ODPOWIEDZ
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zabranie telefonu Cory było świetnym pomysłem ze strony dziewczyn, bo gdy tylko się dowiedziała, co odwalił jej najstarszy braciszek, miała ochotę wysłać mu wiązankę bardzo brzydkich słów. Niestety to też spowodowało, że w ich telefonach nie miała zapisanego swojego adresu, a ten który jej pierwszy przyszedł do głowy, gdy zamawiały jej ubera, był adresem Sama. Czemu akurat jego? Nie miała pojęcia. Może przez to, że w drodze na spotkanie z dziewczynami akurat sprawdzała z ciekawości, gdzie jest zarejestrowana jego firma. To było jedyne logiczne wytłumaczenie. Czy aby na pewno to było takie oczywiste, że w stanie upojenia alkoholowego, jedyny adres który pamiętała, był mężczyzny, o którym starała się nie myśleć?
Starała się przejść do porządku dziennego po ich wspólnym popołudniu, podczas którego już bezpowrotnie przekroczyli granicę relacji czysto zawodowych. Sądziła, że to nie będzie nic trudnego. Wszakże nie pierwszy raz szla do łóżka (bądź innego miejsca) z mężczyzną, tylko po to, aby wszystko potem puścić w niepamięć. Dlatego była pewna, że z Turnerem będzie tak samo. Dadzą upust żądzom, spuszczą piętrzące się w nich ciśnienie i wrócą do wspólnej pracy tak jak gdyby nigdy nic. Jak dwoje dorosłych ludzi, którzy po prostu w chwili uniesienia postanowili sprawić sobie trochę przyjemności.
Jednak dla Cory to nie było tylko trochę przyjemności, a Sam nie był jakimś tam mężczyzną. Polubiła go. Cholera, naprawdę go lubiła, a przede wszystkim lubiła to, jaka przy nim była. Mogła być jednocześnie tą wrażliwą, nieco niezdarną kobietą, ale czuła też, że wzbudza jego zainteresowanie poprzez jego aktywne słuchanie. Czuła się swobodnie i to na tyle, że całkowicie mu się oddała - nie tylko ciało, ale i umysł. Był pierwszym mężczyzną od wielu miesięcy, któremu w pełni zaufała. Pierwszym, o którym po wszystkim nie mogła przestać myśleć. Wracała wspomnieniami do chwil, gdy początkowo tylko oglądali swoje nagie ciała delikatnie przekraczając granicę intymności. Wracała do chwili, gdy pierwszy raz poczuła na sobie jego język i usta. Próbowała sobie przypomnieć czy kiedykolwiek wcześniej seks z mężczyzną wpłynął na nią aż tak, ale przed oczami miała tylko Sama, a w głowie huczały jego słowa Jesteś tylko moja.
Całkiem prawdopodobne, że wielu w to wątpiło, ale Cora w niektórych kwestiach była dosyć bystra. Dlatego nie przykładała takiej wagi do słów wypowiadanych pod wpływem tak intensywnych emocji. W dodatku słyszała nawet wyznania miłości, byleby tylko ją zaliczyć, więc wiedziała, że i Sam wcale nie mówił szczerze. Nie mogła wyrzucić go z głowy i wracała myślami do tamtych wspólnych chwil, ale zawsze wracała do punktu wyjścia, czyli że to był tylko jeden raz i muszą do współpracować jak dawniej.
Najlepiej by było powrócić do pracy o normalnej porze kolejnego dnia, a nie stać przed drzwiami domu Turnera i pukać wystukując przy tym rytm jakieś nieznanej jej piosenki, którą przed chwilą usłyszała w radiu. Była pijana. Bardzo pijana. Chwiała się, ale nie zataczała. Koszulę przewiesiła w pasie zostając tylko w krótkich szortach i crop topie. Czekała cierpliwie aż otworzy drzwi i pewnie gdyby miała telefon, to by zadzwoniła do niego, żeby go pospieszyć. Pozostawało jej jednak pukanie aż w końcu mężczyzna pojawił się w progu. Bez względu na jego wyraz twarzy, widząc go, Cora uśmiechnęła się szeroko. To był szczery uśmiech, szczęśliwy i beztroski. - Dobry wieczór, panie Turner. Wpadłam się zapytać o status dzisiejszych prac - spytała opierając się przedramieniem o framugę drzwi, chcąc przy tym wyglądać ponętnie, ale zamiast tego czuła, że utrzymanie równowagi w tej pozycji jest niezwykle ciężkie. Dlatego wyprostowała się i nie czekając na zaproszenie, po prostu przecisnęła się przy nim wchodząc w głąb domu. - Mam nadzieję, że dzisiaj nie miał pan za długich przerw- skoro mnie nie było obok końcówkę dopowiedziała tylko w swojej głowie, całe szczęście gryząc się w język. Nie, nie była zazdrosna. Po prostu… po prostu wolała dzisiaj z nim spędzić to popołudnie i chciała żeby on podzielał jej pragnienia.


Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Był dziś na budowie zgodnie z ustalonym harmonogramem, spędzając większość dnia na uszczelnianiu okien oraz drzwi. Sprawdzał, czy w ramach nie ma żadnych pęknięć, które przy nadchodzącej już za kilka miesięcy zimie mogłyby zrujnować wszelkie inne prace remontowe. Dostające się do wnętrza chłód oraz wilgoć były ich największym przeciwnikiem, jakie zmusiłyby do przerwania prac w następnym półroczu, a więc wszystko znacząco by się opóźniło. Nie, żeby zależało mu na jak najszybszym zamknięciu tego zlecenia, wszak to nadal długie miesiące pracy. Chciał jednak, by Cora mogła szybciej niż później wprowadzić się do pamiątkowego domu, ewentualnie sprzedać go, czy wynająć zgodnie z życzeniem.
