ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

10 lat wcześniej, lotnisko, Toronto


- Reid, upewnij się, że załatwimy naszej kolekcji miejsce na pokazie w Cannes, do cholery! - rzucił zdenerwowany ojciec, który zamiast po imieniu, zwracał się do Calluma po nazwisku. Pieprzony staruch. Tak wielkie miał mniemanie o sobie, że nawet własnego syna nie potrafił nazwać jak należało. Jakby Callum nie był człowiekiem... tylko kolejnym trybikiem w tej chorej, modowej machinie, która od lat kręciła się dokładnie tak, jak chciał jego ojciec. - czego ty ode mnie chcesz, człowieku? Nie wiem, czemu odwołali te cholerne loty! - wyrzucił z siebie zirytowany, po czym rozłączył się, zanim zdążył usłyszeć kolejną pretensję. Stanął naprzeciwko tablic odlotów, na których czerwone komunikaty tylko potwierdzały, że faktycznie coś dzisiaj poszło w diabły. Większość lotów została tak po prostu, z dupy, wykreślona z planu...

No ale nic.
Wzruszył tylko ramionami i zerknął na godzinę. Miał być na miejscu za jakieś szesnaście godzin. Jeżeli tak dalej pójdzie, to będzie błagał sponsorów przez kamerkę, żeby jednak rozważyli kolekcję zaprojektowaną przez jego ojca. Bo co jak co, człowiekiem był chujowym, ale gust modowy miał. Tego Callum nie mógł mu odmówić, chociaż czasami naprawdę bardzo by chciał. Przejechał dłonią po twarzy i skierował się w stronę baru. Skoro wszechświat postanowił zatrzymać go na lotnisku, to przynajmniej mógł zrobić to w towarzystwie alkoholu. Rozsiadł się wygodnie przy ladzie i zamówił whisky. Bez lodu. Potem wyciągnął laptopa i zaczął przeglądać najbliższe możliwe połączenia, by mimo wszystko wyrobić się na czas. Oczywiście wszystko było albo w pełni zarezerwowane, albo odwołane.

To naprawdę nie był jego dzień.

Może to był jakiś znak od niebios, że powinien w końcu odejść z firmy ojca i założyć coś swojego? Może powinien nakłonić Charlesa, swojego najlepszego przyjaciela, żeby zrobili to razem. Żeby dać mu do zrozumienia, że byli czymś więcej niż tylko owocami nasienia swoich starych, jakkolwiek obrzydliwie by to nie brzmiało. A może to było po prostu kolejne przypomnienie, że do niczego się nie nadawał. Nie miał na siebie żadnego planu. Był zagubiony. Chciałby któregoś dnia obudzić się, spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie fuck it, I made it. Tylko że na razie był dwudziestoletnim gówniarzem, który ledwo zaznał życia.
Czego on tak naprawdę chciał?
No właśnie.

Popijając alkohol, zerknął na dziewczynę, która usiadła obok niego. Oliwkowa cera, długie ciemne włosy i oczy jak węgielki od razu przykuły jego uwagę. Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, ale nie po to, żeby oceniać krągłości. Bardziej zainteresowało go to, co miała na sobie. Chyba pewne zboczenia zostawały w człowieku, kiedy od dziecka siedziało się w takim rodzinnym biznesie. Callum wiedział, że był przystojny. Nie udawał fałszywej skromności i nie wstydził się pewności siebie. Oparł więc ramię o ladę, odwrócił się lekko w jej stronę i posłał jej szarmancki uśmiech,- Gdybyś mogła wybrać jedno miejsce na ziemi i nie byłoby to to, do którego miałaś polecieć… co by to było? - zapytał, unosząc brew. No co? Był ciekawy.

