49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tylko Evina wiedziała, co je czeka w przyszłości to specjalnie by zmodyfikowała przysięgę małżeńską tak, aby zobowiązać żonę do pomocy w tych bardziej niewdzięcznych czynnościach. Z drugiej strony, wiedziała, że Zaylee była tą upartą cholerą, z którą zapewne mało, co mogłaby ugrać.
Siłownia była oczywistym żartem. Mogła sobie odpuścić złośliwostki, ale jak mogła to zrobić, gdy żona obarczała ją takim beznadziejnym zadaniem specjalnym? Żadna z nich ze swoim nieidealnym ludzkim ciałem nie mogła dorównać kociej doskonałości Rademenesa. Mogły próbować, ale prawda była taka, że i tak odniosą sromotną porażkę.
Obie były zdecydowanie wkurzone na kota, który z kolei niewiele sobie robił z tego całego ich gadania oraz prób pacyfikacji. Przeklęta bestia. W tej chwili naprawdę mocno żałowała tego, że dała się wziąć na te ładne oczy i jednak nie oddała cholernika komuś z rodziny, a zamiast tego zostawiła go w domu. Od początku przecież powinny wiedzieć, że jeden kot im wystarczy. Zwłaszcza tak ułożony jak Elvira. Na co im był zatem kocur, który jedynie rozpierany był niepotrzebną nikomu energią?
- Nie miałabyś psychy - odpowiedziała, rzucając żonie wyzywające spojrzenie, ale w rzeczywistości naprawę nie chciała, aby kocurkowi coś się stało. - Zresztą... Koty są tak giętkie i cwane, że to byłby prawdziwy wyczyn.
Czasami wydawały się być naprawdę niezniszczalne. Naturalne maszyny stworzone do zabijania. Tylko, że potem widziała Elvirę z tymi jej śmiesznymi oklapniętymi uszkami jak prosiła o kawałek kurczaka z zamówionej na wynos chińszczyzny i trudno było jej uwierzyć w to, aby coś podobnego mogło być prawdą.
- Taki już okrutny koci los. Trzeba cierpieć za wsadzanie łapek, gdzie nie trzeba - dodała, aby przekaz edukacyjny na pewno dotarł do kocurka, który tym razem faktycznie nie by w stanie się uwolnić z jej chwytu. - Może powinnyśmy go na następny raz zamknąć w sypialni lub gabinecie dla bezpieczeństwa...
Niby pilnowała drzwi do pokoju Sama, ale te się nie domknęły i pozwoliły na to, aby futrzak wkradł się do środka, gdy żadna z nich nie patrzyła. Zwyczajnie za bardzo zajmowały się podziwianiem prac na ścianach, aby ocenić zastosowany kolor.
- Dobra, a gdzie odstawić nicponia po osuszeniu? - zapytała jeszcze, bo może na czas sprzątania również wypadałoby go przymknąć gdzieś w domu albo wyrzucić na dwór.
Co nabroił to jego. Teraz trzeba było to wszystko posprzątać, a obecność Rada mogła również i w tym procesie okazać się wyjątkowo niepomocna czy też wprost przeszkadzająca. Naprawdę miał w sobie jakiś pierwiastek chaosu.
- O ile nie zauważyłaś większych niedociągnięć to skończyłyśmy... Miałyśmy coś zjeść nim farba przeschnie i będziemy mogły zacząć skręcać meble, ale... - zamyśliła się jeszcze przez chwilę po czym spojrzała na skalę zniszczeń. - Możemy to ogarnąć, bo wiem, że im dłużej na to patrzysz tym bardziej cię chuj strzela.
Znała żonę i jej pedantyzm wystarczająco, aby móc stwierdzić takie rzeczy. W zasadzie to nawet Evinę to wszystko dręczyło, a jej daleko było to stanu czyścioszka. Jedzenie mogło poczekać. Zamówią pizzę na samo składanie mebli, a teraz wypadało zająć się plamami z farby.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie chciała mieć kota. Żadnego. Gdyby nie Elvira, możliwe, że nigdy nie przekonałaby się do tych stworzeń. Wszędzie zostawiały sierść, a przy jej maniakalnej potrzebie czystości posiadanie jakichkolwiek zwierząt wydawało się kompletnie niepraktyczne. Gdyby nie Elvira, nigdy nie zgodziłaby się również przygarnąć drugiego sierściucha. Czyli jednak jakieś cząstki człowieczeństwa wyniosła ze związku z Goldie, która po rozstaniu zostawiła jej kotkę. To, że po kilku latach pojawiła się, żeby ją zabrać, było już zupełnie odrębną kwestią.