W porze lunchowej stał dłuższą chwilę na ganku, z kubkiem herbaty w dłoni nasłuchując nadjeżdżającego samochodu — bezskutecznie. Wpatrywał się w wyświetlacz telefonu, jakby oczekując, że Marshall zapowie swoje dzisiejsze spóźnienie, skoro we wszystkie poprzednie dni pojawiała się nawet wcześniej — tu również bez żadnego odzewu. Ze ściągniętymi brwiami zastanawiał się, czy po ich ostatnim spotkaniu zajdzie znacząca różnica, czy to, co się między nimi wydarzyło, położy się cieniem na obiecującej znajomości.
Minęło parę dni od kiedy stwierdzili spontanicznie, że nadarzyły się idealne okoliczności do kreatywnego sposobu spędzania wolnego czasu. Bardzo dobrze się bawił, podziwiając skąpane w blasku słońca nagie ciało blondynki. Może gdyby na samym podziwianiu stanęło, gdyby nie podszedł tak ochoczo do naciągania granic porofesjonalizmu i dogłębnego poznawania panny Marshall, wszystko byłoby w porządku? Tamtego popołudnia odnosił wrażenie, że są zgodni w swoim nastawieniu — to miała być wyłącznie odskocznia, urozmaicenie przerwy w pracy, dwoje dorosłych ludzi sprawiający sobie przyjemność. Żadnych słodkich słówek, żadnych obietnic, czy deklaracji, więc dlaczego nachodziły go niemiłe skojarzenia? Dlaczego zaczynał wątpić, podejrzewać, że jednak miało nie być w porządku? Pozwalanie sobie na dalszą poufałość leżało poza jego granicami. Schował telefon z powrotem do kieszeni spodni, odsuwając myśl o sympatycznej i obłędnie pociągającej blondynce jak najdalej. Miała swoje życie, własne zajęcia, obowiązki, znajomych, a utrzymywanie kontaktu z majstrem wcale nie musiało zajmować miejsca na szczycie priorytetów.
Zanim wrócił do domu, odbył jeszcze wizytę w sklepie budowlanym i trzy rundy do spożywczego. Trzy, bo za pierwszym razem zapomniał kupić mleka, a za drugim zaczekać na matkę na parkingu. To właśnie Elizabeth Turner zwróciła swojemu jedynakowi uwagę, że jest dziwnie rozkojarzony. Zbył ją kilkoma mruknięciami, zrzucając całą winę na drobne komplikacje w pracy.
Dziwnie się ostatnio zachowujesz, pannę byś jakąś do domu przyprowadził, a nie tylko ta praca i praca! — fuczała na niego obruszona, nie zdając sobie sprawy, jak jednocześnie blisko i daleko była przemyśleń syna.

Była druga w środku nocy, kiedy ze snu wyrwało go ujadanie psa. Cały dom skąpany był w ciemności, bo schowany wśród gęstwiny drzew, niewiele miał okazji do zaczerpnięcia księżycowego blasku, o ulicznych latarniach, położonych dobre kilkanaście metrów dalej nie wspominając. Zerwał się na równe nogi i przetarł oczy, po drodze chwytając bokserki, które ubrał zanim wyszedł z sypialni. Na pamięć przemknął przez długi korytarz, absolutnym łutem szczęścia nie natrafiając małym palcem na żaden z mebli.
Cicho, Rusty, ja się tym zajmę — rzucił do psa, kiedy ten krążył przy jego nogach, wskazując na drzwi wejściowe, skąd dobiegał specyficzny stukot. Labrador ucichł zgodnie z poleceniem, ale nie wycofał się, tylko zajął miejsce przy drzwiach, czekając na ich otwarcie. Turner przelotnym wzrokiem sięgnął szczytu schodów, by upewnić się, że jego matka nie podniosła się z łóżka. Założył, że skoro nie widzi przenikającego spod drzwi światła lampki, starsza pani musi nadal spać — oh w jakim był błędzie.
Zanim otworzył drzwi, wyjrzał przez wizjer i zamrugał kilkakrotnie, kiedy serce naraz przyspieszyło rytm. W bladym świetle na ganku szybko rozpoznał twarz, której absolutnie nie spodziewał się tu dzisiaj zastać. Tym większe było jego zdumienie, gdy po otwarciu drzwi spostrzegł ten szeroki, beztroski uśmiech.
Cora? Co się… — urwał wpół zdania, kiedy ta wparowała do środka, zdradzając swym krokiem poziom alkoholowego upojenia. Nie umknął mu letni strój kobiety i brak jakiejkolwiek torby. Wyjrzał przelotnie na zewnątrz, doszukując się jakiegoś samochodu na podjeździe bądź poboczu, ale wzrok nie natknął się na żadną taksówkę, ani krzywo zaparkowany wóz. To drugie tym bardziej zdjęło kamień z serca, że panna Marshall nie była na tyle szalona, by po pijaku wsiadać za kółko.
To dość specyficzna godzina na takie wizyty. Stało się coś, ktoś cię podwiózł? — Coraz bardziej się wybudzał i przechodził w stan trzeźwości umysłu, próbując poskładać rozsypane elementy. Zdążył już zapomnieć, że podczas pierwszego spotkania wręczył jej swoją wizytówkę. Zakładał zresztą, że kiedy spisała numer, świstek papieru zginął gdzieś w wśród odmętów makulatury, a nie, że Cora rzeczywiście analizowała zamieszczone nań dane. — Chodź tutaj. Napijesz się czegoś, wody może? — Wyciągnął rękę, wskazując przejście do kuchni, ale nie ruszył się z miejsca, nie będąc pewien, czy Cora nie potrzebuje asekuracji. Może i dotarła z podjazdu na ganek po łagodnym wzniesieniu, co zaliczyć już musiał do wyczynu godnego pochwały, ale kto wie, czy po przekroczeniu progu jej ciało nie przejdzie w tryb leżakowania. Rusty na widok Marshall podniósł się z miejsca i merdał energicznie ogonem, jako jedyny tak szczerze zadowolony z wizyty gościa; nie bardzo chciał dać się zbyć machnięciem ręki i groźnym spojrzeniem Sama.

