ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dobrze mieć przyjaciela, który ma prawie zawsze czas. Nie mogę narzekać na fakt, że od kiedy się poznaliśmy to wspólnie spędzamy czas i nasza przyjaźń się nie zmieniła. Nie ma co tutaj liczyć na pocałunek, ponieważ poczułabym się, jakbym pocałowała brata. Jednak jedyne, co uwielbiam robić to się przytulać. Tu nie ma żadnego problemu, po prostu taka jestem. Emmę Tt zawsze był i jest w moim życiu, przecież to z nim pierwszy raz jechałam samochodem, jak zdałam prawo jazdy. Tak samo z nim się za dzieciaka biłam na miecze, które były zrobione z drewna i mieliśmy wszędzie siniaki. Naprawdę dobrze mieć przyjaciela z dzieciństwa, który niezależnie od wszystkiego wciąż przy mnie jest.
Otworzyłam drzwi do swojego mieszkania, pozwalając mu wejść jako pierwszy. Winda nam dużo pomogła, ważne też w sumie, że ona działała. Dwa kartony, trudne kartony z niegotowymi meblami. A raczej sporymi i grubymi regałami na książki. Nie wiem, dlaczego, ale postanowiłam zrobić mały kącik czytelniczy. Książki zamówię w przyszłym tygodniu, ale trzeba zacząć od najtrudniejszego. Wiadomo od regału, mogłam zamówić z dostawą oraz złożeniem. Nie chciałam tego, mogę spróbować sama. Przecież to nic trudnego nie będzie. A raczej tak podejrzewam, Emmett chyba wie jak składać meble, nawet nie wydaje mu się to za trudne. W nagrodę zamówię nam jedzenie, odwiozę go i zrobię prawie wszystko, co będzie chciał. Tylko niech pomoże osiągnąć mi mój mały cel w życiu. Zazwyczaj zmieniałam wystrój, jeśli pojawił się ktoś w moim życiu, a raczej ktoś, kogo bym chciała i nie chciała jednocześnie. Przy Noah zmieniłam dosłownie cały pokój, a tu zaczyna się od stworzenia biblioteczki. Przecież posiadam książki na czytniku, ale raczej nie mam czym się przejmować. Pewnie szybko obsesja, jak i zainteresowanie zniknie z mojego życia. Zaczynając od braku czasu, spowodowanego pracą. Potarłam rękę, gdzie mam jeszcze widoczne ślady po zabiegu, który zrobiła dla mnie siostra w szpitalu. Skrzywiłam się, przypominając sobie tamtą zmianę, oby więcej takich nie było. Średnio widzę siebie w takiej sytuacji ponownie, pewnie bym stanęła i nie mogłabym się ruszyć. Dziwne, że teraz dałam radę. Patrząc na teraźniejsze współczynniki po tamtym przypadku. Zamknęłam drzwi, jak udało mu się wejść do środka z kartonami.
Przybiegł do nas Ash i wskoczył w moje ramiona. Pocałowałam go w głowę i przytuliłam na powitanie. Uwielbiam tego kota, nie widzę swojego życia bez niego. Takie małe dziecko, które zawsze jest przy mnie i nigdy nie chce mnie zostawić. Mojego przyjaciela lubi, a to megadziwne. Innych facetów w moim życiu nie lubił, a nie było ich zaskakująco dużo. Może to jakiś znak z góry, a może moje głupie spojrzenie na świat. Różnie z tym bywa, ale lubię wierzyć w takie sprawy. Sprawiają, że lepiej mi się zaśnie i lżej mi na duszy z tym wszystkim. Wypuściłam powietrze oraz kota, który chwilę za nami chodzi i w końcu poleciał do swojego drapaka, aby się na nim bawić.
