40 y/o
For good luck!
178 cm
agentka nieruchomości Voss Estates
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Margaret
Nie chodzi o tłumaczenie, po prostu prosiła mnie, żebym to ja wyjaśniła Ci najważniejsze rzeczy. *jej głos na moment się oddalił kiedy mówiła, gdy wstała i przeszła przez swój gabinet, by spojrzeć na swoje notatki* Dom jest w dobrym stanie, jest kilka poważnych ofert. Jedna z nich jest naprawdę dobra. Problem w tym, że kupujący chce szybkiego zamknięcia transakcji, a Twoja mama waha się, bo nie jest pewna, czy to dobry moment. Pytała o Ciebie… czy Ty uważasz, że powinna sprzedać teraz, czy może poczekać. Poza tym jest kwestia tego, co chce kupić później. Znalazłam dla niej dwa naprawdę ładne apartamenty w centrum… ale jeden z nich jest droższy i wymaga remontu. Chce znać Twoje zdanie. Starałam się jej doradzić najlepiej jak potrafiłam, ale chciała też poznać twoje zdanie.
Wiadomość...
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Theo
Przez długość kilku oddechów nie odpowiadał, myśląc, zalewając swoją herbatę. - Nie będę jej w stanie pomóc z remontem, nie mam czasu się troić teraz, więc lepiej mieszkanie takie, które nie wymaga remontu. - odpowiedział w końcu, wolniej, z namysłem. - I niech sprzedaje. Obydwoje wiemy, że to i tak będą dla niej grosze, a w najgorszym przypadku pojedzie na wakacje do rodziny w Norwegii zanim znajdziesz jakieś dobre mieszkanie. Wezmę jej pudła do swojego, jeśli będzie taka potrzeba. - jego głos na moment oddalił się od telefonu, kiedy mówił, przez chwilę dochodził zza materiału, by zaraz znów się przybliżyć. - To niech już będzie w twojej kwestii, nie znam się na rynku.
Wiadomość...
Margaret Voss
LemonSpice
none
40 y/o
For good luck!
178 cm
agentka nieruchomości Voss Estates
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Margaret
Zajmę się tym, dopilnuję, żeby wszystko poszło gładko i bez zbędnych kosztów – odpowiedziała szybko, automatycznie wchodząc w swój profesjonalny ton, bo tak było po prostu bezpieczniej. Przez chwilę słuchała tylko szumu linii, obracając w palcach drogie wieczne pióro. Słowa Theo o tym, że nie ma czasu się troić, uderzyły w nią dziwnym, nostalgicznym echem. Kiedyś był dzieciakiem, który nie robił nic. Teraz brakowało mu doby.
Odchrząknęła cicho, opierając się biodrem o krawędź biurka.
Przekażę jej Twoje zdanie. Też uważałam, że gotowe mieszkanie to lepszy pomysł, zwłaszcza w jej wieku. W takim razie przygotuję dokumenty pod tę szybką transakcję.
Zamilkła na sekundę. Temat biznesowy właściwie się wyczerpał. Dziesięć minut, o które tak bardzo prosiła, kurczyło się w oczach, a ona czuła, że jeśli teraz odłoży słuchawkę, to te grube mury, które wokół siebie wzniósł, zamkną się już na stałe.
Theo… – zaczęła ciszej, zupełnie zmieniając rejestr głosu na ten prywatny, pozbawiony korporacyjnego chłodu. – Wiem, że robisz to tylko dla niej. I wiem, że kilka miesięcy temu zachowałam się… mało delikatnie, zapraszając cię ot tak do siebie. Rozumiem, dlaczego mnie zablokowałeś. Miałeś pełne prawo. Ale… dziękuję, że teraz nie odłożyłeś słuchawki. Dobrze słyszeć, że jesteś taki… poukładany. Że dorosłeś na takiego faceta.
Wiadomość...
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał o dopinaniu biznesowych spraw w ciszy, pozwalając jej mówić. Nie znał się na nieruchomościach, ich kupnie, sprzedaży, tym, o czym trzeba było myśleć podejmując kolejne kroki i tym, na co trzeba było zwrócić uwagę w nowym miejscu. Cała ta rozmowa brzmiała jak jedna wielka wymówka stworzona tylko po to, by odebrał. Zajeżdżało stalkerem, skoro zadała sobie trud by podjąć się pracy dla jego matki, tylko po to, by mieć wymówkę. Skrzywił się lekko w ciszy, dotykając palcami boku kubka z herbatą, sprawdzając, czy mógł się już napić, łudząc się, że ciepły napój da komfort i odgoni chłód, który czuł w klatce.. Nie podziałało.