Cora Marshall
space cadet
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie wypadałoby dać znać Samowi w dniu dzisiejszym, że tym razem nie dotrze. Dotychczas była zawsze, wtedy kiedy i on. Oczywiście nie z poczucia jego kontroli, a z czystej ciekawości jak to wszystko wygląda od podszewki remont takiego domu. W końcu początkowo zamierzała wszystko sama zrobić, więc chęć nauczenia się czegoś nowego wciąż w niej tkwiła. Z czasem zaczęła przyjeżdżać także z sympatii do mężczyzny i jego psa. Polubiła te wspólne popołudnia, gdy mogła się wygadać, pośmiać, pobawić z czworonogiem i poczuć, że się do czegoś przydaje - nawet jeśli to było tylko podawanie śrubek bądź trzymanie deski. Przyzwyczaiła się do wspólnie spędzania czasu, który stał się pewną rutyną prawdopodobnie w życiu obojga, więc jako dobrze wychowana kobieta, powinna powiadomić o swojej nieobecności.
Tylko, że Cora dzisiaj patrzyła na ich relację już z zupełnie innej perspektywy. Nie był ani jej podwykonawcą ani współpracownikiem. Dzisiaj patrzyła na niego jak na mężczyznę, z którym podświadomie chciałaby trochę poflirtować? Albo chociażby sprawić, żeby pomyślał o niej i zatęsknił. Dziecinne, impulsywne, głupie. Przecież to było tylko jedno popołudnie. To był tylko seks. A jednak nie potrafiła wyrzucić go ze swojej głowy. Dusiła w zarodku wszystko co w niej wybudzał i ganiła siebie w myślach, aby się opamiętała, bo to miała być zabawa. Zabawa dla nich obojga i następnie powrót do dawnego życia. Tylko, że w tym dawnym życiu wciąż był Sam, który przecież u niej pracował, a ona nie wyobrażała sobie, żeby zatrudnić teraz kogoś innego i stracić z nim całkowicie kontakt.
Stojąc teraz w progu jego drzwi, z tym szerokim uśmiechem na ustach, wiedziała jedno - powinna dzisiaj przyjechać na budowę. - Nic się nie stało. Po prostu się stęskniłam- odpowiedziała tak samo beztrosko jak się uśmiechała, wzruszając przy tym ramionami jakby nigdy nic. Cora zawsze miała problem z panowaniem nad wypowiadanymi słowami, które szybciej opuszczały jej usta, niż zdążyła je przemyśleć. Natomiast po alkoholu? To było jeszcze znacznie cięższe do zrobienia. Dlatego kiedy zapytał się jej o powód wizyty, powiedziała pierwsze co jej podpowiedział instynkt - prawdę. Najwidoczniej ta szalona, drobna blondynka stęskniła się za swoim majstrem.
Lecz nie była w takim stanie, aby zupełnie nie kontrolować sytuacji, więc kiedy w końcu te słowa padły, usłyszenie własnego głosu, ją nieco otrzeźwiło.
Szlag, co ja kurwa powiedziałam
Zarumieniła się momentalnie i to nie był ten sam widok, co ostatnio po wysiłku, a objaw zawstydzenia. Na szczęście z opresji uratował ją pies. - Rusty!- krzyknęła do zwierzęcia, które już od dawna kręciło się wokół jej nogi. - Za nim się stęskniłam- doprecyzowała wskazując na psa, które chyba się nie zorientowało, że zostało wciągnięte w to paskudne kłamstwo. - Nie za Tobą- dodała jeszcze dla podkreślenia celując palcem wskazującym w Sama, jakby to miało spowodować, że w to uwierzy.
Dlatego następnie kucnęła, aby przywitać się z Rustym i uciec przed spojrzeniem mężczyzny, aby nie dostrzegł jej zawstydzenia. - Woda? O tak bardzo chętnie . Uwielbiam wodę- przytaknęła z uśmiechem na propozycję, ciesząc się, że nie została od razu wygoniona. Wstała bez większego problemu i ruszyła we wskazanych kierunku. Nie potrzebowała asekuracji z tyłu, ale za to idąc wpadła na jakąś małą szafkę przy ścianie. Usłyszała tylko jak coś z niej spada, ale całe szczęście do jej uszu nie dotarł żaden brzdęk tłuczonego szkła. - Ups, przepraszam- skuliła się śmiejąc się głośno z tej sytuacji i masując obolałe biodro, którym zahaczyła. Dobrze, że darowała sobie dzisiaj szpilki, bo w takim zestawieniu pewnie nawet, by tutaj nie dotarła, po drodze mając większe i mniejsze upadki. Oczywiście nie dotarła tutaj własnym autem jako kierowca, o czym zapomniała poinformować Sama, skupiając się tylko na tym, co tutaj robi. A raczej dlaczego tutaj jest.
