004. Wpisanie się w grafik na siłę |
Outfit
Już w chwili, kiedy wysiadłam z samochodu i spojrzałam na szyld lokalu, to poczułam lekkie rozczarowanie. Stałam przez chwilę przy aucie i zastanawiałam się, czy na pewno dostałam właściwy adres. Wyciągnęłam więc telefon z torebki i ponownie otworzyłam wiadomośćć, chociaż doskonale wiedziałam, że się nie pomyliłam. Niestety to było tutaj.
Westchnęłam sobie cicho. Co prawda nie oczekiwałam restauracji z trzema gwiazdkami Michelin oraz prywatnego stolika na dachu wieżowca i kelnera, który będzie mi podawał szampana kosztującego więcej niż przeciętny samochód. Naprawdę nie byłam aż tak oderwana od rzeczywistości. Potrafiłam wypić kawę w zwyczajnej kawiarni i zjeść lunch w miejscu, którego nazwy nie znała połowa miasta. Mimo wszystko istniała pewna granica pomiędzy skromnym miejscem a lokalem, który już od wejścia sprawiał na mnie wrażenie takiego, do którego przychodziło się tylko dlatego, że wszystkie lepsze miejsca były akurat pełne.
Być może byłam niesprawiedliwa i prawdopodobnie byłam. Nie zmieniało to jednak faktu, że to on miał wybrać miejsce. To była właściwie jedyna rzecz, o którą go poprosiłam. I już na starcie zaczynałam żałować, że nie zrobiłam tego sama. Poprawiłam pasek torebki na ramieniu i ruszyłam w stronę wejścia. Starałam się nie patrzeć na wszystko aż tak krytycznie, bo przecież nie przyszłam tutaj oceniać restauracji. Chociaż zdecydowanie miałam na to ochotę.
Nie chciałam nazywać tego randką, nawet w myślach. Samo słowo wydawało mi się zdecydowanie zbyt zobowiązujące w stosunku do czegoś, na co się zgodziłam głównie dlatego, że po którejś z kolei wiadomości uznałam, że łatwiej będzie spotkać się z Noah raz niż przez następne tygodnie regularnie odpisywać mu, że jestem zajęta. Nie byłam zresztą pewna, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym spotkaniu.
Nasze pierwsze zetknięcie trudno było przecież nazwać idealnym. Owszem, pomógł mi, a ja nie zamierzałam tego umniejszać. Gdyby wtedy go przy mnie nie było, prawdopodobnie kompletnie bym się rozsypała. Nie musiał odkładać swoich spraw i jechać ze mną i zdecydowanie nie musiał angażować się w poszukiwania. A jednak to zrobił, dlatego zgodziłam się na dzisiejsze spotkanie.
Problem polegał jednak na tym, że wdzięczność nie sprawiała automatycznie, że zapominałam o wszystkim innym. Noah był gburowaty. Miał w sobie coś, co od pierwszych minut działało mi na nerwy. Jego sposób mówienia, zachowania i odnoszenia się do świata sprawiał, że czasami miałam ochotę spojrzeć na niego i zapytać, czy naprawdę musi traktować wszystko tak, jakby cały świat osobiście zrobił mu jakąś krzywdę. Być może dla kogoś było to urocze. Może nawet istniały kobiety, które uważały podobne zachowanie za niezwykle męskie. Ja nie należałam do żadnej z tych grup. Byłam przyzwyczajona do mężczyzn, którzy potrafili zachować się odpowiednio do sytuacji.
Noah był… inny i wcale nie byłam jeszcze pewna, czy w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kiedy weszłam do środka, to niemal od razu wiedziałam, że moje pierwsze wrażenie dotyczące lokalu było zdecydowanie zbyt łagodne. Rozejrzałam się dyskretnie po wnętrzu i przez moment naprawdę zastanawiałam się, czy nie powinnam po prostu napisać, że coś mi wypadło. Mogłam przecież wymyślić coś wiarygodnego, na przykład, że sesja zdjęciowa przeciągnęła się do późna, albo że mój agent zadzwonił w pilnej sprawie, albo że samochód znowu się zepsuł. Ostatnia wymówka byłaby nawet zabawna. Tym bardziej że tym razem przynajmniej wiedziałabym, do kogo go odstawić. Prawie się uśmiechnęłam na własną myśl, ale szybko odsunęłam ją na bok.