Cienkie łapy łatwiej im złamać niż miednicę czy czaszkę. Kości kota są mocne i elastyczne, ale nie są niezniszczalne — wyjaśniła, bo jako lekarz medycyny sądowej co nieco o kościach wiedziała. Kocie kości nie były z natury mocniejsze od ludzkich w przeliczeniu na masę tylko dlatego, że zwierzęta lepiej znosiły upadki z wysokości.
Oczywiście, że powinny zamknąć drzwi od pokoju, ale wtedy zapach farby byłby nie do zniesienia, nawet przy otwartych oknach. Z kolei zamknięcie Rada w jakimś pomieszczeniu również wiązało się z ryzykiem szkód. Nie potrafił usiedzieć w miejscu i istniało spore prawdopodobieństwo, że coś zrzuci, potłucze albo podrapie. Taki już był z niego mały skurwiel.
Zamknijmy go w łazience — zadecydowała ostatecznie. Tam co najwyżej strąci jakieś butelki z szamponami. No i będzie miał stały dostęp do kuwety. — Nie wyjdzie stamtąd, dopóki nie skończymy — dodała jeszcze i nie zamierzała zmieniać zdania, choćby kocur miał się zamiauczać na śmierć. — Daj mi go — wyciągnęła ręce i przejęła od Swanson potwora. Przeszła z kuchni do łazienki na parterze i wrzuciła tam Rademenesa, który fuknął żałośnie, dalej wielce obrażony na cały świat, że jego łapy musiały znieść okrutną kąpiel.
Wróciła do Eviny i zlustrowała wzrokiem szkody. Z kuchnią powinno pójść szybko, ale salon... Tam na razie bała się nawet zajrzeć, mimo że najlepiej byłoby zacząć od czyszczenia dywanu i kanapy.
Chuj mnie strzela — zgodziła się z żoną. Taka była prawda, nie było co czarować. — Ale im szybciej się za to zabierzemy, tym szybciej skończymy. Może farba nie zdążyła jeszcze dobrze wsiąknąć i zejdzie po dokładnym szorowaniu wodą z mydłem. Jak nie, to trzeba będzie użyć jakichś lepszych preparatów — powiedziała, już wyciągając z szafki pod zlewem miskę.
Wolałaby uniknąć polewania mebli rozpuszczalnikiem czy innym żrącym środkiem, ale jeśli pierwszy sposób zawiedzie, trzeba będzie znaleźć coś skuteczniejszego. To była jednak ostateczność. Odkręciła wodę i zaczęła nalewać do miski ciepłą wodę. Nagle odwróciła się do Swanson, przypominając sobie o czymś istotnym.
Szczotki i gąbki są w szafce w łazience — poinformowała, tym samym dając jej do zrozumienia, że musi tam wejść w taki sposób, żeby nie wypuścić Rada z pomieszczenia. Nie było to niemożliwe, ale wymagało refleksu i wykazania się sprytem większym niż sam kocur. Wystarczyła chwila nieuwagi, żeby sierściuch czmychnął między nogami i rozpoczął swój maraton po całym domu.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zabawne, że żadna z nich nie była kociarą dopóki los nie wcisnął im ich w zasadzie na siłę. Jakby nie patrzeć to Evina nie prosiła się o futrzaki. Elvira została jej wciśnięta praktycznie na siłę, gdy Miller trafiła do szpitala po postrzale. Zostały zmuszone do tego, aby się ze sobą zaprzyjaźnić i w tym czasie kotka została jej ukochaną księżniczką, którą Swanson broniła w wiadomościach wymienianych z koronerką, twierdząc, że wcale nie jest ona diabłem wcielonym. Chyba dopiero po przygarnięciu Rada Zaylee przekonała się o tym, że Elvira była naprawdę bezproblemową kotką.
