ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Rozejrzał się za wolną ławką w parku. Był piękny dzień, spodziewał się wielu spacerowiczów czy rowerzystów. To mogło skutecznie odebrać mu szansę na spokojne poczytanie. Biblioteka, chociaż przeznaczona do pochłaniania lektur, nie potrafiła zaspokoić jego potrzeb. Lubił ciszę, ale lubił też gwar życia w mieście i to właśnie w jego otoczeniu potrafił skupić się najbardziej. Dodatkowo tu mógł obserwować innych. Nie szukał interakcji, ale patrzenie na zachowania ludzi pomagało mu lepiej zrozumieć zachowania i emocje, które w danej chwili targały człowiekiem.
Poprawił pasek ciężkiej torby, która zaczęła mu się zsuwać z ramienia. Już dawno powinien zastąpić ją plecakiem, głównie ze względu na zadbanie o poprawną krzywiznę kręgosłupa, niemniej ciągle się wzbraniał. Pamiętał dzień, w którym dostał ją od Alice jako prezent na jedne z urodzin. Tylko ona o nich pamiętała, składając mu życzenia ledwie otworzył oczy po ciężkiej nocy. Robiła mu pyszny tort i śpiewała ciche sto lat. Niby nic, ale zostawało w pamięci, wciskając się w szczeliny umysłu, pozwalając po siebie sięgnąć w chwilach, takich jak ta. Jego niania była jedyną osobą, która o niego dbała sprawiając, że jego dom całkowicie nie zamienił się w laboratorium robotów. Jego wiecznie zarobieni rodzice nie poświęcali mu czasu, uznając, że od tego jest kobieta, której sowicie płacili. Czy miał do nich żal? Nie był pewien. Zawsze dawali mu to, czego potrzebował. Starali się zadbać o jego przyszłość, więc powinien być im wdzięczny, prawda? Nie mógł się na nich gniewać, zresztą nie potrafił. Jego emocjonalność odbiegała od emocjonalności innych ludzi, co rzutowało na jego relacje z innymi. Miał wpajane, że nikogo nie potrzebuje, a uczucia nie były dobrze postrzegane na sali sądowej. Tego się trzymał i rósł w przekonaniu, że ta zasada była niczym zapis w biblii prawniczej.
Po kilku minutach przymusowego spaceru ścieżką dostrzegł samotną i pustą ławkę, tuż pod pięknym dębem. Świeże powietrze i cień, który chociaż trochę uchronił przed słońcem. Witaminy D na dzisiaj mu wystarczyło.
Usiadł, wyciągając książkę. “Człowiek, który bał się żyć”. Zafascynowała go na tyle, że postanowił dać jej szansę. Był wybredny jeśli chodziło o lektury, jednak ta potrafiła zaskoczyć inspiracją i przekazem. Uważał, że wiele osób powinno po nią sięgnąć, co mogłoby pomóc im z problemami.
Skupił się na słowach układających się w zdania. Odciął się od otoczenia, w pełni oddając się fabule. Wodził wzrokiem po kolejnych linijkach, nie potrafiąc przestać. To było niczym uzależnienie; siła, która nie pozwalała mu chociaż na chwilę odwrócić spojrzenia.
I wtedy spadł deszcz, wyjątkowo brudny. Wzdrygnął się. Nie zapowiadali załamania pogody, miało być słonecznie. Uniósł głowę, by zorientować się, jak było źle i spostrzegł przed sobą młodą kobietę, która niemal się nie poruszała, zastygła w zakłopotaniu lub obawie. Tu nie miał pewności.
-Jeśli zrobiłaś to specjalnie, to nie było zbyt miłe - zauważył, spoglądając na jej w połowie opróżniony kubek, którego zawartość znajdowała się na jego ubraniu. I książce, którą czytał. W tym wszystkim jej było mu najbardziej szkoda. - Powinnaś lepiej przykryć kawę, bo co, gdybyś oparzyła dziecko? Rodzice by cię pozwali i jestem pewien, że by wygrali - dodał, próbując się pozbyć chociaż odrobiny płynu z kartek. Bezskutecznie.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była pewna jak długo spędziła przechadzając się ścieżkami w parku, z kubkiem w dłomi. Eh, ostantimi czasami czas strasznie długo się jej rozciągał, szczególnie wtedy, gdy próbowała nie myśleć. A przecież właśnie po to tu przyszła. Żeby nie myśleć o pracy, w której deadline gonił kolejny deadline, albo o Rainie, który z każdym kolejnym biciem jej serca przypominał o sobie, jakby był wryty od zawsze gdzieś głęboko pod jej żebrami. Zamiast tego myślała o Calgary i o swoim ojcu… o tym przelętym domu pachnącym modlitwą i decyzjami, których nikt nie zamierzał z nią konsultować.