Weszła do pomieszczenia, a kiedy zapaliło się światło, rozejrzała się po kuchni będąc pod wyraźnym wrażeniem. - Oh jak tu miło i przytulnie. Sam to wszystko urządzałeś?- spytała z żywym zainteresowaniem na widok miejsca, które ewidentnie było użytkowane. W domu rodzinnym mieli gosposię, która przygotowywała posiłki, więc Cora niewiele tam wchodziła. U siebie z kolei od czasu do czasu coś ugotowała i o dziwo, szło jej całkiem nieźle, ale w tym miejscu wszystko było bardziej przytulne. Podeszła do blatu, siadając na nim podskakując przy tym nieco. Wymachując nogami, czekała na wspomnianą wodę. Może w tym momencie powinna się zastanowić, czy aby mężczyzna jest sam w domu. Czy w sypialni nie ma innej kobiety albo mężczyzny? Jednak założyła z góry, że nie ma żadnych gości, więc mówiła normalnym tonem głosu. Lecz dopiero teraz dostrzegła jego strój- bezceremonialnie zmierzyła go od stóp do głów, zwilżając koniuszkiem języka spierzchnięte usta. Gdzie ta woda do cholery!? Zawsze tak śpi? Może jednak mu w czymś przeszkodziła?


Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spodziewał się serii niefortunnych zdarzeń, komedii pomyłek, skutkujących Corą trafiającą pod jego drzwi. Spodziewał się szalonej imprezy, nagłego przypływu weny, może nawet łzawej historii, w której pełniła rolę ratowniczki dla zagubionej orki, czy innego szopa, ale tęsknota nie do końca tu pasowała. Turner zamrugał wolno, bezwiednym odruchem zamykając frontowe drzwi, by w ostatniej chwili spostrzec w bladym świetle ulicznej lampy cień przebiegającego przez twarz Marshall wstydu. Cora nie należała do ludzi zdolnych do wielkich oszustw. Wprawdzie zdarzało jej się ponaciągać prawdę, jak choćby wmówić bratu, że ma okres i koniecznie potrzebuje wrócić do domu wcześniej, ale nie stosowała podobnych zagrywek względem Sama, prawda? Wyznanie, choć rzucone przelotem i rozbawionym tonem, trafiło nieco mocniej i zasznurowało mężczyźnie usta.
Podniesiony ton momentalnie go alarmował, oblewał trzeźwością niczym kubeł zimnej wody. Jeszcze sekundę wcześniej byłby skory pociągnąć ją za język, przyjąć zaczepkę jako formę zabawy, do której byłby zdolny się dobudzić, lecz poziom decybeli, jakimi został uraczony, z całą pewnością nie ujdzie uwadze pani Turner.
On też się za tobą stęsknił — przyznał i wzniósł rękę, próbując wpłynąć na Marshall gestem. Niestety w półmroku i z ograniczoną do czworonoga uwagą, zdawała się wcale go nie dostrzegać. — Rusty, wracaj do siebie. Na miejsce — zwrócił się do psa, kiedy ten tańczył między ich nogami, ciesząc się z atencji, jaką niespodziewanie dostał. Ślizgające się po drewnianej posadzce pazury wystukiwały radosny rytm, wtórując okrzykom beztroskiej blondynki. Sam kontrolnie spojrzał znów w stronę szczytu schodów. Nie, pani Turner nie miała ani pogorszonego słuchu, ani problemów z zasypianiem. Nie brała żadnych środków, które zagwarantowałyby niezmącony sen, skutecznie ignorując panujące w holu zamieszanie. Pozostawało modlić się do opatrzności, by tym razem pozostawała w objęciach Morfeusza na dłużej.
Proszę Cora, pół tonu ciszej — westchnął, kiedy z ust blondynki popłynął potok słów wsparty głuchym hałasem. Z potrąconej w przejściu szafki spadł pleciony koszyk z paroma bibelotami, jakie Sam zebrał pospiesznie, odkładając na miejsce, tym samym przepuszczając Marshall w przejściu.
Błysnęło światło kinkietów, pozwalając pokonać kolejne kroki bez wpadania na meble i jednoczesnego rażenia oczu wysokimi żyrandolami, jednocześnie ułatwiając rozejrzenie się po wystroju kuchni.
W większości, zgadza się — odparł ściszonym głosem, schylając się po długopis, który potoczył się z potrąconej szafki w przedpokoju i przeturlał pod meble. Odłożył go na stół i odszukał wzrokiem jasnowłosą sprawczynię zamieszania. Gdyby jeszcze parę dni temu ktoś spytałby, czy wyobraża ją sobie we własnym domu, usadowioną z zadowolonym uśmiechem na kuchennym blacie, od razu by parsknął. Nie dość, że unikał zapraszania do siebie kobiet, to zleceniodawczyń w zupełności. Cora nadawała dziś nową kategorię, dla której nie miał jeszcze ustalonych żadnych zasad. To dobrze, czy niekoniecznie? Tego póki co nie był w stanie określić, więc zamiast zakładać z góry to, co najgorsze, pozwolił sobie na uśmiech. Znalazł się tuż przed nią, czując ciężar spojrzenia, jakim lustrowała jego ciało. Naparł delikatnie, biodrami dotykając jej kolan. Nie spuszczając wzroku z jasnych tęczówek, wyciągnął rękę, kierując ją tuż obok twarzy Marshall. Palce jednak nie musnęły policzka, ani nie odgarnęły złotych kosmyków za ucho, zamiast tego chwyciły za mieszczący się zaraz obok uchwyt wiszącej szafki. Ciche skrzypnięcie otwieranych drzwiczek i w drugiej dłoni wylądowała szklanka.
Kiedy kupowałem ten dom, był w całkiem niezłym stanie. Nie wymagał generalnego remontu, ale nie byłbym sobą, gdyby mając coś na własność, nie zrobiłbym go pod siebie. — Odsunął się o krok, dopiero wtedy rozłączając ich spojrzenia, by nalać wody do szklanki i wręczyć ją gościni. — Marzył mi się podmiejski klimat, więc przesunąłem kilka ścian i zmieniłem układ, by całość zyskała na przestrzeni. — Jedną dłonią wsparł się na blacie, drugą potarł najpierw powieki, zdejmując z nich ostatnie resztki snu, by finalnie ułożyć ją na biodrze. Przechylił lekko głowę, musząc nieco zadrzeć brodę, by przyjrzeć się Marshall. Wspomnienie wspólnie spędzonego popołudnia powróciło nagle z kompletem doznań. Tamte obrazy wślizgnęły się do świadomości, z łatwością wywołane widokiem krótkiego topu i odsłoniętych ramion.
