-
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and timenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Dzisiaj miałam wolne od pracy, więc mogłam spędzić cały dzień z moją córeczką. Na początku była smutna, ponieważ nie poszła do przeddeszczowa. Ma tam swoich przyjaciół i wspólne zabawy, ale humor jej się od razu poprawił, jak obiecałam jej wspólny wypad do parku oraz zoo. Ostatnio kwiatki i zwierzątka to jej ulubione zainteresowania. Nawet malowanie poszło w odstawkę i musiałam ogarnąć dla niej wielką encyklopedię o zwierzętach, która wydaje dźwięki, jeśli przyłoży się tam magiczny pisak. Ona się uczy, a ja mam chwilę dla siebie. Wręcz idealny układ, jak ogarniam dodatkowe papiery z pracy.
Puściłam jej rączkę, a ona poleciała w stronę bawiących się dzieci. Pokiwałam głową do osób, które znałam. Obok placu zabaw stała budka z napojami. Kupiłam dla siebie mleczną kawę z dodatkowym syropem, a dla córki soczek wieloowocowy. Wody na bank by tutaj nie wypiła, a za jakiś czas będzie się chciało jej pić. Wolę być przygotowana. Dodatkowo zakupiłam jakieś zdrowe przekąski i zamierzałam usiąść na jednej z ławek, aby chwilę z kimś porozmawiać i wypić kawę. Jednak idąc w stronę ławek, zauważyłam znajomą dla mnie twarz. Czyżby był to Stellan? Przełknęłam ślinę, poczułam sama nie wiem. Radość? Ulgę, że jednak żyje? Sama nie wiem. Byliśmy kiedyś parą, a potem każde z nas poszło w inną stronę. Teraz ja mam dziecko, nawet jeśli sama ją wychowuje. Mocniej zacisnęłam palce na kubeczku, ale postanowiłam pójść w jego stronę. Z jego ławki, dalej mogę obserwować dziecko. Może on też założył z kimś rodzinę? W sercu poczułam dziwne ukłucie, jakbym poczuła zazdrość? A może to, co mogło nas czekać, gdybyśmy się nie rozstali?
— Stellan? Co ty tu robisz? Myślałam, że jesteś dalej zagranicą — Niepewnie usiadłam na koniec ławki. Założyłam nogę na nogę, a torbę postawiłam na ziemi. Nie miałam w niej nic ważnego, głównie jedzenie i picie. Wszystko, co potrzebowałam, miałam w telefonie. Wypuściłam powietrze z ust i pomachałam w stronę Maddie, która pomachała w moją stronę. Dobrze i nie dobrze, sama nie wiem czy jestem gotowa na przedstawienie ich sobie nawzajem. Sama nie wiem, dlaczego, ale czuję stres. Tak powinnam mieć, przed jej ojcem, a nie miłością ze szkoły.
Stellan Thompson
-
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chodził po okolicy jak dzikie zwierzę, wodząc wzrokiem po przechodniach w poszukiwaniu łatwego łupu, aż zauważył starszą kobietę przystającą przy bankomacie na jednej z bocznych ulic. Miała na ramieniu torebkę, która zwisała niedbale, jakby nie zdawała sobie sprawy, w jak niebezpiecznym miejscu się znajduje. Stellan nie myślał o konsekwencjach, bo głód w żyłach był silniejszy niż strach przed policją czy wyrzuty sumienia. Podszedł szybkim krokiem i z całej siły szarpnął za pasek torebki, prawie przewracając kobietę na chodnik. Usłyszał jej przerażony krzyk, ale dźwięk ten szybko utonął w miejskim hałasie, a on już biegł przed siebie w stronę wąskich uliczek. Wpadł w ciemny zaułek, gdzie jego serce tłukło się o żebra jak szalone. Drżącymi dłońmi otworzył portfel, wyrzucając na ziemię papiery, karty i zdjęcia, które go nie interesowały. Liczyła się tylko gotówka, którą przeliczył trzy razy, żeby upewnić się, że to wystarczy na to, czego najbardziej potrzebował w tej chwili. Czuł wstręt do samego siebie, ale jednocześnie przypływ ulgi, że misja zakończyła się sukcesem. Portfel wrzucił do śmietnika, jakby wyrzucał kawałek swojego człowieczeństwa. Teraz był gotowy na to, by przestać czuć ból, który promieniował z każdego centymetra jego wychudzonego ciała. Każdy ruch był podyktowany desperacką potrzebą zaspokojenia chemicznego głodu, który pożerał go od środka.