Zmarszczył brwi, gdy zaczęła mówić o prywacie. O blokowaniu, głupich pomysłach i... tym jak dorósł? Coś w nim zgrzytnęło nieprzyjemnie, sprawiając, że złapał głębszy oddech. Nie należał do wybuchowych, zwykle miał wszystko przemyślane, nawet jeśli język miał niewyparzony i mówił prosto z mostu nie owijając w bawełnę. Dorastając z niezdiagnozowanym ADHD nauczył się na długo zanim dorósł, by przemyśleć wszystkie opcje, zanim zareaguje, albo rzuci się w podjętą impulsywnie decyzję; dokładnie tak, jak zareagował na jej booty call. Czy cokolwiek to było, może źle zrozumiał? Odchrząknął, by oczyścić gardło, zanim się odezwał, patrząc w ciemny ekran i żałując, że nie miał jej na facetime w tym momencie. Lubił widzieć do kogo mówił.. Z drugiej strony fakt, że ona nie widziała jego, pozwolił mu opuścić gardę; ramiona opadły, łokcie na moment oparły się o blat, kiedy pochylał się, by mocno potrzeć twarz dłońmi.
- W swojej wiadomości mówiłaś o tym, jak to za mną tęsknisz i jak chcesz porozmawiać. Ale przy tym dodałaś, że tęsknisz za moim dotykiem. Podałaś mi adres i czekałaś aż się zjawię, jak darmowy gigolo po tych wszystkich latach. - podsumował ją, zamiast odpowiadać, głos zniekształcony w dłoniach, którymi tarł zmęczone oczy. Odetchnął krótko, stuknął płaską dłonią o blat. - Mylę się? Sięgasz do mnie tylko po to, żebym wrócił do twojego łóżka? - dodał od razu, tym razem jego ton wybrzmiał skargą i szczerą obrazą. Chyba nie mogła mu się dziwić, prawda? Każdy by się obraził na bycie traktowanym jak kawałek mięsa.

Margaret Voss
LemonSpice
none
40 y/o
For good luck!
178 cm
agentka nieruchomości Voss Estates
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowa Theo uderzyły w nią z siłą, której zupełnie się nie spodziewała. Przez moment w gabinecie Margaret zapadła absolutna, bolesna cisza, przerywana jedynie cichym szumem głośnika. Poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, a na policzki wypływa nagły, piekący rumieniec – nie ze wstydu, a z porażenia tym, jak potwornie obnażył jej motywacje. I jak celnie, choć z zupełnie innej perspektywy, nazwał to, co zrobiła.

Przymknęła oczy, a wolna dłoń, w której wciąż trzymała wieczne pióro, drgnęła, niemal łamiąc plastikową skuwkę.
Darmowy gigolo. Kawałek mięsa.
Nie… – zaczęła, ale jej głos załamał się na pierwszym sylabie, tracąc cały ten wypracowany, deweloperski chłód. Musiała wziąć głęboki, świszczący oddech, żeby zebrać rozbiegane myśli. – Nie, Theo. Mylisz się. To znaczy… masz prawo tak to widzieć, ale to nie tak.

Odeszła od okna, czując, że nogi ma nagle jak z waty, i opadła ciężko na skórzany fotel za biurkiem. Schowała twarz w dłoni, dokładnie tak, jak on robił to po drugiej stronie słuchawki, szukając jakichkolwiek słów, które nie brzmiałyby jak tania wymówka.
Tamta wiadomość… byłam pijana. I byłam przerażona tym, że po tylu latach znowu jestem w Toronto, a wszystko wokół przypomina mi o tym, jak bardzo cię skrzywdziłam – wyrzuciła z siebie szybko, niemal chaotycznie, łamiąc swoją własną zasadę o nieobnażaniu emocji. – Tęskniłam za tobą. Za tym, jak bezpiecznie się przy tobie czułam, zanim wszystko spieprzyłam i uciekłam. Moja głowa… mój głupi, egoistyczny mózg po prostu skrócił to do najprostszego instynktu. Do bliskości, którą pamiętałam. Nie chciałam cię potraktować jak mięsa, przysięgam.

