25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Może się za bardzo przejmowała – znowu. Może się za bardzo martwiła – znowu znowu. Ale to nie tak, ze uważała, że te normalne, a może raczej codzienne ciuchy Dantego były czymś złym i niegodnym dla rzekomego dodatku jakim miał się dla niej stać tego dnia. Bo najprawdopodobniej jej zależało, żeby wyglądal schludnie, a jednocześnie, aby było mu naprawdę wygodnie! Jeśli miałaby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia co do jego garderoby to chyba tylko klasyczny, biały bezrękawnik znajdował się u niej na czarnej liście. Do chodzenia po domu bądź wyprowadzania psów wokół przysłowiowego komina – jak najbardziej. Ale jednak wolałaby, aby nie zakładał jej na spotkanie z ludźmi, od których zależało jak zostanie przedstawiona i zapamiętana przez branżę europejską.
– Co..? Ale… przecież będziesz wyglądał normalnie… ja… ghhh…! Następnym razem zrobię z ciebie króla disco lat osiemdziesiątych! – burknęła, czując że zaczyna w niej narastać dziwna irytacja. Jednak kiedy do niej dotarło, że zaczyna podnosić głos z powodu takiej głupoty jaką były ciuchy, zezłościła się, ale tym razem na samą siebie. Dlatego zaraz podeszła do wciąż pół nagiego chłopaka i przytuliła się do niego i pocałowała w mostek, mamrocząc w międzyczasie przeprosiny. Nie powinna się na nim wyżywać za to, że nie radziła sobie ze stresem. – Żartowałam… nie wyglądałbyś dobrze w cekinach i dzwonach. Ale w tym będziesz naprawdę hot… proszę… – wymruczała, trzepocząc przy tym rzęsami. Na dodatek, kiedy wspomniał, że ta koszula nocna byłaby lepszym strojem, pod warunkiem, że zostaliby w domu, zagryzła mimowolnie dolną wargę. Cóż, miała ją na sobie tylko raz i to kilka dni po akcji z fałszywym testem ciążowym, ale jeśli ją pamięć nie myliła to chyba Dantemu się bardzo podobała albo przynajmniej na tyle, żeby faktycznie mogła ujrzeć na jego ustach ten sam uśmiech, którym raczył ją w tej chwili. I sama złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać czy aby czasem na pewno nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby jednak się przebrała. Na szczęście jej mózg nie pozwolił na rozwinięcie tej myśli. Musiał sobie zdawać sprawę, że za kilka chwil Elsa zaczęłaby analizować czy piętnaście minut by im wystarczyło, dochodząc niestety tylko do wniosku, że gdyby ten zaczął zabawę od jej szyi to dla niej byłoby po wszystkim już po minucie i… zmarszczyła nos na samą tę myśl. Gdyby naprawdę się postarała, może jemu udałoby się skończyć w kwadrans i…
Boże.
Naprawdę właśnie próbowała oszacować przewidywany czas trwania seksu tylko po to, żeby sprawdzić, czy zdążyliby przed wyjściem?
Nie.
Absolutnie nie.
Potrząsnęła lekko głową, jakby w ten sposób mogła wyrzucić z niej wszystkie te niedorzeczne kalkulacje. Prowadzenie negocjacji dotyczących czasu, stosunku i logistyki zdecydowanie nie mogło skończyć się dobrze. Zwłaszcza kiedy jedyną stroną sporu była ona sama, a każdy kto znał Elsę ten dobrze wiedział, że ta rozmowa mogłaby trwać godzinami.
Pozwoliła mu się odsunąć i oprzeć o framugę drzwi podczas kiedy ona zaczęła się tłumaczyć ze swoich dziwnych pomysłów związanych z tak wczesnym wstawaniem. W tym wszystkim ominęła też dosyć istotny fakt, że poszła jeszcze pobiegać po okolicy, aby zmęczyć swoje emocje póki słońce było stosunkowo nisko. Ale najwyraźniej musiała uznać, że było to ważny szczegół, ale tylko w jej własnym mniemaniu skoro postanowiła zostawić go sobie tylko dla siebie. Jednak widok godziny na zegarku totalnie ją zmroził. Wiedziała, że było wcześnie, ale nie że aż tak!
– Nie prawda… planowałam wyjść z pokoju, żeby dać ci spokój i żebyś faktycznie mógł jeszcze sobie pospać. Rozważania o przydatności drugiej nerki bądź wątroby zostawiłabym dla siebie. Albo obudziłabym Noe i kazała mu słuchać nawiedzonej histeryczki. Pod warunkiem, że w ogóle by odebrał ode mnie telefon. – W końcu miała świadomość, że nie każdy musiał być na jej zawołanie czy tam inne pstryknięcie palca. A że jeszcze chłopak w tej chwili przeżywał własne rozterki dotyczące ciąży Gabrieli i jego związki z Charly, więc nie powinna mu zawracać głowy swoim głupim paplaniem o niczym. W tym wszystkim najbardziej poszkodowany był jednak Dante, który wielokrotnie był do tego wszystkiego zmuszany, a ona chyba naprawdę nie chciała wiedzieć, ile razy myślał nad odcięciem sobie uszu.
I choć cała ta sytuacja wywołała w niej niemałe wyrzuty sumienia, jej buzia momentalnie rozpromieniała, kiedy wspomniał, że teraz jego kolej na łazienkę, a potem na śniadanie i będą mogli myśleć, co dalej. Co najważniejsze, nie usłyszała w jego głosie nawet cienia złości czy też wyraźnego zdenerwowania. Jakby cała ta poranna sytuacja była dla niego jedynie drobną niedogodnością, a nie początkiem wyjątkowo męczącego dnia.
Obiecała sobie jednak, że to był pierwszy i zarazem ostatni taki wybryk podczas ich wspólnego wyjazdu. Od następnego poranka zamierzała wymykać się z pokoju po cichu, robiąc wszystko, żeby go nie obudzić. Jeśli będzie musiała, przygotuje sobie ubrania wieczorem, buty wyniesie pod drzwi, a telefon wyciszy do tego stopnia, że tylko nietoperze będą mogły usłyszeć nadawany sygnał. Nie chciała przecież, żeby przez jej nerwy i związaną z nimi bezsenność on również tracił sen.
Kiedy Dante zniknął za drzwiami łazienki, odetchnęła ciężko i usiadła na łóżku, sięgając po swoją już letnią kawę, co kompletnie jej nie przeszkadzało. Nie przy takich temperaturach… miała więc cichą nadzieję, że sale, w których dane jej będzie pracować, zostały wyposażone w klimatyzację. Niby miała w torebce wachlarz i mały wentylator, ale przecież potrzebowała dwóch wolnych rąk do pracy, więc albo musiałaby zapewnić ukochanemu chłopakowi bardzo zajmujące zajęcie polegające na chłodzeniu swojej równie ukochanej dziewczyny, albo będzie musiał ją cucić, kiedy w końcu padnie z przegrzania.
Podniosła głowę znad kubka kawy, słysząc jak Dante wychodzi z łazienki, a widząc go w takim wydaniu…
– Fy søren… – wymsknęła jej się norweska cholera, a wargi pozostały lekko rozchylone. Automatycznie odłożyła kubek na podłogę, nie przewidując, że ktoś przecież mógłby go niechcący kopnąć, a potem sama wstała z łóżka i… nie wiadomo kiedy popchnęła go na krzesło, na którym jeszcze nie tak dawno leżały przygotowane dla niego ubrania, a potem sama usiadła mu na kolanach okrakiem.
– A mogłabym zjeść ciebie na śniadanie? Albo te węże? – wymruczała mu przy uchu, składając zaraz czułe pocałunki tuż pod nim, palcami zaś jeżdżąc po odsłoniętych przez koszulę nakreślonych tuszem wężach. – Nie mogłeś się zapiąć pod szyję? Musiałeś mnie tak… ghh… Dante… – Przymknęła oczy, ukrywając zaraz buzię w zagłębieniu jego szyi. Było zdecydowanie za wcześnie na takie widoki. A może właśnie za późno? Skoro od dobrych kilku minut usiłowała przekonać samą siebie, że zdążą wyjść z pokoju o rozsądnej godzinie. Przecież po wszystkim czekał ich kolejny prysznic, kolejne czesanie, malowanie… i wtedy naprawdę mogłaby się zacząć martwić czy aby na pewno pojawi się na czas.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niewiele prawdopodobnie brakowało, by ten rozpoczęty zbyt wcześnie poranek, poskutkował dodatkowo absurdalną kłótnią o coś tak niedorzecznego jak jakaś głupia koszula. Wystarczyłoby pewnie, żeby nie ugryzł się w porę w język, mniej więcej tuż przed tym, jak usta Elsy zetknęły się z jego skórą. Bo oczywiście, że na jej groźbę i podniesiony ton, mógł mieć już gotową odpowiedź, która najpewniej nie wnosiłaby zbyt wiele, jeśli chodziło o pokojowe rozwiązanie sprawy, a którą na szczęście postanowił ostatecznie zachować dla siebie. I nawet jeśli w tym krótkim czasie nie zdążył zmienić zdania na temat tej cholernej koszuli, to w obliczu tak przedstawionej prośby chyba nie pozostawało mu nic więcej, jak rzeczywiście ogłosić kapitulację – nawet jeśli miałoby się to odbyć jedynie poprzez niekoniecznie jednoznaczny w interpretacji pomruk – na tę krótką chwilę zamykając Elsę w swoich ramionach. Przytulił na moment policzek do jej włosów, racząc ją przy okazji krótkim całusem w nie – tuż przed tym, jak odsunął się w stronę łazienki, by jeszcze przed ogarnięciem się, wysłuchać tych jej pogmatwanych wyjaśnień dotyczących logistyki poranka.