stranger
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Stała właśnie przed tablicą odlotów , która aż z daleka biła po oczach tą czerwienią. Utknęła tutaj. Utknęła na amen. Westchnęła głośno i poprawiając plecak na ramionach, ruszyła przed siebie. Musiała jakoś zagospodarować sobie ten czas, który nie wiadomo jak będzie długi. To miał być jej pierwszy w życiu lot, a na dodatek jeszcze nad Atlantykiem! Cieszyła się na tą perspektywę i nie pozwoli, aby jakaś burza popsuła jej humor. W końcu w pewnym momencie wzejdzie słońce, prawda? Nawet po największej burzy, zawsze wychodzi słońce.
A na te wakacje oszczędzała całe swoje dotychczasowe życie. Najprawdopodobniej gdyby nie zamiłowanie do tańca i festiwali muzycznych, które były dosyć drogą pasją momentami, udałoby jej się spełnić to marzenie nieco wcześniej, ale przecież była młoda, a świat właśnie stał przed nią otworem. To był jej pierwszy lot, ale na pewno nie ostatni. Na swojej mapie marzeń miała jeszcze tak wiele miejsc do zwiedzenia. Wyobrażała sobie siebie jak skrywa głowę w kapturze, gdy zewsząd wiatr zacina podczas zwiedzania fiordów norweskich. Chciała wyginać się na plaży niczym Amanda Seyfried w Mamma Mia. Miała w planach nauczyć się surfowania na portugalskich falach. Pojechać na Oktoberfest w Niemczech, upić się piwem i zjeść currywurst. Jej lista nie malała, bo kiedy jedno z marzeń wykreślała, na jego miejsce pojawiało się kolejne. Wpadała na kolejny pomysł - mniej już bardziej szalony, ale zamierzała wszystkie punkty systematycznie realizować, a gdy Jiji Hart się na coś uprze, to nie ma siły, która by ją odwiodła od tego pomysłu. Chciała zwiedzać świat, poznawać ludzi i żyć tak jakby nie było jutra. Pragnęła żyć tak, aby nigdy niczego nie żałować. Będąc u progu dorosłości udawało jej się jak na razie spełniać to postanowienie.
Dlatego odwołane loty nie były jej straszne. Prędzej czy później stąd wyleci i będzie już niedługo stała przy fontannie Di Trevi wrzucając do niej monetę i marząc o powrocie tam. Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i napisała wiadomość na rodzinnym czacie o opóźnieniach, a wtedy jej mama się uaktywniła i zaczęła wysyłać informacje o turbulencjach i katastrofach w przestworzach. Jinx przewróciła oczami i schowała telefon z powrotem, a następnie ruszyła w poszukiwaniu wolnego miejsca, aby usiąść, bo plecak już jej ciążył. Lotnisko było przepełnione tak bardzo, że udało jej się wcisnąć pomiędzy ludźmi siadając pod ścianą na podłodze. Otworzyła plecak, aby wyjąć z niego jedno z jej guilty pleasure - pamiętnik. Pisała go od dwunastego roku życia i nie potrafiła przestać. Oczywiście nie zapisywała w nim informacji każdego dnia - czasami sięgała do niego co tydzień, a czasami dopiero po miesiącu można było znaleźć w nim jej kolejny wpis. Był to jednak zbiór jej wspomnień, które nie potrafiła przestać spisywać. Dlatego i tym razem podzieliła się z kartką papieru informacją o problemach z lotem. Pisząc o tym , coś w niej drgnęło - a co jeżeli mama ma rację? I to bardzo niebezpieczne? Sięgnęła ponownie po telefon i zaczęło szybko scrollowac wyszukiwarkę, w której wpisała takie słowa jak „turbulencje katastrofy w przestworzach”. Wystarczyły jej nagłówki pięciu pierwszych stron i już wiedziała, że musi przestać to robić. Musi przestać wbijać sobie strach do głowy. Zamknęła szybko pamiętnik i razem z telefon schowała do plecaka, bo teraz przyszedł czas, aby się nieco rozluźnić przed lotem, a w tym celu najlepiej sprawdzał się alkohol.
Weszła do baru od razu kierując się do lady. Odstawiła plecak na ziemi i usiadła mrużąc oczy, gdy przeglądała alkohole za plecami barmana. Nie wyczuła wzroku na sobie. Nie czuła jak nieznajomy tuż obok niej, przesuwa wzrokiem po jej sylwetce. Może dlatego, że była już trochę do tego przyzwyczajona? Tańczyła od dziesięciu lat, a jej ciało z daleka mówiło, że włożyła w nie mnóstwo pracy. Krótki czarny crop top, a do tego leginsy w tym samym kolorze, idealnie wszystko podkreślały.
Dopiero jego pytanie zyskało jej uwagę. Zmarszczyła brwi spoglądając na niego i potrzebowała dwóch sekund dodatkowo, aby słowa dotarły do jej mózgu. - Jedno?- skrzywiła się jakby to było najgłupsze pytanie świata, ale zaraz jej usta rozszerzyły się w uśmiechu. Ciepłym, pogodnym i pełnym nadziei uśmiechu. - Takie pytania są poniżej pasa. Po co się ograniczać? Tym bardziej w marzeniach? - spytała całkiem szczerze, żywo zainteresowana skąd nagle to pytanie od nieznajomego. Czekając na odpowiedź przyglądała się mu i cóż - był w jej typie. Cholera, był tak przystojny , że był pewnie w typie każdej dwudziestolatki! Ale Jiji się nie peszyła z tego powodu. Mogła mu się spodobać bądź nie, ale znała swoją wartość. To jej jednak nie przeszkadzało w lekkim flircie. Tego na liście nie było, ale zawsze może się znaleźć.

handsome stranger
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie był typem mężczyzny, który roztrwaniał swoje pieniądze. Z drugiej strony, trochę jednak był. Czemu? Bo jeżeli chodziło o szastanie pieniędzmi swojego ojczulka, to nie miał z tym najmniejszych skrupułów. Reid, pomimo tego, że nie znosił swojego ojca, zwłaszcza za sposób, w jaki traktował jego matkę, wciąż chciał mu coś udowodnić. Może chciał też udowodnić coś samemu sobie. Że jednak był czegoś wart. Że nazwisko, które nosił jak metkę przyszytą do własnego imienia, nie będzie tylko ciężarem, ale czymś, dzięki czemu pewnego dnia wybije się jako własna osoba. Nie jako ten chłopak, który całe życie spędzał w cieniu ambitnego, zadufanego ojca.
Nie był pewien niczego.
I chyba właśnie to najbardziej go wkurwiało. Bo z zewnątrz przecież wyglądał jak ktoś, kto miał wszystko. Drogie ubrania, dobre nazwisko, kontakty, pieniądze, dostęp do miejsc, o których inni mogli tylko czytać w magazynach albo oglądać na cudzych relacjach. Ludzie patrzyli na niego i widzieli przywilej jak i łatwe życie podane na srebrnej tacy. Nikt nie widział tego, że czasami miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę tylko po to, żeby sprawdzić, czy bez nazwiska Reid w ogóle ktoś by na niego spojrzał. Czy zostałoby z niego cokolwiek, gdyby odciąć go od ojcowskich pieniędzy, pokazów i tej całej piepzronej spuścizny... Czuł w środku jakąś cholerną pustkę, którą od lat próbował wypełnić imprezami, wyjazdami i sporadycznymi romansami z kobietami. Problem polegał na tym, że nic nigdy nie wywołało w nim takiego uśmiechu ani takiego dziwnego ciepła, jak moment, w którym nieznajoma kobieta przysiadła się do niego na tym cholernie przetłoczonym lotnisku.

Kiedy zdecydowała się odezwać, przekrzywił lekko głowę i skupił na niej całą uwagę. Nie tylko dlatego, że była piękna. Bardziej dlatego, że miała w sobie coś, czego nie potrafił od razu dokładnie opisać... Hmm... Lekkość? Pewność? Z drugiej strony... nie dziwił się wcale. Ktoś taki jak ona zbytnio nie musiał ubiegać się o uwage. Parsknął śmiechem na jej pytanie, po czym poprawił się na krześle i odstawił szklankę na blat. Nie przerwał jej, chociaż normalnie pewnie rzuciłby jakimś głupim komentarzem tylko po to, żeby sprawdzić reakcję. Tym razem jednak siedział, patrzył na nią i słuchał do końca, a całe to pieprzone lotnisko na moment zeszło gdzieś na dalszy plan. Okay. Fair. Miał przed sobą kobietę, która najwyraźniej lubiła pomarzyć. Noted. Podobało mu się to. Było czymś, z czym na co dzień raczej nie miał styczności. U niego wszystko musiało być czarno na białym. Bez miejsca na bazgranie po marginesach, bez dodatkowego pola do kolorowania. To nigdy nie leżało w jego gestii.

