Cóż – jedyną gorszą sprawą od tego, że Love lubiła koszule Anthonyego, był fakt, że Anthony lubił, gdy Love się w nie „ubierała” (w cudzysłowie, bo umówmy się – z ubieraniem się to nie miało zbyt wiele wspólnego), dlatego może dobrze się stało, że jego podręczny zestaw małego turysty został po dobrej stronie Niagary. Układało im się przecież – interesy szły dobrze, o misjach pobocznych w hotelu też nie było mowy, więc takie kuszenie losu chyba nie było im potrzebne. No chyba, że los potrzebował ostatecznego potwierdzenia, że naprawdę byli lepszymi ludźmi niż dwa lata temu i uznał, że to odpowiedni moment – teraz, kiedy byli na siebie skazani i właściwie nie mieli innego wyjścia, jak ukryć się przed całym światem w wynajętym na fałszywe nazwisko pokoju.
Test zaczął się… Test zaczął się tak, jakby mógł się zacząć lepiej. Nie chodziło jednak o pytanie, które zadała Love, bo akurat w nim nie było ani nic nietaktownego albo niegrzecznego, tylko o to, skąd wzięło się w jej ustach akurat w tym momencie. Pewnie, że ich znajomość miała określony charakter, ale to i tak straszny szok, że ani razu o tym nie porozmawiali. Mogła myśleć o nim jedynie same najgorsze rzeczy. Zwalenie tego wszystkiego na gorączkę i majaki wcale nie było takie głupie.
–
Jak bardzo źle to o nas świadczy, że jeszcze nigdy o tym nie gadaliśmy? – Mruknął niby żartobliwie, uśmiechając się pod nosem. –
Chodziliśmy z Kimberly do tych samych szkół. Musiało mi być dobrze w bluzie z kapturem i szerokich spodniach – prychnął. –
Moi koledzy dostali od rodziców firmy, a ja złoty bilet do kanadyjskich sił zbrojnych. Ojciec chciał, żebym latał – jak on i jego dziadek, a potem robił karierę w dowodzeniu – też jak on i jego dziadek, ale błędnik wariował mi już na symulatorach, więc to nie był dobry pomysł. Poza tym – nie chciałem się ślizgać na nazwisku… Albo chciałem mu zrobić na złość, jedno z dwóch. W każdym razie planowałem, że jak skończę studia, to przejdę do cywila i zajmę się czymś innym, ale potem był 9/11 i… Jesteśmy tutaj. – Wzruszył ramionami. –
To satysfakcjonująca odpowiedź? Nada się na notkę do biografii, którą kiedyś napiszę? – Raczej nie, bo wydawcy lubią bohaterów
bona fide, a nie nepobabies,
które rzygają po paru minutach w myśliwcu-zabawce którym marzyło się normalne życie, ale hej – to Love była kobietą mediów i na pewno lepiej wiedziała, jak porwać publikę.
Tymczasem samochód wreszcie doturlał się do kompleksu. Na całe szczęście noc wciąż była przerażająco czarna, więc podłość tego miejsca zdążyła ukryć się w ciemnościach, zanim rozpoznali ją w nieśmiałym blasku lamp wypożyczonego forda, ale to chyba bez znaczenia – takie rzeczy się po prostu czuje. Bellore zaparkował tuż obok biura i nawet nie gasząc silnika, naszedł drzemiącego portiera. Negocjacje były krótkie; paradoksalnie krótsze od tych, które musiał potem przeprowadzić z Love (wolny pokój,
oczywiście, był tylko jeden, ale na całe szczęście
taki z dwoma łóżkami, ale w jedzenie trzeba było się zaopatrzyć na stacji, więc przekonanie jej, że powinna już zostać w środku było naprawdę trudne), więc ostatecznie już raptem dwa kwadranse później siedział na skraju materaca i szukał w telewizji działającego kanału, wsłuchując się w szum płynącej pod prysznicem wody.
–
Mieli tylko podkoszulki, więc wybrałem największy rozmiar. I mam nadzieję, że nie jesteś uczulona na naproxen, bo skończył im się advil – odezwał się dokładnie w tym momencie, w którym skrzypnęły drzwi do łazienki, ale zapatrzony w telewizor jedynie skinięciem dłoni wskazał na łóżko, na którym zostawił swoje zdobycze. Centralne miejsce zajmowało trochę przemoknięte pudełko pizzy z logiem stacji benzynowej w towarzystwie najbardziej typowych przekąsek, jakie można znaleźć w takim miejscu. Anthony ściskał na przykład w dłoni małe opakowanie zdecydowanie za ostrych orzeszków w panierce i co jakiś czas wsypywał sobie do ust kolejną porcję. –
I nie, ciągle nie wiem, czy tu przypadkiem nie straszy. Nie było kogo zapytać – dodał, gdy kolejny raz zerwało transmisję kanału tuż po tym, jak obraz wreszcie zdążył się ustawić. Niby mieli dach nad głową, nie marzli i nawet mogli się przespać w całkiem komfortowych warunkach, ale to nie był standard, do którego byli przyzwyczajeni i pewnie coraz boleśniej zdawali sobie z tego sprawę.
A burza wcale nie zamierzała ustąpić.
Love Roderick