ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
Brzydki język
Emptiness nie było miejscem często odwiedzanym przez Eliasa. Właściwie, był to jego pierwszy raz w klubie, gdzie ceny drinków w żaden sposób nie przypominały wesołych haseł: kup jedno piwo, drugie dostaniesz gratis. Powiedzmy sobie szczerze: praca ratownika medycznego nie przynosiła ogromnych zysków, szczególnie dla młodych, pełnych ambicji jednostek. Zjawił się tu zupełnie przypadkowo, zaciągnięty przez dobrego znajomego, ponieważ tym, co Elias robił znakomicie, było pojawianie się w odpowiednim (lub nieodpowiednim) miejscu i porze, co przynosiło albo straty, albo zyski, jednak ogólny rozrachunek nigdy nie był oczywisty.
Światła zalewały parkiet i zaludniony bar. Dzięki klimatyzacji nie było duszno, ale i tak Elias czuł jak koszula przylepia mu się do skóry; odpiął dwa guziki pod szyją, rozglądając się uważnie, by odszukać spojrzeniem zbłąkanego kumpla. Siedząc w wygodnej loży, uniósł szklaneczkę do ust i przeczesał włosy, wsłuchując się w niesamowity głos wypełniajacy salę. Dopiero po dłuższej chwili zlokalizował jego właścicielkę: drobną brunetkę o ślicznej twarzy, najwyraźniej będącą w centrum zainteresowania jednego z przyglądających się jej mężczyzn. Z zaciekawieniem śledził tę scenę: facet kołysał się na nogach, próbując przyjąć dumną pozę naczelnego podrywacza, zbliżając się do artystki zapewne w celu zdobycia jej numeru lub obietnicy randki. Skromnym zdaniem Eliasa, facet ani nie był przystojny – o ile można było jakkolwiek to ocenić w migotliwych światłach i w stanie jego nietrzeźwości – ani nie miał dobrej gadki, co wywnioskował po wyrazie twarzy zagadywanej kobiety. Kącik ust Parrisha drgnął w swoistym rozbawieniu, gdy jej uśmiech zamienił się w coś w rodzaju poirytowanego grymasu, a duże oczy zaświeciły groźnie, jakby była o krok od znokautowania mężczyzny. Radziła sobie, tyle Elias był w stanie wywnioskować, ale w momencie, gdy silna dłoń zacisnęła się na jej przedramieniu w zaborczym geście, instynktownie wstał, odstawiając szklaneczkę na blat gwałtowniej, niż planował.
Wewnętrzny bohater Eliasa pojawiał się raz na jakiś czas i był dokuczliwy jak drzazga w palcu. Parrish nigdy nie odczuwał jakiegokolwiek powołania do wychodzenia przed szereg, pomimo otwartej natury i gadatliwego usposobienia, a i w pysk niekoniecznie lubił obrywać. Nic jednak nie wkurwiało go bardziej jak bycie absolutnie głuchym na wszelkiego rodzaju "nie".
Daj spokój, Mała, tylko jeden drink. Co Ci szkodzi? — mamrotał uparcie facet — co lepszego masz do roboty? Mam mieszkanie niedaleko i...HEJ, Kurwa, Co jest?!
Mocne szarpnięcie przerwało monolog, a Elias stanowczo złapał mężczyznę za ramię, odciągając go od artystki.
Wydaje mi się, że ta Pani nie ma ochoty na Twoje żałosne zaloty — mruknął, mierząc faceta pełnym politowania spojrzeniem. Zaraz jednak zerknął w stronę Rae, jakby chcąc się upewnić, że nie zinterpretował wszystkiego źle.
Odjeb się! Kim Ty w ogóle jesteś?! — nieznajomy szarpnął się mocniej, ale uścisk Eliasa był mocniejszy niż jego marne, pijackie próby. Parrish zastanowił się chwilę i wzruszył ramionami, odpychając go na tyle mocno, że wpadł na stojącą za nim grupę klubowiczów.
Jej chłopakiem. A teraz wypierdalaj.