- Wiem, że nie są niezniszczalne, ale no... - mruknęła, przytrzymując mocno kota. - Na pewno nie próbowałabym tego sprawdzić. Znęcanie się nad zwierzakami to największe skurwysyństwo.
Taka była prawda. Zwierzęta i dzieci to były istoty, których tknięcie w nieodpowiedni sposób chyba u większości ludzi wywoływało wysoce agresywne reakcje, a detektywka nie była w tym przypadku wyjątkiem. Gdyby ktoś przy niej próbował połamać te kocie łapki to sam skończyłby z połamanymi kończynami.
Pilnowały kotów, aby nie przeszkadzały im zbytnio w całej tej robocie, ale jak widać nie wszystko szło zgodnie z planem, bo Rademenes postanowił nie tylko powąchać tę dziwną niebieską maź, ale także wdepnąć w nią łapkami, bo zawsze mogła się okazać czymś naprawdę fascynującym. Teraz miały tego efekty.
- Tak chyba będzie najlepiej - przytaknęła, bo w tej chwili wydawało się to naprawdę najlepsze rozwiązanie.
Bez większego sprzeciwu podała kocura małżonce, a ten wydawał się być dalej wielce niezadowolony z tego, że w ogóle śmiały go tknąć swoimi ludzkimi rękami i skazywać na takie koszmary jak mycie łapek oraz zamykanie w łazience, gdy chciał chodzić, gdzie mu się żywnie podobało.
Szkód miały zdecydowanie dosyć jak na jeden dzień. Nie przypuszczały też, że po tak prostym remoncie będzie je czekało, aż tyle sprzątania, ale najwyraźniej Rad nie chciał, aby się nudziły. Evina mogła szybko ocenić jak wiele powierzchni uległo łapkom tego małego wandala i nie była zadowolona z wyniku.
- Przyniosę rozpuszczalnik z garażu... Część powierzchni powinnyśmy być w stanie nim wytrzeć bez problemu - stwierdziła, bo całe szczęście nie wszystkie meble w ich domu mogłyby ucierpieć w zetknięciu z podobną substancją.
Była już praktycznie w połowie drogi do garażu, gdy usłyszała informację o szczotkach i gąbkach, które przekazała jej żona. No świetnie. Jeszcze będzie musiała pilnować, aby kot im nie uciekł z łazienki. Co za niewdzięczne zadanie.
- Nie masz nic podobnego w kuchni? - dopytała dla pewności, ale cofnęła się po to, aby sięgnąć po opakowanie chrupiących smaczków dla kotów.
Nie zamierzała wchodzić tam nieprzygotowana. Zaylee mogła jej wytykać, że przekarmia koty, ale w tym przypadku na pewno wolałaby się upewnić, że ten mały cholernik się nie wydostanie z łazienki. Warto było w tym celu wydać kilka dodatkowych chrupek.
Tak właśnie wyglądał jej plan. Wysypała na dłoń kilka smaczków i uchyliła drzwi do pomieszczenia, aby wsunąć tam rękę z przysmakami kocura. Dzięki temu Rad zainteresował się jedzeniem, a nie szansą ucieczki.
Weszła do pomieszczenia i zaczęła szukać tych nieszczęsnych gąbek i szczotek, co zajęło jej chwilę. W tym czasie kocur ocierał się o jej nogi i domagał się pieszczot albo kolejnego błogosławieństwa w postaci czegoś smacznego na ząb.
W końcu jednak znalazła co trzeba. Rzuciła jeszcze kilka smaczków Radowi w kąt, aby mia co pochrupać i ewakuowała się z łazienki. Mogła powrócić zwycięsko do żony i wręczyć jej po gąbce i szczotce, które miały pomóc w zmywaniu farby.
- To jak? Chcesz wziąć piętro, a ja zajmę się salonem i przechodzimy potem do kuchni? - zapytała, bo wypadałoby jakoś podzielić się obowiązkami i ogarnąć jak najszybciej cały ten bajzel.