Wiedział, gdzie szukać, bo ten zaułek był jego jedynym domem, a diler zawsze czekał w swoim wydeptanym miejscu pod starym transformatorem przy torach kolejowych. Nawet nie spojrzał w jego stronę, dopóki nie rzucił mu pod nogi pieniędzy, wymieniając je na foliową działkę, która w tym momencie była dla Stellana najcenniejsza. Wrócił do najbliższego miejsca, gdzie mógł się ukryć przed wzrokiem ludzi, i drżącymi rękami przygotował dawkę, której tak rozpaczliwie pragnął od samego rana. Kiedy narkotyk zadziałał, wszystko wokół nagle przestało być ostre i bolesne, zamieniając się w miękką mgłę. Głód zniknął, zostawiając po sobie jedynie odrętwienie i spokój, którego tak bardzo szukał podczas rozmowy z Jasonem. Usiadł na ławce w parku, wpatrując się w jeden punkt, nie do końca rozumiejąc, czy to, co dzieje się wokół, jest prawdziwe, czy jest tylko częścią jego halucynacji.
Właśnie wtedy poczuł, że ktoś przysiada się obok, ale przez chwilę nie potrafił nawet odwrócić głowy, by sprawdzić, kto to taki. Obraz przed nim zaczął się rozmywać, a głos, który usłyszał, brzmiał tak, jakby dochodził z bardzo daleka, z jakiegoś innego życia. Kiedy w końcu zmusił się, by zerknąć w bok, zobaczył dziewczynę, której twarz wydała mu się dziwnie znajoma, choć kompletnie nie potrafił przypisać jej do żadnego konkretnego wspomnienia. Uznał, że to pewnie kolejny fantom stworzony przez narkotyk w jego krwi, więc po prostu zamknął oczy, czekając, aż postać zniknie. Czuł na sobie jej wzrok, ale nie miał siły, by zareagować, bo w głowie wciąż jeszcze słyszał oskarżycielskie słowa brata. Stellan drgnął, gdy głos dziewczyny przebił się przez warstwę szumu w jego głowie, ale nie od razu otworzył oczy. Czuł, jak ławka delikatnie ugina się pod jej ciężarem, co było dla niego jedynym potwierdzeniem, że postać obok faktycznie istnieje. Przez moment zastanawiał się, czy to nie kolejna sztuczka umysłu, która zaraz rozmyje się jak dym z papierosa. Mimo to chęć zjedzenia czegoś była silniejsza niż lęk przed halucynacją, więc powoli przekręcił głowę w jej stronę.
– Zagranicą? – powtórzył cicho, a jego głos był zachrypnięty i obcy, jakby należał do kogoś innego. – Tam już dawno mnie nie ma.
Z trudem skupił wzrok na jej twarzy, mrużąc oczy przed zbyt jaskrawym światłem słonecznym. Skupił uwagę na torbie, którą postawiła na ziemi, mając nadzieję, że może kryje się w niej choćby kawałek kanapki.
– Nie wiem, kim jesteś, ale jeśli masz w torbie coś do jedzenia, to nie pogardzę – dodał, nie patrząc jej w oczy, bo wstydził się swojego wyglądu i tego, jak bardzo trzęsły mu się dłonie.
Słowa o zagranicy nie obeszły się jednak bez echa i uderzyły w czuły punkt, przypominając o czasach, gdy wszystko było poukładane. Przymknął oczy, a przed oczami przemknęły mu obrazy z czasów, gdy wracał z rodzicami do domu, pełni nadziei, że tym razem uda się zacząć od nowa.