Choć prawdopodobnie gdyby tylko mógł wiedzieć, jakie dodatkowo myśli nawiedziły jej głowę i co rozważała w odniesieniu do tej wspomnianej przez moment koszuli nocnej… odsuwanie się od niej zdecydowanie byłoby ostatnim, na co mógłby wpaść. Za to na jej rozterki mógłby mieć co najwyżej jedną odpowiedź – oczywiście, że mieli całe mnóstwo czasu. I to zdecydowanie więcej niż te nędzne piętnaście minut…
Na pewno byłby przeszczęśliwy, biorąc pod uwagę to, że w Toronto jest… jakoś tak druga w nocy… – czy faktycznie miałoby mu za to przeszkadzać, że Noe miałby zostać uszczęśliwiony pobudką o tej absurdalnej porze, by wysłuchać jej rozważań dotyczących niezbędnych do życia organów…? Absolutnie nie. Choć przynajmniej zachował w sobie na tyle życzliwości, by nie zasugerować jej, że ten telefon naprawdę mógłby być fantastycznym pomysłem tuż przed tym, jak wreszcie rzeczywiście zniknął w łazience.
Słysząc zaś użyty przez nią norweski zwrot, który mógł kojarzyć z sytuacjami równie dobrze zasługującymi na częściej pojawiające się w jej wykonaniu faen, z pewnością nie spodziewał się, że ledwie chwilę później z jej pomocą wyląduje na stojącym nieopodal krześle. W dodatku – z nią na kolanach, na co z całą pewnością nie zamierzał narzekać.
Zwłaszcza, że ledwie chwilę wcześniej gotów był zinterpretować jej reakcję absolutnie błędnie, mając przy tym zamiar oznajmić jej, że przecież od początku uprzedzał, że ta cholerna koszula nie była ani trochę dobrym pomysłem i że zdecydowanie nie zamierzał zakładać jej jak należy, przynajmniej w ten sposób mogąc zachować coś z normalnego wyglądu. Na szczęście – znów – nie zdążył odezwać się, zanim mu w tym przeszkodziła.
Całkiem pasuje mi takie śniadanie… – odruchowo przechylił lekko głowę, czując na skórze jej usta i ciepły oddech. A jeżeli jednak spodziewała się w tej sytuacji głosu rozsądku z jego strony, to… no, nie. Raczej nie mogła spodziewać się czegoś, co najprawdopodobniej wcale nie istniało. Tym bardziej nie mógł więc mieć jakichkolwiek wyrzutów sumienia w związku z tym, że absolutnie nie zamierzał odsuwać jej od siebie i przypominać o tym, że rzekomo musieli spieszyć się z wyjściem z pokoju.
Bo przecież wciąż mieli aż nadmiar czasu, który z powodzeniem mogliby przeznaczyć na cokolwiek innego niż odwiedzanie hotelowej restauracji. Albo bezsensowne snucie się wśród włoskich ulic, by przypadkiem rzeczywiście Elsa nie wyszła na nawiedzonego nadgorliwca, który w miejscu pracy zjawiał się dobrych kilka godzin przed czasem…
Chyba jednak warto było tego nie robić… – ustami musnął jej odsłonięte ramię, uśmiechając się lekko w reakcji na jej kolejne słowa. – No i… może faktycznie ta koszula nie jest w takim razie taka najgorsza…
Przecież gdyby mógł przewidzieć, jakiej reakcji powinien spodziewać się po jej założeniu, najpewniej od samego początku nie miałby żadnych obiekcji w tym temacie. I nawet jeśli aktualnie wciąż nie miałby prawdopodobnie zupełnie nic przeciwko temu, by mimo wszystko jak najszybciej ją ściągnąć, powody chyba można było uznać za całkowicie inne niż tych kilka chwil temu. Zresztą, najwyraźniej nie tylko swoich ubrań wolałby się obecnie pozbyć, skoro gdy ustami odszukał te należące do Elsy, by złączyć je w czułym pocałunku, jego dłonie zupełnie odruchowo powędrowały w kierunku zapięcia jej kombinezonu.
I oczywiście, że ani przez moment nie zamierzał zastanawiać się, czy naprawdę mieli na to dość czasu. A już tym bardziej nie zamierzał zasiewać u Elsy jakichkolwiek wątpliwości w tym temacie. Zresztą… skoro jeszcze niedawno twierdziła, że w zasadzie mógłby jeszcze położyć się spać… prawdopodobnie nic nie stało na przeszkodzie, by zamiast tego spożytkowali ten nadmiar czasu nieco inaczej.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Elsa raczej nie należała do tych kłótliwych i szukających waśni z powodu byle jakiej pierdoły. Chyba właśnie słynęła ze swojego dosyć pokojowego i aż nazbyt spokojnego usposobienia. Potrafiła obronić siebie, odgryźć się lub przypyskować, czego Dante niejednokrotnie doświadczył, ale żeby kłócić się o głupią koszulę? Co prawda, podczas pobytu w szpitalu została niejako przymuszona do kilku wizyt w gabinecie psychoterapeuty, który zalecał jej głośne wyrażanie własnych emocji zamiast tłumienie ich w sobie i uciekanie w narkotyki… ale znowu — żeby tak o kawałek dobrej gatunkowo szmaty? To musiała być wina stresu i zbyt dużego zawirowania myślowego. Dlatego szybko się zreflektowała i poszła się przytulić, przepraszając za swój dziwny wybuch. Jeśli tak można było określić kilka słów wypowiedzianych nieco głośniej niż zazwyczaj. Jednak od razu się uspokoiła, o czym świadczyło ciche westchnienie przepełnione ulgą, kiedy to chłopak sam ją objął i jeszcze uraczył całusem we włosy.
— Masz rację, odezwę się do niego później jak już będzie na nogach. Muszę być dobrą przyjaciółką i pozwolić mu się wyspać — rzuciła jeszcze nim zniknął za drzwiami łazienki, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób mogła jasno zakomunikować, że przyjaciółką mogła być całkiem niezłą, ale za to dziewczyną… fatalną skoro zrywała swojego lubego z łóżka skoro świt po ciężkiej poprzedniej nocy, długim locie i jeszcze nie najkrótszym spacerze niemalże zaraz po wylądowaniu. Ale… i tak ją kochał. Chyba.
Nie zwracała większej uwagi na jego włosy. Uwielbiała je w każdym wydaniu — czy to zaraz po wstaniu z łóżka, czy wilgotne od wziętego chwilę wcześniej prysznica, czy też z kropelkami potu po intensywnych, wspólnych zabawach. Musiałyby wyglądać naprawdę tragicznie, żeby oderwała spojrzenie od jego torsu zasłanianego nieśmiało przez materiał koszuli. Minę jaką zrobiła najprawdopodobniej robili faceci na widok nagich, jędrnych piersi. Elsie za to wystarczył jej chłopak, chociaż była w stu procentach pewna, że podobnie zareagowałoby tysiące innych kobiet, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że była cholerną szczęściarą i tą przysłowiową ślepą kurą.
Dlatego machinalnie znalazła się na jego kolanach i od razu zaczęła do niego dobierać. Tak jakby chciała sobie udowodnić, że on był tylko jej i nie musiała się z nikim dzielić.
