004. It's Nice to Have a Friend |
Outfit
Wniesienie obu kartonów na górę nie było dla mnie żadnym problemem, chociaż ich kształt sprawiał, że kilka razy musiałem poprawić sposób w jaki je trzymałem. Bardziej niż sam ciężar przeszkadzało mi to, że praktycznie nie widziałem, gdzie szedłem. Mimo wszytsko nie zamierzałem prosić Audrey, żeby zabrała ode mnie jeden z nich.
Odstawiłem pudła na podłogę i wyprostowałem się, rozciągając przy tym ramiona. Spojrzałem na kartony, które z pozoru nie wydawały się mieć w środku jakiś skomplikowanych elementów, jednak wiadomo jak to jest, że właśnie po skręceniu takich mebli zostają gdzieś śrubki, albo okazuje się, że deska jest zamontowana odwrotnie. Nie będę wspominać o instrukcji, która wygląda tak, jakby ktoś narysował ją podczas trzęsienia ziemi.
-
Nagle? - powtórzyłem po Audrey i uniosłem brwi. -
Znasz mnie prawie całe życie. Kiedy dzwonisz i pytasz, czy mam czas, to od razu zakładam, że albo chcesz mnie wykorzystać do noszenia lub mam nastraszyć jakiegoś typu, który do ciebie zarywa.
Nie przeszkadzało mi, że poprosiła właśnie mnie. Wręcz przeciwnie, bo lubiłem to, że mimo upływu lat to ja nadal byłem jedną z pierwszych osób, do których zwracała się w podobnych sytuacjach. W naszym życiu zmieniło się bardzo wiele. Nie byliśmy już dziećmi i każdy z nas miał własne obowiązki i problemy, ale mimo to wspólnie jakoś łatwiej było nam brnąć przez życie.
-
Wiesz przecież, że nie musisz mi nic wynagradzać - powiedziałem. -
Chociaż wiesz, że dobrego żarcia nigdy nie odmówię. I sam wrócę do domu, bo nie mam zamiaru ryzykować życia tylko dlatego, że chcesz pobawić się w kierwocę rajdowego - uśmiechnąłem się pod nosem.
Przykucnąłem przy jednym z kartonów i zacząłem szukać miejsca, w którym należało go otworzyć. Nie chciałem od razu wyjeżdżać z pytaniem, dla jakiego chłopa robi znów remont, choć muszę przyznać, że bardzo mnie to interesowało.
Kiedy Audrey wspomniała o Taylor i porównała naszą przyjaźń do jednej z jej piosenek, to przeszedł po mnie nieprzyjemny dreszcz. Powoli się wyprostowałem i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, którego nawet nie próbowałem ukrywać.
-
Dzięki. Teraz będę musiał sprawdzić tekst tej głupiej piosenki - odpowiedziałem. -
Dobrze wiesz, że jej nie znoszę. Dlatego może lepiej nie próbuj nawet włączać tego utworu. No chyba, że mam już sobie pójść.
Zaśmiałem się cicho. Lubiłem się z nią droczyć, a jeszcze bardziej lubiłem, gdy wkurzała się o to, że krytykowałem jej ulubionych artystów. Prawda była taka, że nigdy nie rozumiałem fenomenu Taylor Swift. Jej piosenki mogły lecieć w radiu, ale nie wywierały na mnie jakiegoś mocnego wrażenia. Dużo lepsze piosenki ma Maryla Rodowicz, która w sumie wygląda jak polska kopia tej całej Taylor. Może i nie umiem języka polskiego, ale zdecydowanie wolę słuchać jej utworów.
-
Ty też jesteś dla mnie ważna - odpowiedziałem, tym razem bez ironii. -
Ale lepiej nie mów nikomu, że potrafię mówić czułe słówka. Cała moja reputacja może legnąć w gruzach.
Odwróciłem wzrok i wróciłem do otwierania kartonu. Mówienie o uczuciach nigdy nie przychodziło mi naturalnie. Znacznie łatwiej było mi pokazać, że na kimś mi zależy niż otwarcie to przyznać.
-
Dam ci znać, jak już ustalą dokładny termin meczu - powiedziałem. -
Trener naciska na mnie, bo wie, że może. Ja robię to samo, bo najwyraźniej lubię utrudniać sobie życie. A wiesz, że mój ojciec znalazłby błąd nawet wtedy, gdy zdobyłbym pięć bramek i wygrał mecz - dodałem, wzruszając ramionami. -
Czyli wszystko wygląda dokładnie tak, jak zawsze.
Ostatnio naprawdę miałem wrażenie, że każdy trening był kolejnym egzaminem. Jedna gorsza akcja wystarczała, żebym prez resztę dnia analizował ją w głowie. Wiedziałem, że nie powinienem pozwalać na to, aby cudze oczekiwania wpłynęły na mnie aż tak bardzo. Problem polegał jednak na tym, że od dziecka uczono mnie, że dobry wynik nigdy nie był wystarczający, jeśli można było osiągnąć lepszy.
-
Jest ciężko - przyznałem po chwili. -
Ale poradzę sobie. Tak jak zawsze.
Wyjąłem instrukcję i rozłożyłem ją przed sobą. Przez kilka sekund dokładnie oglądałem to, co należy zrobić w pierwszym etapie.
-
Trudne to nie będzie - oznajmiłem z pełnym przekonaniem. -
Najwyżej po złożeniu zostanie nam kilka zapasowych części. Mam tylko jedno pytanie - powiedziałem, spoglądając ponownie na rozłożone elementy. -
Ten kącik czytelniczy jest efektem tego, że się nudzisz czy znów mam się szykować na opowieść o kolejnym fagasie, przez którego za miesiąc znów będę pomagał ci robić remont mieszkania?
Audrey LeBlanc