—
Pełna wizji i zapału to jedno. Pełna emocji i życia. Tego, czego ci brakowało przez cały ten czas. — Tego, co z pewnością w niej tłamszono przez lata. Z pewnością – bo kiedy ją poznał, była zupełnie inną osobą. Nie tak w pełni zastraszoną, ale zupełnie inaczej podchodziła do życia. Teraz się zmieniała, bo właśnie tego
życia nabierała. Z dnia na dzień coraz bardziej. Pokazywał jej, że jej zdanie i preferencje też są ważne, że może decydować i może żyć tak, jak chciała. Chcąc nie chcąc chyba przeprowadzał jej terapię – jak na dobrego magistra psychologii przystało.
W zasadzie tak było. Navi od początku była jego projektem, bo ciężko powiedzieć, żeby na początku zdecydował się ją wyprowadzić z tego wszystkiego, bo zrobiło mu się przykro na widok tego, jak traktował ją Subin. Nie mogło – skoro nie odczuwał emocji tak głęboko. I nie mogło, skoro pozbawiony był empatii jako takiej, czystej i prawdziwej. I współczucia.
—
Po prostu podoba mi się to, jak zaczynasz żyć. I to nie w tych ramach, w które wsadzono cię już lata temu.
Wcześniej Navi była jedynie namiastką siebie samej. Taka, którą on sam zdecydował się wyskrobywać z tej obronnej, stworzonej przez system. Widział więcej w ludziach, więcej niż pokazywali. Możliwe, że przez to zaczęła być dla niego interesująca już na samym początku. Chociaż na samym początku, to przemówił walor estetyczny.
Chociaż może powinien słuchać lepiej tego, co mówiła, niż skupiać się na tym
jak mówiła. Ale nie sposób było nie zauważyć, że było to po prostu dla niego hipnotyzujące. Ten kontrast, w którym on czegoś nie miał, a raczej: czegoś nie czuł, a miał wrażenie, że chociaż przez chwile może, kiedy wsłuchiwał i wpatrywał się w nią.
Faktycznie mogła być jakimś jego substytutem emocji.
Gdy mężczyzna powrócił, najwyraźniej w gotowości do wałkowania tematu przez kolejne kilkadziesiąt minut, Renoir miał już gotowe pytanie. Takie, które miałoby wszystko domknąć. Proste w swoim brzmieniu i, tak naprawdę, proste w odpowiedzi. Wymagał tylko jednego z dwóch krótkich słów. Tak lub nie. Jakby faktycznie dopytywał, czy ma jej zamówić dodatkowe frytki albo kupić pluszaka z wystawy.
Tak.
Przeniósł spojrzenie na mężczyznę, który próbował ukryć zaskoczenie tym, że to mogło być tak proste. Jak faktyczna zachcianka.
— Umówię na jutro notariusza, chcę swojego. — Zwykle jak dokonywało się zakupu, to właściciel sprzedawanej nieruchomości miał już swojego rejenta, ale Renoir miał też swoje własne marszruty. I swoją czujność. — A wcześniej spotka się pan ze mną renegocjować cenę. Cała nasza trójka wie, że jest znacznie zawyżona.
Mężczyzna zapowietrzył się, być może chcąc się spierać, ale Giovanni skinął głową, dodając:
—
O dziesiątej — ze sztuczną, świadomie przerysowaną uprzejmością —
spotkamy się o dziesiątej. Ktoś ode mnie wyśle panu adres. — Przerwał mu na pierwszej sylabie, która jeszcze nie zdołała nawet opuścić jego ust. —
Do tego czasu załatwi pan wywóz odpadów pobudowlanych, aby miejsce było gotowe pod wejście ludzi. — Zagrał świadomie i krótko. Zostawił mężczyźnie wizję zawarcia kontraktu, a pewnie na tym mu należało. Jednocześnie to, jak łatwo go zgasił – jak zwykłą zapałkę – pokazywało, że raczej nie zjadł zębów na tej branży.
Wystawił łokieć Navi, aby mogli wymaszerować z budynku razem. Nie oglądając się na facecika. Filmowo, z klasą. Jakby faktycznie ktoś miałby zrobić z tego kadr sceny, która potem pokaże się w kinach. Nie odwracali się, bo przecież
cool guys don’t look at explosions.
—
Dopóki jeszcze dla mnie pracujesz — zaczął, gdy drzwi od lokalu zatrzasnęły się za nimi, po tym jak puścił Navi przodem i sam wyszedł z budynku —
to chyba ty będziesz musiała wysłać mu tego SMS-a. — Uśmiechnął się, choć nie był to wielki gest. —
I umówić nam na jutro spotkanie z rejentem. — To był przeskok z jednej rzeczywistości do drugiej. Ale skoro faktycznie od początku chciał ją puścić wolno, zaczynając od macek Subina i jej rodziny, to finalnie musiałby wypuścić ją od siebie.
Metaforycznie, bo psychicznie nie zgodziłby się na to, aby całkowicie mu się wymknęła. Będzie musiał utkać inną pętlę kontroli. Jeszcze bardziej subtelną, niż wcześniejsza.
—
A teraz — zaczął, otwierając jej drzwi od oczekującego SUV-a, wcześniej jedynie gestem zatrzymując szofera, aby nie wysiadał do tego samego —
mogłabyś mi postawić kolację i wino. — Tak w ramach podziękowania, a może i celebracji, choć być może przedwczesnej, dla zakładania interesu. Teoretycznie targu mieli dobić dopiero jutro, a do tego czasu mogło się zmienić absolutnie wszystko – bo byle jakiej umowy nie pozwoliłby jej podpisać, ale mogli to nazwać
próbą generalną
Navi Yun