Musiała wrócić, wiedziała to. Sporadyczne telefny ojca przypominały jej o tym z każdym tygodniem. Miała wrócić i pozwolić, żeby ktoś inny dokończył jej życie za nią. Jakiś mężczyzna, którego imię w rozmowach rodziny padało coraz częściej… no bo przecież była złożoną przez nich obietnicą, a nie córką, którą oddawali na pastwę losu obcemu człowiekowi.

Dlatego zatracając się w swoich myślach… nie zauważyła ławki. Ani mężczyzny siedzącego w cieniu drzewa… ani nawet tego, że potknęła się o własne nogi przechylając kubek wprost na niego, powodując, że ciepła już wtedy kawa, flat white tak ogólnie dla zainteresowanych, chlusnęła, na niego, ubranie… książke. O ZGROZO! - holy macaroni - wyrwało jej się gwaltownie, a policzki natychmiast zapłonęły jej ze wstydu. - Nie. Nie, oczywiście, że nie zrobiłam tego specjalnie. Ja naprawdę... bardzo przepraszam. - spojrzała na mokre ubranie, potem na książkę, i coś ścisnęło ją w żołądku, gdy wspomnial o tym, że ktoś mógłby ją pozwać - ja naprawdę nie chcialam zrobić Panu krzywdy! - zaraz zacisnęła usta, zawstydzona własnym tonem. - Przepraszam. To nie miało zabrzmieć niegrzecznie. - nerwowo zaczęła grzebać w swojej torbie. - mam chusteczki… powinnam mieć, zaraz Panu pomogę. - wyciągnęła paczkę i podała mu ją ostrożnie. - odkupię książkę. I zapłacę za pralnię. - wydusiła z siebie zestresowana, a jej wzrok zatrzymał się na tytule.

Człowiek, który bał się żyć

Uśmiechnęła się, próbując jednak w dalszym ciągu być w pełni poważna - huh... chyba wybrałam wyjątkowo trafną książkę do zniszczenia. - zamilkła na moment, zanim dodała - to znaczy ten tytuł jest ciapkę ironiczny, nie sądzisz? - ścisnęła już wtedy prawie pusty kubek w dłoni. - mam na imię Syd and I can relate to this.