— Mówiłam, że będziesz w niej świetnie wyglądał… ale chyba zaczynam żałować, że tak się przy niej upierałam… przecież… jak zobaczą cię te wszystkie modelki… każdej będę musiała wyrwać włosy… albo zgolić maszynką… bo tak się będę za tobą oglądać… że sobie niemal karku… nie skręcą… — mruczała między kolejnymi pocałunkami, które składała na jego szyi, pozwalając sobie co drugie muśnięcie na delikatne przygryzienie skóry. W końcu nie tak dawno mówił, że nie przeszkadzały mu podobne pieszczoty w jej wykonaniu, więc zamierzała to wykorzystać. Dłonie w tym czasie zabrały się za rozpinanie pozostałych guzików. A gdy ostatni przegrał z nią batalię, palcami rozpoczęła rozgorączkowaną wędrówkę po jego mięśniach brzucha. Jakim cudem był tak dobrze zbudowany, prowadząc taki tryb życia… mimowolnie zaczęła falować biodrami, czując na swoim udzie oczywisty dowód na to, że i Dantemu cała ta zabawa zaczynała się podobać. Jej cichy jęk został stłumiony przez usta chłopaka, jednak od razu odwzajemniła pocałunek. Oderwała się jednak na moment, gdy poczuła jak jego dłonie szukają zapięcia od kombinezonu. Cóż, był to taki typowo letni zestaw, nie tak elegancki jak ten fuksjowy, którego widok w szafie nadal wywoływał u niej napady gorąca, więc nie posiadał zamka na plecach. Dlatego chwyciła go zaraz za nadgarstek i zaprowadziła jedną rękę nieco wyżej, gdzie znajdował się cienki sznureczek związany w kokardkę.
— Poradzisz sobie czy ci pomóc? — wyszeptała z uśmiechem przy jego ustach. Drugą ręką zaś sięgnęła po leżący na stoliku obok pilot od klimatyzacji, od razu jednym kliknięciem włączając urządzenie zamontowane nad łóżkiem. Zdecydowanie potrzebowali nieco niższej temperatury, a na pewno ona.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najwyraźniej również pod tym względem stanowili dla siebie przeciwieństwo, będące jednocześnie zaskakująco skutecznym uzupełnieniem dla siebie nawzajem. Kłótnie o banały i kwestie kompletnie nieistotne, nie były przecież czymś, czego Dante miałby jakkolwiek unikać. Ale… nie z nią. O ile jego związek z Ivy całkiem skutecznie udowadniał, że nawet najbardziej błaha sprawa bardzo szybko mogła przerodzić się w spektakularną awanturę, to… z Elsą było przecież zupełnie inaczej. Co jeszcze bardziej zaskakujące, ta potrafiła nie tylko skutecznie zapobiec kłótni, która miałaby wyniknąć pomiędzy nimi, jednocześnie dotycząc sprawy, która absolutnie nie była jej warta. Równie dobrze Eriksen radziła sobie z łagodzeniem równie absurdalnych konfliktów, w które notorycznie mieszał się Dante – jeśli tylko znajdowała się akurat w pobliżu. Czego przykładem mogło być nie tylko ich pamiętne spotkanie w klubie po latach, ale także cała masa przeróżnych sytuacji z czasów nastoletnich, kiedy to prawdopodobnie tylko jej zawdzięczał fakt, że wciąż mógł się poszczycić pełnym kompletem uzębienia.
Bo na pewno nie sobie i swojemu brakowi umiejętności trzymania języka za zębami.
Choć czasami jakoś udawało mu się tego mimo wszystko dokonać. Najpewniej zupełnie przypadkiem. Bo przecież nie powiedział nic na temat jej chęci pozostania dobrą przyjaciółką, która nie zamierzała zrywać przyjaciela z łóżka zbyt wcześnie. Nawet jeśli na myśl mogłoby przyjść mu przynajmniej kilka – jeśli nie kilkanaście… – adekwatnych komentarzy, wszystkie one miały ostatecznie pozostać w jego głowie oraz za zamkniętymi drzwiami łazienki. Wraz z niewyrażoną na głos nadzieją, że Noe nie wyspał się tej nocy mimo wszystko, niezależnie od tego, czy Elsa miałaby mu w tym jakkolwiek pomóc, czy też nie.
I tak, oczywiście, że i tak ją kochał. Co do tego nie miał wątpliwości, nawet jeśli fundowała mu stanowczo zbyt wczesną i zupełnie niepotrzebną pobudkę, nie pozwalała zmrużyć oka przez swoje absurdalne rozterki, czy też upierała się, że musiał założyć na siebie jakąś idiotyczną koszulę…
Tym bardziej nie miał tych wątpliwości, kiedy oddech przyspieszał pod wpływem tych delikatnych uszczypnięć zębami na jego skórze, czy tego, w jaki sposób poruszała się na nim. Mógł być za to absolutnie pewien jednego – nie musiała w żadnym razie przejmować się jakimiś modelkami, bo przecież nie widział jakiegokolwiek powodu, by mając , miał interesować się którąkolwiek z nich. Nawet jeśli rzeczywiście któraś mogłaby zwrócić na niego uwagę.
Możesz oszczędzić ich włosy, bo ja nie mam zamiaru oglądać się za nimi – o tym chyba nawet nie musiał zapewniać jej na głos, na moment zaciskając dłonie na jej biodrach, by przyciągnąć je jeszcze bliżej własnych. Stanowczo zbyt wiele warstw materiału wciąż dzieliło ich ciała od siebie, a skoro żaden głos rozsądku jak dotąd nie zdążył przedrzeć się do ich umysłów, to należało się tych zbędnych przeszkód jak najszybciej pozbyć. Nawet jeśli pośpiech niewiele miałby tutaj wspólnego z faktem, że rzekomo miałby ich jakkolwiek naglić czas pozostały do wyjścia z hotelu…
O tym, że podobno gdzieś musieli niedługo wyjść, i tak przecież nawet nie myślał, kiedy znaczna część ich ubrań – na czele z głupią koszulą i tym nieszczęsnym kombinezonem – wylądowała bezładnie na podłodze pomiędzy krzesłem i łóżkiem, które najwyraźniej wreszcie miało doczekać się odpowiedniej chwili na przetestowanie jego wygody nie tylko podczas snu. I które, swoją drogą, okazywało się sprawdzać pod tym względem naprawdę nieźle. Na tyle, by również po czasie poświęconym na to dość intensywne śniadanie, wciąż nie mieć większej ochoty na opuszczanie go i ponowne szykowanie się do wyjścia. Choć niewątpliwie obydwoje mogli śmiało uznać wcześniejszy czas spędzony pod prysznicem za zmarnowany, skoro aktualnie – nawet mimo chłodu zapewnianego przez klimatyzację – ponownie powinni się pod niego wybrać.
Chyba mogę przyzwyczaić się do budzenia za wcześnie, jeżeli tak mają wyglądać poranki – raz jeszcze musnął ustami wciąż rozgrzaną skórę pod jej uchem, jednocześnie obejmując ją ramionami i nie zamierzając przerywać przyjemnej chwili zbyt szybko. – Do koszuli może też…
Nawet jeśli ta aktualnie nie prezentowała się prawdopodobnie najlepiej, leżąc zmięta na podłodze. Choć pewnie jeśli chodziło o jego zdanie, najpewniej bez zbędnego namysłu mógłby śmiało stwierdzić, że zdecydowanie dużo bardziej wolał ją w tym właśnie wydaniu…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To podobno była jej wada i to naprawdę sporego kalibru. Nie wchodzenie w konflikty z nikim, łagodzenie tych, które jej w żadnym stopniu nie tyczyły… chociaż czy jeśli Dante prosił się o dostanie w dziób to nie była właśnie jej sprawa? Czy to za czasów licealnych, gdy nie potrafił się ugryźć w język i wchodził w jawny konflikt z kapitanem drużyny hokejowej. Nie wspominając o jakichś pyskówkach do nauczycieli na korytarzu… ile to razy mógł usłyszeć masz szczęście, że Eriksen ma dziwny dar przekonywania? Pewnie sporo. A ona po prostu nie chciała kłopotów i nie chciała być dla nikogo kłopotem. Przecież gdyby kiedykolwiek usłyszała, że coś było jej winą… serce by jej pękło, a ona nie wynurzyła nosa ze swojego pokoju do czasu aż nie wymyśliłaby rozwiązania i oczywiście sposoby na przeprosiny danej osoby.
Przy nim stopniowo pozbywała się kolejnej maski idealnej Elsy, tej która musiała być wspaniała i doskonała we wszystkim, ale niektórych nawyków było naprawdę ciężko się wyzbyć.
Chociaż to, co się działo na krześle, a potem na łóżku wyjątkowo pozwalało jej się… zrelaksować. Nie myślała o tym, co ją czekało o tej piętnastej, nie myślała o pierwszym pokazie, ani tym drugim, trzecim… nawet tym czwartym, najważniejszym i zamykającym cały cykl. Skupiona tylko na nim, chłonęła jego dotyk, zapach, głos jak największy narkotyk, którego nigdy nie miałaby dosyć. Gdy zamykała oczy, pozwalając sobie na ten luksus całkowitego odpuszczenia, wszystko inne przestawało istnieć. Tak jakby rozpływało się w tle, pozostawiając tylko jego — jako ten jedyny wyraźny punkt, na którym skupiała całą swoje uwagę. Każdy jego dotyk zdawał się odbierać jej kolejną warstwę napięcia, którą przez ostatnie dni budowała wokół siebie. Delikatny, czuły, a jednocześnie tak pewny, że nie potrafiła się przed nim bronić — i nawet nie chciała. Z każdą chwilą coraz bardziej wtapiała się w jego obecność, jakby właśnie tam było jej miejsce. Ale gdyby znów zniknął, znów ją zostawił… co by się z nią stało? Gdzie znalazłaby siebie skoro ta jedyna ostoja na nowo rozmyła się z resztą świata…?
