tonę i w odczuciu była jak kontrabanda do jakiej nie miał prawa.
A teraz, biały od stóp do głów i przepychany do przodu pomiędzy rozgrzany tłum paznokciami Sereny wbijającymi mu się w plecy, czuł się cholernie samotnie wśród niemal setki osób garnącej zewsząd dookoła. Nawet gdy ktoś zdawał się patrzeć mu prosto w oczy Lian wiedział, że widzi produkt. Nikt nie widział jego.
Poruszając się jak duch w ludzkiej skórze podążał w kierunku w którym popychała go Marlow, słysząc urywki śmiechów, rozmów i wykrzykiwanych imion, ale nie widząc twarzy rozmywających mu się przed oczami ze zmęczenia. Nie miał pojęcia kiedy trafił na piętro willi zdającej się być luksusowym labiryntem pokoi, korytarzy i poziomów, ani co stało się z Marlow po drodze. Uczepiony kurczowo balustrady obserwował przez chwilę bezkształtny tłum przypominający mu z tej perspektywy niespokojne morze i nagle zapragnął naprawdę je zobaczyć, choć przecież nigdy nie było na to czasu.
一 Lian?! O boże, myślałam, że zostajesz w hotelu czy... fajnie, że jesteś. Ale pamiętasz mnie, co nie?
Głos wydawał się być znajomy i dopiero po dłuższej chwili jego spojrzenie pojaśniało jakimś wewnętrznym zrozumieniem. Uśmiechnął się nawet blado, jednocześnie po czasie orientując się, że w jednej dłoni zamiast poręczy trzyma pełną szklankę.
一 Tina. Pamiętam, pewnie, ja...
一 CO?
一 Pamiętam! Tina Levitt, spotkaliśmy się w zeszłym roku w Nowym Jorku! 一 Głośna muzyka wymusiła podniesienie głosu, a ogólna niechęć znajdowania się tego wieczora wśród ludzi skłoniła go do zajrzenia do szklanki. Levitt z zaskoczeniem obserwowała jak Mei osuszył ją prawie do spodu, ale dopiero gdy uśmiechnął się do niej szeroko - na tyle, że poczuł to aż w odrętwiałych policzkach - zmarszczyła subtelnie pociągnięte fioletem brwi.
一 Oho. Ciężka noc?
一 Prawdopodobnie 一 zgodził się, wychylając lekko przez barierkę. Kilka pasm włosów wyplątało się z wystylizowanego kucyka i przykleiło do różowiejących od gorąca i alkoholu skroni. 一 Jeszcze nie wiem.
Po ponad kwadransie zaskakująco klejącej się rozmowy i kolejnej szklance czegoś, co krążyło wśród gości jak krew w krwioobiegu Lian finalnie zdołał się rozluźnić na tyle by zobaczyć lepsze perspektywy na wieczór. Marlow nie wspominała o Seungyeon, która zdaniem Levitt miała przynajmniej pokazać się po północy i Lian odkrył nagle, że właściwie to chciałby ją zobaczyć. Na godzinę, pół, choćby pięć minut.
一 Chcesz usłyszeć coś ciekawego? 一 zagaił w przypływie lepszego humoru i chwilowej odwagi podbitej alkoholem. 一 Pewnie, że chcesz.
一 Plotki?
一 Nie. Lepiej, coś zupełnie na pewno. 一 Pokręcił lekko głową, a ciemne włosy liznęły jego bladą twarz z kontrastującymi na niej niezdrowo wypiekami. W różowo-fioletowym świetle opływającym salę cienie pod jego oczami zdawały się żyć własnym życiem jeszcze bardziej upodabniając go do pokutującej zjawy w brokacie. 一 Ten typ na drugim balkonie. Widzisz go? Siedzi w środku, poważny jak w żałobie.
一 No widzę. Co z nim? 一 Tina przysunęła się i stuknęła go łokciem w ramię by przesunął się i zrobił jej trochę miejsca. 一 To nie ten z... nie wiem. Nie ma jakiegoś małego atelier?
一 Ma. I wcale nie małe.