pan nieznajomy
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
vitka
none
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prawdopodobieństwo, że w momencie zajęcia miejsca na tej konkretnej ławce człowiek zostanie oblany, było bliskie zeru. Takie sytuacje nie zdarzały się w miejscach innych, jak kawiarnie czy zatłoczone metra, gdzie ludzie gnali przed siebie, starając się nie spóźnić na ważne spotkanie. Idąc do parku ludzie nie zakładali, że oberwą ciepłą kawą, która zaleje ich ubranie oraz trzymane w dłoni przedmioty. A jednak wszechświat postanowił spłatać psikusa przyszłemu prawnikowi, stawiając na jego drodzę osobę tak nieporadną, że nie był w stanie utrzymać równowagi, potykając się o własne nogi. Był przekonany, że człowiek powinien opanować umiejętność chodzenia za dzieciaka, jednak chyba nie każdy przyswajał informacje w równym tempie, a skutki obserwował na swojej koszuli i książce, która z łatwością wchłaniała brązowy płyn. Westchnął w duchu - będzie musiał zdobyć kolejny egzemplarz bo tego już nie dało się uratować, a obracanie sztywnych od płynu kartek nie miało w sobie niczego przyjemnego.
Lustrował uważnie jej twarz, dostrzegając delikatny rumieniec. Zawstydzenie? Złość? Zauroczenie? Znał tylko te przypadkie, w których ludzie się czerwienili. Ostatnie mógł odrzucić, nie sądził, by młoda kobieta była w tej chwili czymkolwiek zauroczona, bo co uroczego mogło być w powiększających się plamach?
-Następnym razem bardziej uważaj. Takie bezmyślne wypadki niszczą statystyki - skomentował. Czy miał do niej żal? Trochę tak, ale nie był też osobą, która czerpała przyjemność z podnoszenia na kogoś głosu. Co miałby tym osiągnąć? Zdarzenie miało już miejsce, a nie opanował umiejętności cofania czasu, by zmienić przeszłość. Trwonienie energii na kłótnie tylko dlatego, że ktoś miał ewidentnie problemy z chodzeniem, nie było polecane. Ostatecznie z niepełnosprawności nikt nie powinien się śmiać, ani wykorzystywać jej przeciwko osobie, której dotyczyła.
-Bardzo dużo przepraszasz, zauwazyłaś? Naprawdę już po sprawie, nie stało się nic aż tak wielkiego. Poza książką, nikt nie ucierpiał nieodwrotnie - spojrzał na nią. Od ojca słyszał, że przepraszanie jest oznaką słabości, co kolidowało z manierami, które również mu wpojono. Jak miał wyjść na kulturalnego, przepraszając za swój błąd, ale nie wychodząc na słabego?
Przyjął od niej chusteczki, dziękując. Doceniał jej próbę rekompensaty, ale wiedział, że niczego więcej nie dało się zrobić. Papier oraz materiał koszuli absorbowały płyn wyjątkowo szybko i nie było możliwości, by celuloza wyciągnęła z nich kawę.
-Ironiczny? Czemu? Książka sama w sobie jest wyjątkowo ciekawa. Nie należy oceniać treści po samym tytule - odpowiedział. Zainteresował go jej komentarz i chciał poznać jej punkt widzenia. Kto wie, może przynajmniej rozmową zrekompensuje mu przerwę w czytaniu. - Syd. Nietypowe imię. Jesteś pierwszą osobą z takim, która poznałem - rzucił. Nie to, żeby w ogóle w swoim życiu poznał wiele osób, których imię by zapamiętał.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamrugała kilka razy, wpatrując się w niego i próbując zrozumieć, czy właśnie została skarcona za zniszczenie statystyk. Wait... wait...what? - Statystyki? - powtórzyła, unosząc brwi. - Wow. Czyli nie jestem tylko dziewczyną, która oblała cię kawą, ale również anomalią. - po chwili jednak zacisnęła szybko usta, no bo zrobiło jej się głupio, że powiedziała to co miała na myśli. - I wiem, że dużo przepraszam - dodała zaraz, unosząc dłoń w geście kapitulacji. - To chyba taki mój nie do końca uroczy trait. Pracuje nad tym. - Zerknęła na mokrą książkę i znów poczuła ten paskudny ścisk w żołądku. Kurcze blaszka, nie ma fistaszka. Naprawdę było jej głupio. Może dla niego to był tylko randomowy incydent w parku, ale ona ostatnio miała wrażenie, że czego się nie dotknie, to albo to niszczy, albo coś jej się wymyka z rąk. - I nie oceniam książki po tytule - rzuciła po chwili, trochę ciszej. - to znaczy, potraktowałam to bardziej jako metaforę od wszechświata, ah.

Spojrzała jeszcze raz na tytuł i parsknęła pod nosem, choć wcale nie było jej aż tak wesoło. Nie no, przyglądajac się jej to cuła się jakby jej stan psychiczny był oprawiony w okładkę. yikes.- Powiedzmy, że ten tytuł ma dzisiaj bardzo personalny timing - dodała, wzruszając ramionami. - zapomnij o tym proszę. - Ścisnęła prawie pusty kubek w dłoni, dopiero teraz orientując się, że nadal trzymała go jak jakies pokraczne narzędzie zbrodni. Zerknęła na niego, potem na kubek i znowu na niego. - Powinnam to chyba wyrzucić, zanim skrzywdzę jeszcze kogoś albo znowu zniszczę kolejną ze statystyk.