Zamilkła na sekundę, a jej oddech wciąż był nierówny. Ta rozmowa całkowicie wymknęła się spod kontroli, ale paradoksalnie, po raz pierwszy od lat, Margaret mówiła prawdę.
A z twoją mamą… to był przypadek. Na początku – dodała ciszej, niemal błagalnie. – Dostałam zlecenie na dom w jej dzielnicy, zgłosiła się. Dopiero gdy zobaczyłam nazwisko w dokumentach, wszystko do mnie dotarło. Mogłam to odrzucić, mogłam oddać to komuś z agencji. Ale nie zrobiłam tego, bo… bo pomyślałam, że to moja jedyna szansa, żebyś w ogóle usłyszał moje imię i nie rzucił od razu słuchawką. Masz rację, to była wymówka. Chciałam cię usłyszeć. Chciałam sprawdzić, czy… czy przez to, co ci zrobiłam, całkiem cię zniszczyłam. A widzę, że zbudowałeś się na nowo. I cieszę się z tego, nawet jeśli teraz mną gardzisz.

32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Nie."

Oczywiście, że z nim walczyła. Nic nowego. Nie spodziewał się, by przez lata coś się zmieniło i była w stanie przyznać, kiedy się myliła i była absolutnie okropna. Trzeba się było wybielić, usprawiedliwić, udawać, że miała swój przysłowiowy "come to Jesus" moment. Pokręcił głową, ale jej nie przerwał, gryzac się w język. Zamiast tego słuchał, podnosząc telefon, kubek z herbatą i biorąc wszystko kilka kroków dalej do kanapy. Odstawił kubek, z telefonem usiadł ciężko na podłodze, a kanapy użył jako oparcie dla pleców. Potrzebował znaleźć się tak blisko podłogi, jak to było możliwe; coś, co odkrył dawno temu, że kiedy psychicznie nie wyrabiał, bardzo prymitywny głos w głowie kazał się dosłownie uziemić. Dalej upaść się nie dało, a twarda podłoga nadal tam była, nie zapadała się i wszystko było okay. Żył. Oddychał. Słuchając, przesunął spojrzeniem po kilku przedmiotach, które widział, nazywając je w głowie w swoim rodzimym języku, uziemiając się dodatkowo. Odetchnął, zanim odstawił telefon na blat kawowego stolika, opierając o laptopa, stuknął w mała ikonkę kamery, wysyłając request by zmienić połaczenie na facetime. Chciał ją zobaczyć. Widzieć jej twarz, kiedy się tłumaczy i miesza w zeznaniach. Nie potrafił już w tym momencie rozpoznać, czy mówiła prawdę po samym głosie, ale był prawie pewny, że w jej oczach nadal by to dostrzegł.
-"Gardzisz" to duże słowo. - mruknął, czekając, czy odrzuci, czy przyjmie to połączenie video, ale zamiast wisieć nad telefonem, znów się oparł o kanapę, łokieć o podciągnięte kolano, przecierając mocno twarz po raz kolejny, próbując zebrać myśli. Tyle lat.. Tyle lat nie słyszał jej głosu, a wciąż mógł sobie wyobrazić jej twarz, gdy mówiła, co do najmniejszego szczegółu i zmiany w oczach. - Gdybyś napisała prosto z mostu, może bym przyszedł. - dodał z naciąganym rozbawieniem, spod swojej dłoni. Nie lubił manipulacji, krętactwa, zamiatania rzeczy pod dywan, a jej wiadomość.. była dokładnie wszystkimi tymi rzeczami.

Margaret Voss
LemonSpice
none
40 y/o
For good luck!
178 cm
agentka nieruchomości Voss Estates
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ekran telefonu Margaret rozbłysnął gwałtownie, a cichy, pulsujący dźwięk żądania połączenia wideo niemal wyrwał ją z fotela. Spojrzała na migającą ikonkę FaceTime, czując, jak serce podchodzi jej do samego gardła.

Chciał ją widzieć.