Wtuliła się w niego, a z jej spuchniętych od gorących pieszczot ust wydobył się słodki pomruk, gdy poczuła jego pocałunek przy uchu. Zdecydowanie takie poranki mogłyby stać się codziennością, jednak…
— Mam nadzieję, że jutro już nie będę tak panikować i będziesz mógł zostać w łóżku tak długo jak tylko będziesz chciał. Zwłaszcza, że o tej godzinie już dawno będę w pracy. — Westchnęła cicho. Cóż, dzisiaj miała przede wszystkim ocenić stan włosów wszystkich modelek, wykonać odpowiednią pielęgnację i ewentualnie ściąć to co na pewno nie będzie potrzebne. To właśnie jutro miała zacząć się jazda bez trzymanki… i to jutrzejszy wieczór powinien skończyć się masażem całego ciała.
Ostatni raz cmoknęła go w jeden z kilku czerwonych śladów, które zostawiła na jego szyi, po czym podniosła się i zaciągnęła go do łazienki na BARDZO szybki prysznic. Potem poprawa fryzur, a w przypadku Elsy także makijażu i po ubraniu się mogli wreszcie zejść do hotelowej restauracji na dosyć późne śniadanie. Wygnieciona koszula Dantego nie była żadnym problemem. Nie jeśli było się w związku z Eriksenówną, która na trzy tygodniowy wyjazd wzięła cztery wielkie walizki. Oczywiście, że w jednej z nich był płyn rozluźniający włókna tkanin, zwany inaczej żelazkiem w sprayu. Kilka psiknięć i koszula była jak nowa. Także jeśli chłopak zamierzał się w jakikolwiek sposób wymigać od jej ubrania… szybko pozbawiła go wszystkich argumentów.
Po posiłku Elsa cofnęła się jeszcze do pokoju po przygotowaną dzień wcześniej walizkę ze wszystkimi potrzebnymi jej do dzisiejszej pracy rzeczami i akurat gdy wróciła do holu, przyszedł pracownik wypożyczalni samochodów. Na szczęście same formalności nie zajęły wiele czasu, więc już wkrótce mogli siedzieć w wynajętym białym range roverze i jechać do miejsca docelowego.
I w końcu wybiła godzina piętnasta. Wszyscy zebrali się w ogromnej sali — ona i Dante, kilku makijażystów, kilka krawcowych, piętnaście modelek i asystentka głównego projektanta, która wytłumaczyła jak miał wyglądać plan całego popołudnia i wieczoru. Kiedy modelki podzielono na grupy, Elsa od razu skierowała się do tej, która miała rozpocząć swoją pracę od konsultacji fryzjerskiej. Wszystkie swoje rzeczy miała już rozłożone w podajniku na kółkach — wszystko w takim samym porządku i kolejności jak w swoim salonie, dzięki czemu dobrze wiedziała po co jej ręka sięgnie, nie musząc nawet patrzeć w tamtym kierunku — więc mogła od razu zacząć pracę. A pracowała… praktycznie w biegu, zajmując się kilkoma kobietami na raz. Jednak i to nie wystarczyło, aby nadgonić trochę czasu, więc pozostało jedno — zrezygnować z jakiejkolwiek przerwy.
Minęły trzy godziny, a ona nawet na chwilę nie usiadła. Nie podeszła też do stolika, na którym były przygotowane napoje, w tym także wino — Dante, nawet nie próbuj przesadzić… — oraz przekąski. I choć pracowała przy włosach kilku kobiet na raz to każdej poświęcała tyle czasu, ile było trzeba. Nie zamierzała odwalać fuszerki tylko dlatego, że w przeciwieństwie do makijażystek czy krawcowych, była jedyną fryzjerką na pokładzie. Nie spodziewała się jednak, że przez to przykuje uwagę nieodpowiedniej osoby.
— Panno Eriksen. Wolno. Zdecydowanie za wolno — Usłyszała niemalże nad uchem obcy męski głos. Odruchowo się odsunęła, stając po boku modelki, której właśnie rozczesywała włosy. Odwróciła głowę w stronę osobnika, który postanowił pojawić się znikąd i to jeszcze tak blisko. Zdecydowanie za blisko, jeśli ktoś chciałby znać jej zdanie. I nie musiała mu się długo przyglądać. Od razu rozpoznała w nim mężczyznę z tych wszystkich wywiadów, które czytała przez ostatni miesiąc, a ostatnio w samolocie podczas lotu do Florencji — Riccardo Dolore, główny projektant, który nie znał pojęcia przestrzeni osobistej.
— Słyszałaś co powiedziałem? "Za wolno", a ty masz jeszcze czas mi się przyglądać?
— Nie mam. Myślałam, że pan też przyszedł na konsultację fryzjerską, więc chciałam szybko ocenić z czym mam się zmierzyć… — odparła spokojnie i kątem oka zerknęła w stronę Dantego, wokół którego zebrało się kilka modelek. Stali jednak za daleko, żeby mogła usłyszeć o czym rozmawiają. Wróciła jednak wzrokiem do swojego rozmówcy, kiedy ten zaczął jej pstrykać palcami przed oczami.
— Szybciej. Nikt nie będzie siedział tu z tobą do nocy. Kolejki się do ciebie ustawiają.
— Do najlepszych specjalistów zawsze są kolejki — odburknęła mu jeszcze na odchodne, zapominając, że może przy swoim zleceniodawcy dobrze byłoby się ugryźć w język. Ale po co?
Kolejna godzina.
Została ostatnia. Podczas kiedy wszyscy byli już po lunchu i kolacji, ona zadowoliła się bananem, o którego zresztą poprosiła Dantego smsem, bo sama nie miała czasu, aby przebiec się na drugi koniec sali, gdzie znajdował się stolik z jedzeniem dla wszystkich zgromadzonych. Ale na szczęście już prawie kończyła.
Uśmiechnęła się promiennie do odbicia swojej modelki i poprawiając przedziałek jedną ręką, drugą sięgnęła po szczotkę, którą zostawiła na swoim podajniku. Jednak zamiast dotknąć palcami przyjemną fakturę drewna, poczuła przeszywający ból i… spływającą po skórze ciecz. Z przerażeniem uniosła dłoń, która przed chwilą wylądowała w pojemniczku ze zużytymi żyletkami, którymi goliła boki głowy jednej, a widok krwi…
Zamarła.
Nie czuła już bólu rozciętej dłoni. W uszach zadudnił jej własny puls, a oddech ugrzązł gdzieś w gardle. Czerwień powoli spływała po wnętrzu dłoni i między palcami, skapując na jasną podłogę. Zdecydowanie zbyt dużo.
Nie mogła złapać oddechu. Każda próba kończyła się krótkim, urywanym haustem powietrza, jakby ktoś ściskał złapał ją za gardło.
— Hej, skaleczyła się! Przynieście coś!
Dźwięki rozmywały się w jednej wielki szum. Nie rozpoznawała już dźwięków, za bardzo skupiona na biciu swojego serca, które hałasowało tak szybko, że aż bolała ją klatka piersiowa.
Nawet nie wiedziała, kiedy osunęła się na podłogę, wbijając w nie swoje rozbiegane spojrzenie sarnich oczu.
Nie, nie, nie… nie dziś. Nie tutaj. Nie pierwszego dnia.
FAEN!
— Ty to jednak potrafisz zrobić prawdziwe show… — Usłyszała gdzieś z oddali . I wtedy poczuła jak czyjeś palce łapią ją mocno za podbródek i podnoszą głowę. Sam dotyk sprawił, że próbowała się odsunąć, ale ciało odmówiło posłuszeństwa.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet jeśli chciał jakkolwiek zaprotestować przed opuszczeniem łóżka – przecież wciąż mieli na pewno jeszcze mnóstwo czasu… – musiał chyba zdawać sobie sprawę z tego, że wszelkie protesty i tak nie zdałyby się na nic. Przyjemny poranek nie mógł niestety trwać w nieskończoność, a szanse na to, że odpowiedzialna Elsa miałaby pozwolić sobie na jakiekolwiek ryzyko spóźnienia się były… mniej więcej takie same jak to, że Dante miałby w jednej chwili przeanalizować całe swoje podejście do życia i w ciągu najbliższych kilkunastu minut podjąć decyzję o całkowitej jego zmianie. Niby możliwe, ale chyba nikt będący przy zdrowych zmysłach za bardzo by na to nie liczył…
Przelotnie uśmiechnął się na widok swojego odbicia w lustrze i całkiem nieźle widocznych na szyi śladów. Jeśli samo zapewnienie, że nie miał zamiaru w żaden sposób interesować się jakimiś tam modelkami miałoby Elsie nie wystarczyć, to… zaznaczenie swojego terenu chyba można było uznać za potencjalnie skuteczną metodę zniechęcania tych, które mogłyby chcieć nawiązać z nim jakąś bliższą znajomość. I chyba nawet nie było to coś, co miałoby mu jakkolwiek przeszkadzać.