— Wiem, że tak nagle. Nie miałam, kogo o to poprosić, a znów wpadam w fazę zmian — Skrzywiłam się, ponieważ bardzo dobrze domyśli się, że o coś chodzi. Trochę chyba pamięta, jak było z Noah, a potem jeszcze z jednym takim typem. Teraz może być podobnie, ale podejrzewam szybkie zakończenie. Bez żadnego szczęśliwego zakończenia, a ja zostanę z regałem oraz papierowymi książkami, które będą moim dodatkiem do sprzątania. Świetnie, naprawdę świetnie. — Wynagrodzę tobie ten czas, zamówimy na mój koszt coś naprawdę pysznego. Odwiozę ciebie do domu, nie mam z tym problemu — Zamachałam kluczykami od auta. Mogę nawet odebrać go z jego ćwiczeń lub uczelni. Nie widzę jakiegoś wielkiego problemu w pomocy, on zawsze mi pomógł, jak potrzebowałam gdzieś pojechać, a nie miałam jak wrócić, bo wypiłam. Tak że to jest naprawdę przyjaźń, serio. Zabrałam włosy z oczu i związałam w koka. Nie lubię mieć ich rozpuszczonych, zawsze sprawiają mi kłopoty w robieniu prostych rzeczy w życiu codziennym, zwłaszcza jak mam się na czymś skupić.
— Wiesz, że nasza przyjaźń jest jak piosenka Taylor Swift? A dokładniej It’s Nice To Have A Friend. Przy tobie czuję się bezpieczna, mój najlepszy przyjacielu — Wzruszyłam ramionami. Czasami lubię okazać miłość do kogoś, a raczej pokazać, że mi zależy na kimś. Emmett jest dla mnie ważny, nawet w innym mieście byłby moim domem, oczywiście w wersji przyjacielskiej. To przy nim, mogłam bawić się z chłopakami. Bo oni nie chcieli się bawić z dziewczynkami. No i tak właśnie też nauczyłam się bronić, ale dość dużo rzeczy już zapomniałam. Nie ma co się dziwić, skoro byłam tylko dzieckiem, które nie myślało i rzuciło kamieniem w stronę kogoś, kto był dla mnie nie miły.
— Kiedy gracie na lodowisku? Przyjdę jako fanka nr jeden i wygryzę wszystkie twoje dzikie fanki. A tak serio Em, pewnie masz teraz trudno. Dużo pewnie masz na głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o nacisk trenera — Jak nie jego to rodziny lub innego otoczenia. Mimo mojej dziwnej rodziny, on też ma mega przesrane. Być może dlatego dla nas też jest jakoś łatwiej i wychodzi to wszystko naturalnie. Bo przy Em moja sytuacja jest zabawna, tak jak jego na lodowisku. Tak naprawdę żadne z nas nie jest szczęśliwe ze swojej pozycji życiowej. Smutne, ale naprawdę prawdziwe. — Myślisz, że złożenie regałów będzie trudne?

Emmett Lapointe
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
24 y/o
For good luck!
185 cm
Hokeista University of Toronto
Awatar użytkownika
„Nie muszę być najlepszy od razu. Wystarczy, że każdego dnia jestem bliżej miejsca, do którego inni nawet nie próbują dotrzeć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

004. It's Nice to Have a Friend | Outfit
Wniesienie obu kartonów na górę nie było dla mnie żadnym problemem, chociaż ich kształt sprawiał, że kilka razy musiałem poprawić sposób w jaki je trzymałem. Bardziej niż sam ciężar przeszkadzało mi to, że praktycznie nie widziałem, gdzie szedłem. Mimo wszytsko nie zamierzałem prosić Audrey, żeby zabrała ode mnie jeden z nich.
Odstawiłem pudła na podłogę i wyprostowałem się, rozciągając przy tym ramiona. Spojrzałem na kartony, które z pozoru nie wydawały się mieć w środku jakiś skomplikowanych elementów, jednak wiadomo jak to jest, że właśnie po skręceniu takich mebli zostają gdzieś śrubki, albo okazuje się, że deska jest zamontowana odwrotnie. Nie będę wspominać o instrukcji, która wygląda tak, jakby ktoś narysował ją podczas trzęsienia ziemi.
- Nagle? - powtórzyłem po Audrey i uniosłem brwi. - Znasz mnie prawie całe życie. Kiedy dzwonisz i pytasz, czy mam czas, to od razu zakładam, że albo chcesz mnie wykorzystać do noszenia lub mam nastraszyć jakiegoś typu, który do ciebie zarywa.