Przez ułamek sekundy spanikowała. Elle Voss, zawsze nienagannie umalowana, z włosami ułożonymi przez fryzjera, kontrolująca każdy centymetr kwadratowy swojego wizerunku, teraz siedziała w pustym gabinecie z rozmazaną kreską na oku i twarzą, z której uciekła cała krew. Chciała odrzucić. Palec już zawisł nad czerwoną słuchawką, ale słowa Theo o tym, że gardzi to duże słowo, i ten jego niski, zmęczony ton, zatrzymały ją w miejscu. Jeśli teraz tchórzyła, udowodniłaby mu tylko, że nic się nie zmieniła. Że nadal potrafi tylko uciekać, kiedy robi się zbyt gorąco.
Drżącą dłonią kliknęła zieloną ikonkę i oparła telefon o ciężki, marmurowy przybornik na dokumenty, żeby nie widział, jak trzęsą jej się ręce.
Obraz wskoczył na ekran. Margaret odetchnęła gwałtownie, niemal bezwiednie przysuwając się bliżej wyświetlacza. Zobaczyła go. Siedział na podłodze, oparty o kanapę, z łokciem na kolanie – tak potwornie dorosły, barczysty, z ostrymi rysami twarzy faceta, który poznał smak prawdziwego życia i ciężkiej, fizycznej pracy. Nie było już w nim nic z tamtego chuderlawego siedemnastolatka. A jednak te zmęczone oczy, które właśnie przecierał dłonią, były dokładnie te same.
Patrzyła prosto w obiektyw kamery, pozwalając mu zobaczyć każdą rysę na swoim idealnym dotąd pancerzu. W jej oczach nie było flitu, nie było gier. Było tylko ogromne, przytłaczające zmęczenie i coś, co mogło być spóźnioną o szesnaście lat kapitulacją.
Gdybym napisała prosto z mostu, że wrzuciłam granat w Twoje życie, uciekłam jak ostatnia suka, a teraz po latach nie potrafię sobie z tym poradzić, to też byś przyszedł? – zapytała, a w jej głosie po raz pierwszy pojawiła się surowa, bolesna szczerość, bez próby wybielania się. – Bałam się. Do rzygania bałam się tego, co od ciebie usłyszę. Więc tak, skręciłam to w najgłupszy możliwy sposób, bo łatwiej było mi udawać przed samą sobą, że po prostu chcę cię pieprzyć, niż przyznać, że pękam z poczucia winy na samą myśl o tym, co ci zrobiłam. - oparła brodę na dłoni, nie zdejmując z niego wzroku.
Przepraszam, Theo. Za tamtego SMS-a i za to, że poczułeś się jak mięso. Nie masz pojęcia, jak bardzo nienawidzę tego, że tak to odebrałeś. I że miałaś pełne prawo to tak odebrać.

32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Krótkie burknięcie wibracji o blat oznajmiły, że przyjęła połączenie video i z jakiegoś powodu to sprawiło, że na moment przestał oddychać i zamarł. Na dwa, może trzy uderzenia serca, mimo że sam wysłał ten request o FaceTime. Odetchnął, zanim opuścił dłoń i przesunął spojrzenie na wyświetlacz telefonu.

Była tam, rozmazana, zmęczona, blada i prawdziwa. Była tam, tak samo piękna, jak ostatniego dnia, w którym naprawdę myślał, że wszystko będzie dobrze, kiedy szedł pół kroku za nią, pomagając przytaszczyć do jej starego mieszkania zdecydowanie zbyt wiele ciuchów, które kupiła na weekendowej wyprzedaży. A potem zniknęła, bez słowa, bez wytłumaczenia, poof, całe życie, które chciał z nią mieć, przestało istnieć, ucięte przez nią nagle. Teraz była tam, ponad dekadę później i przepraszała, za sprowadzanie go do szybkiego booty call. Jego rysy zmiękły, brwi spotkały się ze sobą w środku i uniosły, kiedy zaciskał usta w linię.
-Jeg savner deg så mye. - nie znała jego języka, był bezpieczny i dawał mu szansę wyrzucenia z siebie tych małych rzeczy, których nie miał odwagi powiedzieć na głos. Odetchnął krótko, potrząsnął głową, odchrząknął, prostując się, przywołał do porządku po tym nagłym ataku czułej bezbronności. Be a man. Zawsze wybrzmiewało tak samo, surowym głosem jego ojca.