Przy okazji wyciągnęła jeszcze telefon, aby zamówić pizzę z ich ulubionego lokalu. Przynajmniej nie będą musiały się martwić kwestią jedzenia, bo wypadało w końcu coś zjeść podczas pracy.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie skrzywdziłaby żadnego zwierzęcia. Ani właściwie nikogo. No, może poza Bobbym Hackmanem i Brenną Langford, ale wyjątek tylko potwierdzał regułę. W rzeczywistości jedynie odgrażała się kotu, bo nic by mu przecież nie zrobiła. Mogła co najwyżej żywić do niego cichą, głęboką nienawiść za to, co odpierdolił. Ale na tym poprzestanie. Nie była aż tak bezduszna.
Wstrzymaj się na razie z tym rozpuszczalnikiem. Potem tego nie wywietrzymy — oznajmiła, bo naprawdę wolałaby uniknąć przykrego zapachu w domu. O ile podłoga mogła jeszcze znieść chemiczny środek pod warunkiem, że to nie były drewniane panele, to kanapa i fotele już niekoniecznie. To samo tyczyło się komody i ławy. Przecież takie żrące gówno od razu zniszczą wykończenia i rozpuści powłokę ochronną, pozostawiając na nich matowe odbarwienia. Wtedy to dopiero Zaylee się wkurwi.
Na pytanie o to, czy nie miała niczego podobnego w kuchni, spojrzała na Evinę z politowaniem. Ona tak poważnie, czy znowu się zgrywała?
Gdybym miała, to uwierz, chętnie bym ich użyła — odparła, nie omieszkując wywrócić oczami. Pod zlewem były jedynie jakieś ścierki, które absolutnie nie nadawały się do szorowania plam. Jedynie tylko jeszcze bardziej je rozmażą, a to z kolei doprowadziłoby Miller do wylewu.
Jaki był plan ze smaczkami? Kurwa, sprytny. Lepiej zabezpieczyć się przed starciem z potworem pod postacią Rademenesa. Elvira to faktycznie była przy niej aniołkiem. W takich momentach Zaylee przelewała na nią całą swoją miłość. Obserwowała z rozbawieniem, jak żona skrada się do łazienki, próbuje przekupić sierściucha i znika w środku. Misja zakończyła się sukcesem i bez większych strat, bo Swanson wróciła do kuchni z całym asortymentem i obiema rękami. Czyli Rad okazał się tym razem łaskawy i nie upierdolił jej kończyn. To naprawdę bardzo dobroduszne z jego strony. Bardzo serdeczne!
Wzięła od niej gąbkę i rozejrzała się ze zrezygnowaniem po kuchni. Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, od czego zacząć. Musiała to sobie sensownie uporządkować we własnej głowie, żeby to miało jakieś ręce i nogi. Miller nienawidziła działać bez wstępnej analizy i oceny.
Ja zacznę od salonu, a ty od kuchni. Sprawdzę, czy w ogóle woda z mydłem i płynem do naczyń cokolwiek zdziałają. Jak nie, to sięgniemy po cięższą artylerię. Z podłogą i blatami powinno pójść gładko — wskazała głową na kuchenne szafki. — A potem stopniowo przeniesiemy się na górę. Tam i tak jest syf, lepiej tego nie roznosić — zadecydowała z przekonaniem, że wszystko, co powiedziała, brzmiało dość sensownie. Musiała wpierw wyciągnąć jeszcze drugą miskę, żeby zrobić w niej taką samą miksturę, co w poprzedniej. Skoro miały się rozdzielić, każda potrzebowała mieć przy sobie własną miskę, żeby nie łazić w tę i z powrotem.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rademenes miał prawdziwe szczęście, że trafił do kochającego domu, gdzie mógł słuchać jedynie pustych gróźb, a nie do miejsca, gdzie ktoś byłby w stanie zrobić mu faktyczną krzywdę. Zwłaszcza, że w tym momencie sobie nagrabił i to porządnie.
- Dobra, ale jeśli to nic nie da to sięgamy po ciężkie działa - oświadczyła, bo wtedy wtedy to zostanie im tylko sięgnąć po bardziej agresywne rozwiązanie.
Kanapa czy narzuta z pewnością nie nadawały się do tego, aby potraktować je w podobny sposób, więc pewnie jeśli farba nie puści to będą musiały skorzystać z pomocy profesjonalistów. Oni na pewno znaleźliby jakiś sposób na wywabienie tych plam bez szkód dla materiału, ale na razie chyba powinny być dobrej myśli lub tak jak zwykle liczyć na najlepszy wynik, ale być gotowymi na ten najgorszy.
