
Nie byli oryginalną rodziną; nie wykraczali poza średnią klasę społeczną, ale też nigdy nie narzekali na brak pieniędzy. Amanda Parrish była nauczycielką w pobliskiej szkole średniej, a Theodor – jej oddany, marudny i odrobinę zdziwaczały mąż – prowadził nieźle prosperujący zakład stolarski. Dorobili się dwójki dzieci z czego żadne nie było ani najgorsze, ani najlepsze w nauce. Elias lubił myśleć o sobie jak o lepszym synu, ponieważ był rok starszy, zajmował górę łóżka piętrowego, zawsze dojadał obiady i wygrywał walki o ulubione zabawki, nokautując widowiskowo Adama.
Rodzinny kalendarz wiszący w kuchni był zakreślony na każdej możliwej i znaczącej dacie: urodziny, przyjęcia, zakończenia roku, mecze hokeja, mecze lacrosse i każdego innego sportu, którego chętnie próbowali młodzi Parrishowie. W niedziele zawsze były rodzinne obiady i ciasto z jabłkami, a Amanda mogła być dumna, bo nigdy nie dostała wezwania do szkoły lub – broń Boże – na policyjny komisariat.
Elias i Adam byli do siebie podobni tylko z wyglądu. Ich zainteresowania, oprócz sportu, były tak skrajne, że trudno było się połapać w tygodniowej rozpisce zajęć dodatkowych. Kiedy młodszy z braci wolał udzielać się artystycznie w roli drzewa na przedstawieniach, Elias tworzył makiety wulkanów i próbował nie połamać sobie nóg na deskorolce. Byli jednak zgranym duetem i najlepszymi przyjaciółmi. Skoczyliby za sobą w ogień, który prawdopodobnie sami wzniecili. Trzymali się razem przez cały okres szkoły: gdzie był Elias, prawdopodobnie był też Adam, co nikomu nie przeszkadzało – byli otwarci, rozmowni, przystojni i nie narzekali na powodzenie u obu płci. Nawet po wyjeździe Adama do Stanów, nigdy nie pozwolili by ich relacja ucierpiała, a Elias jest zawsze pierwszym, który komentuje nowe zdjęcia brata na instagramie.
Ścieżka kariery Eliasa była i nie była przypadkowa. Zawsze interesował się biologią, był chętny do pomocy, fascynował się anatomią, ale jego marzeniem była profesjonalna kariera hokeisty. Niestety okropna kontuzja jeszcze w wieku szkolnym sprawiła, że musiał zmienić plany na przyszłość. Po ukończeniu szkoły średniej, Elias dostał się do programu paramedycznego w college'u. Nauka była ciężka, ale satysfakcjonująca. Spędzał długie godziny pomiędzy ślęczeniem nad książkami, a szlajaniem się po klubach tak, jak robili to jego rówieśnicy, wypijał całe litry kawy, energetyków i przeżywał swoje pierwsze zauroczenia: gwałtowne, mocne i do utraty tchu.
Liam był jego pierwszą miłością. Dokładnie tą, którą przeżywa się codziennie na nowo. Pozwolił mu wejść do swojego świata i stać się nim całkowicie; wszystko toczyło się szybko, intensywnie, dokładnie tak jak powinno. Elias wiedział, że nie było lepszego miejsca niż to w ramionach Liama, ani piękniejszego dźwięku niż jego śmiech. Czasami porozumiewali się milczeniem, jak językiem, który rozumieli tylko oni, a czasami rozmawiali całe noce, nigdy sobą nie znudzeni. Przez trzy lata Parrish żył w swojej bajce: spełniał się zawodowo, a gdy wracał do domu (swojego, jego lub z czasem wspólnego), zapominał o wszystkim innym, ponieważ nie było nic bardziej wartościowego. Uwielbiał leniwe weekendy z chińszczyzną kupioną w pobliskiej knajpie i rewelacyjny seks, jakby żaden z nich nie mógł nasycić się sobą dostatecznie.
Teraz gdy o tym myślał – kilka miesięcy po rozstaniu – żałował tylko tego, że dał mu więcej, kochał bardziej i naiwnie sądził, że to wystarczy.
– Jest zdecydowanie tym bardziej opiekuńczym bratem, zwłaszcza od momentu wyprowadzki Adama do Stanów.
– Lubi swój samochód, uparcie twierdząc, że wszystko z nim w porządku, mimo tego, że potrafi buntować się na ruchliwej ulicy, wydawać dziwne dźwięki, a bagażnik otwiera się sam z siebie w najmniej oczekiwanym momencie.
– Sympatia Eliasa ma wiele zalet. Na przykład: zna ludzi, którzy znają ludzi. Co więcej, jest oddanym przyjacielem, chociaż często najpierw mówi, potem myśli.
– Do tej pory leczy złamane serce. Przeszedł już etap smutku, wkurwienia, ponownego smutku, etap względnego zdrowienia, a teraz postanowił wyremontować swój niewielki dom, na który wziął kredyt z którym czeka go bardzo długi związek. Ale przynajmniej stały.