A jednak teraz, tkwiąc na tym przeklętym lotnisku, zdecydował się puścić wodze fantazji. - A czemu od razu twierdzisz, że to ograniczanie się? - zapytał, unosząc brew, zanim przysunął się do niej trochę bardziej i nachylił w jej stronę. - Powiem ci sekret - wyszeptał jej do ucha. - Może skupiając się na odhaczeniu jednej destynacji z listy, od razu będziesz mogła skupić się na tej drugiej, hm? - Dokończył dokładnie w tym samym momencie, w którym dotarło do niego, jak obłędnie pachniały jej perfumy. Cholera. Wyprostował się powoli, zerknął na barmana, a potem znów spojrzał na nią. - Chciałabyś się czegoś napić? - zapytał, zerkając jeszcze przelotnie na zegarek. - Podobno mam wylot za sześć godzin. Przydałoby mi się towarzystwo do zabicia czasu, jeżeli chciałabyś dołączyć. - Posłał jej szelmowski uśmiech, nie mogąc przestać wpatrywać się w te cholernie prześliczne tęczówki.

Zaczynał się właśnie przekonywać na własnej skórze, że ten delay może jednak faktycznie był jakimś cudem zesłanym mu przez los. No bo ile razy mogła przydarzyć się okazja, żeby utknąć na przeogromnym lotnisku, takim jak to w Toronto, i spotkać kobietę, przez którą człowiek choćby przez moment mógłby uwierzyć w coś tak niedorzecznego jak miłość od pierwszego wejrzenia?

𝐜𝐮𝐭𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐧𝐠𝐞𝐫
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jiji nie szastała pieniędzmi, bo najzwyczajniej w świecie, nie miała ich. Jej rodzice nie byli majętni - ot, przeciętna kanadyjska rodzina z niewielkimi oszczędnościami na koncie, ale z kolei z ogromem miłości w sercach. Wsparcia od rodziny jej nie brakowało. Wspierali ją w jej pasji, odkładając ile byli w stanie, aby mogła uczęszczać na zajęcia taneczne. Oczywiście miała postawioną jedną zasadę - skończyć szkołę. Nie suszyli jej głowy, aby była najlepsza z matematyki czy szła na studia, za które wiedzieli, że i tak nie dadzą rady zapłacić. Chcieli, aby była szczęśliwa, ale jednocześnie ten podstawowy, obowiązek szkolny był dla nich kluczowy. Mogła tańczyć po szkole, jeździć na festiwale w weekendy - wszystko, byleby móc łączyć te dwie rzeczy. Będąc młodsza początkowo się nieco buntowała, bo oczywiście wolała tańczyć, aniżeli siedzieć na zajęciach z angielskiego, ale z czasem doceniała ich wsparcie. Po latach, kiedy wyprowadziła się do Toronto, tym bardziej doceniała to, ile dostała od rodziców i to właśnie te elementy niematerialne - miłość i zrozumienie. Oni byli jej pierwszymi, najwierniejszymi fanami, którzy widzieli w niej gwiazdę i nie stali jej na drodze do osiągnięcia sukcesu. Reszta leżała w jej dłoniach.
A Jinx Hart nie bała się brać byka za rogi i zmierzać do dotarcia do swojego celu. Nie lubiła spoczywać na laurach i półśrodków. Chciała wszystko albo nic. Chciała być gwiazdą. Chciała zdobyć wszystkie możliwe tytuły. Żyła, aby tańczyć. Tańczyła, aby żyć. Nic pomiędzy. Spędzała na sali treningowej większość dnia - zarówno jako uczennica na zajęciach z prawdziwymi profesjonalistami, ale także żyjąc z lekcji, które sama udzielała dzieciom zakochanymi w tańcu, tak jak ona.
Była tak pochłonięta swoją miłością do tańca, że nie znajdowała czasu, aby podzielić się sercem z drugą osobą. Miewała przelotne romanse, a w szkole średniej nawet była w dwóch czy trzech związkach. Jednak nikt nie był w stanie zawrócić jej w głowie na tyle, by ją dla niego straciła. Na dłuższą metę się nudziła i dawała sobie spokój z szacunku do drugiej osoby, wiedząc dosyć szybko, że nic z tego nie będzie.
Nie miała jednak żadnych problemów z flirtem. A tym bardziej z przystojnymi mężczyznami takimi właśnie jak ten nieznajomy, który z niezwykłą pewnością siebie zagadał do niej, nie mając problemu żeby już po chwili przekroczyć pewną barierę osobistą, by wyszeptać jej do ucha. Zanim zdążyła zareagować, już czuła na szyi jego gorący oddech i perfumy, które po dotarciu do nozdrzy, zaczynały błyskawicznie uderzać do głowy.
Ja pierdolę
Instynktownie złapała się blatu, czując jak jej kolana miękną. Weź się w garść Jiji. To tylko facet. Zwykły facet. Jednak spoglądając mu w oczy czuła dziwny elektryczny impuls przeszywający ją wzdłuż kręgosłupa, a jednocześnie… spokój. Nigdy wcześniej się tak nie czuła i było to wręcz dziwne do opisania. Z jednej strony z miejsca poczuła jak facet zaczął na nią działać, a z drugiej jego obecność działała na nią w pewien sposób kojąco. Tak jakby była w domu.
Przełknęła ślinę zanim odezwała się ponownie dopiero, kiedy skończył mówić. To pozwoliło jej się nieco otrzeźwić po tej krótkiej, lecz zaskakująco elektryzującej, chwili bliskości. - A co jeżeli będę zbyt skupiona na tej jednej destynacji i nie zauważę szansy na zdobycie tej, która była na miejscu trzecim bądź czwartym?- uniosła znacząco brew z zadziornym uśmieszkiem, nie pozwalając mu przekonać siebie do wyznaczania sobie celów do zrealizowania po kolei. Ona chciała wszystko tu i teraz.
Natomiast słysząc jego propozycję, ledwie powstrzymała śmiech, lecz zmarszczyła brwi nieco zaskoczona tym kiepskim doborem słów. - Oh, jestem tylko towarzystwem dla zabicia czasu? Nie wiem czy nie powinnam się właśnie o to obrazić- mimo wszystko jej oczy błyszczały z rozbawienia, a kąciki ust drgały ku górze. Hart miała do siebie dystans i hell yeah - mogłaby zostać towarzystwem do zabicia czasu, jeżeli tą osobą miał być taki przystojniak. W końcu ona też miała jeszcze kilka godzin do wylotu. Spojrzała na jego drinka, ale zaraz z powrotem przeniosła wzrok na jego twarz. Gdy tylko ich oczy ponownie się spotkały, nie była w stanie się powstrzymać, aby się nie uśmiechnąć. - Tequilę, ale pijesz ze mną, a raczej grasz ze mną - wskazała na niego palcem wskazującym i poruszyła sugestywnie brwiami. Zaraz jednak zajęła miejsce obok niego, będąc skierowana w jego kierunku, a nie baru. - Proponuję, aby każdy z nas miał wybór - albo pije shota albo zdradza jakiś swój sekret- wtedy będą albo pijani albo będą wiedzieć o sobie wszystko. - Co Ty na to?- spytała z iskrą szaleństwa w oczach, gdy oczekiwała odpowiedzi. Odważy się czy nie?