– Wróciliśmy, myślałem, że to będzie nowy początek – wymamrotał, wpatrując się w swoje buty. – Wszystko się posypało, prędzej niż zdążyłem się zorientować. Nie ma już Stellana, o ile to o mnie ci chodzi, bo śmiem wątpić.
Potrząsnął głową, jakby chciał wygonić z niej te wspomnienia, które bolały bardziej niż żołądek. Spojrzał na nią ponownie, próbując zrozumieć, skąd właściwie ją kojarzy, ale umysł miał zbyt zamglony.
– Masz tam coś? Cokolwiek do zjedzenia? – zapytał ponownie, wskazując drżącym palcem na jej torbę.
Isabella Hunter
-
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and timenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Isabella… Bella pamiętasz? Zawsze razem wspinaliśmy się na tamte drzewo, przeze mnie masz ślad nadgarstku. Chciałeś mi pomóc wspiąć się i napisać nasze imiona — Zacisnęłam usta w prostą linię. Raczej mała szansa, że to mu pomoże. Może powinnam dać mu to jedzenie i go tak tutaj zostawić? Tylko, jaką byłaby ze mnie przyjaciółka. Zawsze zostanie mi wezwanie karetki, ale ktoś się, nim tak zajmie? Pewnie trafi do jakiejś dziwnego miejsca. Czyli nie tylko on miał ciekawy powrót, ale doprowadzić się do takiego stanu? Jego słabość do narkotyków wygrała, pewnie, jakbym nigdzie się nie wybrała i on też, teraz wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Nawet jego oczy straciły blask, były puste. Smutne, puste i zerowe zorientowanie się, gdzie tak naprawdę teraz on jest. Sięgnęłam po torbę i podałam dla niego co miałam. Nie było tego za dużo, ponieważ to tylko spacer i zabawa. W domu chciałam zrobić coś lepszego, a teraz coś do przekąszenia. — Proszę, smacznego — Wydusiłam. Chwilę tak jeszcze przy, nim posiedziałam, ale chyba najlepiej będzie, jak po prostu zniknę. Nie ma tutaj już Stellana, którego kochałam i znałam. Jest tylko jego ciało, które nie widzi niczego innego, niż ćpanie. Nie mogę pozwolić sobie na takie towarzystwo, nie przy Maddie. Wstałam z ławki i skierowałam się do budki, kupiłam co mogłam dla niego i stanęłam naprzeciwko niego. Kucnęłam na jego wysokość, wyciągnęłam rękę i opuszkami palców zabrałam kosmyki włosów z jego czoła.
— Masz jeszcze tutaj dodatkowe jedzenie. Przykro mi Stell, że tak skończyłeś. Jednak nie mogę nic więcej zrobić, nie przy dziecku — Wydusiłam. Chciało mi się płakać, ale też nie mogę sobie na to pozwolić. Może tak będzie lepiej. Po prostu nie jest nam pisane. Wcześniej nam nie było, teraz też nie jest. Wyjazd był znakiem i wyznacznikiem. Ja mam dziecko, a on? On nic, jedynie swoje proszki oraz swój własny świat.
Stellan Thompson
-
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa Isabella i Bella najpierw tylko obiły mu się o uszy, nie robiąc na nim wrażenia, dopiero to gadanie o drzewie i pisaniu imion sprawiło, że coś mu zaskoczyło w mózgu i odruchowo spojrzał na swój lewy nadgarstek. Pamięć wróciła tak nagle, że aż go zemdliło. Zobaczył drzewo i Bellę, która bała się wejść wyżej. Chciał jej pomóc, pociągnął ją, ale sam stracił równowagę i przejechał ręką po ostrym sęku. Krew się lała, ona płakała, a on zgrywał twardziela, żeby jej nie wystraszyć. Podniósł wzrok i gapił się na nią przez dłuższą chwilę, mrużąc oczy. No jasne. To była ona.