一 Pierdolisz! Skąd wiesz?
一 Bo to jest mój plan na najbliższe dwie godziny 一 obwieścił wylewnie, zapijając gorycz tym co zostało w szklance. Kiedy i to nie przyniosło spodziewanego efektu ulgi Lian przechylił się i wyciągnął rękę po to, co Levitt ogrzewała w kieliszku od ostatnich dziesięciu minut.
一 W sensie, że co?
一 W sensie, że muszę się do niego koniecznie pofatygować, mrugnąć i słowem zrobić co się da, żeby zerżnął mnie gdzieś na boku.
Po krótkiej, mocno wymownej ciszy Tina parsknęła śmiechem, on zresztą też, głośniejszym nawet i przebijającym się przez muzykę. Ktoś prawie wytrącił mu drinka Levitt z ręki, ale cudem udało mu się nie wypuścić go na grupkę siedzącą piętro niżej.
一 A tak poważnie, to jest właśnie zajebisty plan mojej agentki. To zawsze wygląda tak samo, wiesz jak jest. Zawsze... hmm, rozumiesz 一 odezwał się wreszcie już bez sztucznej wesołości i tylko mocniej wsparł się o barierkę, jakby jego ciało zaczynało mu ciążyć.
一 Właściwie to nie rozumiem 一 mruknęła w odpowiedzi i przez parę kolejnych minut obydwoje szukali tematu, który mógłby zatrzeć tę przypadkowo udzieloną niezręczność spontanicznej wylewności. Widząc jak Levitt skubie wargę stuknął ją łokciem w ramię, a na widok jej urażonego, pytającego spojrzenia uśmiechnął się już znacznie mniej sztucznie, jakby ta chwila normalności wystarczyła by nabrał sił na resztę wieczoru.
一 Nie musisz, tylko żartowałem.
Krótko po północy było po wszystkim.
Biel dokuczała mu teraz bardziej, choć komplet leżał na nim bez zarzutu, zwłaszcza gdy Asher w swej uprzejmości zszył mu naderwany kołnierz i skompletował guziki. Pachniał jego cytrusowo-gorzkimi perfumami i nawet gdy na ślepo krążył co najmniej dwadzieścia minut w duchocie, gęstym dymie i wśród mnogości innych zapachów by znaleźć drogę do stolika Seungyeon, pod koniec wciąż czuł je na sobie jakby wsiąkły mu w skórę. Czuł również drżenie obolałych, omdlewających mięśni, więc z ulgą wcisnął się na kanapę. Spojrzeniem odnalazł jej twarz, na krótko nawiązał kontakt wzrokowy tęskniąc chyba za czymś znajomym, a palcami prawej ręki musnął ledwie jej nadgarstek pod osłoną szerokiego, błyszczącego blatu. Nie dołączył do rozmowy - zamiast tego uśmiechnął się przepraszająco wymawiając od konwersacji zmęczeniem i bólem głowy, poinformował, że przyszedł wyłącznie potowarzyszyć jej przez chwilę i z wytłumionym, bezgłośnym westchnieniem opadł ostrożnie na oparcie kanapy.
Dopiero teraz pozwolił sobie na moment zamknąć oczy.
Seungyeon Han
-
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Barcelona, stolica Katalonii słynąca z niezwykłej architektury, pięknych piaszczystych plaż, wydarzeń muzycznych… Słoneczna Barcelona. Miała siedem lat, gdy powiedziała rodzicom, że jak dorośnie, to chce zwiedzać świat i podróżować. Zafascynowana widokami, które widywała na zdjęciach z Hiszpanii, marzyła o tym, by zwiedzić słoneczne kraje Europy. Była zakochana w zachodach słońca nad morzem, wyobrażała sobie spacery po plaży, podmuchy ciepłego wiatru i otulające ciepłem wieczory. To marzenie zakiełkowało w niej dzięki programom telewizyjnym i wspomnieniom członków rodziny, którym udało się zwiedzić ten piękny kraj. Im starsza była, tym większą fascynację wzbudzały w niej kraje Europejskie — różnorodność kulturowa, geograficzna, językowa. Chciała urwać się z Korei, by choć odrobinę zaspokoić swoją ciekawość i poznać tę część świata oddaloną o tak wiele kilometrów od Seulu, w którym się wychowywała. Czuła się bardziej jak obywatelka całego świata, nawet jeśli znała go jedynie z fotografii i opowieści. Z biegiem lat dziecięce marzenia ustąpiły miejsca codzienności. Całkowicie poświęciła się muzyce, a wizja słonecznej Hiszpanii zatarła się gdzieś pomiędzy treningami, występami i niekończącymi się godzinami spędzonymi w studiu. Nigdy nie przypuszczała, że to właśnie kariera artystyczna pomoże jej w spełnieniu dziecięcego marzenia.