O ile śniadanie i późniejszą podróż na miejsce wynajętym samochodem pewnie można byłoby uznać za nie takie najgorsze przedłużenie wyjątkowo miłego poranka, który w międzyczasie zdążył już przerodzić się w południe… samo dotarcie na miejsce, w którym Elsa miała oddać się pracy przez kolejnych kilka godzin, mogło już chyba uchodzić za jego definitywne zakończenie. Bo oczywiście, że wyjątkowo szybko musiała zacząć doskwierać mu nuda, której nawet nie dało się odegnać żadnym interesującym zajęciem. Tym bardziej, jeśli nie miałoby to być coś, po czym Elsa miałaby całkiem poważnie rozważyć dość brutalne morderstwo, które następnie z pomocą ojca i jego znajomości, musiałaby przedstawić szerszej opinii jako wyjątkowo nieszczęśliwy wypadek.
Nie miał więc zamiaru ulegać ewentualnym pomysłom na urozmaicenie sobie czasu, które mogłyby wpaść mu do głowy, a które najpewniej niewiele miałyby wspólnego z tymi dobrymi. Nie miał też zamiaru przeszkadzać swojej dziewczynie w pracy, od czasu do czasu po prostu zerkając w jej kierunku i upewniając się jedynie, że jego obecność w pobliżu była w zasadzie całkowicie zbędna.
Nawet nie wiedział, kiedy kieliszek z winem – pierwszy, przecież jego wywrócenie oczami na uwagę o przesadzaniu nie było tak zupełnie bezpodstawne – znalazł się w jego dłoni, jednak… z pewnością przynajmniej w jakiś sposób pomagał on udawać, że niezbyt angażująca rozmowa z kilkoma modelkami, które akurat znalazły się w pobliżu, faktycznie była zajęciem, któremu można byłoby oddać się na jakiś czas, by nie myśleć o tym, jak potwornie się nudził.
Spojrzał ponad ramieniem jednej z dziewczyn – Beatrice, jeśli udało mu się dobrze zapamiętać – w kierunku Elsy akurat w samą porę, by przekonać się, że ani trochę nie podobało mu się to, w jak bliskiej odległości od niej znajdował się projektant, którego nazwiska trudno już byłoby nie zapamiętać, skoro tylko dziś zdążył je usłyszeć z różnych stron przynajmniej kilka razy. Nie wspominając już o tym, ile razy jeszcze przed wyjazdem wymieniała je sama Elsa… Chociaż aktualnie nazwisko Włocha wydawało się Dantemu naprawdę mało istotne – zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że ten znajdował się stanowczo za blisko jego dziewczyny. Niewiele zresztą brakowało, by kierując się tym pierwszym impulsem, faktycznie bez zastanowienia ruszył w ich stronę i przerwał tę krótką wymianę zdań – niezależnie od tego, czego ta miałaby dotyczyć. Na szczęście tym razem zdrowy rozsądek zdążył jednak w porę przebić się z uprzejmym przypomnieniem, że przecież Elsa nie zaciągnęła go tu ze sobą, żeby urozmaicał innym dzień nikomu niepotrzebnymi scenami. A cała ta rozmowa – nawet jeśli prowadzona w zbyt bliskiej odległości – to z całą pewnością nie było nic takiego. Zwłaszcza, że ostatecznie i tak potrwała przecież ledwie chwilę, po której Dante mógł odprowadzić Włocha nieprzychylnym spojrzeniem, gdy ten wreszcie zdecydował się zostawić Elsę w spokoju.
Jeśli jednak ta chciałaby kogoś winić za drugi kieliszek wina, jaki znalazł się w ręku Dantego, to najpewniej Dolore mógłby być dobrym kandydatem.
I nie, z całą pewnością nie zamierzał przesadzać. Ale też zdecydowanie nie miał zamiaru całkowicie tego wina unikać, skoro – nie licząc chwilowego podniesienia ciśnienia przez projektanta – wszystko wskazywało na to, że mogło ono stanowić jedyny ciekawy element tego popołudnia. A jeśli Elsa nie chciała, by jej chłopak tak po prostu umarł z nudów podczas jej pracy, to… podrzucenie jej tego nieszczęsnego banana – wraz z szybkim buziakiem w policzek, tak w gratisie – to zdecydowanie było za mało, żeby faktycznie znaleźć mu jakieś interesujące zajęcie.
Trzeci kieliszek można było więc zrzucić tylko i wyłącznie na karb nudy.
Choć tego akurat nie zdążył opróżnić nawet w połowie, kiedy jego uwagę całkiem skutecznie przykuło zamieszanie przy stanowisku fryzjerskim. Skaleczyła się. Przez moment sam mógł poczuć nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, kiedy dotarło do niego, co mogły oznaczać te słowa. I to niezależnie od tego, czy skaleczenie miałoby rzeczywiście dotyczyć samej Elsy, czy kogokolwiek innego w pobliżu. Nie musiał też zastanawiać się, czy było ono jakkolwiek poważne – w końcu… wystarczyło przecież, że było po prostu widoczne.
Niewiele myśląc, automatycznie wcisnął komuś – być może nadal była to Beatrice, nie miał pojęcia i niespecjalnie go to obchodziło – w rękę trzymany przez siebie kieliszek, by w kolejnej chwili jak najszybciej znaleźć się w środku całego tego zamieszania. Niewiele myślał również wtedy, gdy bezceremonialnie chwycił tego cholernego Włocha za ramię, by odsunąć go od niej. I chociaż przez ułamek sekundy sam nie był do końca pewien, czy zdoła powstrzymać się przed tym, by dodatkowo nie wyjaśnić mu bardziej dosadnie, że powinien trzymać się z daleka, ostatecznie… wcale nie tak trudno było mimo wszystko skupić się na tym, co było aktualnie naprawdę istotne.
Na pewno nie jakiś pieprzony projektant.
Zostaw ją – rzucił szorstko, samemu przyklękając przed Elsą i ujmując jej twarz w dłonie, by nakłonić ją do spojrzenia w jego kierunku. Samemu na moment zerknął w kierunku jej dłoni, na pierwszy rzut oka nie będąc jednak w stanie ocenić, na ile było to poważne. Krwi nie było chyba na tyle dużo, by obawiać się, że w kolejnych dniach miałaby posługiwać się tylko jedną ręką, ale… na pewno nie miało to nic wspólnego z jakkolwiek rzetelną oceną sytuacji. Tyle, że to też chwilowo nie było wcale istotne. Nie aż tak, jak to, żeby po prostu pomóc jej się uspokoić.
