— O ślubie? Peter, on ciągle wtrąca te swoje anegdoty, że ma w życiu priorytety — wyznała przekręcając lekko oczami. — Niekiedy mam wrażenie, że on chce wziąć ślub dla ślubu, a nie dla człowieka, z którym chce być. Tak jak z tą Kristin… ty wiesz, że ona mu przez trzy lata nie dawała? Tylko to między nami jak coś — wyznała szeptem, jakby bała się, że wielki brat patrzy i dotrze do Byltha to, że się wygadała, ale musiała to z kimś przegadać. — To chyba nie jest normalne? Jeszcze dużą część czasu żyli na odległość i ostatnio coś się im nie układało, a ten dalej tylko ślub i ślub. Jakby za punkt honoru obrał sobie ustatkowanie się — a ona się trochę martwiła, że się w pakuje w jakiś beznadziejny związek i będzie nieszczęśliwy to raz, a dwa… czuła coś do niego, może przemawiała przez nią zazdrość? — Ostatnio jak się pokłóciliśmy, to jeszcze przed tym przyjęciem, to cisnał mi, że moje życie to ciągłe lawirowanie między fazą miesiąca miodowego, a byciem singielką i uwaga, bo to dopiero był hit tamtego wieczoru: czy nie chciałabym być w związku, który trwa dłużej niż czas w którym zużywam jedną butelkę szamponu? I jeszcze był zazdrosny o Matta, dziwne to trochę —westchnęła ciężko — a potem na tym przyjęciu okazało się, że zerwali — a Gardner chyba doszukiwała się w tym drugiego dna? Może liczyła, że ona nim była. Nie umiała tego wytłumaczyć, bo przy Mattym czuła spokój, ale przy Peterze to całą gamę uczuć czuła i tych dobrych i tych złych jak na kolejce górskiej… a ona miała słabość do rollercoasterów. Tych emocjonalnych to już w ogóle!
— No przecież staram się! — a fakt, że faktycznie pedałowała w miarę szybko naprawdę był zaskakujący biorąc pod uwagę to jak radziła sobie na rowerze i to jeszcze z kostką, która miała niedawno swoje przejścia. Przez moment to się nawet czuła jak superhero! Dawała z siebie wszystko, więc gdy dojechały to prawie ducha wyzionęła. Figurę może i miała boską, ale kondycję miała beznadziejną... w zasadzie w ogóle jej nie miała.
Pomogła Coven nieco z kocem, a gdy już go rozłożyły to rozsiadła się na nią ze swoimi rzeczami i zaraz zaczęła ściągać z siebie ciuszki, bo po pierwsze niech słońce ją szybciutko łapie, a po drugie to naprawdę zamierzała schłodzić się zaraz w wodzie. Roześmiała się na to ich pełne pasji dopasowanie i bez zastanowienia odpowiedziała. — Peter to Panna, a Matt to Rak — ale jej to nic nie mówiło, bo na zodiakach to się w ogóle nie znała. Więc zaraz rozsiadła się w stroju kąpielowym i sięgnęła po wodę do picia wpatrując w Coven jak w jakąś wróżbitkę, co to zaraz jej odkryje karty losu.