- Bella… - wychrypiał, a w gardle poczuł pieczenie. - Ty… To naprawdę ty.
Zrobiło mu się cholernie wstyd, że aż cofnął dłoń, chowając ją pod udo. Spojrzał na swoje brudne spodnie i chusteczki, które od niej dostał. Chciał się zapaść pod ziemię.
W jego głowie, pod warstwą narkotycznego otępienia, nagle pojawiło się wspomnienie. Patrzył na jej twarz i przypomniał sobie czas, tuż przed tym, jak wszystko się spierdoliło. Przecież próbowali być razem. Planowali coś, snuli gówniarskie wizje o wspólnej przyszłości, a potem przyszedł moment, kiedy oboje musieli się spakować i wyjechać. Rozrzuciło ich w zupełnie inne strony, jakby ktoś celowo chciał ich od siebie odciąć i kontakt… urwał się z dnia na dzień. Żadnych telefonów, żadnych wiadomości, nic. Każde poszło w swoją stronę, zatonęło we własnym życiu. A teraz siedzieli razem na ławce. Bella wyglądała, jakby ułożyła sobie życie na nowo, a Stellan był żywym dowodem na to, że powrót okazał się totalną katastrofą. Gdyby wtedy zostali, gdyby spróbowali to utrzymać… może nie siedziałby tu dzisiaj z żołądkiem skręconym od głodu.
Słyszał, jak mówi ciche „proszę, smacznego”, ale był zbyt zajęty wpychaniem jedzenia do ust, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Przeżuwał ciastka czy co to tam było, czując, jak żołądek w końcu przestaje go boleć. Kiedy przełknął pierwszy głód, zauważył, że Bella siedzi obok dziwnie sztywno. Nic nie mówiła, tylko patrzyła na niego, a z jej miny mógł wyczytać tylko jedno – miała ochotę stąd uciec i w sumie wcale jej się nie dziwił. Dla niej był już tylko wrakiem, który myśli o kolejnej działce. Nie było już tego Stellana, którego kiedyś kochała. Sam czuł, że tamten gość dawno zniknął.
Nagle wstała z ławki i przez chwilę myślał, że po prostu odejdzie bez słowa i już nigdy jej nie zobaczy, ale ona poszła w stronę budki z jedzeniem. Zobaczył, jak kupuje coś większego, ciepłego, a kiedy wróciła, stanęła przed nim i powoli kucnęła, żeby wyrównać wzrok. Zamarł, kiedy delikatnie odgarnęła mu z czoła brudne kosmyki włosów. Ten dotyk był tak ciepły, że aż odruchowo zamknął oczy. Przez ten gest zrobił mu się jeszcze bardziej wstyd swojego wyglądu, ale nie potrafił się odsunąć. Patrzył na nią z dołu, trzymając w garści napoczęte jedzenie, kompletnie zaskoczony tym, że po tym wszystkim potrafi jeszcze podejść tak blisko.
Słowa o dziecku dotarły do niego z opóźnieniem, ale jak już dotarły, to jakby ktoś mu strzelił w pysk.
- Dziecko? - powtórzył pod nosem, gapiąc się na nią z dołu, kiedy tak przed nim klęczała. Dopiero teraz połączył kropki. Te nerwowe spojrzenia na boki, plac zabaw kawałek dalej. Ona miała dziecko. Miała nowe, poukładane życie, w którym nie było miejsca na syf, w jakim tkwił.