Kilka tygodni wcześniej jej agencja odebrała oficjalne zaproszenie od jednego z domów mody uczestniczących w Barcelona Fashion Week. Ze względu na popularność, została zaproszona na to wydarzenie w charakterze gościa specjalnego, by wziąć udział w spotkaniach z przedstawicielami marki, udzielić kilku wywiadów i pomówić o nowym kontrakcie. Paradoksalnie więc to nie dziecięce marzenia ani spontaniczna decyzja przywiodły ją do Hiszpanii, lecz praca, która przez lata całkowicie pochłonęła jej życie. Dopiero stojąc na barcelońskich ulicach, uświadomiła sobie, że jedno z jej najstarszych marzeń spełniło się zupełnie niespodziewanie. W drodze do hotelu, w którym przespać noc przed wydarzeniem, uświadomiła sobie, że gdyby teraz stanęła obok dziesięcioletniej dziewczynki marzącej o niezwykłej przygodzie, która czasem wątpiła we własną przyszłość i umiejętności, poklepałaby ją po ramieniu i dodała otuchy kilkoma wspierającymi słowami. Bambi, przytuliłaby ją do siebie i powiedziała, że nie powinna się martwić, bo w końcu uda jej się zrealizować swoje plany i kiedyś stanie się kimś, kto będzie wzorem do naśladowania dla tysięcy — albo nawet milionów — ludzi, których pokocha i którzy pokochają ją, nawet jeśli prywatnie nie będzie znała żadnej tej osoby.
Czuła ekscytację na myśl o Fashion Weeku, którą podzieliła się ze swoim agentem. Hudson, siedzący obok, zerkał na nią z rozbawieniem, gdy przez całą drogę opowiadała o tym, jak bardzo cieszy się z zaproszenia. W duchu liczyła na to, że uda jej się dotrzeć odpowiednio wcześnie i obejrzeć cały pokaz, jednak wystarczyło jedno spojrzenie na harmonogram, który podał jej Hudson, by zrozumiała, że plany będą musiały poczekać. Jeszcze tego samego dnia czekała ją sesja zdjęciowa i nagranie kampanii reklamowej dla europejskiej marki, które przeciągnęły się znacznie dłużej, niż zakładano. Oficjalna część wydarzenia miała już dobiegać końca, a jej obecność przewidziano dopiero na zamknięte przyjęcie dla gości specjalnych oraz spotkania z przedstawicielami domu mody. Głęboko westchnęła, komentując napięty grafik jedynie cichym pomrukiem rozczarowania. Marzyła o tym, by chłonąć atmosferę Fashion Weeku od pierwszej minuty, ale obowiązki — jak zwykle zresztą — okazały się ważniejsze. Sesja zdjęciowa dla Harper's Bazaar ciągnęła się niezwykle wolno. Yeon miała problem z koncentracją, bo gorzkie myśli odciągały ją od obowiązków. Żałowała, że nie mogła zobaczyć całego pokazu. Sesja, zamiast trwać do dwunastej, przeciągnęła się do dwunastej trzydzieści. Od drugiej po południu, czekały na nią nagrania spotu reklamowego, wywiady… Wszystko, czego tak bardzo nie lubiła robić. Starała się przez cały czas uśmiechać i udzielać odpowiedzi zgodnie z tym, czego od niej oczekiwano. Dopiero późnym popołudniem udało jej się wrócić do hotelu, zmienić stylizację, zjeść kolację i udać się na Fashion Week.