callum reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się szeroko, wpatrując się w jej ciemne tęczówki, po czym przesunął palcami po brzegu swojej szklanki. - No to może potrzebujesz do tego kompana, hm? Takiego, który nie tylko przytrzyma cię przez chwilę w miejscu, ale też będzie miał z tyłu głowy te wszystkie inne destynacje, o których tak zawsze marzyłaś? - zapytał, pochylając się odrobinę w jej stronę, a potem zaśmiał się pod nosem.
Była urocza.
Patrząc na nią i słuchając jej, czuł ciepło oraz ekscytację, których, cholera, chyba nigdy wcześniej nie doświadczył. Oparł łokieć o ladę, przez moment obracając szklankę między palcami. Zazwyczaj był chłodny. Kalkulował wszystko. Każdy ruch, każde słowo, każdą myśl, która przechodziła mu przez głowę. Wiecznie próbował sprostać wymaganiom ojca, chociaż ten i tak zawsze znajdował powód, żeby patrzeć na niego z rozczarowaniem. A teraz? Teraz po prostu chciał dać sobie odetchnąć w towarzystwie przepięknej kobiety, która pojawiła się obok niego zupełnie znikąd i nagle sprawiła, że całe to pieprzone lotnisko przestało go aż tak irytować.

Zerknął na nią, czekając, aż poda mu swoją truciznę, a na samo wspomnienie o tequili aż skręciło go na moment. Przymknął oczy, krótko pokręcił głową i odchylił się na krześle, bo samo wspomnienie tego alkoholu obudziło w nim kilka bardzo niechcianych wspomnień. Nie był w stanie jej odmówić. No proszę. Ale tequila? Tequila była jednym z tych alkoholi, po których moralny kac przychodził szybciej niż fizyczny, a on już wiedział, że będzie potrzebował dużej ilości wody i porządnego jedzenia, byleby nie zejść gdzieś po drodze między barem a bramką odpraw. - Dobra, ale będziesz musiała mnie później zbierać z podłogi i zatargać do samolotu - rzucił z uśmiechem, stukając palcem o blat. - Inaczej cię odnajdę.

Cholera.

Zmarszczył brwi, bo wypowiedziane na głos zabrzmiało to odrobinę zbyt creepy. Zwilżył usta językiem i spojrzał na nią uważniej, próbując wyczytać z jej twarzy, czy właśnie powinien się wycofać, czy jednak mógł udawać, że absolutnie nic dziwnego nie miało tak właściwie miejca, yikes.. Odwrócił się więc do barmana. - Poprosimy osiem shotów tequili. Na początek. - Jego wzrok znów przeniósł się na kobietę. Przesunął laptopa kawałek dalej, robiąc im więcej miejsca przy ladzie, a potem oparł się bokiem o blat, niemal całkowicie zwrócony już w jej stronę. - Jestem za. Czyli muszę mówić ci dużo sekretów o sobie, żebym się nie upił? - zapytał, nachylając się znowu trochę bliżej niej. - Zobaczymy, kto miał gorszą przeszłość. - Odsunął się i uniósł ręce w geście poddania. -czy jestem niczym otwarta księga, czy nie jestem, hmmm? - Chwycił kieliszek wypełniony alkoholem, który chwilę później postawił przed nim barman, i przysunął go sobie do ust. Sam zapach wystarczył, żeby wykrzywił się na moment. - Jak miałem pięć lat, ukradłem ojcu kartę kredytową, bo chciałem zaimponować starszej o rok Daisy McCannan. Zanim zdążyłem jeszcze wyjść z domu, dostałem taki wpierdol, że ludzie pytali mnie potem, co się stało - powiedział, obracając kieliszek między palcami. - Oficjalna wersja? Upadek z roweru. - Odstawił szkło na blat.
Kurde.
Nigdy nikomu tego nie mówił. Przez chwilę przesunął dłonią po karku, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, na rząd butelek stojących za barem. Sam fakt, że przy niej potrafił wypowiedzieć coś takiego na głos, wywołał w nim dziwne uczucie. Trochę nostalgii, trochę niepokoju, trochę tego nieznanego bezpieczeństwa, którego nie czuł na co dzień. W końcu znów na nią spojrzał. - Teraz twoja kolej - dodał, przyglądając się jej uważnie. Nie mógł napatrzeć się na rysy jej twarzy. Na łagodną linię nosa, piękne ciemne oczy... Nie rozumiał co się tak właściwie z nim w tamtym momencie działo... No nie. That was it. W tamtym momencie Reid przepadł.