-..yeah. Pewnie tak. Nawet wiedząc, jak się to skończy. - odpowiedział, lekko podrzucając jednym ramieniem. Przyszedłby do niej.. Zawsze. Nieskończenie lojalny, niepoprawnie cierpliwy, z sercem na rękawie, posklejanym taśmą na szybko. Uważał, że jedyne, czym go w życiu skrzywdziła, to zostawiając samemu sobie bez słowa, na pastwę domysłów. Bez rozmowy, bez zakończenia, po prostu wypisała się z życia, zanim jeszcze legalnie mógł iść się napić.. Nie żeby pił często czy dużo, ale wciąż, to po prostu dawało zupełnie inną perspektywę; ostatnim razem, kiedy ją widział, nie mógł legalnie pić. Teraz żonglował rekrutację do straży pożarnej z kończeniem certyfikacji medycznej do ambulansu. Mięło tyle życia..

-Dlaczego odeszłaś? - zapytał po prostu, to jedno, palące pytanie, które spędzało mu sen z powiek i kazało wątpić w swoją wartość przez tyle lat. Chciał mieć z nią wszystko, a przez cały ten czas wyraźnie uważała, że nie zasługiwał nawet na pożegnanie.

Margaret Voss
LemonSpice
none
40 y/o
For good luck!
178 cm
agentka nieruchomości Voss Estates
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dźwięk tych kilku obco brzmiących słów, które wymruknął pod nosem, uderzył w nią niespodziewaną barierą. Nie rozumiała norweskiego, ale intonacja Theo – ten cichy, gardłowy, ale bezbronny ton – sprawił, że serce podeszło jej do gardła. Patrzyła na niego przez ekran, rejestrując to nagłe zmiękczenie rysów, ten mikroskopijny moment, w którym znowu stał się jej Theo, zanim upomniał samego siebie w duchu i znowu przywdział maskę twardziela.
Jego krótkie wyznanie, że pewnie i tak by przyszedł, nawet znając zakończenie, pozbawiło ją resztek tchu. Nieskończenie lojalny. Dokładnie taki był, a ona potraktowała tę lojalność jak coś, co jej się po prostu należało, nie dając nic w zamian.
A potem padło to pytanie. Proste, surowe, wyplute bez ogródek po szesnastu latach.

Dlaczego odeszłaś?

Margaret zamarła. Przez moment patrzyła prosto w obiektyw kamery, a w jej oczach odbił się autentyczny, nienależący do dorosłej Elle Voss strach. To była ta chwila, w której nie mogła już skłamać, nie mogła uciec w korporacyjny bełkot o „szukaniu siebie”. Zbliżyła twarz do ekranu, opierając łokcie o blat biurka i splatając palce tak mocno, że aż pobielały.
Bo byłam tchórzem, Theo – odpowiedziała, a jej głos, choć cichy, był przerażająco stabilny. – Miałam dwadzieścia cztery lata. Ty miałeś siedemnaście. Kiedy zaczynaliśmy, to była… chora gra z mojej strony. Lubiłam tę kontrolę, to, jak na mnie patrzyłeś, jak bardzo byłem dla ciebie wszystkim. Ale pod koniec… pod koniec zdałam sobie sprawę, że to już nie jest zabawa. Zdałam sobie sprawę, że kocham dzieciaka, który zaraz skończy szkołę, a ja mam już całe dorosłe życie, oczekiwania rodziców, karierę, w którą musiałam wejść. Przeraziło mnie to, jak bardzo byłeś we mnie wpatrzony. Przeraziło mnie, że jeśli zostanę, to zniszczę cię swoją ambicją i egoizmem, bo nie byłam gotowa na prawdziwy, dorosły związek.
Przełknęła ślinę, a jej wzrok ani na moment nie uciekł od jego oczu na ekranie.
Uciekłam, bo myślałam, że tak będzie łatwiej. Dla nas obojga. Mój cholerny perfekcjonizm podpowiedział mi, że albo zrobię to drastycznie, ucinając wszystko do zera, albo będę cię ranić na raty przez kolejne miesiące. Nie miałam pojęcia… przysięgam ci, Theo, nie miałam pojęcia, że wpędzę cię w takie piekło. Dowiedziałam się o wszystkim znacznie później. Myślałam, że zapomnisz. Że znajdziesz dziewczynę w swoim wieku, pójdziesz na studia i będę tylko mglistym wspomnieniem. Byłam głupia, samolubna i ślepa.
Odetchnęła głęboko, czując, jak po policzku spływa jej pojedyncza łza, której nawet nie spróbowała wytrzeć.
Nie odeszłam, bo byłeś niewystarczający. Odeszłam, bo ja byłam zbyt wybrakowana, żeby udźwignąć kogoś tak dobrego jak ty.