Rae Westlake
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Panie i Panowie! A teraz jedyna i niepowtarzalna... Wychowana w naszym własnym klubie! Uwielbiana przez tysiące! Rae Westlake!
Na moment na parkiecie pod sceną zrobiło się zamieszanie. Brawa, trochę cichsze, niż można by się spodziewać. Gwizdy kilku osób z rogu sali, koło stolików. Uśmiech dziewczyny wchodzącej na scenę ze swoim zespołem jasno mówił o tym, że te gwizdy należały do jej znajomych, próbujących napędzić widownię.
Ale szybko okazało się, że klakierzy wcale nie są tak bardzo potrzebni, bo energia, jaka wybuchła na scenie, dosłownie zapierała dech w piersiach. Brakowało tylko wielkiej sceny, wybuchów płomieni, fajerwerków i show, jakie robiły wielkie zespoły, ale energia frontmanki była wspaniała. Nawet jeśli śpiewała tylko covery. Publiczność szybko zareagowała na występ. Część tańczyła, część dośpiewywała z nią kolejne fragmenty utworów. Wszyscy skupiali się tylko na niej.
I pewnie właśnie ten sukces sprawił, że przyciągnęła też niechciane zainteresowanie.
Frędzle na jej skórzanej, przypominającej kowbojską, kurtce zafalowały, kiedy zeskakiwała w ciężkich butach ze sceny na parkiet. Trochę dziecięcy, za to jak bardzo szczery śmiech przebił się przez harmider w przerwie między koncertem a setem DJ-a. Po kilku zamienionych słowach i gratulacjach od koleżanek oraz przypadkowych fanów w końcu doprowadziło ją to do nieprzyjemnej sytuacji.
- Dzięki, ale mam tu i tak darmowe drinki... - odpowiedziała nonszalancko, próbując wyminąć namolnego faceta.
I pewnie by się udało, gdyby nie powiedział "mała".
- Nie jestem "mała"! - warknęła, odwracając się do niego, ale w tej chwili on chwycił ją za przedramię i nagle zaloty stały się znacznie poważniejsze. - Au! To boli!
Zmarszczone brwi i ogień w oczach. Dłoń zacisnęła się w pięść, a kolana lekko się ugięły. Ciało skręcało się do ciosu, który już za chwilę miała wyprowadzić ze sprawnością kogoś, kto widział niejedną bójkę, a może nawet w niej uczestniczył.
Nagłe szarpnięcie rozłączyło tych dwoje, wytrącając Rae z tej mrocznej determinacji.
Kiedy spojrzenie Eliasa zatrzymało się na niej, stała z lekko otwartymi ustami, zaskoczona tym, że ktoś wmieszał się w tę sprawę. Przez chwilę myślała, że może to któryś z ochroniarzy w klubie, ale przecież go nie znała.
Jej chłopakiem...
Prychnęła, przewracając oczami i krzyżując ramiona na piersi.
- Chyba byłym!
A teraz wypierdalaj!
Przez moment na jej twarzy odbił się cień zaskoczonego uznania, ale szybko skupiła uwagę na zamieszaniu, które zaczęło się robić wokół grupki, na którą wpadł odepchnięty adorator. Kątem oka dostrzegła ochroniarza idącego w ich kierunku, złapała z nim kontakt wzrokowy i ruchem głowy wskazała na mężczyznę, który robił problemy.

My hero...
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze przez chwilę Elias obserwował, jak twarz faceta robi się najpierw czerwona z niezadowolenia, a potem jeszcze mniej atrakcyjna, gdy procesował swoje urażone ego. Jako mężczyzna doskonale rozumiał tą wewnętrzną wojnę, którą teraz toczył – albo uprzeć się i wyjść na jeszcze większego palanta, albo oddalić się z podkulonym ogonem, przy odrobinie szczęścia zadowalając się pierwszą lepszą dziewczyną, na tyle pijaną, by zignorować jego seplenienie. Parrish uniósł wyczekująco brwi, zignorował soczyste przekleństwo rzucone w jego stronę, a następnie przeniósł uważne spojrzenie na stojącą obok niego młodą kobietę. Musiała być odrobinę młodsza, ale może było to tylko nieprzyjemne wrażenie kogoś, kto czuł się zdecydowanie za staro jak na swoje lata.