𝐜𝐮𝐭𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐧𝐠𝐞𝐫
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Kompana?-zmarszczyła brwi jakby to słowo samo w sobie brzmiało paskudnie, ale zaraz uśmiechnęła się łagodnie i przytaknęła głową. - Dobra, zarys mi się podoba, ale musimy jeszcze popracować nad nazewnictwem- powiedziała jak gdyby już ustaliła, że tak - to on nim zostanie, tylko wymyśli lepszą nazwę dla niego. Przekonał ją do tego - wystarczyły raptem dwie minuty, aby się z nim zgodziła i beztrosko pociągnęła temat. Może faktycznie nie powinna aż tak bardzo skupiać się na tych wszystkich punktach do odhaczenia z listy? Może nie powinna tak zawsze pędzić na złamanie karku, jakby chciała wszystko przyspieszyć? Tak jakby czuła, że nie będzie miała na to wystarczająco dużo czasu i nie może tracić ani chwili. A może czasami potrzebowała po prostu na chwilę przystanąć, wejść do baru, usiąść i zacząć rozmawiać z miłym, przystojnym facetem?
Bo co do tego, że nieznajomy był w jej typie, nie było żadnych wątpliwości. Wyglądał jak model z okładki magazynu. Nie, on był w typie każdej kobiety, ale teraz to z nią siedział przy barze racząc ją tym czarującym uśmiechem i błyskotliwymi uwagami. Jinx uważała, że miała nosa do idiotów i udawało jej się omijać ich szerokim łukiem. Nie była łasa na tani podryw i tandetne teksty, faceci potrzebowali nieco więcej czasu na wzbudzenie w niej zainteresowania ich osobą, ale z kolei ten oto siedzący przed nią - w sekundę zdobył całą jej uwagę. Ja pierdolę, przepadam.
Dostrzegła jego niechęć do wybranego przez nią alkoholu, więc z uniesioną wysoko brwią i rosnącą ciekawością czekała na jego decyzję. Zgodzi się czy nie? Podejmie rzuconą rękawice czy nie? Nie mogła powstrzymać triumfalnego uśmiechu, gdy postanowił zaryzykować, a kiedy rzucił tekstem o jej odnalezieniu, jej serce momentalnie szybciej zabiło. Nawet nie znała jego imienia. Nie wiedziała o nim tak naprawdę NIC, a jej ciało reagowało na niego jak szalone. - Deal- przytaknęła na jego słowa.- Najwyżej wtedy polecisz ze mną- nie uznała jego słowa za creepy, ale własne? Już tak. Nie była taka na codzień. Zazwyczaj nie pozwalała, aby jej zainteresowanie czyjąś osobą było aż tak widoczne. Chyba, że chodziło o jej ulubionych tancerzy - wtedy była prawdziwą fanką i się z tym nie kryła.
Zerknęła na shoty tequili postawione przed nimi i chwyciła jeden z nich, aby zająć czymś rękę, którą oparła na blacie. - Z drugiej strony pijany też mi możesz wiele zdradzić- wzruszyła ramionami nie widząc żadnego problemu w tym, że nieco się upija i zdradzą swoje sekrety. To miała być w końcu zabawa! Powiedzenie kilku śmiesznych historii na dobry humor, który alkohol będzie jeszcze tylko bardziej podkręcać. Ale wtedy mężczyzna zaczął opowiadać historię, której się nie spodziewała. Początkowo sądziła, że to było tylko takie sformułowanie i nie chodziło o nic dosłownego, aż powiedział o upadku z roweru, a wtedy poczuła jak na całym jej ciele pojawia się gęsią skórka. W tym momencie żałowała, że nie ma cudownej maszyny, aby się cofnąć w czasie i uchronić młodego Calluma przed tym potworem, bo ojcem nigdy by go nie nazwała. Z jej twarzy zniknął już uśmiech, a oczy nie były pełne żalu czy współczucia. Nie, one płonęły nienawiścią do jego rodzica, który miał zbyt dużo szczęścia w życiu, że mógł tego oto mężczyznę nazywać swoim synem i jednocześnie tego nie doceniał. - Szkoda, że Cię nie znałam w dzieciństwie. Chodzilibyśmy razem na rower i wtedy na pewno byś nie upadł, a gdyby się tak zdarzyło, to zawsze byłam świetna w opatrywaniu ran. Nakleiłabym Ci plasterek- powiedziała bez cienia sztucznego uśmiechu ani nie próbując go złapać za rękę. Zauważyła jego zakłopotanie podzieleniem się z nią tą historią i nie chciała mu jeszcze bardziej dokładać. Ale jej komentarz był jak najbardziej szczery. Gdyby go znała w tamtym okresie, walczyłaby z jego ojcem nie pozwalając, aby go tknął.
Początkowo zamierzała opowiedzieć o swoim kolejnym kierunku. Chciała się podzielić z nim swoją fantazją o wycieczce po greckich wyspach i bawienie się w Meryl Streep czy Amandę Seyfried z Mamma Mia. Jednak jego historia, wywołała w niej chęć zdradzenia mu czegoś bardziej osobistego. Czego, czego naprawdę nikt nigdy nie poznał. Utkwiła wzrok w przezroczystej cieczy w kieliszku i zaczęła mówić.- Rodzicom bardzo zależało na mojej edukacji, więc posłali mnie do prywatnej szkoły, którą żeby opłacić, ledwo wiązali koniec z końcem. Jak możesz się domyślać - odstawałam od innych dzieci. Nie miałam markowych butów, a ubrania kupowałyśmy z mamą w lumpeksie bądź dostawałyśmy po znajomych lub rodzinie. Była grupa dziewczynek, która mi z tego powodu dokuczała. Zakazywały innym przyjaźnić się ze mną , wrzucały karteczki do plecaka z wyzwiskami i wypisywały groźby na komunikatorze. Nigdy nie powiedziałam o tym rodzicom, ale chyba wyczuwali, że coś jest nie tak, więc ostatecznie wypisali mnie stamtąd mówiąc, że nie mają odpowiednio dużo pieniędzy, ale po zmianie szkoły zdecydowanie odżyłam- skoro on był z nią szczery, nie mogła pozostać mu dłużna. Dopiero na koniec uniosła głowę i przechyliła ją na bok, patrząc na niego z lekkim uśmiechem na ustach. - Proponuję mimo wszystko wypić po jednym shocie. Na odwagę i w ramach początku znajomości- stwierdziła unosząc kieliszek do góry na znak toastu, ale zaraz odstawiła go na bar i pochyliła się w kierunku mężczyzny. Chwyciła jego dłoń między swoje i zaczęła ją układać, aby stworzyć specjalne zagłębienie. - Pamiętaj tylko, żeby sypnąć sobie trochę soli o tutaj i na koniec zagryźć cytrynką- mówiąc to wsypała mu ją sama, a następnie chwyciła cytrynę podaną wcześniej przez barmana. Wciąż pochylona przed nim, wyciągnęła ją między nimi. Dzieliło ich teraz raptem kilka centymetrów. Zapach jego perfum ponownie wbijał jej się do nozdrzy , uderzając do głowy z jeszcze większą intensywnością. Powinna się cofnąć, a jednak jej wzrok z oczy uciekł na jego usta. Mimowolnie oblizała własne wargi koniuszkiem języka, wyobrażając jak smakują jego własne. Był jak narkotyk. Kusił ją. Nieważne czy rzucał błyskotliwymi uwagami czy żartował czy dzielił się łamiącą serce historią - jej serce coraz bardziej przyspieszało w jego obecności.