Słuchał, jak mówi, że jej przykro i widział, że ledwo trzyma łzy. Chciał jej powiedzieć, żeby nie płakała, że nie warto, ale język stanął mu w gębie. Wyjazd wszystko przekreślił. Wtedy się rozpadli, a teraz to już w ogóle była przepaść. Ona wróciła z dzieckiem, jako matka, a Stellan? Miał swój zaćpany świat, nie byli sobie pisani, a to spotkanie tylko to podsumowało. - Rozumiem - wymamrotał, odwracając wzrok, bo nie mógł już patrzeć na jej zmartwioną twarz. - Idź do niego. Nie patrz na mnie. - Chciał, żeby już poszła, dla własnego dobra, zanim jej dziecko podejdzie i zobaczy, z kim rozmawia mama. Zanim w ogóle zdążyła się podnieść, spojrzał na te torbę z jedzeniem, które przed nim postawiła i znowu na jej twarz. Poczuł, że musi coś z siebie wydusić, zanim naprawdę stąd pójdzie. - Isabella… - zaczął cicho, odchrząkując, żeby głos się tak nie łamał. - Dzięki za jedzenie. Naprawdę. I za to, że w ogóle tu usiadłaś i nie przeszłaś obok jak inni. Idź już do swojej pociechy. Dzięki jeszcze raz - dodał, próbując wymusić na twarzy chociaż cień normalnego uśmiechu, ale wyszedł z tego pewnie tylko krzywy grymas.
Isabella Hunter
-
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and timenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Przełknęłam ślinę, pokiwałam głową na jego słowa. Jego wygląd przerażał, zwłaszcza dzieci. Widziałam, jak unikały spojrzenia się w jego stronę. Każdy potrzebuje pomocy, a dzieci nie powinni się go bać. Jest na razie niegroźny, a raczej tak mi się po prostu zdaje. Westchnęłam i ponownie się uśmiechnęłam smutno w jego stronę. Przestałam klęczeć i wstałam, usiadłam na końcu ławki i jedynie mogłam ponownie pokiwać głową. Sama nie miałam w planie ciąży, po prostu tak wyszło. Zaczęłam bawić się palcami, patrząc się w ziemię.
— Ma dwa latka, jest uroczą ciemnowłosą blondynką. Popełniłam kilka błędów, ale ją kocham i mam. Nawet jeśli sama ją wychowuje, ale rodzina pomaga — Wzruszyłam ramionami. Początki były trudne, jeszcze kończyłam studia. Potem początki w pracy, nawet jeśli w rodzinnym biznesie to bycie samotną matką jest megatrudne. Noce prawie nieprzespane, pewnie, gdyby nie moja matka to dopiero skończyłabym studia. Może jej ojciec nie wie, że ona istnieje. Nawet nie wiem, gdzie on teraz jest. Kochałam ją już w brzuchu, ale najbardziej w niej się zakochałam jak już przyszła na świat.
Zmarszczyłam czoło na jego zachowanie. Mimo tego, że naprawdę powinnam już iść i sprawdzić co z małą. To z drugiej strony, chcę mu jakoś pomóc. Nawet jeśli pomoc byłaby całkowicie mała. Dodatkowe jego słowa, nie pomógłby mi w niczym. Zresztą to nie problem, że kupiłam dla niego jedzenie. Każdy popełnia błędy, większe lub mniejsze. Stellan był zawsze przy mnie jak go potrzebowałam. Położyłam palce na jego rękę.
— Może potrzebujesz pomocy? Mogę załatwić dla ciebie pokój i pracę, ale musiałbyś przestać brać. Stellana, którego znałam, zawsze znał umiar i żył — Wydusiłam cicho. Chwilę jeszcze potrzymałam rękę, aż nie przybiegła do nas Maddie. Oddychała dość szybko, ponieważ potrzebowała picia oraz chwilę przerwy od zabawy z dziećmi. Wyciągnęłam dla niej jej butelkę z wodą, a ta zachłannie zaczęła ją pić. Jej wzrok zatrzymał się na moim towarzyszu. Oddała swoją butelkę i przytuliła się do mnie, wciąż obserwując go uważnie. — Jestem Maddie — Zrobiłam wielkie oczy jak wyciągnęła w jego stronę swoją małą rączkę. Raczej unikała moich znajomych lub głównie chowała się za moim nogami. Może w parku poczuła się bezpieczniejsza, w hotelu staram się, aby nie wychodziła do nieznanych jej ludzi. Po chwili usłyszała krzyki, które oznaczały dalszą zabawę. Z piskiem poleciała ponownie do swoich znajomych, którzy mieli zacząć budować domki z piasku.