Była cholernie zmęczona tym dniem — a myśl, że miała zostać tam do minimum drugiej w nocy, napawał ją przerażeniem.
Szczerze? Przeszła jej cała ochota na to całe wydarzenie. Chciała wrócić do pokoju hotelowego, zmyć makijaż i po prostu pójść spać.
Szkoda, że obowiązki wzywały.
Dwudziesta trzecia trzydzieści — o tej godzinie dotarła na wydarzenie. W błyszczącej, czarnej sukni sięgającej ziemi — zgodnie z tematyką zespołu — wyrazistym makijażem podkreślającym jasną cerę i pokręconymi włosami. Nienawidziła czerni, ale dziwnym zbiegiem okoliczności, styliści upierali się przy tym kolorze, bo podkreślał rzekomo jej urodę i dodawał jej eteryczności, czymkolwiek to było. Nauczyła się przytakiwać dla zasady. W końcu musiała prezentować się dobrze, bo była gwiazdą, a opinia publiczna zależała między innymi od jej wizerunku. Zdjęcia na ściance zajęły dłuższą chwilę. Błyski fleszy raz po raz oświetlały jej twarz, a ona z wprawą zmieniała pozy, posyłając fotografom uprzejmy uśmiech. Kilka krótkich wywiadów, grzecznościowe wymiany zdań z dziennikarzami i organizatorami, kilka komplementów dotyczących stylizacji… Wszystko zgodnie ze znanym już scenariuszem. Dopiero później Hudson zaprowadził ją do stolika w spokojniejszej części sali, gdzie czekał przedstawiciel marki. Mężczyzna wstał, gdy tylko się zbliżyła, wyciągając dłoń na powitanie. Poza jej wyglądem zapadała w pamięci jeszcze z jednego powodu. Otaczał ją subtelny zapach perfum, w którym świeża bergamotka i jaśmin delikatnie łączyły się z ciepłym piżmem.
— To dla mnie ogromna przyjemność, wreszcie panią poznać. Od dawna obserwujemy pani działalność i jesteśmy zachwyceni — powiedział z lekkim uśmiechem, przesuwając spojrzeniem po stylizacji dziewiętnastoletniej dziewczyny. Yeon odwzajemniła ten gest, pochylając lekko głowę.
— Dziękuję za zaproszenie. Zawsze chciałam przyjechać do Barcelony i wziąć udział w tak dużym wydarzeniu — przyznała z wyuczonym uśmiechem. Kelner postawił przed nimi kieliszki z winem, lecz ledwo zwilżyła usta. Hudson usiadł obok, dyskretnie przejmując rozmowę wtedy, gdy schodziła na kwestie kontraktowe. Przedstawiciel marki opowiadał o planowanej kampanii, podkreślając, że szukali osoby, która będzie uosabiała elegancję, tajemniczość i nowoczesność. Wspomniał o sesjach zdjęciowych planowanych jesienią, krótkim filmie promocyjnym oraz kilku wydarzeniach w Europie i Azji, podczas których miałaby reprezentować markę.
Słuchała uważnie tego, co miał do powiedzenia mężczyzna, zadając co jakiś czas krótkie pytania dotyczące kontraktu. W rzeczywistości większość rzeczy zostawiała do ugadania Hudsonowi — wiedziała, że była tylko produktem, który miał zostać wystawiony na pokaz. Zadanie Yeon polegało wyłącznie na zrobieniu pierwszego dobrego wrażenia, warunki współpracy negocjował jej agent. Przebywanie w towarzystwie tych dwóch mężczyzn było męczące. Miała cichą nadzieję, że niebawem dyskusja się skończy i każdy pójdzie w swoją stronę. Wolała spotkać się z Lianem. W przeciwieństwie do niego wiedziała, że miał pojawić się na wydarzeniu. Przez większość czasu próbowała namierzyć go wzrokiem. Czuła rozczarowanie, gdy po kilku minutach wciąż nie mogła go odnaleźć.