callum reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się, przyglądając jej uważnie, po czym parsknął śmiechem i pokręcił głową. - Popracować nad nazewnictwem? - powtórzył, unosząc brew, zanim nachylił się odrobinę w jej stronę. - To jak miałoby się to nazywać? - Przejechał spojrzeniem po jej oliwkowej cerze. Była tak przepiękna, że naprawdę nie mógł przestać na nią patrzeć. Ciekawiła go. Bardzo. Już dawno nie czuł tego przyjemnego ścisku w żołądku, kiedy człowiek chciał po prostu poznać drugą osobę. Dowiedzieć się, co miała na myśli, jaki był jej sposób patrzenia na świat, co ją bawiło, co złościło i chociaż wymienili ze sobą zaledwie kilka zdań, to już wtedy wiedział, że była niesamowicie ciekawą osobą.

Przyglądał się kieliszkom rozstawionym na barze, po czym zaśmiał się cicho i zerknął z powrotem na nią. - Polecieć z tobą? - zapytał, udając, że wcale a wcale ta propozycja mu się nie podoba. - No i po co kusisz? Zaraz przebukuję sobie lot tylko po to, żeby po tym wszystkim nie stracić z tobą kontaktu. - Zaśmiał się, zanim chwycił jeden kieliszek w dłoń, przystając na jej grę. - Pijany to ja mogę zrobić dużo rzeczy - dodał z uśmiechem, znów nie potrafiąc się powstrzymać przed nachyleniem się bliżej. Jego nozdrza ponownie uderzyła ta przyjemna mieszanka jej perfum i szamponu. Chyba szamponu. Cholera, pachniała tak dobrze, że przez moment naprawdę trudno było mu skupić się na czymkolwiek innym. - Pijany mogę na przykład cię pocałować… i co wtedy? - zapytał, przesuwając spojrzeniem na jej usta. Zatrzymał wzrok odrobinę za długo, zanim wrócił swoimi jasnymi tęczówkami do jej ciemnych oczu. - W czysto teoretyczny sposób… byłabyś zła, gdybym to zrobił, czy raczej by ci się spodobało? - zapytał, prostując się powoli.
Kurwa, skąd ta śmiałość się w nim wzięła?
Nie wiedział. Ale w momencie, w którym ją zobaczył, poczuł, że stracił jakiekolwiek resztki rozumu. Nie mógł pozwolić jej odejść bez zostawienia mu jakiegokolwiek kontaktu. Numeru telefonu. Nazwiska. Czegokolwiek, co udowodniłoby mu później, że naprawdę istniała, a nie była tylko jakimś lotniskowym zwidem zesłanym mu przez opóźnione loty. W pewnym momencie porównał to spotkanie do spadającej gwiazdy. Kobieta po prostu zjawiła się obok niego, powaliła go swoim widokiem, a on musiał zrobić wszystko, żeby uwiecznić ten wyjątkowy moment. W jego przypadku oznaczało to upewnienie się, że nie zniknie mu z pola widzenia. W żadnym wypadku. No ale anyways....

Wyrzucił z siebie to, co kiedyś gnieździło mu się w głowie, i obserwował jej reakcję. Kiedy odpowiedziała, uśmiechnął się szeroko i poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po klatce piersiowej. Damn it. Była urocza. - Plasterek? - powtórzył, zerkając na nią z rozbawieniem. - To ja powinienem o ciebie dbać. - Odparł to tak, jakby przez chwilę naprawdę wyobraził sobie scenariusz, w którym znali się w dzieciństwie. Ciekawiło go, jaki sekret mogła mieć ona, więc rozsiadł się wygodniej, i zaczął słuchać jej uważnie. Z każdym kolejnym słowem czuł się coraz dziwniej. Cholera, no. Zdawał sobie sprawę, że ludzie mieli różne sytuacje materialne. Wiedział to. Teoretycznie. Sam nigdy nie musiał przejmować się pieniędzmi, nie tak naprawdę, nie w sposób, który sprawiał, że trzeba było wybierać między jedną rzeczą a drugą. Dlatego fakt, że jej rodzice poświęcili tak wiele, żeby mogła się uczyć, naprawdę go poruszył. Może nawet bardziej, niż chciałby przyznać.

Wow.

Poczuł gniew, gdy wspomniała o tych frajerkach ze szkoły, i aż pokręcił głową z niedowierzaniem. - Skoro ty mi wtedy naklejałaś plasterki, to ja chroniłem cię przed tymi dziewuchami, dobra? - powiedział, unosząc delikatnie kącik ust. - Nie pozwoliłbym, żebyś czuła się gorzej tylko dlatego, że miałaś tańsze ciuchy. - Spojrzał na shota i już miał przysunąć go sobie do ust, ale zaraz zerknął na nią, kiedy zaczęła tłumaczyć mu, jak właściwie powinno się pić tequilę. Zaśmiał się pod nosem, bo najwyraźniej ten etap ominął go podczas imprez. Zwykle po prostu pił prosto z butelki. Klasa sama w sobie, lol. Odłożył kieliszek, nasypał trochę soli na nadgarstek, polizał ją, wypił shota, po czym momentalnie się skrzywił i zagryzł cytrynką. Zmrużył oczy, odstawiając kieliszek na blat. Zaraz potem jednak wybuchnął śmiechem i spojrzał na nią. - Co za świństwo - rzucił rozbawiony, kręcąc głową. Przez chwilę obracał pusty kieliszek między palcami, jakby zastanawiał się, czy powinien w ogóle zadawać kolejne pytanie. Tylko że ciekawość była silniejsza. A może nie tylko ciekawość. Może ta idiotyczna potrzeba upewnienia się, że nie zdążył już zainteresować się kimś, kto należał do kogoś innego. - Przepraszam, jeżeli będę teraz zbyt straightforward, ale… czy masz może kogoś? - zapytał, unosząc wzrok z kieliszka na jej twarz. Po chwili wysunął dłoń w jej kierunku i dodał z lekkim uśmiechem, - A i mów mi Cal. - Serio był ciekawy. Nie chciał wzdychać do kobiety, która już miała kogoś, chociaż, patrząc na nią w tamtym momencie, miał cholernie nieprzyjemne przeczucie, że nawet taka informacja mogłaby niewiele zmienić. No co? Wydawała mu się być tego warta.