Myślałem, że….
Saaam? — rozległo się wołanie u szczytu schodów. Kobiecy głos był donośny, przeciągał samogłoskę w charakterystyczny dla siebie, podejrzliwy sposób. Turner odruchowo powiódł wzrokiem w stronę przejścia i westchnął ciężko, klnąc w duchu. I to na tyle z prób utrzymania spokoju.

Cora Marshall
space cadet
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdopodobnie gdyby Cora miała swój telefon, to korzystając z opcji zapisanego adresu domu, spałaby właśnie grzecznie i samotnie we własnym łóżku. Jednak, że musiała podać dziewczynom adres, to usta wypowiedziały ten, pod którym się właśnie znalazła. Nie analizowała tego, dlaczego akurat ten podała. Poziom alkoholu we krwi jej na to nie pozwalał. Pewnie rozmyślania pojawią się, gdy wytrzeźwieje i zda sobie sprawę, co wygadywała w jego obecności. I co robiła!
Z kolei teraz była po prostu wdzięczna Samowi, że nie ciągnął jej za język i nie próbował wycisnąć z niej prawdy, że to wcale nie Rusty był przyczyną jej odwiedzin o drugiej w nocy. W dodatku nawet przytaknął, że i on się za nią stęsknił. Pies, nie Sam. Szkoda. To i tak nie popsuło jej dobrego nastroju - w końcu spędziła przemiły i szalony wieczór w towarzystwie nowych koleżanek, a teraz znalazła się pod jednym dachem z mężczyzną, którego nie mogła wyrzucić z głowy od ostatniego spotkania, które oboje mogliby uznać za bardzo udane. Czy ta noc nie wydawała się zbyt idealna?
Nawet wpadnięcie na szafkę jej nie przeszkadzało, a wprost przeciwnie - rozbawiło. Mimo, że Turner nie podzielał jej entuzjazmu i zwrócił jej uwagę, to i tak w żaden sposób nie wpłynął na jej dobre samopoczucia. Zerknęła na niego przez ramię i przyłożyła palec wskazujący do ust. - Ciii- szepnęła i następnie uśmiechnęła się szeroko wchodząc do kuchni.
Siadając na blacie, nie spuszczała z niego wzroku. Wystarczająco się już naoglądała pomieszczenia. Teraz miała znacznie lepsze widoki do podziwiania. Próbowała się skupić na jego tęczówkach, ale procenty tego nie ułatwiały, więc co rusz jej wzrok uciekał błądząc po jego ciele, którym miała wrażenie, że nie nasyciła się wystarczająco poprzednim razem. Było tak wiele miejsc, które chciałaby oznaczyć swoimi ustami. Może dlatego tutaj dzisiaj trafiła? Aby dokończyć to, na co nie starczyło im czasu, siły i odwagi poprzednim razem? Piersi zaczęły się szybciej unosić i opadać, kiedy poczuła jego napierające biodra, jakby prosił ją nimi o rozchylenie kolan. Wpatrzona w jego tęczówki, przełknęła ślinę będąc gotowa na kolejne krok. Wyciągnięta dłoń w jej stronę spowodowała, że już sobie wyobrażała momentalnie jak chwyta ją za kark i zatapia się w jej ustach. Odliczała sekundy upływające w wieczności, aż wreszcie skróci ten dystans jeszcze bardziej, a wtem on wyjął z szafki szklankę.
Kurwa
Przełknęła głośno ślinę w w myślach dziękując sobie, że sama nie wykonała żadnego ruchu, a grzecznie czekała. Za to wzięła od razu wodę z jego rąk, wypijając na raz całą szklankę. Cóż, trochę ją suszyło. Po alkoholu oczywiście. Odstawiła puste szkło z cichym brzeknięciem na blacie, słuchając przy tym jego opowieści. Nie wiedziała, że miał też smykałkę artysty. - Przepięknie to zrobiłeś- przyznała nie odrywając spojrzenia od jego twarzy o kilka sekund dłużej, aż ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu, którym była szczerze pod wrażeniem. - Tym bardziej się cieszę, że na Ciebie trafiłam - powróciła wzrokiem do mężczyzny, uśmiechając się lekko. Nieco zaspany, w tych opinających bokserkach i spojrzeniem, którym ją obdarzał, był tak cholernie ponętny, że wszystkie wspomnienia znad jeziora i ją uderzyły z niesamowitą siłą. Stał przed nią, w pełnej okazałości i grzechem byłoby nie skorzystać!
Serce nadal nie mogło się uspokoić od kiedy napierał na nią biodrami, tworząc jeszcze większy mętlik w jej głowie, a jednocześnie to cholernie przyjemne, acz zupełnie nowe, poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Ciekawa o czym myślał, wytężyła słuch, a wtedy jej uszu dobiegł kobiecy głos. Momentalnie jej wzrok zamiast wskazywać na pożądanie, stał się uważny i przerażony. - Kto to?- spytała instynktownie nachylają się w jego kierunku, ale zanim zdążył powiedzieć, zasłoniła dłonią usta.- O boże! To pewnie Twoja żona- ledwie powstrzymała pierwszy okrzyk.- Wie o mnie? Na pewno nie, nie wie. Chyba, że tak?- w panice od razu zeskoczyła z blatu, znajdując się nagle ściśnięta między mężczyzną, a szafką kuchenną. W innych okolicznościach, ta pozycja mogłaby pobudzić wyobraźnię i dać ciekawy początek na resztę nocy, ale teraz? Teraz czuła ciepło bijące z od niego i próbowała przejść obok.- O kurwa, ale się wkopałam. Gdzie są drzwi? Nie może mnie zobaczyć. Zamorduje mnie albo Ciebie. Pewnie nas oboje. Ja to zawsze muszę mieć przejebane- przestraszona zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu drzwi wejściowych, którymi weszła do domu. Po co ją do cholery wpuszczał do środka, skoro miała tam inną kobietę? W akcie desperacji Cora zaczęła kręcic się wokół i żywo gestykulować.


Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przebłysk trzeźwości i rozeznanie w otaczających ich warunkach miał przyjść wcześniej, niż nad ranem, a przynajmniej przymus mierzenia się z konsekwencjami lekkomyślnie podjętych decyzji. Turner nie miałby nic przeciwko takiej niezapowiedzianej wizycie, gdyby tylko pozostawał jedynym (poza Rustym) mieszkańcem tego domu. Matka Sama nie wyjeżdżała zbyt często, woląc spędzać czas na tarasie lub w okolicznych klubach zrzeszających seniorów. Raz czy dwa udało się namówić ją na wczasy bądź sanatorium, by dała odpocząć zarówno sobie, jak i jedynakowi, lecz żadna z takich wypraw nie malowała się na horyzoncie w nadchodzącym czasie.
Kusiło, by pójść za spontanicznym impulsem, dyktowanym przez błądzące po jego ciele spojrzenie oraz coraz ciężej chwytane powietrze. Wprawdzie mogło to być wynikiem alkoholowego upojenia i trudnościami z łapaniem ostrości, lecz pokusa zostawała, zawieszona w ciepłych oddechach i specyficznym napięciu.
Dochodzący ich uszu głos rodzicielki, to skuteczny niszczyciel nastroju. Niechętnie przyznawał się do wspólnego mieszkania, co było głównym powodem, przez który nie zwykł zapraszać gości, a już na pewno nie kobiet, z którymi chciałby się umówić. Wiązał się z tym pewien dyskomfort oraz wstyd, bo nawet jeśli to ona wprowadziła się do niego po śmierci swego męża, tak nie zmieniało to ogólnego faktu — Sam Turner mieszkał z matką. Jak wiele mniej seksownych okoliczności mogło istnieć?
Żona? Sam wzniósł brwi szczerze zdumiony tokiem myślenia Cory. Raczej nie wspominał o swoim kawalerstwie, ale nie miał też poczucia, by kiedykolwiek mówił o małżeństwie. Panika Marshall nieomal mu się udzieliła; nie wiedziała, że może być znacznie gorzej.
Hej, nikt nikogo nie będzie mordować. — Prędko zebrał się w sobie, ujął ją za ramiona i zatrzymał pęd. Schylił się, by złapać kontakt wzrokowy i powstrzymać Corę przed paniczną ucieczką z palpitacją serca, a już na pewno przed daleko idącymi wnioskami. — Postaraj się zachowywać normalnie, a wszystko będzie dobrze — próbował ją uspokoić i podnieść na duchu, mając nadzieję, że sam też uwierzy w to drobne kłamstwo. Zapraszanie do siebie w środku nocy pijanej znajomej nie wróżyło niczemu dobremu, zwłaszcza w zestawieniu z panią Turner.
Co to za hałasy w środku nocy? — odezwała się zanim jeszcze wkroczyła w światło kuchni. Wysoka kobieta z twarzą naznaczoną licznymi zmarszczkami, o bystrych, błękitnych oczach stanęła w drzwiach z rękoma opartymi na biodrach. Jasne, już mocno przyprószone siwizną włosy nawinięte były na wściekle różowe wałki. Biały szlafrok w cienkie granatowe prążki miała przewiązany w pasie, a bose stopy wsunęła w kapcie o szkockiej kracie. Na widok Sama i Cory Elizabeth wzniosła wysoko brwi, co spostrzegawcza i zdecydowanie bardziej trzeźwa panna Marshall mogłaby z łatwością skojarzyć z twarzą majstra. — Samuel Garrett Turner! W takim stroju przyjmuje się gości? Czy naprawdę tak beznadziejnie cię wychowałam?! — fuknęła, utkwiwszy wyczekujące spojrzenie w synu, na co ten wymusił sztuczny uśmiech. — Proszę się natychmiast doprowadzić do porządku.
Sam wyprostował się i odstąpił Corę o pół kroku, jedną dłoń pozostawiając na jej plecach w sposób, który mógłby umknąć podejrzliwemu spojrzeniu matki.
Tak jest — przytaknął spokojnym głosem, nie mając zamiaru się jej sprzeciwiać. Miała rację, tak nie wypadało, zwłaszcza biorąc pod uwagę towarzystwo rodzicielki. Pokiwał wolno głową, czując, jak tym razem jego policzki pokrywają się rumieńcem. Nie przypuszczał, że Cora kiedykolwiek będzie mieć okazję poznać jego matkę, a na pewno nie w takich okolicznościach. — Zanim pójdę to naprawić, poznaj proszę Corę Marshall, właścicielkę domu w drugiej części Guildwood, który mam przyjemność remontować. Cora, to Elizabeth Turner, moja mama.
Zerknął na blondynkę przepraszająco, spodziewając się, że to spotkanie, jakiego wolałaby dzisiaj uniknąć, zwłaszcza że nie wiedziała, z czym się będzie ono wiązać. Elizabeth to kobieta opiekuńcza, pełna ciekawości, głodna poznawania nowych ludzi, soczystych plotek, a przede wszystkim wnuków. Jakież było jej rozczarowanie, gdy dowiedziała się o rozstaniu Sama z wieloletnią partnerką! Nie, żeby miała ich za idealna parę, prawdę mówiąc uważała biuściastą influencerkę za nijaką, ale zwykła powtarzać, że najważniejsze, by młodzi byli ze sobą szczęśliwi. Od kilku lat czekała z tłamszoną niecierpliwością, aż pojawi się w życiu syna godna następczyni, lecz ten jak na złość nie przedstawiał jej żadnych panien. Jakież było jej zdumienie, ale i zadowolenie, kiedy przewracając się z boku na bok w sennych pieleszach, usłyszała pukanie do drzwi.