Żeby ją wsparł, chociażby swoją obecnością, bo pośród wszystkich tych obcych ludzi, tylko on był osobą, która widziała w niej prawdziwą Yeon. Wiedziała, że musiałby udawać wraz z nią, ale jego obecność ukoiłaby to dziwne napięcie zaciskające się wokół jej żeber mocniej, niż gorsetowa część sukienki. Nie była pewna, czy w ogóle wiedział, że miała tu być; ale szczerze na to liczyła. Los okazał się dla niej łaskawy. Lian podczas trwania rozmowy pojawił się przy stoliku i przysiadł na kanapie. Podłapała jego spojrzenie, odwzajemniła je i odetchnęła z cichą ulgą. Gdy tylko usiadł, dotarł do niej zapach cytrusowo-gorzkich perfum, które nie należały do niego. Próbowała to zignorować i skupić się na rozmowie między negocjatorami. Muśnięcie jej nadgarstka było niemal niezauważalne, a jednak wystarczyło, by na ułamek sekundy odwróciła uwagę od toczącej się rozmowy. Uniosła na niego wzrok i odpowiedziała ledwie dostrzegalnym uśmiechem. A on przymknął oczy. Zdecydowanie nie miał ochoty na dyskusję. Przedstawiciel marki, najwidoczniej nie zauważając niechęci Liana do rozmowy, usilnie próbował go zagadywać.
— Może nam chociaż powiesz, jak minął wieczór? Jak ci się podoba w Barcelonie? Podobały ci się pokazy? — dopytywał, sięgając po (kolejną) lampkę wina. Najwidoczniej alkohol zaczął przez niego przemawiać, co sugerował jego zaczepny ton i sposób, w jaki zerkał na Yeon i Liana. — Dzisiaj jesteś tu służbowo, czy bardziej dla towarzystwa słodkiej Bambi? — dopytał bezpośrednio, uśmiechając się przy tym dość jednoznacznie.
— Przyszliśmy porozmawiać o kontrakcie… Z tego, co się orientuje, Liana on nie dotyczy, więc nie powinno to pana interesować… — upomniała bez przebierania w słowach. Yeon najpierw mówiła, później myślała — jedni ją za to lubili, inni niekoniecznie. Hudson, który siedział obok, posłał w jej stronę upominające spojrzenie, które świadomie zignorowała.
-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Wywołany pytaniem, które nie trafiło do niego od razu lecz sporym opóźnieniem, Lian otworzył oczy ledwie do połowy i zwrócił wzrok w stronę mężczyzny zajmującego cały jeden brzeg stolika. Blade wargi zacisnęły się krótko gdy przełykał ślinę, musiał zwilżyć je końcem języka by nie popękały mu kąciki ust.
一 Dzisiaj jestem tu z bólem głowy 一 upomniał się obcesowo i przeniósł spojrzenie w kierunku Han.
Czule.
Tak jak bardzo zakochany mężczyzna powinien patrzeć na bardzo piękną kobietę.
I ze zmęczeniem rozcieńczającym ten efekt.
一 Czy to konieczne? 一 zapytał poniekąd w eter, choć liczył na rzeczową odpowiedź ze strony Hudsona. Odetchnął ciężej, przekrzywił się na kanapie i przychylił bliżej Yeon, niemal trafiając koniuszkiem nosa w jej błyszczący od rozświetlacza policzek. 一 Nie od tego masz agenta? To chyba nie nasza robota, moglibyśmy wrócić do... hmm, gdzie zarezerwowałeś jej hotel?
Ożywił się nagle, podobnie jak Hudson, który wybity z rytmu posłał pytające spojrzenie w stronę swojej podopiecznej. Jednocześnie było w tym coś porozumiewawczego, coś, co wcześniej pozwoliło mu chłodno określić stan Liana i stwierdzić, że wypił dość jak na jeden wieczór. Może wysłanie ich do hotelu nie było w tej sytuacji najgorszym pomysłem?
一 Palazzo Parigi.
Oczywiście, przecież agencja nie lubiła dezorganizować ich pobytów i zwykle rezerwowała ten sam hotel.