Nie było szans na to, aby uzyskać szczotki i gąbki z innego miejsca, więc musiała działać cwanie. Zdążyła już poznać kocura na tyle, aby wiedzieć doskonale jakie zagrywki na niego działały. Było to cholernie przydatne w takich chwilach jak ta, gdy trzeba było zdobyć jakiś przedmiot bez ponoszenia ofiar. Czuła się trochę jak w jakiejś grze komputerowej, w której należało postępować ostrożnie i korzystać z odpowiednich środków, bo inaczej można było zakończyć misję ze spektakularnym napisem GAME OVER na ekranie.
Całe szczęście sprzęt jednak już miały, a jedyne, co im pozostało to zabrać się za to przeklęte sprzątanie, którego było całkiem sporo. Dlatego też Swanson jedynie westchnęła na przypomnienie małżonki o tym jak wiele chaosu na nie czekało.
- Za godzinę powinna być pizza. Obyśmy do tego czasu uporały się z większością - odpowiedziała, schylając się jeszcze, aby sięgnąć po zmiotkę znajdującą się koło śmietnika pod zlewem.
Pierwszą rzeczą, którą musiała się zająć była ta rozbita szklanka na podłodze, aby żadna z nich nie wdepnęła w walające się odłamki, bo nie potrzebowały dodatkowo jeszcze przerwy w ogarnianiu tego wszystkiego na interwencję medyczną.
- Moi rodzice dzwonili - rzuciła jeszcze, wrzucając szkło do pojemnika po czym zerknęła na żonę. - Zastanawiają się czy mogliby przygarnąć Sama na kilka dni skoro są już wakacje.
David i Elaine naprawdę mocno się wczuli w rolę dziadków dla dziesięciolatka. Nic dziwnego, że chcieli młodemu zapewnić rodzinne wakacje na wsi, które mogłyby być dla młodego niczym iście egzotyczny wyjazd, gdzie poznałby jak wygląda na co dzień życie poza hałaśliwym miastem.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba wolałaby wydać pieniądze na nową kanapę niż szukać jakichś patałachów specjalistów, którzy zajmą się czyszczeniem tapicerki. Wolała nawet nie wiedzieć, czym to będą czyścić. I ona później miałaby siedzieć? Albo pozwolić siadać na niej dziecku? Cholera wie, jakiej chemii do tego używają. Lepiej udać się do meblowego i coś wybrać. A najlepiej po prostu zamówić przez internet z dostawą do domu. Jeśli tego nie wyczyszczą, to trudno - kanapa i fotele będą do wyjebania. Gorzej drewnianą komodą. No i z Garym. Gary najwyżej też będzie do wyjebania. To znaczy, co?
Na wieść o pizzy automatycznie zrobiła się głodna. Do tej pory tego nie czuła, ale aż skręciło ją w żołądku, kiedy tylko pomyślała o ulubionej pizzerii. Na szczęście Zaylee nie była Samem i wciągała wszystko, co jej podstawiono pod nos, niezależnie od dodatków. Może jej zachowanie bywało mylące, ale Miller daleko było do francuskiego pieska, który kręci nosem byle jakie żarcie.
No i zajebiście. Nie potrzebuję większej motywacji — stwierdziła, chociaż tak właściwie, to nie potrzebowała żadnej. Ten syf motywował ją wystarczająco do działania. Co prawda na razie była załamana tym, na co patrzyła, ale musiała w końcu zebrać się swojej i ogarnąć ten pierdolnik. We dwie w teorii powinno pójść łatwiej. Kiedyś taka próba sprzątania skończyłaby się dobieraniem do siebie, ale tę fazę miały już dawno za sobą, a to znacznie ułatwiało sprawę.
Wyciągnęła miskę ze zlewu i odstawiła ją na blat, jednocześnie uważając, żeby nie wdepnąć w szło, którego sprzątaniem zajęła się Swanson. Informacja o tym, że teściowie chcieli zabrać Sammy'ego na wakacje wcale jej nie zaskoczyła. To było w sumie do przewidzenia. No i oczywiście to nie miały być całe wakacje, a tylko kilka dni. Nie skazałyby Elaine i Davida na miesięczny koszmar zajmowania się rozbrykanym dziesięciolatkiem.