Spojrzała na niego z iskierką w oczach, gdy skomentował jej imię- Tak, wiele razy to słyszę - uśmiechnęła się ciepło - Wiem, brzmi jak skrót od czegoś, ale nie. Moi rodzice chyba uznali, że pełne imię to zbyt duży luksus. - Parsknęła cicho, próbując obrócić to w żart. Nie wiedziała w sumie czemu tam jeszcze stała. Może faktycznie chciała jeszcze chwilkę z chłopakiem na którego tak brutalnie napadła, porozmawiać? Przez moment patrzyła na niego nieco ostrożniej, po czym wskazała palcem na książkę. - Nadal ją odkupię. I nie przyjmuję odmowy, bo wtedy będę musiała żyć ze świadomością, że zniszczyłam ci dzień swoją osobą. - Dopiero po chwili dotarło do niej, że on znał już jej imię, a ona nadal nie wiedziała, jak ma nazwać człowieka, którego właśnie oblała kawą. - A ty? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę. - Skoro już ustaliliśmy, że jestem zagrożeniem dla statystyk, to chyba mogłabym poznać imię swojego osobistego poszkodowanego?

victim
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
vitka
none
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł się atakowany jej obecnością oraz słowami płynącymi z jej ust. Nie chodziło o ich znaczenie, bo z tym mógł sobie poradzić bez problemu, przetwarzając informacje. Zdecydowanie bardziej na uwadze miał ich ilość, która przytłaczała go bardziej, niż cokolwiek wypowiedzianego przez Benjamina. Czy Kieran miał na czole wypisane zaproszenie dla gaduł? Cenił sobie spokój, a nie niepokojące dźwięki wylatujące z gardła przypadkowych rozmówców.
-Anomalia to idealne słowo. Cieszę się, że rozumiesz - skinął głową, a w jego głosie pojawiła się nuta uznania. Określenie, którym młoda kobieta nazwała samą siebie było adekwatne do jej pojawienia się i wypadku, który spowodowała. Dodatkowo fakt, że zdawała sobie sprawę ze swojej niezdarności świadczył, że pod tym chaotycznym słowotokiem znajdowała się inteligencja na poziomie wystarczającym do dalszej konwersacji. Przymusowej, ale Burreau nie należał do ludzi, którzy w niegrzeczny sposób kazali komuś odejść. Przynajmniej zazwyczaj, bo przyszłość miała zweryfikować to stwierdzenia.
-Taka rada na przyszłość. Zrób to raz, to wszystko. I tak nie masz wpływu na to, czy druga osoba przeprosiny przyjmie czy nie, a powtarzanie tego w nieskończoność może okazać się jeszcze gorsze, bo irytujące - odpowiedział, lustrując jej pogodną twarz. Była zakłopotana, to fakt. Umiała przyznać się do błędu i najwidoczniej żałowała. Liczył, że skutecznie udało mu się ją rozpracować. Nieświadomie stała się eksperymentem, jednak uznał, że była mu to winna za zniszczenia, których dokonała. Niewielka cena za książkę, którą musiał odkupić.
-Mogę ci dać tą do przeczytania. Jest zalana kawą, ale nie kompletnie bezwartościowa. Ja muszę mieć czyste kartki - wyciągnął w jej stronę lekturę. Nie wyobrażał sobie przewracać stron sztywnych od brązowego napoju. Był pedantem i wszystko musiało być idealne. Zawiązany krawat rzeczy poukładane na biurku, jego fryzura.
-Może chcieli ułatwić innym jego zapamiętanie? Albo nie chcieli, żeby ktoś je skracał. Pełne imiona brzmią dobrze, a skróty są wyrazem lenistwa ze strony rozmówcy - wzruszył lekko ramionami. Były też oznaką spoufalania się, ale na to Kieran nigdy nie przystępował. Nawet do Charliego zwracał się całym imieniem; nic innego mu zwyczajnie nie pasowało. - Nie zniszczyłaś go. Chwilowo zachwiałaś, ale jeszcze sporo godzin do nocy - uśmiechnął się do niej lekko. Irytacja minęła, a przesadna złość nigdy się go nie imała. Nie widział więc powodu, dla którego miałby torturować dziewczynę negatywnymi emocjami.
-Kieran - skinął głową, przedstawiając się. - Często ci się zdarzają takie wypadki? Może kwalifikuje się to do jakiegoś eksperymentu z psychologii? - zainteresował się, wszędzie doszukując się naukowych przesłanek.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła lekko brew, kiedy przyznał jej rację z tą anomalią. No super. Naprawdę świetnie. Cieszyła się, że podzielał jej uwagę, aczkolwiek nie podobało jej się, że zachowywał się trochę jakby spadł z jakiegoś rumaka, czy co to tam mogło być. Czuła od niego dziwne wibracje, ale co tu sie dziwić? Zamordowała mu książke, ajć. - Okej, nie wiem, czy powinnam się cieszyć, że zostałam poprawnie sklasyfikowana, czy poczuć urażona, ale... dziękuję? - odparła, marszcząc lekko nos.

