Nie mogłem się zdecydować, czy bardziej chciałem się roześmiać, czy jednak go udusić. Sądząc po pytaniu, to Felix kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, ile czasu minęło. To akurat niespecjalnie mnie zaskakiwało. Felix potrafił zniknąć w swoim świecie na tyle skutecznie, że podejrzewałem, iż gdyby któregoś dnia wybuchła wojna, to on zorientowałby się dopiero wtedy, gdy ktoś odłączyłby mu prąd. Normalnie pewnie uznałbym to za zabawne, ale tym razem jednak przez kilka dni zastanawiałem się, czy wszystko było z nim w porządku, dlatego też moje poczucie humoru zostało trochę wystawione na próbę.
Uniosłem lekko brwi i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. -
Umawialiśmy? Nie - odpowiedziałem. -
Ale skoro przez trzy dni nie raczyłeś odpisać mi nawet jednym pieprzonym słowem, to uznałem, że sprawdzę, czy przypadkiem nie umarłeś.
Starałem się powiedzieć to możliwie swobodnym tonem, tak jakbym rzeczywiście przyszedł tutaj tylko z ciekawości. Sam jednak doskonale wiedziałem, że gdyby naprawdę było mi wszystko jedno, to nie stałbym teraz w jego mieszkaniu. Mogłem przecież zostać w domu. Miałem swoje własne obowiązki, takie jak treningi, na których właściwie powinienem bardziej się skupiać. Zamiast tego przez ostatnie dni regularnie zerkałem na telefon i zastanawiałem się, dlaczego ten głąb milczał. Im dłużej to trwało, tym bardziej zaczynało mnie to drażnić. Poczatkowo próbowałem sam siebie przekonywać, że pewnie Felix miał sporo pracy. Później zacząłem rozważać mniej przyjemne możliwości.
Nie zamierzałem mu oczywiście o tym mówić. Przesunąłem językiem po wewnetrzej stronie policzka i spojrzałem w kierunku komputera. No tak. Mogłem się domyślić. -
Wiedziałem - powiedziałem pod nosem.
Pokręciłem głową i wypuściłem ciężko powietrze. Cały ten niepokój, który przez ostatnie dni siedział mi gdzieś z tyłu głowy, powoli ustępował miejsca zwyczajnej irytacji. Przynajmniej teraz wiedziałem, że żył. Mogłem więc spokojnie przejść do kolejnego etapu, czyli przypomnienia mu, że świat istniał również poza ekranem monitora.
-
Stary, serio? - rzuciłem, robiąc przy tym kilka kroków dalej. - J
a już prawie zakładałem, że ktoś cię porwał. Mało tego, chciałem nawet zacząć organizować pogrzeb, a ty po prostu siedzisz przed kompem.
Odchrząknąłem cicho. Po chwili zdałem sobie jednak sprawę, że powiedziałem to zdecydowanie bardziej troskliwie niż zamierzałem. Nie chciałem jednak dawać mu łatwej okazji do późniejszego nabijania się ze mnie.
-
Znaczy się, nie żeby mnie to jakoś szczególnie obchodziło - dodałem szybko. -
Musiałbym potem tłumaczyć policji, dlaczego wysyłałem ci wiadomości z groźbą przyjazdu z piłą. A to mogłoby wyglądać dość podejrzanie.
Uśmiechnąłem się pod nosem, zadowolony z własnego wyjaśnienia. Chociaż z drugiej strony, to nawet dla mnie nie brzmiało ono szczególnie przekonująco. Rozejrzałem się jeszcze raz po mieszkaniu, po czym wróciłem spojrzeniem w jego stronę.
Nie znałem się na tym wszystkim, czym zajmował się Felix. Komputery umiałem obsługiwać wystarczająco dobrze, żeby korzystać z internetu, obejrzeć mecz i zamówić jedzenie. To mi w zupełności wystarczało. Nigdy nie rozumiałem, jak można było spędzać tyle czasu przed monitorem i nadal uważać to za interesujące. W moim przypadku po kilku godzinach bez ruchu pewnie zacząłbym chodzić po ścianach. Felix najwyraźniej funkcjonował zupełnie inaczej.
Problem polegał na tym, że nie miałem zamiaru pozwolić mu ciągnąć tego dalej przez kolejne kilka dni. -
Dobra. Koniec tego - oznajmiłem i wyprostowałem się.
Nie miałem jeszcze konkretnego planu. Właściwie to przyszedłem tutaj, aby wyciągnąć go sprzed komputera. Wszystko inne mogłem wymyślić później.
-
Wstajesz od tego cholerstwa i wychodzimy - powiedziałem stanowczo. -
Nie wiem jeszcze gdzie. Możemy coś zjeść, napić się albo zrobić coś głupiego. - Przechyliłem lekko głowę. -
I zanim zaczniesz marudzić, to informuję cię, że nie ma opcji, że odmówisz.
Uśmiechnąłem się szerzej. Czułem już zdecydowanie większy spokój niż jeszcze kilka minut wcześniej. Cała sytuacja nadal mnie irytowała, ale teraz przynajmniej wiedziałem, że nie działo się nic złego. Felix po prostu robił to, co potrafił najlepiej, czyli całkowicie ignorował istnienie reszty świata, w tym swojego kumpla.
Tym razem jednak reszta świata właśnie przyszła do jego mieszkania. -
Masz pięć minut - dodałem. -
I powinieneś się cieszyć, że jestem taki wyrozumiały.
Felix Carlson