Jasne, w sumie to czemu nie — odparła, wzruszając lekko ramionami. Nie widziała żadnych przeciwwskazań, żeby Młody spędził trochę czasu poza miastem. Na pewno będzie tam bezpieczniejszy niż w Toronto, gdzie ciągle grasował seryjny morderca. Może Samuel nie wpisywał się w jego schemat, ale z takimi świrami nigdy nic nie wiadomo.
Jesteś pewna, że sobie poradzą? Oni są pewni, że sobie poradzą? — dopytała, opierając się biodrem o kuchenną szafkę. — No wiesz, Sammy potrafi zająć się sobą, ale też szybko się nudzi. Zaraz zacznie włazić im na głowę — powiedziała, bo wakacje u dziadków brzmiały rewelacyjnie. Każdy dzieciak przecież o tym marzył. Tym bardziej że Swansonowie mieli różne zwierzęta. No i Millerowie też na pewno wpadną, żeby zapewnić Młodemu jakąś rozrywkę.
Musiały jednak mieć na uwadze, że ich rodzice nie należeli już do najmłodszych, a Samuel miał niewyczerpane pokłady energii. Był znacznie żywszy od swoich rówieśników i trudno było za nim nadążyć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Swanson podchodziła do takich rzeczy zdecydowanie luźniej. Nie widziała sensu w wydawaniu pieniędzy na nową kanapę skoro stara mogłaby być do uratowania. Jasne, pieniądze nie były problemem w ich domu, ale detektywka miała mentalność, która sprawiała, że wolała o wiele bardziej spróbować coś odnowić, wyczyścić lub naprawić zamiast rzucać się po zakup czegoś nowego. Z pewnością też nie mogło być mowy o wyrzuceniu Gary'ego. Na pewno wyciągnie farbę, która osiadła na jego futerku. Zresztą on też niejedno już przeżył i wyjdzie z tego zwycięsko.
Miały już za sobą pracowite ostatnie kilka godzin z opróżnianiem pokoju ze starych mebli oraz malowaniem ścian. Zasłużyły na jakiś porządny posiłek, ale w takich okolicznościach Evina zdecydowanie nie miała czasu ani sił by coś im przygotować.
- Powiedzmy, że to nagroda za uporanie się z tym pierdolnikiem - rzuciła, bo faktycznie można było to wziąć za coś, co wynagradzało im trudy.
Nie musiała nawet pytać Zaylee o preferencje w kwestii dodatków. Po pierwsze dlatego, że ta mogła zjeść praktycznie wszystko, ale też znała żonę na tyle, aby móc samodzielnie wybrać coś, co należało do jej ulubionych pozycji, które zamawiały najczęściej.
Wizja sprzątania mieszkania raczej nigdy nie znajdowała się na liście rzeczy, które podniecały Swanson. Chyba, że wybitnie nie chciało jej się czegoś robić i jedynie szukała wymówki, aby wykręcić się od obowiązków. Teraz jednak z pewnością gonił je czas i nie było mowy, aby się z tym ociągały, bo potem będzie już tylko gorzej.
Szkło zostało już wyrzucone, a obie miski z wodą przygotowane mogły zatem przystąpić do akcji i toczyć dalszą rozmowę znajdując się w dwóch odrębnych pomieszczeniach, gdy każda zajmowała się swoimi rzeczami.
- W takim razie dam im znać i obmyślimy jakiś termin - odparła, bo skoro Miller nie miała nic przeciwko to mogły sprzedać młodego do dziadków.
Sam ich uwielbiał ze wzajemnością, a do tego na pewno dobrze mu zrobi, że pooddycha wiejskim powietrzem i poobcuje ze zwierzątkami. Dodatkowo pozostawała sprawa seryjnego, który może i nie polował na białych chłopców, ale wciąż interesował się dzieciakami w wieku jemu zbliżonym.
- Są pewni. Zresztą znasz ich - odpowiedziała, szorując jeden z kuchennych blatów, na którym pozostała jasnoniebieska smuga, ale i ona zaczęła ulegać powoli wodzie z domieszką płynu do naczyń. - Wiem, że masz nową sprawę, ale... Mogłybyśmy spróbować też wyskoczyć do Whitby na dzień lub dwa.
