
Założenie restauracji nie należało do najprostszych przedsięwzięć, jakie można było rozpocząć. Sam proces nie należał do zbyt skomplikowanych, jednak reklama i marketing stanowił solidny problem. Na szczęście stopniowo budowali swoją markę skupiając się nie na rozgłosie, ale na pozyskaniu stałej klienteli, która pozwoliłaby im się utrzymać. Lata wysiłku i wielu wyrzeczeń opłaciły się i państwo, już wtedy Nowakovscy doczekali się swojej własnej pierogarni. I właśnie wtedy, gdy biznes utrzymywał się na sensownym poziomie, na świecie pojawił się Tomash.
Jako dziecko imigrantów nie miał w życiu lekko, ciągle balansując na cienkiej granicy tego, gdzie tak właściwie przynależał. Nie czuł się bowiem ani Polakiem, ani Kanadyjczykiem. Szybko nauczył się jednak podążać swoją własną ścieżką. Od małego zajmował się sobą. Jako jedynak miał pełną uwagę swoich rodziców, jednak ci zajęci byli również swoim sklepem i lepieniem pierogów, w czym od czasu do czasu pomagał. Wiedział jednak, że nie była to droga, którą chciał iść i czemu chciał się poświęcić. Próbował wielu rzeczy, które nie zawsze okazywały się właściwe, by w końcu zdecydować się na związek z fizjoterapią. Do tej decyzji pchnął go również wypadek jego matki, któremu uległa podczas prowadzenia samochodu. O ile na szczęście nie stało jej się nic poważnego, co zagrażałoby jej zdrowiu i życiu, to nigdy nie odzyskała pełnej sprawności w swoim lewym kolanie. Tomash był świadkiem, jak kobieta chodziła na rehabilitacje i fizjoterapię i powoli uczyła się poruszać nogą. Od tamtego momentu wiedział, że chciał zająć się właśnie tym i przynosić ludziom ulgę.
Rozpoczął studia z fizjoterapii, chociaż wyniki, które osiągnął na egzaminach mogły umożliwić mu dostanie się na medycynę, o czym jego rodzice często mu wspominają, w szczególności gdy z jakiegoś powodu są na niego źli. Od czasu do czasu pomaga w pierogarni jednak na co dzień można spotkać go na recepcji w North York YMCA.
• Ma hopla na punkcie perfum, więc co jakiś czas kupuje sobie nowe zapachy i psika się nimi. Nie zna się na tworzeniu perfum, ale całkiem niezły nos i dość szybko potrafi rozpoznać konkretne zapachy nawet jeśli te nie różnią się od siebie zbyt mocno.
• Najczęściej można go spotkać ze słuchawkami na uszach i czytającego książki. Nie przepada za zwykłym siedzeniem i wpatrywaniem się w ścianę, bo musi coś robić. Nawet podczas pracy, która normalnie jest siedząca, kręci się wokół swojego biureczka.
• Ze względu na to, że w pracy nie wolno mu palić papierosów, to często przesiaduje z truskawkowymi lub arbuzowymi żelkami w ustach, przez co jego wargi nieraz zabarwione są na najróżniejsze odcienie czerwieni i różu.
• Uczulony jest na orzechy, więc nie je absolutnie niczego, co może zawierać nawet śladowe ich ilości.
• Nigdy nikomu się do tego nie przyzna, ale prowadzi swój własny zielnik. Uwielbia robić sobie wypady do parków albo poza miasto i zbierać rośliny, które następnie suszy i wkleja na kartki. Zazwyczaj męczy później jakichś botaników na uczelni, żeby pomogli albo chociaż sprawdzili, czy dobrze oznaczył i opisał roślinę.
• Jego rekord to czterysta pierogów ulepionych w ciągu jednego dnia.
• Potrafi jeździć na deskorolce i jak ktoś jest dla niego miły, to postawi mu Tarota.
• Okropnie kochliwy. Zakochuje się w co drugim facecie, którego widzi na chodniku.