Nie uciekaj, zaraz wrócę — dodał ściszonym głosem, zwracając się do Marshall, kiedy powoli przesunął dłoń po jej plecach, by oderwać ją z pewnym ociąganiem. Nie uśmiechało mu się zostawianie blondynki w matczynych szponach, ale tkwienie w samej bieliźnie nie wchodziło w grę. W przejściu posłał jeszcze matce porozumiewawcze spojrzenie pod tytułem “tylko nie rób mi wstydu”, po czym skierował swoje kroki do sypialni na drugim końcu korytarza.
Gdy tylko zniknął z zasięgu wzroku, Elizabeth rozluźniła pozę i osadziła czujne spojrzenie na nieznajomej, obdarowując ją serdecznym, acz z pewnością podszytym własną agendą uśmiechem.
Miło mi cię poznać. Sam nie wspominał, że będziemy mieć gości. Musiał zapomnieć, bywa czasem roztargniony, szczególnie w ostatnim czasie — zacmokała krótko z niezadowoleniem, by zaraz zbliżyć się do Cory i wskazać jej miejsce przy stole. Jej ruchy zdawały się nieco nonszalanckie, ale jak najbardziej intencjonalne, kiedy przyglądała się młodej kobiecie z uwagą, jakby sprawdzając, czy zareaguje na konkretne słowa. Bystre spojrzenie było zbyt skupione, jak na osobę, która została przed momentem wybudzona hałasem. — Zostajesz na dłużej? Może napijesz się czegoś? Herbaty, wina? — Podeszła do szafki, na której przed momentem siedziała Marshall i wspięła się na palce, by sięgnąć do półki po odpowiednie naczynie. — Nadal nie mogę wyjść spod wrażenia, jak on to wszystko sam świetnie zaplanował — westchnęła teatralnie, rozglądając się po kuchni. — Musisz koniecznie obejrzeć resztę domu. Pokój dzienny, czytelnię, ganek jest niesamowity, zwłaszcza wieczorami i o wschodzie słońca. — Tak, musiała usłyszeć część ich rozmowy. Może wtedy, kiedy korzystając z zamieszania i rozsypanych na dole przedmiotów, wymknęła się ze swojej sypialni, schowała w ciemnościach, by wytężyć słuch i zorientować się, czy jej ingerencja jest niezbędna. Najwidoczniej uznała, że tak właśnie jest.

Cora Marshall
space cadet
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To napięcie na pewno nie było spowodowane upojeniem alkoholowym. Procenty dodały jej odwagę, aby podążyć za intuicją (a może za głosem serca?) i podać adres Sama, ale uczucia, które do niego żywiła? Pożądanie, które w niej wybudzał? Było już zanim wypiła pierwszy kieliszek wina. Niestety cały ten nastrój prysł wraz z głosem pani Turner, która z nieukrywaną ciekawością musiała się dowiedzieć, co się dzieje w domu.
Cora początkowo była jeszcze pewna, że ową panią domu jest żona, a nie matka mężczyzny, więc w panice próbowała uciec. Na szczęście (a może i nie), została powstrzymana w stanowczy, lecz łagodny sposób. Po ostatnich miesiącach spędzonych z innym mężczyzną nad organizacją festiwalu, każde zachowanie Turnera traktowała jako niezwykle spokojne. Nie krzyczał, nie wyzywał jej i nie nakręcał. Przy nim mogła się odprężyć, a jednocześnie być sobą z tysiącem myśli na minutę. To była bardzo przyjemna odmiana. Dlatego bez problemu stanęła w miejscu, walcząc nad wyrównaniem oddechu czując silne dłonie na swoich ramionach. Była bezpieczna. Chyba nawet wspomniał o braku morderstwa? - Normalnie?- na jego kolejne słowa jednak zmarszczyła brwi, nie dowierzając w to co usłyszała. - To mi akurat nigdy nie wychodziło- przyznała szczerze zaskoczona, że Sam jeszcze nie zauważył, że Corze jest bardzo daleko do normalności.
Zanim odezwała się ponownie, nagle tajemniczy, damski głos dobiegł znacznie bliżej, niż wcześniej. Blondynka aż podskoczyła na ten dźwięk i spojrzała na kobietę. Była starsza. Starsza od Sama. Czyżby nie miał żadnego limitu wiekowego i gustował nawet w emerytkach? Nie oceniała, ale była równie w szoku, co przerażona całą sytuacją. Stanęła przed kobietą, a na kolejne słowa wyprostowała się jak struna. Przypomniał jej się nagle dom rodzinny, w którym zawsze panowały rygorystyczne zasady i nawet Cora z pewnymi nie mogła dyskutować. Ręką Sama na plecach ją krępowała. Czemu jej nie zabierze skoro stoją przed jego żoną?!
Czy tak naprawdę tak beznadziejne cię wychowałam?!