𝐜𝐮𝐭𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐧𝐠𝐞𝐫
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Oh to zależy od wielu czynników. Jeszcze nad tym pomyślimy. Jeszcze zdradzę Ci swoje propozycje- uśmiechnęła się nie spuszczając z niego spojrzenia czując, że to nie były puste słowa. Czując, że ich historia dopiero się zaczyna i wcale nie skończy się w tym barze. Nie miała na to żadnego logicznego wytłumaczenia, bo przecież zaledwie się poznali. Jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że właśnie poznała bratnią duszę. Kogoś, kto zawsze był jej przypisany. Wierzyła w miłość, drugą połówkę i przeznaczenie. Ale coś takiego? Nigdy. Przynajmniej dopóki na jej drodze nie pojawił się ten oto mężczyzna.
Zaśmiała się szczerze rozbawiona jak podłapał ewentualne polecenie z nią. Przez krótką chwilę obawiała się, że mogło to zabrzmieć zbyt przytłaczająco, ale zdecydowanie świetnie wyłapywali odpowiednie granice. Chociaż w tym momencie ugryzła się w język, bo aż ją kusiło, żeby dodać, że wspólny lot brzmi niezwykle interesująco . A może nie powinna się hamować? Może powinna ulec wszelkim pokusom i robić oraz mówić to, co dusza tylko zapragnie. Szczególnie, że on wykazywał się niezwykłą odwagą.- Na przykład co?- spytała wyraźnie zafascynowana, co mu chodzi po głowie, a kiedy wspomniał o pocałunku, poczuła cholernie przyjemne dreszcze rozchodzące się po ciele i zatrzymujące między udami. Tak. Zdecydowanie chciała poczuć jak całuje. - Tak czysto teoretycznie tylko?- uniosła znacząco brew dopytując się jeszcze i pochyliła się w jego kierunku. Mieszanka perfum I bijącego ciepła była uzależniająca. Marzyła, aby okrył jej ciało własnym, by rozgrzał je własnym, a jego zapach wżarł się jej skórę. - To również zależy- szepnęła w odpowiedzi i walczyła, aby nie zerknąć na jego usta. - Od tego jak dobry byłby ten pocałunek- zdradziła mu powoli przenosząc wzrok na uwydatnione wargi, które były tak blisko i kusiły ją. Tak bardzo, że resztkami sił wyprostowała się, nie pozwalając mu tak szybko siebie zdobyć.
Jednak to nie przekroczenie bariery fizycznej, a tej mentalnej stało się punktem do tego, że zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej. Bo czy właśnie nie zdradzili sobie swoich sekretów? I to tak paskudnych, krzywdzących i niezwykle bolesnych. - Przyjaciele dbają o siebie nawzajem- zakwestionowała jego próbę przekonania ją, że to on powinien o nią dbać. Nie, ona wyobrażała sobie relację jako partnerstwo pełne wzajemnego wsparcia i szacunku. Nieważne czy to jest jedynie przyjaźń czy coś więcej.- Deal- przytaknęła już na propozycję wzajemnego naklejania plasterka i obrony przed wrednymi dzieciakami. Wyobraziła ich sobie małych, jako dzieci, którzy razem jeżdżą na rowerze i się bawią, nie interesując się w ogóle innymi wokół. Byliby tylko oni.
Tak jak teraz, gdy siedzieli w lotniskowym barze. W tle było słychać gwar spowodowany przepełnionym lokalem - w końcu nie tylko oni mieli opóźniony lot. Barman uwijał się przygotowując kolejne drinki klientom, ale Jinx widziała tylko Calluma. Tylko jego głos do niej docierał. Tylko jego uśmiech wywoływał przyspieszone bicie jej serca.
Ja pierdolę. Co mi się stało?!
Roześmiała się głośno na widok krzywiącego się go pod wpływem smaku tequili. Cóż, wybrała całkiem mocny i specyficzny alkohol. Na razie jednak swój kieliszek wciąż obracała w dłoni i wpatrywała się w ciemnoniebieskie tęczówki, które wydawały się jej tak przyjemnie znajome. Dzieliło ich raptem kilka centymetrów, a raczej AŻ kilka centymetrów. Chociaż pomimo tego czuła emanujące ciepło z jego ciała, o którym kolejne wyobrażenia wbijały się do jej głowy. - Cal, mów mi Jiji- niewiele osób tak się do niej zwracało . Pozwalała na to zdrobnienie tylko najbliższym, a przed nim tak szybko uległa. Może to przez to pytanie, które jej zadał? Które świadczyło o tym, jak dobrze był wychowany. Uśmiechnęła się lekko, a zanim się odezwała ponownie , to odstawiła kieliszek na blat i chwyciła delikatnie jego dłoń . - Co do Twojego pytania, to nie. Nie mam nikogo- mówiąc to przekręciła jego nadgarstek tak, aby móc na nim wysypać trochę soli. Nachyliła się, ale zanim ją zlizała, spojrzała jeszcze na niego z zadziornym uśmiechem na ustach. - Niewielu dorównuje mi energią i pasją- i nim zdążył coś na to odpowiedzieć wysunęła język i nie spuszczając z niego wzroku, zlizała z niego sól. Słony smak wymieszany z jego ciałem był niczym afrodyzjak. Jedyne o czym teraz myślała, to żeby zabrać całą butelkę tequili , zlizywać sól z jego ciała, a na koniec wpijać się w jego usta zamiast w limonkę. Teraz jednak wyprostowała się, chwyciła kieliszek i po przechyleniu go na raz, zatopiła usta w plasterku cytrusa. Na koniec przejechała kącikiem języka po ustach czując jeszcze posmak Cala na nich. Jinx bywała szalona i odważna, ale co ten facet z nią wyczyniał?!


callum reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądał się jej, kiedy mówiła, a im dłużej na nią patrzył, tym mocniej miał wrażenie, że to wszystko zaczyna wymykać mu się spod samokontroli. - Jeszcze nad tym pomyślimy? - powtórzył, unosząc brew, a uśmiech sam wpełzł mu na usta. - Brzmi bardzo zobowiązująco. Podoba mi się. - Zaśmiał się pod nosem, ale zaraz potem jego rozbawienie ustąpiło miejsca czemuś bardziej napiętemu, kiedy pochyliła się w jego stronę i podłapała temat pocałunku.