32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po części spodziewał się, że odbije od tematu i ucieknie. Albo że się rozłączy, nie chcąc stanąć twarzą w twarz z własnym błędem. Pamiętał dokładnie, że zawsze miała problem z przyznawaniem się do winy, że lubiła bawić się w adwokata diabła i potrafiła przegadać najbardziej upartą osobę do swoich opinii, rzadko zmieniając własne. Że nie mogła się mylić, a w najgorszym przypadku to świat był zły, nie ona, ona tylko śledziła zasady. Jeśli czyjaś wina, to nie jej, czyjaś inna. Jego. Znajomych. Szkoły. Rodziny. Świata. Nigdy nie był w jej życiu tak ważny, jak ona w jego, z drugiej strony rozumiałby, jeśli to wynikałoby bardziej z różnicy wieku i faktu, że miała więcej kontroli w tamtym momencie, bardziej rozwinięty mózg i..

Teraz to już nie miało znaczenia. Siedem lat w tym momencie które ich dzieliło, nie było niczym takim. Jego matka była młodsza dwanaście lat od ojca i nikt nawet nie mrugnął na tą różnicę wieku, więc.. Pokiwał lekko głową, zgadzając się w duchu, że zaczęli w chorym, nielegalnym związku i to nie miało prawa bytu. Z drugiej strony, na tamten moment w którym uciekła, był już prawie dorosły i.. Może czas zniekształcił jego pamięć. Właściwie to brzmiało jak coś bardzo prawdopodobnego. Chciał się dalej na nią wściekać, ciągnąć ją za język, wskazywać na wszystkie te złe wybory które podjęła po drodze, ale jego głowa była pusta. Zgadzał się z nią i ten fakt sprawił, że poczuł się jakby sam przywalił sobie w twarz.
-To.. ma sens. Nie wiem, czy zrozumiałbym to tyle lat temu, ale rozumiem teraz. - odpowiedział prosto, na moment marszcząc brwi, tylko przez krótką chwilę próbując postawić się w butach upartego siedemnastolatka i szybko poddając.. Chyba właśnie odkrył dlaczego rodzice wydają się "nie rozumieć" nastolatków, mimo że sami nimi kiedyś byli, to było cholernie trudne, huh?

-Nie, Maggie, to była racjonalna decyzja.. Może wykonana marnie, ale dobra. Gdybanie niczego nie zmieni. - odpowiedział, przyglądając się jej w ekranie swojego telefonu, zmieniając pozycję by usiąść po turecku, tym samym zbliżając się do kamery. Sam nie złapał, że użył miękkiego pseudonimu, którym zwykle się do niej zwracał, a który kiedyś zarezerwowany był tylko dla niego..
-Nie było tak źle.. to znaczy, zawaliłem rok, nie wychodząc z łóżka i dalej się miotam z depresyjnymi stanami czasami, ale w sumie to tyle. Pewnie mam jakieś skrzywienia o których nie wiem.. Ale jest okay. Zmieniłem teraz zupełnie kierunek i profesję, jestem w trakcie przewracania własnego życia do góry nogami, a szukanie drugiej miłości nigdy nie było moim priorytetem, stwierdziłem, że jedna miłość mi wystarczy. - sprecyzował lekko, sumując względnie swoje życie. Miał znajomych, wolał samotność, życie toczyło się do przodu.. Nigdy o domu z białym płotem i gromadką dzieci nie pomyślał, może raz czy dwa, jeszcze kiedy z nią był, w bardzo dziecinny, naiwny sposób, ale to tyle.

Margaret Voss
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „telefony”