Lilian niczego nie oczekiwała, choć nie dało się ukryć, że jego nagłe zniknięcie, po tym jak się ze sobą przespali, wzbudziło w niej wiele wątpliwości. To nie tak, że oczekiwała od Maxa deklaracji.
To nie tak, że nagle się w nim zakochała. Jednak w ich nocnym wybryku było wiele kotłujących się w jej sercu niewiadomych.
Niewiadomych, o których z jednej strony pragnęła porozmawiać. I niewiadomych, które najchętniej przegnałaby w najczarniejszą otchłań umysłu, udając, że nic pomiędzy nimi się nie wydarzyło.
Na pewno zauważył, że była zdenerwowana. Niemniej nie był główną przyczyną jej nastroju. Po prostu nie czuła się komfortowo, gdy patrzyło na nią tyle par oczu. Była dosyć żywiołową, a przy tym nieostrożną dziewczyną, dlatego obawiała się wpadki, której de facto naprawdę mocno chciała uniknąć. Na sali poruszała się śmietanka Toronto, którą Dolores mamiła rozmową, obiecując złote gruszki na wierzbie.
Właśnie dlatego Lilian, skupiona wyłącznie na swoich osobistych problemach, obecnie nie roztrząsała zbyt mocno ewentualnych powodów zniknięcia Maxa. Z jednej strony i tak by się ich nie domyśliła, bo... był wyjątkowo skomplikowanym człowiekiem o równie skomplikowanych korzeniach, o których niestety nie miała jeszcze pojęcia.
J e s z c z e.
Widziała ten gasnący uśmiech na twarzy Maxa, kiedy zabroniła mu zwracać się do siebie w ten mało formalny, prosty sposób, a potem sama mocno złączyła usta, gdy rzeczywiście użył jej imienia. W ustach blondyna brzmiało ono po prostu dziwacznie, wręcz tym razem to sama Lilian poczuła się tak, jakby to ją karcono.
Aż na moment odwróciła głowę, aby zerknąć na to, co robiła Dolores. Ta, akurat brylowała z kimś, kogo nie kojarzyła.
—
Cieszę się, że rozumiesz, Max — odparła poważnie, ponownie wracając do niego uwagą.
I znowu, patrząc mu prosto w oczy, pomyślała, że to był najgorszy czas na rozmowę. W tym miejscu nie mogła być sobą. Nie mogła wyrzucić z siebie wszystkich wątpliwości i męczących ją obaw. Nie mogła skrytykować go za to, że ostatnie dni spędził...
w domu. Cokolwiek to oznaczało. I... nie mogła, o zgrozo, rozpretensjonowana uderzyć go w ramię i zapytać,
czy sobie z nią pogrywał. Jedyne, na co się odważyła, kiedy kontynuował rozmowę, to dość niegrzeczne, zważywszy na okoliczności, prychnięcie, które nijak pasowało do usposobienia Lilian Davenport.
Coś... kombinował? Może znali się krótko, ale czuła to w kościach.
—
Na nic nie liczyłam — skłamała, nieco zdenerwowana, ale zaraz pośpiesznie dumnie wyciągnęła szyję, aby pokazać reszcie, że wszystko było w najlepszym porządku. Ha! Prawda była jednak taka, że Lilian kruszyła się od środka od tego wszechobecnego stresu oraz przez, oczywiście, Maxa, który nagle zebrał się na odrobinę szczerości. Wówczas znowu popatrzyła na niego w łagodniejszy sposób; w taki, jaki spoglądała w ostatnim czasie.
—
Opowiedz mi później. Nawet jeżeli byłoby to coś ciężkiego — powiedziała ostrożnie, bo sądząc po jego mimice, miał za sobą jakieś mocniejsze przeżycie.
Jednak miał też rację. Nie mogła go wysłuchać na bankiecie, bo te wszystkie, tak naprawdę mało istotne sprawy, czekały na nią w kuchni. Chciała więc odejść, ale zaskoczona jego dłonią, mimowolnie się zatrzymała i pobieżnie rozejrzała się po sali, aby zaraz znowu złapać kontakt wzrokowy z Maxem. Po raz kolejny wypowiedział jej pełne imię i po raz kolejny zacisnęła usta w wąską kreskę.
—
W porządku. — Potaknęła na wiadomość, że po tańcu pozwoli jej wrócić do obowiązków. Nawet jeżeli próbował zażartować, napięta atmosfera bankietu nie pozwoliła Lilian wykrzesać z siebie odrobiny wesołości.
I właśnie wtedy, ten banalny dotyk sprawił, że zrozumiała, że za nim tęskniła; że ten tydzień był na tyle ciężki, iż naprawdę potrzebowała oderwać się od wszystkiego i po prostu przez chwilę... cholera, potańczyć.
Wygodnie ułożyła się przy ciele mężczyzny, pozwalając, aby swobodnie ułożył dłoń na jej talii. Pomimo że liczyła na odrobinę wytchnienia, przez cały początek była spięta i niebywale sztywna, a jednocześnie wdzięczna, że Max tak dobrze prowadził ich w rytm muzyki. Niedługo potem, z każdą kolejną sekundą, Lilian czuła, jak jej mięśnie wręcz poddają się jego dłoniom; jak jeszcze lepiej dopasowuje się do jego ciała i przede wszystkim zaczęła się rozluźniać.
—
Hmm? — mruknęła i delikatnie odwróciła głowę, aby ponownie złapać z Maxem kontakt wzrokowy, kiedy nachylił się, aby coś jej powiedzieć. To nagłe wyznanie sprawiło, że na moment zamarła. Rozchyliła usta tylko po to, aby ponownie je zamknąć i nerwowo przełknąć ślinę, podczas gdy serce zabiło niesłychanie niespokojnie.
Chyba nie była gotowa na taką szczerość.
Albo nie była gotowa na taką szczerość akurat t u t a j. —
Nie wiem co mam ci na to odpowiedzieć, Max. — odparła zgodnie z prawdą i mimowolnie mocniej zacisnęła palce na dłoni mężczyzny.
Zadrżała w momencie, w którym przesunął rękę wzdłuż jej talii, ale mimo to nie dała po sobie poznać, że wręcz rozpływała się pod wpływem tego gestu. Chwilę później wzdrygnęła się ponownie, bo Max niespodziewanie obrócił ją w nietypowo szarmancki sposób, po czym płynnie wrócił do wyjściowej pozycji, aż cicho westchnęła.
Zdecydowanie chciała, po tym, co pomiędzy nimi się wydarzyło, jak najszybciej powiedzieć mu o wyjeździe z Nico. Problem w tym, że to
jak najszybcie nie nadeszło tak prędko, jakby Lilian rzeczywiście chciała. Jednak co najważniejsze, nadal uważała, że bankiet nie był odpowiednim miejscem, aby wyjawić Maxowi kierujące nią wtedy intencje.
Niezależnie czy był skłonny ją zrozumieć, pragnęła po prostu odkryć własne emocje. Ale chyba nie zastanowiła się, jak źle mogło to na niego oddziałowywać.
—
Czy to normalne, że rozmawiasz o mnie z moją babcią? — odbiła pytanie, w żaden sposób nie wywiązując się z odpowiedzi.
Zastanawiała się, ile wiedział, przy ilu Dolores puściła wodze fantazji i w co uwierzył. Na samą myśl o tym we wnętrzu Lilian rozlała się fala rozdrażnienia. Cała ta sytuacja była wystarczająco ciężka, a babka zamiast choć raz odpuścić, znowu mieszała i jedynie dokładała Lilian następnych cegieł.
Max Korhonen