Cholera.
Nie spodziewał się, że tak łatwo odbije piłeczkę. Nie spodziewał się też, że samo spojrzenie na jej usta będzie w stanie tak skutecznie wyczyścić mu głowę ze wszystkich rozsądnych myśli. - Czyli to zależy od jakości? - zapytał ciszej, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Dobrze wiedzieć. W takim razie musiałbym się postarać. - Powinien się odsunąć. Naprawdę powinien. Zamiast tego został dokładnie tam, gdzie był, pozwalając, żeby te kilka centymetrów między nimi zaczęło działać mu na nerwy bardziej niż ten pierdolony, odwołany lot. Więc zrobił coś cholernie odpowiedzialnego. Wysunął dłoń w stronę jej szyi, przesuwając palcami wyżej, aż wplótł je w jej włosy i przybliżył się jeszcze bardziej. - A jak lubisz być całowana? - zapytał, spoglądając najpierw na jej usta, a dopiero potem w oczy.

Nie czekał jednak na odpowiedź.

- Lubisz zwyczajne muśnięcie? - mruknął, przechylając głowę i muskając jej usta krótko, czule... Odsunął się na ułamek sekundy, tylko po to, żeby spojrzeć na jej twarz. - Czy wolisz trochę mocniejszy pocałunek? - dodał, tym razem całując ją głębiej. Przytrzymał jej usta chwilę dłużej, zanim znowu się odsunął. Nie daleko. Tylko na tyle, żeby oprzeć czoło o jej czoło i przez moment wpatrywać się w jej brązowe tęczówki, podczas gdy ich oddechy mieszały się ze sobą w tej cholernie niebezpiecznej bliskości. Kurwa, co ona z nim robiła? - Ah, pieprzyć to. Pocałuję cię po swojemu - rzucił cicho. Znowu przechylił głowę i pocałował ją delikatnie. Raz. Drugi. Bez pośpiechu, głaszcząc palcami tył jej głowy, przesuwając je między gęstymi włosami. Dopiero kiedy poczuł, że się nie odsuwa, pogłębił pocałunek, wsuwając język do jej ust i pozwalając sobie na ten rodzaj zachłanności, którego jeszcze chwilę temu próbował nie pokazywać. Zakończył pocałunek powoli, odsuwając się zaledwie odrobinę, po czym posłał jej zawadiacki uśmieszek. Zachowywał się tak, jakby właśnie nie zrobiło mu się gorąco, jakby niepozorna przestrzeń, którą czuł przed chwilą w swoich bokserkach, teraz boleśnie się nie zacieśniła.

Gdy wspomniała o przyjaciołach, plasterkach i wzajemnym dbaniu o siebie, coś w jego spojrzeniu na moment zmiękło. Nie spodziewał się, że tak głupia, dziecięca wizja uderzy go gdzieś głębiej and that it's gonna melt his heart(sorki nie wiem jak to po polsku napisac XD) - deal - odparł po chwili, trochę ciszej niż wcześniej. - Ty plasterki, ja ochrona przed wrednymi dzieciakami. Brzmi serio sprawiedliwie. - Obserwował, jak wciąż obracała swój kieliszek w palcach, a kiedy roześmiała się z jego miny po shocie, prychnął, kręcąc głową. - Śmiej się, śmiej. Jak za sześć godzin będę próbował wejść do złego samolotu, to będzie twoja wina. - Dopiero kiedy powiedziała, żeby mówił jej Jiji, zatrzymał na niej spojrzenie trochę dłużej.

JIJI

- Jiji - powiedział w końcu na głos, sprawdzając, jak brzmi na jego języku. - Pasuje ci. - A potem odpowiedziała na jego pytanie. Nie miała nikogo. HALLEFUCKINLUJAH. Callum nawet nie próbował powstrzymać zadowolonego uśmieszku, który spowił jego twarz. - Dobrze - rzucił cicho, zanim zdążył udawać obojętność. Zaraz jednak zamarł, gdy chwyciła jego dłoń, przekręciła nadgarstek i wysypała na niego sól. Okej. That was sum dangerous shit happening out here. Patrzył na nią bez słowa, gdy nachyliła się, posłała mu ten zadziorny uśmiech, a potem zlizała sól z jego skóry, nie spuszczając z niego wzroku. Przez moment nie oddychał. Serio. Po prostu siedział, patrzył i czuł, jak całe jego ciało reaguje na ten jeden, pozornie prosty gest.

Ja pierdolę.
W momencie, kidey wypiła shota i przejechała językiem po ustach, Reid odchylił się minimalnie, potrzebując tej odrobiny dystansu tylko po to, żeby nie zrobić czegoś absolutnie nierozsądnego. - Niewielu dorównuje ci energią i pasją? - powtórzył. - To brzmi jak wyzwanie. - Spojrzał na miejsce na swoim nadgarstku, którego chwilę wcześniej dotknęła ustami, a potem znów na nią. - a ja, Jiji, mam bardzo głupi zwyczaj podejmowania wyzwań, nawet kiedy wiem, że powinienem się trzymać od nich z daleka. - Nachylił się trochę bliżej i mruknął,- Tylko mnie nie podjudzaj, bo jestem o krok od zaproszenia cię do pokoju w lotniskowym hotelu. Pokoju, którego jeszcze nie zarezerwowałem, ale jestem w stanie to zmienić. Wystarczy, że powiesz słowo. - Wstał z siedzenia i zbliżył się do niej, chwytając jej twarz w dłonie. Delikatnie uniósł ją ku sobie, kciukiem przesuwając po linii jej policzka. - Jedno słowo - powtórzył ciszej. Potem chwycił kieliszek tequili, wypił go jednym haustem i odstawił szkło na blat. Nie dał sobie czasu na rozsądek. Nie dał go też jej. Pocałował ją mocno, zachłannie, tak żeby poczuła na koniuszku języka gorycz tequili i to, jak bardzo, niewyjaśnialnie bardzo pragnął jej w tamtej chwili.

jiji
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”