Els… Popatrz na mnie – działał automatycznie, nie musząc nawet wysilać się, żeby jego głos zabrzmiał znacznie łagodniej niż jeszcze chwilę temu. Choć pewnie wciąż nieco brakowało, by ten mógł wybrzmieć w pełni spokojnie. – Jestem z tobą, to nic takiego. Po prostu oddychaj…
Nie miał pojęcia dlaczego przyniesienie komuś jakiegoś durnego bandaża, czy innego kawałka materiału mogło zajmować aż tyle czasu, ale… może to też wcale nie było w tej chwili aż tak istotne. Na pewno nie na tyle, by sam miał zdecydować się zostawić ją tutaj i zająć się szukaniem czegoś, czym mógłby opatrzyć to jej skaleczenie. Zamiast tego wolał raczej przyciągnąć ją do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Tak, jakby nic innego dookoła zupełnie się nie liczyło – ani krzątający się wokół ludzie, ani tym bardziej ten rzucony przez kogoś idiotyczny komentarz, że to przecież tylko trochę krwi. Ani nawet to, że wreszcie ktoś rzeczywiście pojawił się z tym cholernym bandażem, by zająć się zranioną ręką, podczas gdy on nawet nie myślał o tym, by jakkolwiek się od niej odsuwać. Nie, póki nie miałby pewności, że swobodne zaczerpnięcie powietrza nie było już wyzwaniem ponad jej siły.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Widziała jak Dante sięga po pierwszy kieliszek wina. I miała z tym… powiedzmy, że kompletny luz. W sali było ciepło i dosyć duszno, a Włosi uwielbiali swoje wina, więc nie była zaskoczona, że na stolikach znajdowało się więcej butelek z alkoholem niż tych z czystą wodą, po którą Elsa zresztą też nie miała czasu pójść. Samego pragnienia jednak nie odczuwała taka bardzo jak głodu, stąd wysłana jedną ręką prośba o zbawienie w postaci banana. I wtedy zobaczyła, że chłopak miał w rękach kieliszek numer dwa. Nic jednak nie powiedziała, a przynajmniej nie na ten temat, bo w tej krótkiej przerwie między odebraniem od niego owocu, a otrzymaniem tego słodkiego buziaka w policzek, obiecała, że już zaraz skończy pracę. I chyba dodała, że jeśli bardzo chce to może pójść i pochodzić sobie po mieście i najwyżej później się gdzieś znajdą. Jesli nie to najprawdopodobniej musiała przeprowadzać niesamowicie interesujący dialog we własnych myślach. Co jakiś czas zerkała w stronę Dantego i kiedy przyuważyła jak wraca z kolejnym kieliszkiem, westchnęła ciężko. Wtedy też zagadała ją siedząca na fotelu modelka, tłumacząc ze śmiechem, że to niskoprocentowy trunek i bardzo delikatny w smaku, więc z pewnością jej partner — jak to bezpiecznie ujęła — nie powinien się nim upić od takiej ilości. Zaproponowała nawet, że jak tylko skończą to będzie mogła jej przynieść, aby sama spróbowała. Jednak Elsa musiała grzecznie odmówić, a powodów… było kilka. Po pierwsze, w pracy nigdy by się nie napiła jakiegokolwiek alkoholu w jakichkolwiek ilościach, choćby miał być to łyk wzięty z kieliszka Dantego. Po drugie, przyjechali samochodem, a skoro chłopak już zdążył się napić to przecież ktoś musiał być trzeźwym i odpowiedzialnym kierowcą. No i w końcu po trzecie — głowa dziewczyny raczej nie sprzyjała nawet niskoprocentowym winom. Była przekonana, że nawet wypicie piwa typu radler wywołałoby u niej nie najprzyjemniejsze skutki. Zresztą, jakby do tego dodać jej poziom najedzenia i nawodnienia… może lepiej, żeby została przy własnej ślinie.
Jednak tego co się wydarzyło kilkanaście minut później, w ogóle się nie spodziewała. Przecież znała swój podajnik jak własną kieszeń. Od lat wszystko układała w ten sam sposób i nigdy się nie skaleczyła, ani maszynką, ani nożyczkami, ani żyletkami. Niczym, czego używała każdego dnia w swojej pracy. Czyżby ze zmęczenia zapomniała, że szczotkę, po którą to chciała sięgnąć, zostawiła na półce przed lustrem? I choć jej mózg miał tendencję do nadmiernego analizowania dosłownie wszystkiego to w tej chwili był skupiony tylko na jednym — ogarniającej całe ciało panice. Było gorąco i cholernie duszno. Dochodził do tego zapach kosmetyków, perfum tak bardzie różnych, że ich obłok zdawał się tworzyć niemal bombę chemiczną i do tego alkohol, którego skosztowali chyba wszyscy na sali. Nie wiedziała, kiedy poleciała na kolana, to działo się totalnie poza nią, ale z pewnością ozdobiła je tym samym o kolejne siniaki. Tak żeby tym, których nabawiła się na lotnisku, nie było jakoś smutno z braku towarzystwa.
Kilka kropelek potu pojawiło się na jej czole, a drobne ciało przeszły niekontrolowane fale dreszczy. I te przerażone, brązowe oczy, które wpatrywały się, nie wiedząc tak naprawdę w co. Bo kiedy Dolore chwycił ją za brodę, nie patrzyła na niego. Biegała spojrzeniem jakby szukała konkretnej osoby albo chociaż jakiegoś charakterystycznego elementu i kiedy miała już unosić zdrową rękę do ust, aby zębami dosłownie zagryźć narastającą w niej panikę… wtedy się pojawił. Zniknęła twarz Włocha, a pojawiła się ta jej ukochanego gamonia. Gdy chwycił jej buźkę w dłonie i polecił, aby na niego patrzyła, a potem oddychała, kiwnęła rozgorączkowaną głową i nabierała powietrza w ten sam rytm, co on, a następnie wypuszczała. Gdy wtulił ją w siebie, kontynuowała to ćwiczenie na tempo unoszącej się jego klatki piersiowej. Oczy miała już zamknięte. Nie zamierzała patrzeć w stronę swojej ręki, a zapach i dotyk Dantego wystarczał jej do tego, aby mogła się zacząć stopniowo uspokajać.
Drgnęła jednak gwałtownie, czując na przepoconym karku coś lodowatego. Jak się okazało — Riccardo przyniósł butelkę wody, a po chwili przyklęknął przy jej zranionej ręce z apteczką, którą przyniosła jedna z makijażystek.
— Panie Dolore, nie musi pan, przecież — zaczęła jego asystentka, ewidentnie zdziwiona, że jej szef zamierzał się podjąć podobnej pracy.
— Chcę zobaczyć o co takie wielkie halo… krwi trochę poleciało, ale ręki nie będziemy amputować. Szkoda by było takich zdolnych i zwinnych łapek. — Złapał Else delikatnie za nadgarstek i położył dłoń na swoim kolanie, na którym chwilę wcześniej wyścielił gazę, po czym zaczął obmywać całą zakrwawioną skórę oraz samą ranę solą fizjologiczną. — Już się nauczyłaś z powrotem oddychać? To tylko lekkie draśnięcie. Dłoń jest mocno ukrwiona, więc wyglądało to jak horror klasy B, ale bez przesady. Chociaż winszuję, zrobiłaś scenę godną Złotego Globu. Nie myślałaś o zmianie profesji? — Parsknął śmiechem i zaraz sięgnął po pudełko plastrów, z którego wyciągnął ten z kolorowym jednorożcem. Wpatrywał się w niego z wymownie uniesioną brwią, a następnie przykleił go na grzbiet dłoni, wygładzając jego brzegi opuszkami palców.
Elsa mimowolnie odwróciła głowę w jego stronę, nie wiedząc jak tak naprawdę powinna zareagować. Komentarze o tym, że przesadzała, że robiła z siebie atencjuszkę były dla niej czymś normalnym. Praktycznie nikt nie rozumiał jej napadów paniki na widok choćby kilku kropel krwi.
— Jak na kogoś kto właśnie przykleił mi plaster w brokatowego konia to ma pan bardzo dużo do powiedzenia na moj temat. Nie wspominając, że jest trochę krzywo… — odparła nieco ściszonym tonem głosu, zaciskając lekko zdrową rękę na koszuli Dantego. Gdy przytulał ją, była znacznie spokojniejsza, ale i pewniejsza. Może dlatego pozwoliła sobie na taką małą szpilkę skierowaną do własnego pracodawcy?
Ten tylko wywrócił teatralnie oczami po czym podniósł się kolan i nakazał swojej asystentce posprzątanie tego niezwykle krwawego miejsca zbrodni.
— Ręka cała, świat uratowany. Możesz wracać do pracy. Tylko pospiesz się, ile można na ciebie czekać? Jak chciałaś sobie zrobić przerwę to wystarczyło powiedzieć, a nie urządzać taki teatrzyk — dodał tylko od siebie po czym schował ręce do kieszeni i oddalił się do stanowiska krawcowych.
A Elsa jeszcze chwilę tkwiła w objęciach ukochanego. Dopiero po kilku sekundach postanowiła powoli wstać, aby sprawdzić czy była w stanie ustać na własnych nogach — na szczęście tak.
— Jak dobrze, że zostałeś… przecież jakby Cię tu nie było… i to jeszcze pierwszego dnia..! — Spojrzała na swoją dłoń i bardzo ostrożnie zaczęła poruszać palcami. Rana przebiegała w zagłębieniu między wskazującym a środkowym I choć czuła lekki dyskomfort to nic poza tym. Na szczęście ścięgna nie zostały uszkodzone, więc tak jak powiedział Dolore, mogła wrócić do pracy.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał dojść do wniosku, że nie było sensu wychodzić dokądkolwiek i włóczyć się po mieście, jeśli naprawdę Elsa lada moment miałaby skończyć pracę. Zresztą… chyba całkiem słusznie można było podejrzewać, że szanse na to, że nogi mogłyby samoistnie ponieść go gdzieś, gdzie niekoniecznie powinny, były chyba całkiem spore. Zwłaszcza w momencie, gdy zdążył już spędzić cały ten czas po prostu nudząc się. Nawet na co dzień miewał przecież zdecydowanie zbyt wiele nie najlepszych pomysłów, pod wpływem nudy natomiast… wcale nie aż tak dawno temu – choć sam pewnie poniekąd dawno już zdążył o tym zapomnieć – zdarzyło mu się choćby spróbować wynieść leki ze szpitala, w którym miał po prostu przez chwilę zaczekać na swoją byłą już dziewczynę…
Najpewniej lepiej byłoby więc, gdyby tym razem po prostu ponudził się jeszcze trochę, nie decydując się na wychodzenie dokądkolwiek.
