-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Tego popołudnia siedziała nad sukienką dla jednej z sąsiadek. Ładny, fioletowy materiał prezentował się naprawdę dobrze i Ever była pewna, że powstanie z tego coś eleganckiego. Miała wzór, według którego szyła. I tylko ludzie pytali ją, dlaczego nie otworzy własnego biznesu i po prostu się wybije. Sama nie dałaby rady, ale kto wie, może któraś z koleżanek zdecyduje się na taki krok i ona dołączy? Różnorodność była przez nią najbardziej lubiana, stąd małe marzenia o własnym kącie do pracy.
Tymczasem siedziała przy stoliku w salonie, tam, gdzie miała maszynę i przybory krawieckie i po prostu szyła, nucąc sobie jakąś piosenkę, która właśnie płynęła z radia.
Lubiła spędzać czas poza miejscem pracy i zamieszkania, ale tego dnia jakoś nie miała ochoty wyjść. Mogła przynajmniej kończyć zamówienie i cieszyła się, że wpadnie jej coś do portfela. Czasy były, jakie były i każda zapłata była bardzo ważna.
Rodzice chcieli, by wróciła do Vancouver, ale ona postanowiła zostać na dłużej. Miała zamiar znaleźć i poznać swoją prawdziwą rodzinę. Nie natknęła się dotąd na swoją siostrę bliźniaczkę, ani na ludzi, którzy by ją znali. No chyba, że dziewczyny były od siebie zupełnie różne. To już inna sprawa.
W każdym razie cel się oddalał, bo wątpliwości związane z poszukiwaniami po prostu brały nad nią górę i ciemnowłosa sama nie wiedziała, co robić. Może chciała otworzyć puszkę Pandory?
Nie chodziło jej o problemy, czy jakieś wynagrodzenie materialne. Nie, kochała swoją rodzinę adopcyjną i przybraną siostrę. Chciała tylko się dowiedzieć, kim tak naprawdę jest i jakie są jej korzenie. To wiele i niewiele równocześnie.
W pewnej chwili usłyszała dzwonek do drzwi, więc na chwilę odeszła od maszyny. Nie spodziewała się gości, no chyba, że o kimś zapomniała. To jednak nie było ważne, bo chętnie witała kolejne osoby, czy je znała, czy nie. Może akurat komuś pomoże? Otworzyła i z łagodnym uśmiechem powitała chłopaka, który… No właśnie, o co chodziło? W każdym razie pogotowie krawieckie było do dyspozycji.
Harry Dillion