Chyba miał po prostu pecha. Odkąd wstał, świat wydawał być mocno przeciw niemu. Rano było przyjemnie, dopóki nie wstał z łóżka i nie dotarło do niego, że był spóźniony na spotkanie z przyjaciółką. Miał odstawić ją na dworzec, bo akurat tego dnia miała jechać do innego miasta, na jakieś wydarzenie sportowe. Miała prawdziwego świta na punkcie hokeja, a on, choć nie rozumiał tej całej fascynacji, zobowiązał się do zrobienia za taksówkarza. Zdziwił się niezwykle, gdy zegar wskazywał jedenastą dwadzieścia, a ona miała pociąg o dwunastej trzydzieści. Musiał zebrać się szybko z łóżka i na wariata wybiec z domu, żeby zdążyć. Szczerze liczył na to, że nie będzie na niego zła. Chwilę po tym, jak wszedł do samochodu, wybrał do niej numer, uprzedzając, że niebawem przyjedzie i nie zapomniał. Na szczęście na miejscu, gdy byli już na stacji, okazało się, że pociąg był opóźniony o dwadzieścia minut. Oczywiście poczuł wtedy ulgę, bo nie mogła zarzucić, że przez niego przepadł jej bilet na pociąg.
Cholera. Na szczęście się udało.
Odetchnął z ulgą, gdy wrócił do samochodu po odstawieniu przyjaciółki i miał chwilę dla siebie, żeby spuścić całe to ciśnienie. W międzyczasie machnął również wiadomość do Syd, bo chciał wiedzieć, jak mijał jej dzień i co robiła. Miał cichą nadzieję, że miała lepszy jego początek, niż on. Właściwie Rain miał cichą nadzieję, że ten jego skończy się wraz z powrotem do domu i nie będzie musiał się już niczym zajmować. Zamierzał poczekać do odjazdu pociągu, żeby dziewczyna w razie czego nie musiała dzwonić po taksówkę. Już wolał, żeby za cenę przejazdu postawiła mu kebaba, niż miała wydawać na taksę. On by się chociaż najadł. I zapłaciłaby mniej, same plusy, prawda? Pociąg odjechał równo z czasem, który wyświetlał się na tablicy z informacjami. Chandler ruszył z miejsca, gdy dotarło do niego, że wykonał misję i mógł powoli się zbierać.
Gdzieś w drodze powrotnej przypomniał sobie, że powinien zajechać do apteki. Niechętnie opuścił główną drogę prowadzącą prosto w stronę domu, ale wiedział, że musiał pilnować dawek, bo ostatnio czuł się gorzej. Znów dręczyły go cholernie przytłaczające myśli, a czas na wykupienie recepty drastycznie się skracał. Kolejka w aptece nie była zbyt długa i najwięcej czasu zajęło mu znalezienie miejsca parkingowego. W godzinach szczytu spodziewał się większej ilości klientów w aptece, lecz został pozytywnie zaskoczony, bo udało mu się wykupić leki po jakichś pięciu minutach czekania. Opuszczając budynek, wyciągnął telefon z kieszeni. Szedł przez siebie, trzymając w jednej dłoni komórkę, w drugiej natomiast leki. Wpatrując się w ekran, nie zwrócił uwagi na przechodzącą obok ciemnowłosą dziewczynę, na którą po prostu wpadł. Zarówno telefon, jak i leki upadły na chodnik, ale telefon… Dźwięk pękającej szybki wprawił Raina w stan osłupienia.
— Ja pierdole. Przepraszam — trzy słowa, które zdążyły wyrwać mu się z ust, gdy przyklęknął na chodniku, w celu pozbierania swoich rzeczy. — A tobie nic nie jest? — uniósł chwilę później głowę, by spojrzeć na Chloe, która prawdopodobnie była tak samo zaskoczona, jak on.
Chloe Wilson