Choć kiedy ten zapowiedziany koniec pracy wciąż się przedłużał, zdążył już mimo wszystko dojść do wniosku, że lepszym pomysłem będzie jednak dopić to wino – rzeczywiście rozczarowująco słabe, nawet jeśli nie najgorsze w smaku… – i wyjść choćby przed ten cholerny budynek, żeby zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Wprawdzie nie miał przy sobie żadnego skręta – choć niewiele brakowało, by rzeczywiście kompletnie zapomniał, że włoskie prawo nieco różniło się pod tym względem od kanadyjskiego, a dopiero Elsa musiała uświadomić mu, że próba przewiezienia środków odurzających do Włoch nie byłaby raczej najlepszym możliwym pomysłem – ale przy odrobinie szczęścia może…
Tyle, że tej myśli też nie zdążył nawet sformułować do końca.
Tak samo jak nie zdążył ani dopić tego trzymanego w ręku wina, ani tym bardziej ruszyć się gdziekolwiek poza tę coraz bardziej duszną salę. I chyba przede wszystkim tego ostatniego mógł sobie pogratulować, skoro tylko dzięki temu mógł zareagować w porę, gdy Elsa potrzebowała pomocy.
I kiedy za jej udzielanie zabrał się ktoś, kto ewidentnie nie powinien…
Wiedział doskonale, jak ważna była dla niej praca przy tych pokazach, jak bardzo starała się przez cały ten czas i jak bardzo chciała wypaść jak najlepiej. I może właśnie dlatego – nawet jeśli nie był to jej pierwszy atak paniki, podczas którego mógłby jej towarzyszyć i pomagać dojść do siebie – tym razem również jego oddech wcale nie był całkowicie spokojny. A może… to była raczej kwestia poirytowania ciągłą obecnością tego cholernego Włocha…? Nie miał ochoty ani zastanawiać się nad tym, ani tym bardziej zwracać na niego większej uwagi – nic ponad kolejne nieprzychylne spojrzenie, jakie utkwił w nim na dłuższą chwilę, kiedy ten zabrał się za przemywanie skaleczonej dłoni.
I oczywiście, że w pierwszym momencie miał irracjonalną ochotę na to, by po prostu odsunąć od niego rękę Elsy, jemu samemu zaś raz jeszcze polecić, żeby po prostu trzymał się z dala. Chociaż to prawdopodobnie – byłaby już przesada – nie miałoby absolutnie żadnego sensu. Ani tym bardziej uzasadnienia. Niezależnie od tego, jak sporym brakiem sympatii Dante mógłby go od samego początku obdarzyć, ten ewidentnie starał się po prostu pomóc. I nawet jeśli każde kolejne słowo wypowiadane z tym idiotycznym akcentem sprawiało, że coraz więcej wysiłku musiał wkładać w to, by utrzymać język za zębami, Dolore wciąż nie robił nic złego. Ani też nic, co mogłoby usprawiedliwiać ewentualne przyłożenie mu w pysk, gdyby akurat Dante nie miał rąk zajętych utrzymywaniem swojej dziewczyny w tym szczelnym uścisku.
Poza tym oczywiście, że po prostu był.
Co może i w wielu przypadkach było argumentem całkowicie wystarczającym, ale… w tym przypadku był to też – tak przy okazji – pracodawca Elsy. A wypite jak dotąd przez Dantego wino chyba rzeczywiście okazywało się dość słabe, by ten wciąż mógł zdawać sobie sprawę z tego, że ta najpewniej nie byłaby zbyt zadowolona, gdyby rzeczywiście podczas jej pierwszego dnia pracy postanowił wszcząć bójkę z głównym projektantem. Niestety, słowna przepychanka prawdopodobnie też za bardzo nie powinna być brana pod uwagę… Chociaż w tym przypadku istniały mimo wszystko znacznie mniejsze szanse na to, że Dante miałby faktycznie powstrzymać się przez dłuższy czas.
Wiesz, że raczej nikt nie będzie miał do ciebie pretensji, jak przypadkiem nadzieje ci się na nożyczki…? – mruknął, zerkając w kierunku oddalającego się Włocha i niespecjalnie dbając o to, czy ten miałby być jeszcze w stanie usłyszeć jego wypowiedź. W razie czego – przecież nie mogłoby być jego winą, gdyby pretekst do tej słownej przepychanki po prostu sam się znalazł, prawda…? Biorąc zaś pod uwagę tendencje projektanta do tego, by znajdować się zdecydowanie zbyt blisko pracującej Elsy… okazji do tego, by rzeczywiście całkiem przypadkiem nadział się na jej nożyczki, mogło być aż nadto. I szkoda byłoby nie wykorzystać żadnej z nich.
Poradziłabyś sobie beze mnie. Chociaż… może nie sprawdzaj tego przy innej okazji – wrócił do niej spojrzeniem, również podnosząc się z podłogi i wciąż zostając dość blisko, by w razie potrzeby móc zareagować, gdyby jednak ta jej próba samodzielnego utrzymania się na nogach miała się nie powieść. – I… nie wspominałaś przypadkiem, że miałaś już kończyć? Nie wiem, czy zajechanie się już pierwszego dnia to taki najlepszy pomysł…
Zwłaszcza, że doskonale wiedział przecież, że cały ten dzień spędziła nie tylko dość intensywnie, ale w dodatku zjadając tylko niewielkie śniadanie i tego nieszczęsnego banana. Nawet więc jeśli cholerny Włoch mógłby chcieć twierdzić inaczej, moment na zakończenie pracy i odpoczynek, wydawał się być całkiem niezły. A przynajmniej wart rozważenia.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdy pewnie odzyska zdolność trzeźwego myślenia, będzie mu wdzięczna, że nie skorzystał z jej propozycji samotnego włóczenia się po mieście — chociaż nadal nie była pewna czy wypowiedziała ją na głos czy tylko w swojej głowie. Bo przecież gdyby go nie było w chwili, gdy doszło do tej małej tragedii… no właśnie, co wtedy? Przecież nikt by jej nie ogarnął, bo nikt by nawet nie wiedział z czym się mierzyła, o czym świadczyły te rzucane w eter komentarze, że to tylko trochę krwi. Co z tego, że ktoś opatrzyłby jej rękę, nawet jeśli byłby to Dolore, skoro nadal nie potrafiłaby złapać oddechu, a świat wirowałby jak na cholernej karuzeli?
A Dante wiedział. Nigdy nie musiała mu niczego tłumaczyć, bo gdy jeszcze w liceum dostała pierwszego ataku paniki to nie było czasu na wyjaśnienia. Zresztą, jak miała mu cokolwiek powiedzieć skoro nie mogła nawet nabrać porządnie powietrza do płuc? Zdawało się, że wypracował własny system, który działał. I nawet jeśli nie widzieli się przez długie lata… to nadal się sprawdzał.
— Ja… myślę, że włoska policja miałaby nieco inne zdanie — odparła cicho, powoli dochodząc do siebie po tym całym przeżytym szoku. Mimowolnie zerknęła w stronę Włocha, chcąc sprawdzić czy nie rozmawiał ze swoją asystentką, bo… przerażała ją myśl, że po tym przedstawieniu, które odstawiła mógłby dojść do wniosku, że chyba wolałby poszukać kogoś innego na jej miejsce. Nie wspominając o tym, że przez cały dzień miał zastrzeżenia co do jej tempa pracy. A przecież to było dopiero przygotowanie do pierwszego pokazu.
Wzięła jeszcze ostatni głęboki wdech i wróciła wzrokiem do Dantego, a raczej do jego koszuli. Musiała się upewnić czy w tym całym panicznym szale nie pobrudziła mu koszuli krwią. Na szczęście była czysta, tak samo jak jej kombinezon.
— Tak, tak, już kończę. Ostatnia dziewczyna mi została. Jak nie chcesz wracać do tamtego towarzystwa to możesz usiąść tutaj i poczekać… i się zastanowić, co chciałbyś robić. Ja bym w sumie poszła na jakąś chamską pizzę. Reflektujesz? I tak na wszelki wypadek… nie dotykaj moich nożyczek, dobrze? — Z lekkim uśmiechem nawiązała do jego wcześniejszych słów o kompletnie przypadkowym dźganiu pana projektanta jej własnymi nożyczkami. Zaraz po tym schyliła się jeszcze po butelkę wody, którą przyniósł jej Riccardo, a którą zostawił na podłodze. Upiła z niej kilka łyków, po czym psikała dlonie i przedramiona płynem do dezynfekcji, bo przecież nie miała pewności czym mężczyzna przemywał jej ranę, a przecież cała była uwalona w krwi. Nie zamierzała dzielić się swoimi zarazkami z siedzącą przed nią modelką.