Jej reakcja najpierw wywołała zaskoczenie, a potem krótki, życzliwy śmiech, lekko zabarwiony zakłopotaniem.
To chyba mój najkrótszy związek w życiu — przyznał, przysuwając się na tyle, by nie musieć przekrzykiwać płynącej w tle muzyki. Zachowywał jednak zdrowy odstęp i najwyraźniej nie zamierzał sprawiać, by czuła się niekomfortowo.
Przepraszam — zreflektował się, ponownie przeczesując włosy. Byłoby naprawdę kiepsko, gdyby bohaterski czyn został uznany za bezczelne nagabywanie, a jego słowa za kiepską próbę podrywu — facet drażnił mnie od samego początku. Uznałem, że podanie się za Twojego chłopaka zminimalizuje straty w ludziach — posłał jej wesoły uśmiech, przesuwając spojrzeniem po jej ładnej, nieco zbulwersowanej twarzy.
Obrócił głowę; namolny klient próbował dyskutować z ochroniarzami, co nie było najmądrzejszym posunięciem. Dwóch rosłych facetów bez najmniejszego problemu wywlekło go w stronę wyjścia, a przez myśl Eliasa przeszło, że niekoniecznie chciałby skończyć w ten sam sposób.
Nie próbuję Cię poderwać — uniósł dłonie w pokojowym geście, a potem dotarło do niego, że i to mogło zostać odczytane jako przeciwieństwo komplementu — Oczywiście, jesteś najśliczniejszą dziewczyną tutaj — zaznaczył, puszczając jej oczko — ale nie randkuję z kobietami — dodał, by rozwiać wszelkie wątpliwości.
Masz dobrą postawę do walki. Nie chciałbym być w skórze tego gościa jakbyś sprezentowała mu prawy sierpowy.
Artystka wyglądała jak ktoś, kto potrafił sam o siebie zadbać. Może to doświadczenie, albo instynkt, ale rzadko spotykał u kobiet tak ognistą wolę walki. Dodatkowo wolę, która sprowadziłaby przeciwnika do parteru szybciej, niż zdążyłby powiedzieć "przepraszam".
Elias — wyciągnął w jej stronę dłoń — Twój chłopak i nie chłopak w razie potrzeby.

Rae Westlake
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A wystarczyło, żeby po prostu nie próbował zgrywać macho... Wtedy ten jegomość nie miałby żadnych problemów. A teraz... Rae dobrze wiedziała, że ochroniarze w Emptiness traktują pracowników trochę jak rodzinę, a że klub stał na granicy praworządności, to, umówmy się... Zdarzało się, że niegrzeczny pan był lekko poturbowany po wyprowadzeniu z klubu. Właściciel nie lubił, jak ktoś psuł mu opinię o tym miejscu.
Natomiast sama dziewczyna starała się już więcej uwagi nie poświęcać temu facetowi. Może właśnie dlatego, że widziała, iż dostanie kilka kuksańców? Łapserdak.
Popatrzyła na swojego wybawcę powątpiewająco, lekko krzywiąc ładne usta w nieładny sposób. Jedna z brwi powędrowała do góry, kiedy zaczął tłumaczyć swoją interwencję.
- My hero... - skomentowała z przekąsem. - Więc uznałeś, że musisz obsikać teren, bo inaczej będę miała kłopoty?
Pytanie z tych, co miały naturę retoryczną. Nie spodziewała się odpowiedzi, za to z dość niemiłą nonszalancją uniosła oczy ku powale i już zbierała się, żeby odejść, kiedy powiedział to jedno zdanie. Wróciła na niego zaskoczonym spojrzeniem, które najwyraźniej odczytał jako urażoną dumę, bo rzucił o tym, że jest najśliczniejszą dziewczyną tutaj.
- Wątpię... - dodała z rozbawieniem, dobrze wiedząc, jakie laski tutaj się kręciły.
