ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
nikt nie chce wiedzieć, co tam było między nami
ale ja nie chcę zapomnieć lata
śmialiśmy się razem tak pijani,
jak pytałaś mnie o której muszę wracać
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

069.
Potrzebowała odskoczni. Od pracy. Od małżeńskich problemów. Od wszystkiego, co sprawiało, że jej mózg nieustannie analizował każdy szczegół. Dla kogoś takiego jak Zaylee nie było to łatwe. Dopiero kiedy uświadomiła sobie, jak bardzo zaniedbała swoich znajomych, coś w niej drgnęło. Mentalnie strzeliła sobie w twarz, karcąc się za to, że od dłuższego czasu nie była najlepszą przyjaciółką. Właściwie trudno było nazwać ją jakąkolwiek przyjaciółką, skoro ciągle była nieobecna. Telefony i wiadomości czasem po prostu nie wystarczały. Co z tego, że od święta wysyłała Wolfgangowi memy, zdjęcia kotów albo fotki Sama z treningów piłki nożnej, skoro później nie potrafiła nawet znaleźć chwili, żeby odpisać na jego reakcję? Natłok obowiązków i kryzys w związku zaczęły przenikać się do tego stopnia, że przestała oddzielać jedno od drugiego. Dlatego postanowiła wycofać się ze śledztwa, przy którym pomagała Evinie. To przestawało być zdrowe. Normalni ludzie widywali się dopiero po powrocie do domu. Mieli szansę za sobą zatęsknić, opowiedzieć sobie o minionym dniu i choć na chwilę zostawić pracę za drzwiami. One nie miały takiej sposobności. Najpierw warczały na siebie na komisariacie, później wracały do tego samego mieszkania, a jedyną rzeczą, która przychodziła im z łatwością, było wytykanie sobie nawzajem, jak bardzo są pokurwione.
W końcu stwierdziła, że musi wyjść do ludzi z kimś, kto nie będzie Eviną. Nawet z tego powodu wzięła sobie wolne w pracy, żeby nie zrywać się o świcie z łóżka. Zapowiedziała szefowi, że jest niedostępna, a żonie, że wróci... po prostu wróci. Może w środku nocy, a może nad ranem. Swanson i tak ślęczała nad sprawą seryjnego mordercy małoletnich i chyba niespecjalnie ją obchodziło, gdzie i z kim szlaja się jej żona.
Wybór lokacji był dość prosty - chciała spotkać się z Welshem obojętnie gdzie, byle nie gnić w domu. Już nawet nie pamiętała, kiedy wyszła do baru, żeby po prostu się najebać. Knajpa nie ociekała tłumem, ale też nie była całkiem pusta. Przy samym barze siedziała grupka młodych mężczyzn, która opijała urodziny jednego z nich. Przy stoliku przy oknie bawiła się grupa kobiet w średnim wieku, najwyraźniej robiąc sobie wychodne, żeby odpocząć od swoich partnerów i dzieci. Miller podeszła do baru tylko na moment, żeby zamówić dwa razy gin z tonikiem. Może ostatnio kulała jako przyjaciółka, ale jeszcze nie zapomniała, co pijał Wolfgang. Znalazła miejsce w kącie sali i wystukała wiadomość, że już na czego czeka. Ledwo, co zdążyła ją wysłać, a tuż przy wejściu dostrzegła znajomą sylwetkę. Uniosła rękę i pomachała, żeby zaznaczyć swoją obecność.
Strasznie długo każesz na siebie czekać — oznajmiła z całkowicie poważną miną, choć już po chwili kąciki jej ust zdradziecko uniosły się w uśmiechu. Nie miało najmniejszego znaczenia, że sama pojawiła się zaledwie pięć minut wcześniej.
Wyciągnęła do niego policzek, dając wyraźnie do zrozumienia, że przywitanie powinno odbyć się zgodnie z przyjętym rytuałem. Dopiero potem podała mu przygotowanego wcześniej drinka.
Nie dziękuj. Nie zamierzam wychodzić stąd dzisiaj o własnych nogach — dodała i tym razem wcale nie żartowała. W najgorszym razie będzie musiał przerzucić ją sobie przez ramię i wynieść z lokalu. W najlepszym wystarczy, że użyczy jej swojego ramienia i odprowadzi do domu z jakąkolwiek godnością, której sama z pewnością nie będzie już miała pod koniec wieczoru.

Wolfgang Welsh
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
35 y/o
For good luck!