Skoro już tutaj przyjechałam, to zamierzałam zostać. Dostrzegłam Noah przy jednym ze stolików i zatrzymałam się na moment, zanim ruszyłam w tamtym kierunku. Przez te kilka sekund próbowałam jeszcze raz odpowiednio się nastawić, bo może byłam wobec niego zbyt surowa. Podeszłam do stolika i odsunęłam krzesło. -
Cześć - powiedziałam, zanim usiadłam.
Położyłam torebkę obok siebie i przez moment rozejrzałam się jeszcze po restauracji. Naprawdę próbowałam się powstrzymać. Wiedziałam, że wypadałoby przemilczeć swoje pierwsze wrażenie, uśmiechnąć się i zamówić coś do picia. Problem polegał na tym, że nigdy nie byłam szczególnie dobra w udawaniu zachwytu. Uniosłam lekko brwi.
-
Muszę przyznać, że dokonałeś… interesującego wyboru. - przesunęłam spojrzeniem po wnętrzu, po czym ponownie skupiłam wzrok przed sobą. -
Naprawdę długo zastanawiałeś się nad tym miejscem czy po prostu wybrałeś pierwsze, które pojawiło ci się w Google?
Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, chociaż nie byłam pewna, czy całkowicie ukrywał moje rozczarowanie. Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony Noah zdążył już poznać mnie w sytuacji, w której byłam spanikowana, roztrzęsiona i właściwie niezdolna do racjonalnego myślenia. Mógł więc równie dobrze zobaczyć mnie teraz trochę bardziej taką, jaka byłam na co dzień.
Sięgnęłam po menu i przez chwilę przeglądałam kolejne pozycje, próbując znaleźć coś, na co rzeczywiście miałabym ochotę, ale moje myśli bardzo szybko wróciły do prawdziwego powodu, dla którego się tutaj znalazłam. Zamknęłam więc kartę i oparłam dłonie na jej powierzchni.
-
Żebyśmy mieli jasność… - zaczęłam, po czym zawahałam się na moment, bo nie chciałam zabrzmieć niewdzięcznie. Złagodziłam więc trochę ton. -
Zgodziłam się przyjść głównie dlatego, że nadal pamiętam, co wtedy dla mnie zrobiłeś - przyznałam szczerze. -
Nie musiałeś mi pomagać, a jednak pojechałeś ze mną szukać tego zwierzaka. - Przejechałam palcem po krawędzi menu. -
Więc jestem ci za to wdzięczna. - dodałam ciszej.
Zamilkłam na kilka sekund. Właściwie to powinnam na tym zakończyć, ale tego nie zrobiłam. -
Ale muszę też przyznać, że bardzo długo zastanawiałam się, czy w ogóle powinnam się z tobą spotykać. - Odchyliłam się lekko na krześle. -
Jesteś trochę… - Urwałam, szukając odpowiedniego słowa, chociaż właściwie znałam je od początku -
gburowaty.
Skrzywiłam się lekko. -
Właściwie „trochę" jest tutaj bardzo uprzejmym określeniem. - Tym razem nie potrafiłam powstrzymać krótkiego uśmiechu. Nie mówiłam tego po to, żeby zrobić mu przykrość. Po prostu nie widziałam sensu w udawaniu kogoś, kim nie byłam. Skoro już miałam spędzić z nim wieczór, to wolałam przynajmniej wiedzieć, na czym stoję. -
Dlatego potraktujmy dzisiejszy wieczór jako okazję do tego, żebyś przekonał mnie, że moje pierwsze wrażenie było błędne – powiedziałam i ponownie sięgnęłam po menu. -
Chociaż wyborem restauracji zdecydowanie sobie nie pomogłeś.
Noah Beaumont