Rozumiała to, że dziewczyny na szczudłach, w obcisłych sukienkach, przyciągały facetów z kasą, gotowych wydać trochę pieniędzy, walcząc o zainteresowanie niewiast. W jej oczach była to trochę transakcja, ale ostatecznie... Uprzedmiotowienie kobiet było typowe dla współczesnego świata. Niestety także z winy samych dziewcząt.
- A z kim? Słoniami? - zapytała, kiedy powiedział, że nie randkuje z dziewczynami, po czym dotarło do niej, co chciał powiedzieć.
Jej twarz momentalnie się zmieniła. Maska nonszalanckiej pewności siebie opadła, a Elias zobaczył przez moment nieco zagubioną dziewczynę, do której właśnie dotarło, że powiedziała coś naprawdę durnego.
- Ale jestem głupia, przepraszam! - dodała szybko, tym razem sama skracając dystans, który do tej pory kontrolowała drobnymi ruchami i wychyleniami ciała.
Jej dłoń na moment dotknęła jego przedramienia, a uśmiech zrobił się naprawdę ładny i ciepły. Zupełnie jakby poczuła się... Bezpieczna?
- Czasem gadam jak najęta i mówię głupoty. - wyjaśniła.
Ktoś przechodzący obok krzyknął przez muzykę:
Świetny koncert, Rae! Kiedy usłyszymy coś Twojego?
Dziewczyna odruchowo odwróciła głowę i odmachała komplemenciarzowi, nic nie mówiąc. Ale była na tyle blisko, by Elias mógł zobaczyć lekkie zakłopotanie. Szybko jednak ustąpiło ono miejsca rozbawieniu i naprawdę szerokiemu uśmiechowi, pokazującemu prawie wszystkie zęby.
- To nie był mój pierwszy raz... Zanim przyjechałam do Toronto, często trafiałam na gości z durnymi pomysłami. Zazwyczaj, jak widzicie dziewczynę, to albo chcecie ją chronić, albo wykorzystać swoją przewagę. - spojrzała na niego znacząco, ale w jej spojrzeniu nie było już tego dystansu, który był na początku.
Chyba ten komplement przypadł jej do gustu.
- Rae. - uścisnęła jego rękę w odpowiedzi. - Twoja... Nie wiem... Ulubiona wokalistka?

my hero!
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Elias mrugnął lekko, a na jego twarzy przez moment pojawiła się konsternacja. Nie zamierzał zasikiwać żadnego terenu, znał co najmniej tuzin lepszych i bardziej kulturalnych sposobów na to by pozbyć się nieproszonego gościa, chociaż same słowa sprawiły, że Parrish zaśmiał się swobodnie, kręcąc głową.
Nie jestem pewien, ale chyba...Coś w tym rodzaju? — rzucił, marszcząc gęste brwi. Jego orientacja nie była istotna; nadal był facetem z tymi samymi instynktami i nieprzemyślanymi odruchami. Zaznaczanie terytorium było więc w ich naturze, tak jak walka o dominację czy inne tego typu drobiazgi, często opisywane w podręcznikach: jak zrozumieć mężczyznę. Jednak w przypadku Eliasa, nie robił tego w celach zdobycia uznania, pochwały i być może przelotnej, jednonocnej znajomości.
Rozejrzał się jeszcze raz, słysząc jej powątpiewanie. Oczywiście, w klubie roiło się od pięknych kobiet, często skąpo ubranych i nieziemsko atrakcyjnych. Nigdy nie potrafił jednoznacznie ocenić ich aparycji pod względem atrakcyjności dla samego siebie, ale potrafił docenić piękno i kobiecą delikatność. Na tle pozostałych kobiet, artystka wyróżniała się tym, że nie próbowała na siłę przypodobać się śliniącym na ich widok facetom. Jej oczy błyszczały walecznie, a usta były kształtne i naturalne, chociaż teraz lekko wykrzywione w grymasie politowania. Dobrze wiedział, że cokolwiek by nie powiedział – nauczona doświadczeniem – i tak uznałaby jego słowa za próbę przypodobania się jej osobie. Dlatego uśmiechnął się tylko, a ten przerodził się w śmiech, gdy tylko usłyszał jej kolejne słowa.