Od dawna nie były w rodzinnych stronach na dłużej i może im również wyszłoby to na dobre? Z pewnością zasłużyły na chociaż odrobinę relaksu. Byłby to z pewnością całkiem miły weekend.
Wiedziała też, że jej rodzice nie byli najmłodsi, ale pewnie dziesięciolatek skorzystałby z gościnności Millerów. Nie wspominając już o tym, że była również farma wujka Randalla, na której ten mały urwis również mógłby się swobodnie wyszaleć.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodziła z założenia, że skoro zapierdala praktycznie dwadzieścia cztery na siedem, to może roztrwaniać pieniądze, na co chce i ile chce. Zarabiała przecież bardzo dobrze. Nie miała problemu z wyrzucaniem rzeczy i kupowaniem nowych, zależnie od własnego widzimisię. Kiedy jednak patrzyła na upierdoloną kanapę, włączał jej się tumiwisizm. Z jednej strony chciała, żeby była czysta, ale z drugiej - jeśli tego nie dopierze, to nie będzie przecież wylewać nad nią rzewnych łez. Niewiele też obchodziło ją, co stanie się z Garym, ale to akurat chyba żadna nowość, prawda?
Pizzę tak czy siak by zamówiły - jeśli nie w ramach nagrody, to na pocieszenie. Nie miała w zwyczaju zajadać smutków, bo wtedy raczej niewiele była w stanie w siebie wcisnąć, ale przecież wkurwienie to zupełnie co innego. Nie wymagała od żony, żeby gotowała. Właściwie nigdy ją o to nie prosiła, Swanson sama rwała się do garów. Miller po prostu jej przed tym nie powstrzymała i starała się nie przeszkadzać. Wychodziło różnie, chociaż ostatnio całkiem nieźle. Po prostu nie wchodziła do kuchni, kiedy była tam Evina.
Sammy będzie zachwycony — stwierdziła, zresztą zgodnie z prawdą. Bardzo lubił jeździć do Whitby i spędzać czas z jednymi i drugimi dziadkami, którzy mimo próśb i tak zawsze go rozpieszczali.
Wystarczyło spakować mu do plecaka kilka koszulek i bieliznę, bo i tak było wiadomo, że wróci obładowany tobołami. W środku znajdą się nie tylko zabawki, ale też ubrania. Dziadkowie kupowali mu wszystko, nawet jeśli nikt ich o to nie prosił. I chociaż Zaylee na początku uważała, że to przesada, z czasem przestała się przed tym wzbraniać. Uświadomiła sobie, że kompletnie nie ma wpływu ani na swoich rodziców, ani na teściów. Cała czwórka zwariowała na punkcie wnuka. Szczególnie Millerowie, bo Sam był na razie ich pierwszym i jedynym wnukiem. W takim tempie nic nie wskazywało na to, żeby miało się to szybko zmienić. Bonnie nikogo nie miała, Lucas zachowywał się, jakby sam był w wieku swojego siostrzeńca, a Archer niby coś tam kombinował ze swoją przyjaciółką z dawnych lat, ale na dzieci na razie się nie zanosiło.
Spróbuję wygospodarować jakiś wolny weekend. Nie podejrzewam, żeby Francis cały czas mnie potrzebował. Jest dużym chłopcem, da sobie radę — oznajmiła, chociaż sprawa Ofelii spędzała jej sen z powiek. Oczywiście zainteresowała się nią również Brenna Langford, która uwielbiała wciskać nos w nieswoje sprawy. Była piekielnie dobrą i jednocześnie zajebiście irytującą dziennikarką. — A ty dasz radę się wyrwać? — zapytała, zdając sobie sprawę, że odkąd przestały współpracować, nie do końca orientowała się w śledztwach, którymi zajmowała się żona.
Czasami wymieniały się informacjami, ale praca z dala od siebie wychodziła im na dobre. Na pewno o wiele lepiej, niż gdyby miały bezustannie skakać sobie obok głów. Taka przerwa była im potrzebna, nawet jeśli przez to ich relacja znacznie się ochłodziła.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”