193 cm
prywatny detektyw tam gdzie jesteś Ty jest i on
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wolfgang Welsh w ostatnim czasie nie miał najmniejszej ochoty na to, by dopuszczać do swojego życia kogokolwiek. Być może działo się tak za sprawą żałoby, która – pomimo upływu trzech lat – nie zdążyła całkowicie odejść w przeszłość, przez co ciężar samotności i pęknięte serce po stracie, której nie sposób było już odwrócić, cyklicznie dawały o sobie znać. Myśli, uporczywe i bezlitosne, nachodziły go raz po raz i nieustannie wracały do wspomnień, których nie miał już sił rozpamiętywać oraz do chwil, o których wolał zapomnieć. Tkwiąc w tym beznadziejnym stanie, nie tylko odcinał się od bliskich, wygodnie używając pracy jako wymówki wobec zaproszeń na wspólne wyjścia, lecz także oddawał się przyjemnościom, które były zdecydowanie głupie i nieprzystające mężczyźnie w jego wieku. Jak choćby wyjścia na walki, w których wchodził na ring z nadzieją, że nieunikniony ból po kolejnych ciosach zdoła zagłuszyć ten drugi, ukryty głęboko w środku. Jednak ani pieczenie świeżych ran, ani widok nowych obrażeń nie potrafiły przynieść mu spokoju, o który tak uparcie walczył. W tych epizodach depresyjnych samotności nie było miejsca na innych ludzi. Poza jednym wyjątkiem. Tym, który trwał przy nim nawet wtedy, gdy sam nie potrafił znieść własnego towarzystwa. Przyjaźń z Zaylee Miller nie opierała się wyłącznie na wzajemnym wsparciu w najtrudniejszych momentach. Byli obecni również wtedy, gdy życie dawało im powody do radości, dzieląc ze sobą radość z sukcesów i celebrując wspólnie ważne dla nich chwile. A kiedy dni mijały spokojnym, niezmąconym wielkimi wydarzeniami rytmem j jej obecność zawsze wiązała się z poczuciem komfortu i bezpieczeństwa.
Bar przywitał go rockową muzyką puszczaną z głośników, strzępami rozmów niosących się po lokalu i zapachem smażonego jedzenia, który od razu wywołał ochotę na pikantne skrzydełka i krążki cebulowe. Na tyłach sali mignęła mu podniesiona ręka i znajoma sylwetka siedząca przy dwuosobowym stoliku, więc udał się w jej stronę, a z każdym kolejnym krokiem uśmiech na twarzy stawał się coraz większy. Nie zdołał jednak całkiem zatrzeć oznak zmęczenia i śladów nieprzespanych nocy, ani tym bardziej ukryć żółtych, gojących się już siniaków zdobiących jego kość jarzmową i żuchwę.
– Małpa – rzucił rozbawionym tonem, gdy pochylił się, by złożyć pocałunek na jej policzku. Następnie opadł ciężko na krzesło naprzeciw i z wymalowaną wdzięcznością przyjął zimnego drinka. Upił łyk, odkrywając tym samym, że Miller zamówiła mu drinka z podwójnym shotem ginu, czyli dokładnie tak, jak lubił, lecz to nie smak alkoholu sprawił, że jego brwi powędrowały ku górze w wyrazie szczerego zaskoczenia. Niebieskie oczy wystające nad szklanką otaksowały sylwetkę kobiety w uważny sposób.
– Czy nasze spotkanie zakończy się tak, jak wtedy gdy odprowadzałem cię pod drzwi domu i spróbowałem uciec? – zagadnął lekko przywołując moment, gdy pijany niemal do nieprzytomności Wolfgang odprowadził do drzwi brunetkę w stanie pozbawionym świadomości. Nacisnął dzwonek i czekał, podtrzymując Zaylee ramieniem, lecz w jego pijanym umyśle narodziła się jakaś straszna i odrealniona wizja wściekłej Eviny, więc czym prędzej ułożył brunetkę o ścianę i czmychnął w stronę windy, której drzwi wciąż stały otwarte. Jego nogi odmówiły posłuszeństwa, gdy jednym susem chciał wpaść do środka, przez co odbił się od zamykających drzwi i osunął na podłogę, tracąc przytomność jeszcze zanim stek przekleństw zdążył do końca uformować się w jego głowie. Według późniejszej relacji Eviny wszedł do ich mieszkania o własnych siłach, lecz nie mógł sobie tego przypomnieć. Obudził się nazajutrz na ich kanapie, z ogromnym kacem i wielkim siniakiem na środku czoła.