Nie. One też zdecydowanie nie są w obszarze moich zainteresowań — odpowiedział cierpliwie, a potem przez kilka sekund obserwował jak twarz kobiety zmienia się, gdy powoli uświadomiła sobie co próbował jej przekazać. Rozluźniła się, co było dobrym znakiem i chyba właśnie przez to, Elias również poczuł się bardziej swobodnie.
Nie, nie. W porządku — pośpieszył — Na twoim miejscu pewnie zareagowałbym tak samo na pojawienie się obcego typa, który próbuje mnie ratować — jasne oczy przesunęły się po jej łagodnych rysach. Uścisnął jej dłoń, zatrzymując uśmiech na wargach.
Rae. Ulubiona wokalistka — zgodził się.
Właściwie, był pod wrażeniem jej zaradności.
Rozejrzał się, wodząc spojrzeniem po zebranym tłumie. Nigdzie nie dostrzegł Williama, który najpewniej zaszył się już gdzieś z nowo poznaną dziewczyną. Lub facetem. Elias nie potrafił nadążyć za jego upodobaniami.
Tak się składa, że...— zaczął, pochylając się konspiracyjnie w stronę Rae — mój towarzysz gdzieś zniknął i wygląda na to, że zostałem sam. Co powiesz na drinka? Oczywiście, jeśli masz chwilę przerwy — poruszył zabawnie brwiami, gotów zmierzyć się z odmową, świadomy tego, że jedno z nich zarabiało właśnie pieniądze na swoje utrzymanie, podczas gdy drugie doszczętnie wydawało wszystkie swoje oszczędności na zdecydowanie za drogi alkohol.

Rae Westlake
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odpowiedziała ciepłym i wesołym uśmiechem na zaproszenie.
- Tak się składa, że skończyłam już występ. Dzisiaj szef pozwolił na dwa kawałki. - wyjaśniła i ruchem głowy sama zaprosiła go do baru. - Chodź Bohaterze...
Tym razem to słowo nie miało w sobie przekąsu, za to zabrzmiało jakby właśnie nadała mu w swojej głowie przezwisko.
- Tak się składa, że mam tutaj darmowe drinki... Więc to ja podziękuję Tobie. - zadecydowała, uśmiechem dziękując facetowi, który właśnie ustąpił im miejsca przy barze.
Oparła się na nim oboma łokciami, wyciągając swoją sylwetkę. Jedna z nóg odruchowo zgięła się w kolanie, kiedy wspięła się na palce drugiej, by zajrzeć za bar i zwrócić na siebie uwagę jednej z barmanek.
Dosłownie chwilę wymieniały się żartami, które były zrozumiałe tylko dla ludzi z wewnętrznego kręgu, ale dało się wychwycić gratulacje co do udanego występu.
- Kim jest to ciacho? - zapytała barmanka wskazując na Eliasa. - What's your poison?
- Elias jest moim prywatnym rycerzem na białym koniu...
Obie wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, ale delikatny, przeczący ruch głową Rae sprawił, że barmanka też się uśmiechnęła cieplej i zaczęła przygotowywać zamówionego, przez Eliasa drinka.
- Dla Ciebie whisky sour?
Rae odpowiedziała kiwnięciem głową po czym spojrzała, marszcząc brwi na faceta, który trącił ją plecami, a siedział na stołku koło niej. Odsunęła się na bezpieczniejszą odległość, ale ta z kolei za bardzo skróciła dystans do jej nowego znajomego, więc wypatrzywszy lukę po jego drugiej stronie, obeszła go i oparła się plecami o bar w tym drugim miejscu.
- Klub to słabe miejsce na randkę... Łatwo jest kogoś zgubić w gąszczu... Innych zainteresowań. - zauważyła, wracając do tematu zaginionego towarzystwa.

Elias Parrish
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”