Słuchając jego rady, zacisnęła usta, bo niestety miał rację, a to było po części i upokarzające i irytujące. Nie lubiła, kiedy obcy ludzie mieli rację po pięciu minutach znajomości, wtedy czuła się jakby serio zrobiła coś nie tak, lub nie pasowała do tego wielkiego świata. - To całkiem rozsądna rada - przyznała niechętnie. - eh, dobrze, masz racje. Przepp... to znaczy, dobrze... już nie będę, mam nadzieje, że cie nie zirytowałam. - Spojrzała na książkę, którą wyciągnął w jej stronę, po czym zamrugała, autentycznie zaskoczona. - Chcesz mi poeiwerzyć ofiarę zbrodni? - zapytała, biorąc ją ostrożnie i uśmiechnęła się słodko pod noskiem - Wow. Nie no jestem w szoku. Dziękuje Ci bardzo. Będę tylko musiała ci ją jakoś zwrócić. - Przesunęła palcem po wilgotnej okładce i znów zerknęła na tytuł, czując nieprzyjemny ścisk w żołądku. Może faktycznie powinna ją przeczytać. Może to był jakiś znak?? HM? - I może masz rację z tym imieniem - rzuciła ciszej. - chociaż często nazywają mnie Sid, jak ta postać z epoki lodowcowej, więc jednak da sie je przekręcić. - parsknęła śmiechem, a kiedy się przedstawił, uśmiechnęła się lekko. - Nie, żeby coś, ale nawet brzmisz jak Kieran... - mruknęła pod nosem rozbawiona, a po chwili odpowiezdiała na jego pytanie - wiesz co, częściej niż mógłbyś pomyśleć, a co? Chciałbyś jeszcze raz stać się moją ofiarą? - zapytała uśmiechając się szeroko. - masz dzisiaj jeszcze jakieś plany? Może masz ochotę na smoothie?