— Um… Mogłeś dać znać, że żyjesz lub odezwać się. Jednak, patrząc na ciebie, widzę, czemu się nie odzywałeś — Smutek był słyszalny w moim głosie. Zaczęłam bawić się palcami, próbując je czymś zająć.
Stellan Thompson
-
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słyszał każde słowo, kiedy opowiadała o swojej córce, że ma dwa latka, że jest ciemnowłosą blondynką i że popełniła w życiu błędy, to bardzo ją kocha i wychowuje sama, z pomocą rodziny. A on? On w tym samym czasie po prostu staczał się na samo dno, uciekając przed każdym problemem w branie kolejnych dawek. Wybrał najprostszą i najgłupszą drogę, niszcząc siebie i wszystkich wokół.
Nagle poczuł, jak dziewczyna kładzie swoje palce na jego dłoni. Dotyk Isabelli był ciepły i delikatny, a skóra Thompsona szorstka. Pierwszą jego myślą było to, żeby natychmiast zabrać tę rękę, a potem usłyszał to, co do niego powiedziała. Nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie zza ławki wybiegła mała dziewczynka i zrobiła coś, co całkowicie go rozbroiło. Wyciągnęła w jego stronę swoją malutką dłoń. Popatrzył na jej małe paluszki, a potem na swoje ręce i poczułem wstyd po raz kolejny. Nie mógł dotknąć jej dłoni, po prostu nie mógł.
— Cześć, Maddie... — wymamrotał, starając się mówić jak najspokojniej, żeby nie brzmieć groźnie ani obco. — Ja jestem Stellan. Miło cię poznać.
Na szczęście po chwili inne dzieci zaczęły krzyczeć na placu zabaw, wołając ją do zabawy i pobiegła z powrotem do swoich rówieśników. Odprowadził ją wzrokiem, czując, jak w środku wszystko mu się ściska. Ta krótka chwila pokazała mu, jak ogromna przepaść ich dzieli. Isabella miała swoje normalne życie, a on był tylko ćpunem na ławce w parku, który przed chwilą okradł staruszkę.
Przełknął ślinę z trudem, bo w gardle miał sucho po narkotykach. Chciał krzyknąć, że bardzo chce pomocy, że chcę z tego wyjść i znowu być normalny, ale potem przypomniał sobie, jak wygląda rzeczywistość.
— Bella... — zaczął, a głos miał tak zachrypnięty, że aż sam się go wystraszył. Musiał odchrząknąć, żeby w ogóle mówić dalej. — Ty w ogóle nie rozumiesz, w co chcesz się wpakować. Pokój? Praca? Przecież ja nie jestem w stanie przepracować ani jednego dnia bez działki. Ten Stellan, o którym mówisz, ten, który znał umiar... on już dawno nie istnieje. Nie poradzisz sobie ze mną. Tylko zniszczę ci to wszystko, a ja nie chcę ci narobić kłopotów, masz teraz ważniejsze sprawy na głowie.
Złapał się rękami za głowę, bo czuł, jak zaczyna mu się w niej kręcić, a narkotyk przestaje działać tak mocno, jak na początku.
— A co ja miałem ci właściwie napisać albo powiedzieć? — zapytał, a głos zaczął mu drżeć, chociaż bardzo starał się nad tym panować. — Miałem do ciebie zadzwonić i powiedzieć, że sypiam na ulicy? Nie mogłem się odezwać. Naprawdę ci dziękuję za jedzenie, i za to, że zaproponowałaś mi pokój i pomoc. To najmilsza rzecz, jaka spotkała mnie od jakiegoś czasu, i wiem, że robisz to z dobrego serca. Ale ja na to po prostu nie zasługuję. Ty musisz teraz myśleć o Maddie, a nie o mnie. Tak będzie najlepiej dla was obu, uwierz mi.
Isabella Hunter