Na szczęście ta miała dosyć krótkie włosy, więc nie musiała przedstawiać jej żadnych finezyjnych upięć. Poprawiła tylko delikatnie strzyżenie i pokazała ozdoby, na których miały opierać całą fryzurę. Zajęło jej to niecałe półgodziny i gdy tylko dziewczyna wstała z fotela, poczuła dziwne rozluźnienie, ale niestety tylko na chwilę, bo znikąd znów pojawił się on.
— Jutro o ósmej. Tylko postaraj się szybciej przebierać tymi swoimi łapkami, bo do pokazu się nie wyrobisz — prychnął w jej stronę. I nawet nie czekał na jakąś odpowiedź ze strony Norweżki. Skinął jeszcze głową na Dantego i po prostu się oddalił. A Elsa? Ona tylko zacisnęła usta. Nawet nie próbowała odpowiadać. Wiedziała, że każda dyskusja skończyłaby się jeszcze gorzej.
— On tylko tak do mnie? Bo jak tak… to gdzie mogę zrezygnować z tych benefitów pracowych? Nie jestem zainteresowana, niech się wypcha tymi swoimi kaszmirami czy innymi jedwabiami — Wywróciła oczami. Bo naprawdę nie rozumiała tego typa. Nie żeby jakoś bardzo próbowała, ale dawał tak sprzeczne sygnały! Nie zamierzała się z nim w żaden sposób zaprzyjaźniać, jednak skoro już pracowała dla niego to byłaby wdzięczna, gdyby nie dokładał jej dodatkowej presji i stresów. Wystarczyło, że sama to robiła, nie potrzebowała podwojonej dawki kortyzolu. — Nie chcę, żeby pomyślał, że się nie nadaję… naprawdę mi zależy… — dodała znacznie ciszej, unosząc uszkodzoną dłoń. Plaster w jednorożce… zdecydowanie wolałaby w pandy.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdopodobnie z zaskakującą łatwością mógłby przypomnieć sobie ten jej pierwszy atak paniki, podczas którego… też musiał zadziałać bardziej instynktownie niż kierując się jakąkolwiek logiką, czy zdrowym rozsądkiem. Ostatnim jednak, o czym mógłby pomyśleć – tak wtedy, jak i za każdym kolejnym razem – byłoby kompletne zbagatelizowanie jej stanu, czy próba przekonania jej, że jakkolwiek dramatyzowała. I… nawet jeśli rzeczywiście całkiem prawdopodobne wydawało się to, że mimo wszystko jakoś musiałaby poradzić sobie nawet w przypadku, gdyby akurat nie było go w pobliżu – co z pewnością jakoś robiła, gdy nie było go przez ten zaskakująco długi rok – trudno byłoby zaprzeczyć temu, że również cieszył się z tego, że ostatecznie nie zdecydował się na żadne samotne zwiedzanie miasta. Albo choćby najbliższych okolic budynku, w którym się znajdowali.
Słysząc natomiast propozycję, by na tę ostatnią chwilę jej pracy pozostał przy jej stanowisku, jak najbardziej zamierzał z niej skorzystać. Może i wciąż nie miał dzięki temu zbyt wiele do roboty, ale… przynajmniej towarzystwo mógł uznać za dużo bardziej interesujące niż to, z którym musiał spędzać czas do tej pory.
I myślisz, że włoska policja nie zainteresuje się tym, że właśnie zasugerowałaś, że jakakolwiek ich pizza mogłaby być chamska…? – w porządku, może i zerknął przelotnie w kierunku tych wspomnianych nożyczek, najwyraźniej wcale nie zapominając tak zupełnie o możliwości przypadkowego dźgnięcia nimi kogoś, kto mógłby niefortunnie znaleźć się zbyt blisko… Ale przynajmniej faktycznie nie zamierzał ich jak na razie ruszać. Możliwe wprawdzie, że to tylko dlatego, że potencjalna ofiara tego nieszczęśliwego wypadku póki co znajdowała się przynajmniej w stosownej odległości, ale… może nie było sensu wnikać nadmiernie w powody.
W każdym razie… pizza brzmi nieźle – choć najwyraźniej nie na tyle, by wykrzesać z siebie jakiś większy entuzjazm. Mimo wszystko… raczej dość trudno byłoby uznać wypad na pizzę – choćby tę prawdziwą, bo rzeczywiście włoską – za szczególnie ciekawą rozrywkę po dobrych kilku godzinach wyczerpującej nudy… Niestety, szybkie i dość pobieżne przescrollowanie w telefonie propozycji na względnie interesujące spędzenie czasu, podczas gdy Elsa zajmowała się ostatnią modelką, mogło wzbudzić co najwyżej zmarszczenie brwi z rozczarowaniem. Oraz jedno krótkie, niezbyt przekonujące, ale mimo wszystko ewidentnie rozbawione parsknięcie.
Wygląda na to, że Florencja ma do zaoferowania… głównie zwiedzanie kościołów i innych bazylik. Ewentualnie degustację wina. Albo jego przygotowywanie – chowając telefon ponownie do kieszeni, zerknął w kierunku Elsy, która właśnie kończyła wreszcie pracę. I chociaż chyba dość łatwo można było się domyślić, co mógłby wybrać, mając do wyboru kościoły i bazyliki lub wino… chyba musiał sobie przy okazji zdawać sprawę z tego, że tego typu rozrywki raczej niespecjalnie wchodziły w grę. Jeśli nie dlatego, że zdążyła już mu wspomnieć o tym, że kolejnego dnia zaczynała pracę znacznie wcześniej, to… fakt, że zwykle nie sięgała po alkohol nawet jeśli wcale nie musiała zrywać się z łóżka zbyt wcześnie, też mógł być w tym przypadku dość istotnym argumentem…
Nawet więc jeśli Dante nie miałby prawdopodobnie większego problemu z zapewnieniem sobie rozrywki – do tego mogłoby wystarczyć przecież przejście się po mieście w poszukiwaniu baru równie przypadkowego jak wczorajsza restauracja – tym razem wiele wskazywało na to, że chamska pizza powinna mu w zupełności wystarczyć.
Nie spojrzał nawet w kierunku cholernego Włocha, kiedy ten na krótko znów pojawił się w pobliżu. Ewidentnie zbyt silnie cisnęła mu się na usta odpowiedź na słowa, które nie były nawet kierowane do niego. A tę zdecydowanie powinien zachować dla siebie, jeśli tylko nadal zależało mu na tym, by nie zapewnić Elsie końca pracy jeszcze przed tym, zanim miałby w ogóle odbyć się którykolwiek z pokazów…
Właściwie… zawsze możesz mu polecić, żeby faktycznie się nimi wypchał. Wygląda na to, że świetnie poradzi sobie z czesaniem modelek, więc nie powinien mieć z tym problemu nawet jeśli dowie się o tym jutro, przed pokazem – i choć pewnie byłoby to warte zobaczenia na własne oczy, chyba mimo wszystko bez większego problemu można było domyślić się, że nie mówił do końca poważnie. Zwłaszcza w momencie, kiedy z uśmiechem sięgnął jednak do podajnika Elsy, w kolejnej chwili podsuwając jej zgarnięte z niego nożyczki.
Albo… – wzruszył lekko ramionami, nie uznając za konieczne, żeby tę sugestię powtarzać na głos raz jeszcze. Przekaz był chyba dość jasny, również bez tego. I chyba nawet kolejny atak paniki mógłby okazać się niezbyt wygórowaną ceną, gdyby Elsa rzeczywiście zdecydowała się wreszcie na to konkretne rozwiązanie.
Po kolejnych jej słowach trudno byłoby jednak nie westchnąć przeciągle, wymownie wywracając przy tym oczami. Odłożył nożyczki na ich miejsce – albo i nie do końca, bo jednak niewielkie były szanse na to, by faktycznie trafił w to konkretne, odgórnie im przypisane… – zamiast tego chwytając Elsę za tę jej lekko uniesioną dłoń. Lekko, nie chcąc przecież uszkodzić jej jeszcze bardziej, pociągnął ją w swoją stronę, by w końcu czule cmoknąć ją w kącik ust.
I faktycznie masz zamiar aż tak przejmować się jakimś palantem…? – jasne, może i od tego palanta zależała jej praca podczas tych pokazów, ale… najwyraźniej wciąż nie był to jego zdaniem dostateczny powód, by jakoś szczególnie zwracać uwagę na jego idiotyczne docinki. – Jesteś świetna i on też musi zdawać sobie z tego sprawę, skoro ściągnął cię tu aż z Kanady. I właściwie powinien się cieszyć, że się na to zgodziłaś, bo nikt inny nie ogarnąłby tego tak dobrze jak ty.
O tym, że Dolore po prostu musiał być skończonym kretynem, skoro najwyraźniej nie potrafił docenić tego, ile Elsa dawała z siebie w ciągu ostatnich kilku godzin, chyba nawet nie było sensu wspominać na głos. To rozumiało się już samo przez się.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”