Kieran
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
vitka
none
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Podczas jakiejkolwiek konwersacji Kieran nigdy nie miał na uwadze obrażania swojego rozmówcy. Był na tyle dobrze wychowany, żeby stronić od ciskania obelgami tylko po to, by poczuć chorą satysfakcję lub wymusić reakcję. Lubił obserwować ludzi, ucząc się ich w ten sposób, jednak wolał to robić podczas normalnej rozmowy, w której mógłby poznać punkt widzenia osoby towarzyszącej. Jak teraz, kiedy prowadził raczej lekką, niewymagającą ostrego spinania szarych komórek, konwersację z uroczą, chociaż gadatliwą niewiastą. Był pewien, że w towarzystwie robiła furorę, potrafiąc każdego zmusić do interakcji.
-Nie miałem na celu urażenie cię i jeśli tak się poczułaś, to przepraszam. Po prostu… z całą pewnością jesteś inna, niż osoby, które znam. Bardziej… - szukał przez chwilę odpowiedniego słowa, które nie zabrzmiałoby zbyt przesadnie oraz w razie czego obraźliwe. - …żywiołowa - dokończył, lekko się uśmiechając. To z pewnością nie mogło zostać źle odebrane. Poczuł dziwną satysfakcję, że udało mu się tak trafnie określić dziewczynę.
-Nie, nie jestem osobą, która przesadnie się gniewa. Niemniej musisz uważać - wiele osób jest nad wyraz wybuchowych i narwanych, co w porównaniu z twoich burzliwym charakterem, mogłoby skończyć się katastrofą - stwierdził. Był pewien, że gdyby poznał Syd bliżej, mógłby poczuć do niej sympatię. Była osóbką o trochę niższym niż Kierana IQ, ale gdyby chłopak na tej podstawie oceniał każdego, nie rozmawiałby z nikim. Była jednak pogodna, miła i miała w sobie coś promiennego. Była, jak określiłyby to książki lub psychologowie, idealnym materiałem na przyjaciela.
-Nie musisz mi jej zwracać. Potraktuj to jako prezent lub pamiątka, która będzie przypominała ci o zachowaniu ostrożności - skomentował, zerkając na nią. Wiedział, że sam nie będzie w stanie czytać zalanej książki i kupno nowej było w jego przypadku nieuniknione. - Brzmię jak Kieran? Co chcesz przez to powiedzieć? - wpatrzył się w nią uważnie, chcąc zrozumieć co miała na myśli. Nie słyszał podobnych słów za często i był ciekaw jak to jest brzmieć jak swoje własne imię.
-Wydaje mi się, że nie mam już niczego więcej do zalania, więc nie wiem czy będę dla ciebie odpowiednim towarzystwem - stwierdził, a jest usta po raz kolejny wykrzywiły się w niewielką podkówkę. Doprawdy była dziwnym przypadkiem, przy którym Burreau czuł się dziwne swobodnie. - Później mam do napisania koncept obrony potencjalnego mordercy, ale wydaje mi się, że… - tu zerknął na zegarek. - Mam jeszcze trochę czasu, który powinienem przeznaczyć na czytanie - skinął lekko głową. Książka była zniszczona, więc musiał zmienić plany, póki nie zdobędzie nowej. Przekąska w postaci lodowego puree z owoców wydawała się być idealna.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była inna niż inne osoby, które znał? Hm, ciekawe, ciekawe. Uniosła lekko brew, gdy nazwał ją żywiołową. No dobra. To brzmiało zdecydowanie lepiej niż anomalia XD albo chodzące zagrożenie... hihi. Nadal nie była pewna, czy powinna uznać to za komplement, ale zabrzmiało to miło, na tyłe miło, że, aż jej serduszko poczuło sie przyjemnie połechtane, awhi. - podoba mi sie, brzmi to prawie jakbyś nazwał mnie wróżką z WINX - uśmiechnęła się szeroko obejmując palcami mokrą książkę bardzo ostroznie, no jednak nie chciala calkowicie jej zniszczyc, a znając jej szczęście to pewnie coś by sie znią odwaliło, lub gdyby na przykład pokazała ją Cassie, jejku, nienienie, nie pogła pokazac jej Cassie bo wtedy naprawdę zamieniłaby się w pył czy coś. - będę uważać, serio. Dziekuje. - Zerknęła na niego, gdy zapytał, co właściwie znaczyło, że brzmiał jak Kieran. No pięknie. Oczywiście musiał dopytać akurat o coś, co powiedziała bez większego zastanowienia... AJĆ. - Nie wiem, po prostu... brzmisz jak Kieran XD - wzruszyła ramionami, a na jej ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. - Wydajesz się jakbyś znał na wszystko odpowiedź, wiesz?

Przekrzywiła lekko głowę, przyglądając mu się uważniej. - To oczywiscie miał być komplement. Chyba, to znaczy na pewno miał być komplement, a przynajmniej takie miałam intencje, więc mam nadzieje, że je dobrze odebrałeś bo z pewnością miało to zabrzmieć jak coś miłego, a nie obraźliwego, ahhh... przepp... - no nadawała jak katarynka, ale sie troszke stresowała okej? Parsknela smiechem na jego kolejne słowa i odparła - ale słuchaj, muszę cie zasmucić, no bo jak wbierzesz się ze mną na te smoothie to będe trzymała w ręce kolejny napój, który będzie mógł na tobie wylądować. - według Syd ta oferta była nie do odrzucenia, a poza tym Kieran wyglądał na chłopaka, który czytał bardzo dużo, więc chwila przerwy chba mu nie zaszkodzi, co nie? - no chodź, książka poczeka.