一 Świetnie 一 wyrzucił krótko na wydechu, z kolanem nerwowo podrygującym mu pod blatem. 一 Jest raczej późno, uznałbym to za koniec dnia.
一 Widziałeś scenę naszej marki? Coś zwróciło twoją uwagę? Poza...
一 Proszę kontaktować się z agentką.
一 Badam wstępne zainteresowanie produktem, nie ma powodu do nieuprzejmości.
一 Raczej moją cierpliwość. Poza tym produkt nie jest zainteresowany i nigdy nie twierdził, że jest uprzejmy.
W zaledwie kilkusekundowej chwili ciszy, w której obie strony rozważały zaostrzenie języka narastającego spontanicznie konfliktu, Hudson ocknął się wreszcie i przypadkiem przewrócił swój kieliszek, rozlewając chemicznie pomarańczowego drinka prosto na spodnie Liana. Ten nie zareagował od razu, początkowo jedynie przyglądając się z relatywnym zainteresowaniem rozrastającej się na blacie plamie. Dopiero kiedy zalała mu lewe kolano i zaczęła spływać wzdłuż łydki Mei przechylił głowę, spojrzał pod stół i rozmasował sobie palcami kąciki szczypiących od dymu oczu.
一 No to dla mnie to chyba koniec tego spotkania 一 oświadczył płasko, nie wiedząc, czy wzbierająca w nim niecierpliwość wynikała z obecności Hudsona i - cóż, kimkolwiek był mężczyzna gnębiący go uciążliwie nijakimi pytaniami - czy z drinka, jaki miał lada moment zastygnąć mu lepko na skórze. 一 Idziesz gwiazdo?
Pewne nawyki zdawały się być wyryte w kościach, bo gdy Lian wstał i odstawił na bok pusty kieliszek po felernym drinku, pierwszą rzeczą jaka zadziałała była pamięć mięśniowa. Z paskudną plamą na spodniach, widoczną tym bardziej przez tę chirurgiczną, obrzydliwą biel, uczepił się krańca blatu, natomiast drugą rękę wyciągnął zapraszająco w stronę Yeon.
Nie pamiętał dokładnie trasy przez zatłoczone nawet o tej porze miasto. Powieki ciążyły mu, a gdy już otwierał oczy miał wrażenie, jakby obserwował świat przez przybrudzony kalejdoskop; barwy rozmywały mu się i momentami dwoiły, nawet siedząca w ciszy obok Yeon wyglądała jak plama czerni z cieplejszymi akcentami w postaci biżuterii i jaśniejszych włosów.
一 Ostatnio były ciemniejsze 一 zauważył, kiedy w tej samej ciszy obydwoje stanęli w windzie, a jej drzwi zamknęły się powoli odcinając ich od lobby oraz ciekawskich spojrzeń boya hotelowego. To, że Lian wsparty lustro ewidentnie walczył z grawitacją nie przeszkadzało mu w dokonywaniu bardzo oczywistych odkryć. 一 Ale jesteś tak samo pyskata jak... kiedy w ogóle się ostatnio widzieliśmy?
Nie był pewien. Już dawno temu zgubił się we własnym kalendarzu, w przeciwieństwie do Sereny, która recytowała go na pamięć w perspektywie kwartału wprzód.
Mniej więcej w połowie mozolnej wędrówki windy ku apartamentom na górze uderzyło w niego nowe, mniej przyjemne wrażenie jakoby się dusił, więc drżącymi dłońmi sięgnął do guzików pod szyją. Śliskie i okrągłe, wykonane z masy perłowej, uciekały jego opuszkom, które po prostu ślizgały się irytująco i przez moment rozważał, czy po prostu nie rozerwać w cholerę tego piekielnego kołnierza.
一 Ja pierdolę, co za... 一 syknął rozeźlony, kiedy z prostej czynności problem rozrósł się na trwającą już ponad minutę walkę o odrobinę luzu. Morderczy kołnierz wciąż wpijał mu się w gardło i im dłużej to trwało tym bardziej Lian tracił cierpliwość. 一 Mogłabyś?
Seungyeon Han