– Hej – rzucił lekko, przyglądając się z troską jej twarzy. – Co się dzieje, hmm? Chcesz powiedzieć teraz, czy musisz najpierw wlać w siebie pół litra? –

zaylee miller
gall anonim
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
nikt nie chce wiedzieć, co tam było między nami
ale ja nie chcę zapomnieć lata
śmialiśmy się razem tak pijani,
jak pytałaś mnie o której muszę wracać
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, żeby opisać, jak wiele znaczyła dla niej relacja z Wolfgangiem. Dla niego i Adama zrobiła coś, czego absolutnie nie powinna była zrobić. Nie była pewna, czy dla kogokolwiek innego byłaby zdolna posunąć się do czegoś podobnego. I chociaż przyjaźnili się już dużo wcześniej, ta jedna decyzja sprawiła, że ich więzi nie dało się już po prostu zerwać. Połączyło ich doświadczenie, którego nikt poza nimi nie mógł w pełni zrozumieć.
Małpa.
Uśmiechnęła się pod nosem na to czułe powitanie. Słysząc to, poczuła się dziesięć kilogramów lżejsza. Jakby ktoś zdjął z jej barków niechciany ciężar. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo potrzebowała tego spotkania.
Wiesz, że makaki japońskie potrafią korzystać z gorących źródeł zimą, a to zachowanie jest przekazywane kolejnym pokoleniom? — rzuciła, skoro już o małpach mowa. Oglądała ostatnio z Sammym jakiś dokument przyrodniczy. Dzieciak pewnie nie zapamiętał nic, ale Miller chłonęła wszystko jak gąbka. Jej mózg zapamiętywał każdy, nawet nieistotny szczegół, co jednocześnie było błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Sięgnęła po swojego drinka i upiła kilka porządnych łyków, spoglądając na Welsha znad swojej szklanki. Dopiero, kiedy ostawiła szkło na blat, poruszyła wymownie brwiami i nachyliła się nad stołem.
Mam nadzieję — powiedziała, posługując się nieco konspiracyjnym tonem. Dobrze kojarzyła historię sprzed jakichś dwóch lat. Co prawda znała ją tylko z opowieści, bo film urwał jej się w połowie drogi do mieszkania, ale to akurat nie miało większego znaczenia. — Tym razem na twoją korzyść działa to, że odkąd kupiłyśmy dom, nie mamy już windy — puściła do niego oko. Ależ ona żałowała, że nie widziała tego spektakularnego upadku Wolfa. To znaczy, w teorii widziała, w praktyce zataczała się gdzieś w progu. Jakie było jej zdziwienie, kiedy następnego dnia obudziła się z kacem mordercą i Saharą w gębie, a na salonie w kanapie ujrzała śpiącego przyjaciela z guzem na czole wielkości jej pięści. Ona sama z tamtego wieczoru miała jedynie przebłyski - najpierw byli w barze, później załapali się na jakąś dziwaczną domówkę, a finalnie dojebali się w parku jakimiś tanimi sikaczami. To niewiarygodne, że nie skończyli wtedy na dołku.
Kolejne pytanie sprawiło, że Zaylee głośno wypuściła powietrze przez nos. Ujęła swoją szklankę i obróciła ją w dłoniach, przyglądając się jej zawartości. W pewnym momencie zagryzła nerwowo dolną wargę, aż w końcu podniosła wzrok na Welsha.
Nie uwierzysz mi, jeśli powiem, że nic i po prostu chcę się najebać. Prawda? — przymknęła na chwilę oczy. A kiedy otworzyła je, rozejrzała się po wnętrzu lokalu. Krzesła. Nisko zawieszone lampy. Obraz z wykrzywioną twarzą jakiejś kobiety. Pusty kufel przy stoliku obok, którego nikt nie zdążył sprzątnąć. Wyliczała w głowie wszystko, co zdołała dostrzec. To pozwalało jej się uziemić. — Nie wiem, Wolfgang — wróciła spojrzeniem do przyjaciela i wzruszyła lekko ramionami. — Chyba sama nie do końca wiem, co się dzieje. To pół litra nie jest wcale takim złym pomysłem — parsknęła, przystawiając szklankę do ust. Gin nie był jej ulubionym drinkiem, ale mieli z Welshem taką niepisaną zasadę, że kiedy się spotykali, to zawsze pili najpierw to. A później już wszystko jedno. — Chyba mamy z Eviną jakiś pojebany kryzys, którego nie potrafię ogarnąć. Mam wrażenie, że rozminęłyśmy się gdzieś po drodze — wyznała i naprawdę wiele kosztowało ją, żeby to z siebie wydusić. Miller nigdy nie była skora do zwierzeń, mimo że z reguły nie zamykała jej się gęba. Ale Wolf miał w sobie coś, co sprawiało, że potrafiła się otworzyć.

Wolfgang Welsh
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”