Kieran
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
vitka
none
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zmarszczył lekko brwi, słuchając jej kolejnych słów. Nie rozumiał wszystkiego, co starała mu się przekazać, chociaż umysł usilnie skupiał się na wyrazach. Przez chwilę odniósł wrażenie, że dziewczyna mówi w języku, którego nie znał i nie potrafił zidentyfikować.
-Nie wiem czym jest to całe WINX - westchnął ostatecznie, nie będąc w stanie do niczego tego przypasować. Brzmiało egzotycznie, może to jakaś rasa z filmy fantasy, na który jeszcze nie trafił? Dalekie było od obraźliwego słowa, mając raczej wydźwięk delikatnej symfonii. Chciał się dowiedzieć, co kryło się pod tymi literami, bo w głowie już pojawiły się obrazy, które chciał uwiecznić.
Potrząsnął lekko głową. Nie tutaj, nie teraz. Zamiast tego skupił się na młodej kobiecie, która ani chwili nie mogła w ciszy wytrzymać. Jej mózg musiał pracować na wysokich obrotach cały czas, nic dziwnego, że tak łatwo było u niej o rozkojarzenie lub przeoczenie żywej, nie takiej małej istoty, jaką był Kieran.
-Nikt nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Owszem, mam szerokie pojęcie o wielu rzeczach, ale nie jestem perfekcyjny w każdym temacie - odpowiedział spokojnie. Uważanie, że ktoś był wszechwiedzący, a tym bardziej samemu postrzeganie siebie jako takowego, było dla Burreau nielogiczne i zwyczajnie głupie. Ludzie się kształcili i kształcić będą, niezależnie jakimi specjalistami będą. Nowinki wychodziły co rusz i momentami ciężko było nadążyć. Niemniej w tym wszystkim, co kobieta powiedziała, prawnik dostrzegł ukryty komplement. Złudzenie, czy sprytnie go tam przemyciła? Lubił, kiedy chwalono jego inteligencję, tylko czy nie miało to wyśmiewczego wydźwięku w jej przypadku?
-Kawa z owocami nie zawsze dobrze smakuje, chociaż istnieją połączenia godne uwagi - odpowiedział. Czy on właśnie próbował zażartować? Poczucie humoru miał raczej wysublimowane, nie dostrzegając niczego zabawnego w wielu rzeczach, które inni mówili. A teraz? teraz czuł się dziwnie odurzony pogodnym usposobieniem kobiety, przekraczając własne granice. Czy właśnie tak wyglądała strefa komfortu, która dla samego chłopaka była raczej abstrakcją? - Tylko, jeśli będą tam stoliki. Kiedy będziesz siedzieć istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że coś wyląduje na moim ubraniu - dodał jeszcze nie wiedząc, że za jakiś czas właśnie siedząc doprowadzi do kawowego armagedonu w swojej ulubionej kawiarni.

syd ashford
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

NO DO JASNEJ PETROLENKI... Zatrzymała się na moment, gdy powiedział, że nie wie, czym jest WINX. CO, HALOOOO. Tego się nie spodziewała. NIE WIEDZIAŁ CZYM BYŁO WINX? Serio? Czy on w ogóle miał dzieciństwo? XD - Czekaj, czekaj, czekaj, hola hola hola - uniosła palec, patrząc na niego z autentycznym niedowierzaniem. - Nie wiesz, czym jest Winx? Kieran, proszę cię. To nie jest nawet red flag, to jest gwódź do trumny, kaput. - Pokręciła głową, ale na jej twarzy pojawił się rozbawiony uśmiech. Nie mówiła tego złośliwie, przekomarzała się z nim, o. - To bajka. O wróżkach. Magia, przyjaźń i takie tam, spodobałoby ci się, chyba - wyjaśniła, wzruszając ramionami. - I teraz trochę czuję się zobowiązana, żeby ci to kiedyś pokazać, także będziesz musiał zapisać sobie mój numer telefonu po tym wszystkim.

Spojrzała na niego z ukosa, gdy zaczął mówić o wiedzy i tym, że nie jest perfekcyjny w każdym temacie. No dobra, było w tym coś dziwnie uroczego, - a przyznanie sie do niewiedzy wiesz, daje ci same plusiki. Nie mów mi tylko, że jesteś osobą, która ocenia interpunkcję w smsach - parsknęła śmiechem, po czym uważnie go słuchała i odparła, - czyli idziesz ze mną na smoothie, ale tylko pod warunkiem, że nie będziemy stać, a siedzieć, huh? smart. - Ruszyła powoli w stronę wyjścia z parku, zerkając na niego przez ramię. - musze cie tylko zasmucić i ostrzegam, siedzenie wcale nie gwarantuje ci bezpieczeństwa. - no i tak Sydka z Kierusiem spędzili sobie jakieś dobre dwie godzinki poznając siebie nawzajem, wymienili się tymi numerami telefonów i tak od czasu do czasu sobie gadali przez telefon, choć w sumie to Sydka gadała jak poparzona, bo kieran słuchał i komentował jej różne wyczyny. No ale fajnie było i byli serio dobrymi przyjaciółmi.

AH, i wypominała mu na każdym kroku, żeby skupił się na tym co ma, a nie brał na siebie więcej. (TAK TO PRZYTYK DO AUTORKI, OPANUJ SIE KURNA) <3

k o n i e c


Kieran
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
vitka
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”