Brwi panny Marshall poszybowały wysoko do góry zdając sobie sprawę, że ewidentnie Sam miał jakieś mummy issues. Oczywiście musiała trafić z deszczu pod rynnę, ponieważ spotkać normalnego, inteligentnego i przystojnego faceta było jak trafić w lotto. Jej wybujała wyobraźnia podsuwała jej już szalone obrazy, kiedy nagle do jej uszu dobiegło słowo matka. Nie mogła powstrzymać nieco głośnego wypuszczenia powietrza z ust, gdy usłyszała, że starsza kobieta, to jego rodzicielka, a nie partnerka życiowa. Prawie czterdziestoletni facet wciąż mieszkający z matką wcale nie brzmiał źle w kontekście tego, co już o nim wiedziała. Mogły się zadziać przeróżne sytuacje, które sprawiły, że ta dwójka wciąż mieszkała pod jednym dachem. Jednak nowe wiadomości miały też inny wpływ na Corę, która momentalnie próbowała zakryć odsłonięte nogi koszulą przewieszoną w talii, a dłoń Sama nagle dodawała jej otuchy. Tak, potrzebowała jego wsparcia, bo jeszcze nigdy wcześniej nie poznała matki faceta, z którym się umawiała. Ani tym bardziej, z którym sypiała. Cora Marshall nie była materiałem na czyjąś dziewczynę. Nie była osobą, z którą się planuje przyszłość i przedstawia rodzicom. Z nią można było się bawić, a gdy zabawa się kończyła, kończyła się bliższa znajomość. Więc tak, potrzebowała wsparcia Sama, który nagle postanowił zostawić ją samą, pijaną, w środku nocy z jego matką, a na dodatek prosząc ją, aby nie uciekała. Dupek. To pierwsze co przyszło jej do głowy, gdy odprowadziła wzrokiem jego plecy. Jak ona może mu odmówić? W dodatku, czy pani Turner przepuściłaby ją teraz w przejściu i pozwoliła uciec? Miała przejebane.
Pomimo wysokiego poziomu alkoholu i adrenaliny, zwróciła uwagę, że nagle kobieta się rozluźniła, a uśmiech był bardziej życzliwy, co ją niezwykle zaskoczyło, bo spodziewała się zaraz mordującego spojrzenia i wiązanki słów, jak to jest bezczelne wpadać do ludzi z wizytą o tej porze. Może też dlatego, to uśpiło jej czujność. - Sam nie wiedział, że wpadnę. Byłam akurat w pobliżu i uznałam, że wpadnę się przywitać, bo nie widzieliśmy się kilka dni i się stęskniłam- powiedziała podchodząc do wskazanego miejsca przy stole, przy okazji zastanawiając się, dlaczego Sam jest rozkojarzony. Ona tego nie zauważyła, ale może dlatego, że sama chodziła z głową w chmurach? Tak jak teraz, kiedy dopiero po kilku sekundach zorientowała się nad wypowiedzianymi słowami. Kurwa. - Za Rustym. Chciałam się przywitać z Rustym, bo za nim się stęskniłam- dodała wyraźnie szybszym tempem i siadając na krześle, zanim powie znowu coś głupiego. Pani Turner najwyraźniej nie dawała jej wytchnienia. - Na dłużej?- dopytała z wyraźnym zaskoczeniem, bo co miała dokładnie na myśli? Godzinę? Dwie? Do rana? Jeszcze kilka minut wcześniej, gdy siedziała na blacie podziwiając jej syna, to tak - chciała zostać do rana. Co najmniej do rana. Teraz? Teraz nie miała pojęcia, co tu się właśnie dzieje. - Wina- rzuciła bardzo szybko, o dziwo nawet trzeźwym głosem. Obecność matki jej obiektu westchnień, sprawiła, że wytrzeźwiała bardzo szybko. - Poproszę wino- dlatego poprawiła się od razu z lekkim uśmiechem, zdając sobie sprawę, że to mogło zabrzmieć niegrzecznie.
Kiedy tylko kieliszek z alkoholem znalazł się przed jej twarzą, od razu sięgnęła po niego wypijając na raz prawie całą zawartość. Była odważna, ale rozmowa w środku nocy z matką mężczyzny, o którym miała bardzo brudne fantazje? To był inny level odwagi, do którego Cora potrzebowała wspomagaczy. - Cały dom sam urządził i wyremontował?- dopytała, a na jej ustach pojawił się tym razem szczery, bardziej szeroki uśmiech. Poczuła przyjemne ciepło na sercu, jakby właśnie ktoś ją pochwalił, a w rzeczywistości była po prostu dumna. Dlaczego? Tego nie potrafiła jeszcze rozwikłać, ale ten temat też ją nieco odprężył. To i postawa pani Turner, która po pierwszym wrażeniu, nagle stawała się życzliwą, starszą kobietą. - Jestem pod wrażeniem kuchni, więc nie mam żadnych wątpliwości co do pozostałych pomieszczeń. Z wielką chęcią zobaczyłabym kiedyś resztę domu - i nie były to żadne puste słowa, a naprawdę chciała zobaczyć jego dzieła. Dopiła resztę wina i odstawiła pusty kieliszek na stół. Poprawiła koszulę, aby w pozycji siedzącej również zakryć kolana, ale na nic się zdały jej próby. Czuła jednak potrzebę zrobienia czegoś jeszcze. Ścisnęła kolana, próbując znaleźć w sobie odwagę do wypowiedzenia kolejnych słów, a kiedy już zaczęły padać, to wyrzuciła z siebie cały potok otwierając się bardziej, niż planowała i chciała. Może to kwestia alkoholu? Albo towarzystwa starszej kobiety, która wiedziała jak odpowiednio zakręcić ludźmi? Z drugiej strony Cora należała do szczerych osób, nie potrafiących kłamać.- W ogóle przepraszam panią za obudzenie i odwiedziny o tej porze. To bardzo niegrzeczne z mojej strony. Przyznam szczerze, że trochę wypiłam dzisiaj z koleżankami i straciłam rachubę czasu. Nie wiedziałam, że to już ta godzina. Ani że Sam z kimś mieszka. Znaczy nawet jakby mieszkał Sam, to nie powinnam go tak nachodzić, ale jak jeszcze mieszka z panią, to tym bardziej.


Sam Turner
ODPOWIEDZ

Wróć do „#30”