Nie przeszkadzało mi, że poprosiła właśnie mnie. Wręcz przeciwnie, bo lubiłem to, że mimo upływu lat to ja nadal byłem jedną z pierwszych osób, do których zwracała się w podobnych sytuacjach. W naszym życiu zmieniło się bardzo wiele. Nie byliśmy już dziećmi i każdy z nas miał własne obowiązki i problemy, ale mimo to wspólnie jakoś łatwiej było nam brnąć przez życie.
- Wiesz przecież, że nie musisz mi nic wynagradzać - powiedziałem. - Chociaż wiesz, że dobrego żarcia nigdy nie odmówię. I sam wrócę do domu, bo nie mam zamiaru ryzykować życia tylko dlatego, że chcesz pobawić się w kierwocę rajdowego - uśmiechnąłem się pod nosem.
Przykucnąłem przy jednym z kartonów i zacząłem szukać miejsca, w którym należało go otworzyć. Nie chciałem od razu wyjeżdżać z pytaniem, dla jakiego chłopa robi znów remont, choć muszę przyznać, że bardzo mnie to interesowało.
Kiedy Audrey wspomniała o Taylor i porównała naszą przyjaźń do jednej z jej piosenek, to przeszedł po mnie nieprzyjemny dreszcz. Powoli się wyprostowałem i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, którego nawet nie próbowałem ukrywać.
- Dzięki. Teraz będę musiał sprawdzić tekst tej głupiej piosenki - odpowiedziałem. - Dobrze wiesz, że jej nie znoszę. Dlatego może lepiej nie próbuj nawet włączać tego utworu. No chyba, że mam już sobie pójść.
Zaśmiałem się cicho. Lubiłem się z nią droczyć, a jeszcze bardziej lubiłem, gdy wkurzała się o to, że krytykowałem jej ulubionych artystów. Prawda była taka, że nigdy nie rozumiałem fenomenu Taylor Swift. Jej piosenki mogły lecieć w radiu, ale nie wywierały na mnie jakiegoś mocnego wrażenia. Dużo lepsze piosenki ma Maryla Rodowicz, która w sumie wygląda jak polska kopia tej całej Taylor. Może i nie umiem języka polskiego, ale zdecydowanie wolę słuchać jej utworów.
- Ty też jesteś dla mnie ważna - odpowiedziałem, tym razem bez ironii. - Ale lepiej nie mów nikomu, że potrafię mówić czułe słówka. Cała moja reputacja może legnąć w gruzach.
Odwróciłem wzrok i wróciłem do otwierania kartonu. Mówienie o uczuciach nigdy nie przychodziło mi naturalnie. Znacznie łatwiej było mi pokazać, że na kimś mi zależy niż otwarcie to przyznać.
- Dam ci znać, jak już ustalą dokładny termin meczu - powiedziałem. - Trener naciska na mnie, bo wie, że może. Ja robię to samo, bo najwyraźniej lubię utrudniać sobie życie. A wiesz, że mój ojciec znalazłby błąd nawet wtedy, gdy zdobyłbym pięć bramek i wygrał mecz - dodałem, wzruszając ramionami. - Czyli wszystko wygląda dokładnie tak, jak zawsze.
Ostatnio naprawdę miałem wrażenie, że każdy trening był kolejnym egzaminem. Jedna gorsza akcja wystarczała, żebym prez resztę dnia analizował ją w głowie. Wiedziałem, że nie powinienem pozwalać na to, aby cudze oczekiwania wpłynęły na mnie aż tak bardzo. Problem polegał jednak na tym, że od dziecka uczono mnie, że dobry wynik nigdy nie był wystarczający, jeśli można było osiągnąć lepszy.
- Jest ciężko - przyznałem po chwili. - Ale poradzę sobie. Tak jak zawsze.
Wyjąłem instrukcję i rozłożyłem ją przed sobą. Przez kilka sekund dokładnie oglądałem to, co należy zrobić w pierwszym etapie.
- Trudne to nie będzie - oznajmiłem z pełnym przekonaniem. - Najwyżej po złożeniu zostanie nam kilka zapasowych części. Mam tylko jedno pytanie - powiedziałem, spoglądając ponownie na rozłożone elementy. - Ten kącik czytelniczy jest efektem tego, że się nudzisz czy znów mam się szykować na opowieść o kolejnym fagasie, przez którego za miesiąc znów będę pomagał ci robić remont mieszkania?

Audrey LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”