-
Nie chodziło mi do końca o true crime - odpowiedziałem po chwili i ponownie spojrzałem w stronę tablicy. -
To znaczy trochę też, ale…
Urwałem zdanie i próbowałem znaleźć odpowiednie słowa. Nie chciałem zabrzmieć jak ktoś, kto nagle odkrył, że morderstwa naprawdę się zdarzają. Nie byłem aż tak oderwany od rzeczywistości. Korzystałem z Internetu praktycznie bez przerwy i wiedziałem, co się działo się na świecie. Tyle że wiedzieć o czymś, siedząc przed ekranem telefonu, a zobaczyć miejsce, w którym ktoś rzeczywiście próbował rozwiązać podobną sprawę, było czymś zupełnie innym.
-
Bardziej miałem na myśli to, że te wszystkie kropki na mapie to nie jest jakiś dokument na Netflixie - dodałem w końcu. Normalnie przeczytałbym nagłówek, ewentualnie jakiś artykuł, a potem przeszedł do czegoś innego. A tutaj nagle widzę, że ktoś siedzi nad tym godzinami i próbuje zrozumieć, co się właściwie stało.
Przygryzłem na moment wnętrze policzka. Właściwie to wydawało mi się najmocniejsze. Ta świadomość, że kiedy dla większości ludzi jakaś tragedia kończyła się wraz ze zmianą kanału albo zamknięciem aplikacji, to dla kogoś innego dopiero wtedy zaczynała się praca.
Zastanawiałem się przez chwilę, czego w sumie bym się napił. –
Wystarczy woda. Chyba że trzymacie gdzieś policyjną lodówkę pełną Red Bulla, to wtedy mogę zmienić zdanie - dodałem.
Uśmiechnąłem się i tym razem trochę było to naturalne. Nie potrafiłem całkowicie zrezygnować z głupich komentarzy i w sumie to chyba nawet nie chciałem. Jednak pierwszy raz od dawna nie próbowałem wykorzystać żartu jako sposobu na zakończenie rozmowy.
Opuściłem wzrok na swoje dłonie i przez moment obracałem telefon między palcami, ale po chwili wsunąłem go głębiej do kieszeni. -
Właśnie chyba w tym jest problem - przyznałem. –
Bo jak mam publiczność, to wiem, co robić - powiedziałem trochę ciszej. -
Wiem, kiedy powinienem być zabawny albo powiedzieć coś, żeby ludzie zareagowali. Nawet jak się wkurzę, to przynajmniej wiem, że ktoś to zobaczy. - Wzruszyłem lekko ramionami. -
A jak jesteśmy tylko we dwoje, to nie bardzo mam za czym się schować.
Wydawało mi się, że powiedziałem trochę za dużo. Przez kilka zekund miałem ogromną ochotę dodać jakiś komentarz, który całkowicie zmieniłby znaczenie moich poprzednich słów, ale tego nie zrobiłem. Skoro już tutaj przyszedłem, to równie dobrze mogłem spróbować nie zmarnować tej okazji.
Uważnie słuchałem kiedy matka odpowiadała na moje pytanie o pracę i z każdą kolejną chwilą coraz bardziej rozumiałem, że chyba ja wcale nie potrafiłbym robić tego samego. Przerażała mnie świadomość tego, że człowiek zabierał później te wszystkie historie ze sobą i nawet wychodząc z pracy, nie mógł po prostu zostawić ich za drzwiami.
-
Czyli właściwie to nigdy naprawdę nie kończysz pracy - stwierdziłem. -
Możesz stąd wyjść, ale głowa dalej siedzi tutaj.
Potem usłyszałem historię o Agacie Christie i przez chwilę naprawdę nie wiedziałem, jak powinienem zareagować. -
Czekaj - odezwałem się w końcu. -
Czyli zostałaś detektywem, bo jako dziesięciolatka przeczytałaś kryminał i wkurzyłaś się, że autor zrobił cię w chuja na ostatnich stronach?
Tym razem naprawdę się zaśmiałem. -
To jest zdecydowanie lepsza historia niż się spodziewałem. Myślałem, że powiesz coś w stylu, że od dziecka miałaś ogromne poczucie sprawiedliwości i zawsze chciałaś chronić niewinnych. - Pokręciłem lekko głową, nadal się uśmiechając. -
Ale twoja wersja bardziej mi się podoba.
Po chwili jednak mój uśmiech trochę osłabł. Szkoda, że dowiedziałem się o tym dopiero teraz. Zdałem sobie dobrze sprawę z tego, ile nas ominęło. -
To to chyba trochę dziwne - powiedziałem po chwili. -
Że nie wiedziałem o czymś takim. - Nie powiedziałem tego z pretensją, a przynajmniej starałem się, żeby tak to nie zabrzmiało.
-
Znaczy... To nie jest przecież jakaś wielka tajemnica. Po prostu nigdy cię o to nie zapytałem. Albo nie miałem okazji. Myślisz czasami, że ta praca zabrała ci za dużo? - zapytałem w końcu i uniosłem lekko wsrok. -
Bo ja przez bardzo długi czas byłem wkurzony, kiedy ktoś mówił, że cię nie ma przez pracę. Nadal chyba trochę jestem - przyznałem. -
Zawsze myślałem, że to była po prostu wymówka, żeby nie powiedzieć wprost, że miałaś ważniejsze rzeczy. Ale skoro już tutaj jestem i próbuję zrozumieć, jak to wyglądało z twojej strony… - przerwałem na moment. -
To chciałbym wiedzieć, czy ty też kiedykolwiek miałaś poczucie, że coś przez to straciłaś. - Nie musiałem dodawać, że pytałem również o siebie i Kimberly. Byłem prawie pewien, że oboje doskonale o tym wiedzieliśmy.
Evina J. Swanson